Ocena brak

Twórczość Marka Hłaski - wyrazem pokoleniowej reakcji na stalinizm i pozorność październikowej odwilży

Autor /Iro123 Dodano /27.05.2011

Stalinizm w życiu Polaków to okres narzucania ideologii komunistycznej w latach powojennych aż do tzw. „odwilży” październikowej w 1956 r. W kraju naszym panował terror policyjny, toczyły się procesy byłych akowców, nawet wśród samych komunistów dokonano czystki - w 1951 r. aresztowano Władysława Gomułkę, Mariana Sprychalskiego i innych. Podobne wydarzenia rozegrały się w innych krajach podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu (Węgry, Bułgaria, Czechosłowacja), była to bowiem działalność ukartowana i wyreżyserowana przez Stalina. Zapanował okres tzw. zimnej wojny ZSRR z krajami zachodnimi. Ostatnim akcentem swobodnych kontaktów z Zachodem był zorganizowany w 1948 r. we Wrocławiu Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju.

Przyjechali wówczas do Polski najsławniejsi twórcy nauki i kultury światowej. Wystąpienia pisarzy radzieckich sprawiły, że powiało grozą i niektórzy delegaci demonstracyjnie opuścili obrady. W 1949 r. na zjeździe Związku Literatów zobowiązano pisarzy polskich do przyjęcia i stosowania „metody realizmu socjalistycznego”. Zadaniem twórców literatury miało być przedstawianie „życia klasy robotniczej”, atakowanie „wrogów klasowych”, krytyka „amerykańskich imperialistów”. Wielu ludzi pióra podporządkowało się narzuconym przez partię dyrektywom, inni nie chcieli po prostu nic pisać lub decydowali się na życie emigracyjne.

W 1953 r. zmarł Stalin i w ZSRR nastał czas „odwilży”. Określenie to pochodziło z tytułu utworu Ilii Erenburga i oznaczało rozluźnienie rygoru reżimu komunistycznego. Odwilż objęła również Polskę i wywarła wpływ na nastroje pisarzy i artystów - zrodziła nadzieje i oczekiwania. Hasło musiało jednak nadejść ze Wschodu: Chruszczow w 1956 r. oficjalnie potępił „kult jednostki” i oskarżył Stalina o zbrodnie. W Polsce już rok wcześniej zwolniono z więzienia Wł. Gomułkę, wypuszczono również Sprycharskiego oraz skazanych w procesach generałów.

W łonie partii nastąpił rozłam, tymczasem wybuchł strajk w zakładach naprawczych taboru kolejowego w Poznaniu i dał początek manifestacjom ulicznym - krwawo stłumionym. W październiku tego roku na stanowisko I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR powołano Wł. Gomułkę. Przywódcy ZSRR przybyli nieoczekiwanie do Warszawy, przemieszczały się też dywizje radzieckie ze Śląska i Pomorza w kierunku naszego państwa. Porozumienie przywódców radzieckich i polskich uchroniło nasz kraj od zbrojnej interwencji sowieckiej. Do końca 1956 r. zwolniono kardynała Wyszyńskiego, odwołano ze stanowisk doradców radzieckich (wojsko, bezpieczeństwo), przyjęto na uniwersytety profesorów usuniętych wcześniej, wznowiono wydawanie „Tygodnika Powszechnego”.

Na zjeździe Związku Literatów Polskich wygłoszono ostrą krytykę ostatnich 7 lat w dorobku twórców socrealizmu. podjęto szereg uchwał (nawiązanie stosunków z literaturą emigracyjną i światową, zniesienie cenzury, naprawienie krzywd wyrządzonych pisarzom represjonowanym z przyczyn politycznych), ale niestety prawie wszystkie one pozostały tylko na papierze. Szczęście Polaków trwało krótko, już od 1959 r. Gomułka doprowadził do znacznego ograniczenia swobody prasy, uciął kontakty z literaturą emigracyjną, wymusił zmianę na stanowisku Związku Literatów Polskich. Odwilż była więc jedynie pozorna, z dnia na dzień ograniczono swobody Polaków.

Zrozumienie twórczości Marka Hłaski w oderwaniu od wydarzeń w kraju jest niemożliwe. Pisarz ten dorastał i dojrzewał w zniewolonym kraju. Pochodził z rodziny inteligenckiej, ale fascynowało go życie społecznych „dołów”. Usiłował utrwalić rzeczywisty obraz współczesnej obyczajowości tych środowisk, których literatura socrealizmu po prostu nie zauważała, a nawet negowała ich istnienie. Hłasko pisał więc o sfrustrowanej i zbuntowanej młodzieży, o szoferach, ludziach społecznego marginesu. W styczniu 1958 r. młody pisarz otrzymał Nagrodę Wydawców, co stało się przyczyną gwałtownych ataków na niego jego twórczość. Młody twórca opuścił więc kraj, w którym nie mógł ze względów cenzuralnych, publikować swych utworów. Wydał je na emigracji, a w Polsce ukazały się dopiero w 1985 r.!

