Ocena brak

Trzy wizje internalizacji kultury

Autor /Rick Dodano /29.07.2011

Wszystkie te treści, które społeczeństwo wpaja jednostce, zawarte są w obrębie kultury. Kultura stanowi taki wielki, bogaty arsenał wiedzy, wzorów, reguł, norm, wartości, symboli, z którego poza treściami wspólnymi dla całej zbiorowości (jak np. językiem) każdy korzysta selektywnie, w zależności od pozycji społecznych (ról), jakie pełni, i swoich przynależności grupowych. Inne treści przyswaja z kultury lekarz, inne adwokat, inne rolnik, inne marynarz. Czego innego uczy się dziecko, czego innego student, czego innego emeryt. Inne wzory są ważne dla księdza, a inne dla artysty.

Kultura, a dokładniej - jej wyselekcjonowane elementy oddziałują bezpośrednio na osobowość ludzi, zostają przez jednostki przyswojone czy, jak mówimy, ulegają internalizacji. Przekształcają się wtedy w prywatne, indywidualne przekonania, poglądy, motywacje, aspiracje, predyspozycje, kanony moralne, obyczajowe itp. Psycholog powie o ukształtowaniu się postaw, a więc tendencji do działania w pewien określony sposób. Ale na tym nie koniec, w życiu społecznym bowiem liczy się naprawdę to, co ludzie robią, nie tylko ich postawy, ale rzeczywiste działania stanowiące - jak pamiętamy - konstytutywny składnik społeczeństwa.

Druga faza procesu socjalizacji to zatem przejawianie się zinternalizowanych w osobowości treści kulturowych w działaniach, czyli inaczej ich eksternalizacja. Socjalizacja w pełnym sensie to proces dwuetapowy kształtowania działań ludzi przez kulturę. Ostatecznym efektem socjalizacji są określone działania. Aborygeni w Australii inaczej się ubierają, co innego jedzą, inaczej budują domy, inaczej wychowują dzieci, inaczej spędzają wolny czas, inaczej się pozdrawiają, inaczej chowają zmarłych niż współcześni Polacy, dlatego właśnie, że w procesie socjalizacji ich działania ukształtowała odmienna od naszej kultura. Osobowość stanowi tu tylko ogniwo pośrednie, ale w pełnym procesie niezbędne.

Scharakteryzujmy dokładniej pierwszy etap procesu: kulturowe kształtowanie osobowości. Nie ma tu wśród teoretyków pełnej zgody. Można wskazać na trzy najważniejsze rekonstrukcje oddziaływania kultury na osobowość, których podstawowe różnice wynikają z odmiennego pojmowania osobowości. Jest to więc z natury rzeczy problematyka psychologii, a odwołam się tutaj do niej tylko w niezbędnym zakresie, w bardzo uproszczony sposób.

Pierwsza rekonstrukcja mieści się w obrębie kierunku behawiorystyczne-go, perspektywy silnie reprezentowanej w psychologii amerykańskiej, zapoczątkowanej w I połowie XX wieku przez Jamesa Watsona1. Osobowość rozumiana jest tutaj jako wyuczony repertuar zachowań, przez które jednostka reaguje na płynące z otoczenia bodźce. Podstawowy mechanizm socjalizacji to instrumentalne uczenie się, a więc dobór repertuaru zachowań w oparciu o efekty zachowań wcześniejszych. Człowiek, podobnie jak każdy inny gatunek zwierzęcy, ma pewną, genetycznie daną gamę zachowań typowych. Może zachować się w pewien sposób, a nie może w inny. Na przykład bez pomocy urządzeń technicznych nie może fruwać w powietrzu ani długo przebywać pod wodą, ani skakać dalej niż kilka metrów, ani żywić się planktonem. Może natomiast robić wiele innych rzeczy niedostępnych z kolei dla ptaków, lampartów czy wielorybów.

