Ocena brak

Turnieje rycerskie - KTO MÓGŁ BRAĆ UDZIAŁ W TURNIEJACH?

Autor /Ronald Dodano /08.11.2011

Trzeba pamiętać, iż jednym z podstawowych elementów dworskiego wychowania była nauka jazdy wierzchem i władania bronią. Manekin ćwiczebny - fr. quintain, w Polsce czasów nowożytnych zwany turkiem lub murzynem - był nieodzownym sprzętem na dziedzińcu zamkowym lub na podzamczu. W jego kierunku szarżował młody chłopak z kopią w dłoni lub uderzał toporem w tarczę mocowaną na jednym z obrotowych ramion manekina. Gdy rycerski syn ukończył dwudziesty pierwszy rok życia, mógł otrzymać pas do miecza. Pod okiem kapelana zamkowego, przez post i nocne czuwanie w kaplicy, przygotowywał się do ceremonii pasowania, po której już oficjalnie brał udział w bitwach. Jednak ego uczestnictwo w turniejach było obwarowane dodatkowymi zastrzeżeniami.

W pierwszych dwóch stuleciach rozwijających się form turniejowych kwalifikacja chętnych do rozgrywek była prosta. Kandydat musiał posiadać konia, oręż i wywodzić się ze stanu rycerskiego. Od XIV stulecia podejmowano stanowcze próby ograniczenia udziału w igrzyskach przedstawicieli niższych stanów na rzecz potomków starych rodów.

Już w XV wieku eliminowano na ogół tych, którzy nie mogli potwierdzić szlachectwa po mieczu i kądzieli do czwartego, a w Polsce do trzeciego pokolenia. By to uczynić, musieli przedłożyć heroldowi tablicę genealogiczną z herbami 30 przodków urodzonych prawnie i należących do stanu rycerskiego, a najlepiej do arystokracji. Wozili więc w sakwach pergaminy z wyrysowanymi drzewami genealogicznymi i herbowe zwoje z tarczami przodków, a jeśli stawali się ofiarami napaści i rabunku, bardziej żałowali utraty tych dokumentów niż "wacków" z pieniędzmi - jak pisał polski kronikarz Bartosz Paprocki (1540-1614). Ukrywali je zatem w pasach, zaszywali w odzieży.

Także w miastach organizowano turniejowe potyczki, a tradycje z tym związane sięgają połowy XIV wieku. We Włoszech, gdzie były one popularnym sportem młodego patrycjatu, nie notujemy tak ostrego, klasowego podziału jak w Anglii, Francji, Hiszpanii, Niemczech czy nawet w Polsce stuleci XIV i XV. Choć i tu zdarzały się próby przenikania chętnych z niższych klas. Na Pomorzu szerokim echem odbił się skandal, opisany w Kronice gdańskiego kronikarza Caspara Weinreicha, jaki zdarzył się podczas turnieju na Długim Targu w Gdańsku, w zapusty roku 1454.

Podczas tych karnawałowych gonitw wieniec miała wręczyć zwycięzcy córka rajcy Arnolda Finkenberga, Krystyna. Gdy najlepszym zawodnikiem okazał się chłopski syn Lenard z Dąbrowy, dumna patrycjuszka odmówiła "Frauendanku", tłumacząc, że poniżej jej godności jest wręczanie nagrody takiemu zwycięzcy. W dziejach walk turniejowych nie był to wypadek odosobniony.

Podobne prace

Do góry