Tom opowiadań Hłaski „Pierwszy krok w chmurach” był wybitnym wydarzeniem literackim (w nagrodę otrzymał stypendium zagraniczne), utwór łamał ustalone reguły i stanowił zapowiedź zmian. „Piękni dwudziestoletni” są wspomnieniem pisarza o młodości przypadającej na czasy stalinowskie (wydanym w Paryżu w 1966 r.). Bohater wspomnień jest stałym bywalcem komisariatów, więzień, knajp, izb wytrzeźwień. To alkoholik i złodziej, który będąc kierowcą samochodów dostawczych, kradnie wszystko co się da: wódkę, mięso, benzynę. Był współpracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa, pisał donosy. Z drugiej jednak strony bohater ten zna literaturę i potrafi ją fachowo ocenić (Borowski, Andrzejewski, Miłosz), jest zachwycony twórczością Gombrowicza, przyjaźnią darzą go tacy twórcy literatury jak: Władysław Broniewski, Wilhelm Mach, profesor Stefan Łoś.

Utożsamianie się z bohaterem utworów jest zabiegiem ryzykownym, czego dowiodły wcześniejsze ataki krytyków na Tadeusza Borowskiego, lecz tym samym chwytem posłużył się również Marek Hłasko. Narrator (mówiący o sobie: ja) staje się w tym utworze świadkiem oskarżenia stalinizmu, a nawet więcej: całego systemu komunistycznego (przecież tzw. „odwilż” trwała krótko, później znowu zniewolono naród).

Piękni dwudziestoletni” są oskarżeniem ustroju, który legalizuje zło i plugawi wartości moralne. Praca ludzi jest fikcyjna, trzeba kraść żeby żyć, nie istnieje etyka lekarska (młoda lekarka handluje morfiną, aby móc przeżyć), kraj pełen jest donosicieli - konfidentów UB, nie ma prawdziwej przyjaźni, gdyż kolega donosi na kolegę, aby nie narazić się na „niezadowolenie” władz politycznych.

Przedstawiciele władzy, którzy deklarują miłość do klasy robotniczej sami robią zakupy w swoich „sklepach za żółtymi firankami’, w zakładach pracy istnieją komórki UB, więc każdy pracownik czuje się śledzony. Jednostka nie ma żadnych praw: profesora Stefana Łosia trzymano rok w więzieniu, gdzie był bity, opluwany przez oficerów, a nawet oprawcy ci oddawali mocz na twarz więźnia. Po roku wypuszczono naukowca stwierdzając, że zaszła pomyłka (zmarł wkrótce po tym). Ustrój komunistyczny gloryfikuje ohydę, bylejakość, tandetę, bo wszystko w kraju jest właśnie tandetne lub paskudne. Praca jest nierzetelna, zarobki bylejakie, samochody służbowe stale się psują, miejsca pracy obskurne. W tej sytuacji sztuka jest tandetna.

Młodzi ludzie żyjący w tym ustroju ulegają demoralizacji: stają się konfidentami, piszą donosy, popadają w alkoholizm, bandytyzm, żyją z hazardu, nie maja ideałów.

Narrator chciał być w swoich wspomnieniach wiarygodnym świadkiem oskarżenia. Rzeczywistość była tandetna, więc dopasował do niej język. Hłasko kazał bohaterowi posługiwać się językiem subkultury miejskiej, językiem literatury popularnej oraz brukowej. Wulgarność języka staje się odpowiednikiem ohydy świata. Młody pisarz reaguje bólem na totalitaryzm ustroju. Z obrzydzeniem odwraca się od świata, który utrwalił i oskarżył w swych wspomnieniach. Marek Hłasko był twórcą niezwykle wrażliwym i głęboko nieszczęśliwym. Źle czuł się na emigracji, tęsknił za Polską, do której nie mógł wrócić po opublikowaniu tak krytycznych utworów.

W każdym emigracyjnym kraju czuł się obco, często zmieniał miejsca pobytu i zawody. Zmarł w wieku 35 lat, najprawdopodobniej przedawkował środki nasenne, bez zażycia których nie mógł zasnąć. Matka pisarza, kilka lat przed śmiercią syna wyjechała do Jugosławii, aby się z nim spotkać. Znalazła go w bardzo złym stanie psychicznym: był szalenie nerwowy i fatalnie sypiał. Wiele informacji o środowisku rodzinnym i losach pisarza zawiera książka Zyty Kwiecińskiej (siostry ciotecznej Hłaski) - „Opowiem wam o Marku”. Autorka wyjaśnia w niej wiele nieporozumień związanych z burzliwym życiem swojego kuzyna, a szczególnie z jego nagłą śmiercią. Z kart książki tworzy się portret pisarza: człowieka nieszczęśliwego, zatroskanego o zdrowie najukochańszej matki, mężczyzny zagubionego wśród ludzi, którzy nie potrafili go zrozumieć.

Do góry