Realizując te gatunkowo dostępne zachowania, człowiek osiąga pewne efekty; prowadzą one do pewnych skutków. Inaczej mówiąc, traktuje zachowania jako instrument realizacji swoich celów. Niektóre z osiąganych efektów są dla człowieka korzystne, zaspokajają jego potrzeby, dają przyjemność, satysfakcję, a inne przeciwnie - sprawiają przykrość, ból, przynoszą szkody. Powtarzając zachowania „metodą prób i błędów", człowiek po pewnym czasie uczy się odróżniać te, które przynoszą gratyfikacje, nagrody, od tych, które przynoszą deprywacje, kary. I zaczyna unikać zachowań wywołujących kary, eliminuje je z repertuaru zachowania, a pozostawia te, które przynoszą gratyfikacje. W wyniku instrumentalnego uczenia się, selekcji repertuaru zachowania, człowiek ukształtował swoją osobowość.

Do tego punktu opis procesu nie różni się od tego, co zachodzi w świecie zwierzęcym. Tak samo uczą się tresowane psy czy szczury w labiryncie psychologów eksperymentalnych. To co swoiste dla świata ludzkiego, to podejmowanie zachowań w otoczeniu innych ludzi, w środowisku społecznym. Ludzie większość swoich zachowań kierują ku innym ludziom. I ci inni różnie reagują na ich zachowania. Czasem odpowiadają uśmiechem, pochwałą, sympatią, życzliwością, udzielają pomocy, poparcia itp. A kiedy indziej reagują naganą, szyderstwem, bojkotem, izolacją, krzykiem, biciem, pozbawieniem wolności itp.

Zachowanie spotyka się więc albo z pozytywnymi, albo z negatywnymi reakcjami otoczenia społecznego (socjologowie mówią o pozytywnych i negatywnych sankcjach). Reakcje pozytywne występują wtedy, gdy jednostka działa zgodnie z oczekiwaniami społecznymi, a więc uznanymi w zbiorowości wzorami, regułami, normami, wartościami. A reakcje negatywne, gdy nie spełnia takich oczekiwań, narusza społeczne reguły. Dążąc do społecznej akceptacji, która jest dla jednostki gratyfikująca, a unikając społecznego potępienia, które jest dla jednostki przykre, uczy się ona powtarzać zachowania akceptowane, a rezygnować z potępianych. W ten sposób internalizowała w swojej osobowości oczekiwania kulturowe.

W ujęciu teorii behawiorystycznej tajemnica socjalizacji polega więc na tym, że społeczeństwo nagradza zachowania kulturowo właściwe, a karze zachowania nie odpowiadające oczekiwaniom kulturowym. W wyniku takiej „tresury" człowiek przyswaja wzory i reguły kulturowe, czyni je swoją „drugą naturą", i następnie realizuje w swoim postępowaniu.

Bardziej skomplikowany obraz procesu socjalizacji odnajdujemy w teorii psychoanalitycznej związanej głównie z nazwiskiem Zygmunta Freuda, austriackiego psychiatry z I połowy XX wieku. Przede wszystkim inaczej postrzegana jest tu struktura osobowości człowieka. Jest to bardzo złożona całość składająca się z kilku warstw lub obszarów. Pierwszy obszar to suma biologicznie wyznaczonych, genetycznie nabytych potrzeb czy popędów, które łącznie określa się terminem „id". To są podstawowe sprężyny ludzkiej aktywności.

Ale człowiek jest także obiektem społecznych, zewnętrznych nacisków. Te naciski społeczne odbijają się w drugiej sferze osobowości, którą określa się mianem „su-perego". Tutaj zapisuje się lekcja społeczna, przekaz kultury zbiorowości, na przykład moralność, obyczaj, niezbędne, aby zapewnić współistnienie, kooperację wielu ludzi, unikając „wojny wszystkich przeciwko wszystkim". Moralne postępowanie wymaga brania pod uwagę dobra czy interesów innych ludzi, a więc sprzeciwia się czysto egoistycznemu, hedonistycznemu zaspokajaniu popędów czy realizowaniu potrzeb. Ukształtowane superego (jak czasem potocznie mówimy - „sumienie") wchodzi więc w konflikt z id. Między tymi dwoma biegunami osobowości zachodzi nieuchronne napięcie, ponieważ superego blokuje, ogranicza, oswaja instynktowne, naturalne dążenia.

Zachowanie amoral-ne, niezależnie od ewentualnych sankcji społecznych, z jakimi może się spotkać, rodzi przykre odczucia zwane poczuciem winy, wstydu albo wyrzutami sumienia. A równocześnie biologiczne popędy zawarte w id często popychają do zachowań amoralnych. Radząc sobie z tą sprzecznością, jednostka tworzy pewne własne, indywidualne kompromisowe rozwiązanie, swój specyficzny sposób postępowania, który zamyka się w trzeciej warstwie osobowości zwanej „ego". Ego dostarcza niezbędnej równowagi między tym, czego żąda natura, a tym, czego wymaga kultura, dwie siły, między którymi toczy się w nieuchronnym rozdarciu egzystencja ludzka.

W ujęciu psychoanalizy socjalizacja to zatem proces, poprzez który kultura internalizuje się w jednym tylko obszarze osobowości, w superego. Zinternali-zowane wzory kulturowe nie realizują się od razu i wprost w działaniach, lecz przechodzą skomplikowany proces uzgadniania z popędami biologicznymi, w wyniku czego ulegają kompromisowym modyfikacjom i przejawiają się w działaniach tylko częściowo.

Ujęcie trzecie wywodzi się już nie z psychologii, lecz z socjologii. Najsilniej podkreśla rolę czynników społecznych. Określamy je mianem symbolicznego interakcjonizmu, a jego twórcami byli amerykańscy socjologowie z początku XX wieku: znany nam już Charles Horton Cooley i George Herbert Mead. Zgodnie z tą perspektywą, człowiek w momencie urodzenia jest tylko organizmem biologicznym, reprezentantem pewnego gatunku zwierzęcego. Wszystko, co czyni człowieka człowiekiem, wywodzi się ze społeczeństwa, a ściślej z kontaktów i interakcji z innymi ludźmi, jest efektem zbiorowej, stadnej formy bytowania gatunku ludzkiego. Swoiście ludzka natura człowieka wytwarza się dopiero przez udział w zbiorowości, życie w środowisku innych ludzi.

Od społeczeństwa nabywamy nie tylko treści naszego myślenia, wiedzę, informacje, wzory, reguły, normy, wartości, ale także samą zdolność uczenia się, nabywania tych treści. To jest stanowisko bardzo radykalne. Tradycyjnie bowiem uczenie się pojmowano, stosując metaforę pustej tablicy (tabula rasa), z którą człowiek się rodzi i na której potem zapisuje się całe jego doświadczenie życiowe. Tablica jest dana biologicznie, a tylko to, co na niej zapisane, pochodzi z zewnątrz, z wykształcenia, wychowania, kontaktów społecznych.

Tymczasem symboliczni interakcjoniści uważają, że sama tablica także wytwarza się w toku życia społecznego. Mówiąc mniej metaforycznie - że cały skomplikowany mechanizm psychiczny, zwany tu jaźnią (self), który umożliwia przyswajanie kultury, kształtuje się dopiero po urodzeniu, w kontaktach, interakcjach z innymi, przede wszystkich w ramach „grup pierwotnych": rodziny, grupy zabawowej i wspólnoty lokalnej. Mocnego argumentu za takim radykalnym stanowiskiem dostarczają wspomniane wcześniej przypadki dzieci pozbawionych naturalnego środowiska wychowawczego, które nie tylko nie nabyły kulturowych treści, ale nie mogły się już ich nauczyć, tak jakby zabrakło tego aparatu psychicznego umożliwiającego recepcję kultury.

Jak przebiega proces kształtowania się jaźni? Jaźń jest strukturą złożoną. Jedna jej sfera to „ja" („I"), druga określana jest przez Meada zaimkiem zwrotnym „mnie" („me"). „I" to spontaniczne, własne, indywidualne tendencje, zdolności, umiejętności bardzo różniące ludzi między sobą. Można tu mówić o jaźni autonomicznej. „Me" natomiast to refleks, odbicie społeczeństwa, w którym żyjemy. To są te lekcje, które nabyliśmy od społeczeństwa, to te ideały, reguły, wzory, które uznajemy dlatego, że żyjemy w pewnej zbiorowości. Można tu mówić o jaźni refleksyjnej. Ukształtowanie tej sfery jaźni, a także cała jej zawartość treściowa, są efektem socjalizacji.

W procesie socjalizacji dokonującej się w grupach pierwotnych można wyróżnić trzy etapy, w zależności od specyfiki zachodzących tam interakcji. Etap zabawy to kontakty i interakcje spontaniczne, chaotyczne, nie związane jeszcze z żadną refleksją na temat partnera ani samego siebie. Wyobraźmy sobie dzieci w piaskownicy. Są razem, ale jeszcze w istotnym sensie osobno, każde bawi się na własną rękę, a jedynie czasem dochodzi do przelotnych kontaktów, prostej imitacji zachowania drugiego. Wyższa forma interakcji to gra.

Pojawia się tutaj świadomość partnera i pewna definicja mojej własnej roli, powiązanej z jego rolą. Ja kopię piłkę, a ty bronisz. Ja jestem Wilk, a ty Sierotka Marysia. Ja jestem doktor, a ty pacjentka. Jest tu już rozróżnienie odmiennych ról, a także spostrzeżenie ich wzajemnej niezbędności. Nie ma sensu strzelanie do bramki, gdy nie ma bramkarza, nie można być sensownym Wilkiem, jeżeli nie ma nikogo do pożarcia, ani lekarzem, jeśli pacjent nie daje się zbadać. Mam świadomość, że moje działania uzyskują sens dzięki temu, że są inni, którzy realizują ich działania. W przypadku gry mam już świadomość tej zależności od innych, tego interakcyjnego kontekstu, w którym sam działam. Co więcej, potrafię wyobrazić sobie, na czym polega rola, której sam nie wykonuję, postawić się w sytuacji partnera i popatrzeć na grę z jego perspektywy.

Etap trzeci to uogólnienie samych reguł gry niezależnie od konkretnych osób uczestniczących w grze czy od konkretnej sytuacji gry. Pojawia się świadomość, czym jest gra w futbol, a czym w koszykówkę, czym są obowiązki rodzinne, a czym zawodowe, niezależnie od konkretnego meczu czy konkretnej sytuacji rodzinnej lub zawodowej. Nawet nie grając w piłkę, można znać reguły gry, ogarniać w wyobraźni pewien właściwy sposób postępowania. Nawet będąc kawalerem czy bezrobotnym, można znać powinności rodzinne czy pracownicze. Pojawienie się tego abstrakcyjnego, refleksyjnego etapu pozwala na to, że człowiek może myślowo, abstrakcyjnie popatrzeć nie tylko na innych ludzi, ale na siebie samego. I zapytać: jak ja realizuję społeczne wzory, jak gram w te gry społeczne, czy idzie mi dobrze czy źle, czy mi się udaje, czy mam kłopoty, czy gram fair i realizuję regulaminy czy też nie? W tym trzecim etapie potrafię sam spojrzeć na siebie i ocenić swoje działania z punktu widzenia pewnych ogólnych reguł, społecznych oczekiwań. I w efekcie mogę być z siebie dumny albo mogę odczuwać wstyd.

Dopiero w tym momencie, kiedy pojawia się taka krytyczna refleksja o sobie samym, możemy powiedzieć, że wytworzyła się jaźń. Jaźń to zdolność zdefiniowania swojego miejsca w szerszej zbiorowości, roli, jaką się pełni, obowiązków i powinności, jakie z niej wynikają, nakazów i zakazów, jakie zbiorowość jednostce narzuca. Człowiek nie rodzi się z ukształtowaną jaźnią. Kształtuje się ona w wyniku długotrwałego procesu obcowania z innymi ludźmi. Kiedy jednak się ukształtuje, czyni człowieka uzależnionym od kulturowych imperatywów, poddanym ukierunkowującemu wpływowi zbiorowości. To jest właśnie efekt socjalizacji.

Podobne prace

Do góry