Ocena brak

Toksyczni rodzice

Autor /bosa.vanessa Dodano /17.03.2011

Wymagany Adobe Flash Player wesja 10.0.0 lub nowsza.

praca w formacie txt Toksyczni rodzice

Transkrypt

Forward Susan - Toksyczni Rodzice

PWZN Print 6
Lublin
1996
Tytuł oryginału:
Toxic Parents

Adaptacja na podstawie
książki wydanej przez
Jacek Santorski & co
Agencja Wydawnicza
Warszawa 1992

Przełożył:

Ryszard Grażyński

Książka uznana przez Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej
jako szczególnie pomocna w profilaktyce uzależnień.

Od autorki

Wiele osób wniosło w tę pracę znaczący wkład:
Craig Buck, oddany sprawie utalentowany pisarz, nadał odpowiednią formę historii, którą chciałam
opowiedzieć.
Nina Miller, zdolna terapeutka, szczodrze obdarzała mnie swoim czasem, wiedzą i wsparciem. Jest
ona także najbardziej oddanym przyjacielem, jakiego można sobie wyobrazić.
Marty Farash hojnie udzielał mi konsultacji w dziedzinie systemów rodzinnych.
Toni Burbank, mój wspaniały wydawca, był - jak zawsze - wnikliwy, wrażliwy i wyrozumiały. Nie
mogłabym znaleźć spokojniejszego przewodnika w burzliwych momentach mojej twórczej pracy.
Linda Grey, szef wydawnictwa Bantam Books, od początku wierzyła we mnie i w moją pracę.
Wyrażam nieskończoną wdzięczność moim pacjentom i przyjaciołom oraz tym wszystkim osobom,
które powierzyły mi swoje najbardziej osobiste doznania i sekrety, po to aby innym ludziom nieść
pomoc. Nie mogę wymienić ich nazwisk, ale oni wiedzą, o kim mówię.
Moje dzieci, Wendy i Matt, i moi przyjaciele (szczególnie Dorris Gathrid, Don Weisberg, Jeanne
Phillips, Basil Anderman, Lynn Fischer i Madeline Cain) są cząstką mego własnego życia i
wszystkich ich szczerze kocham.
Jestem wdzięczna mojemu ojczymowi, Kenowi Petersonowi, za jego wsparcie i dobroć dla mnie.
Wreszcie chcę podziękować mojej matce, Harriet Peterson, za jej miłość,
wsparcie oraz gotowość do zmiany

Wprowadzenie

Oczywiście, że ojciec mnie bił, ale robił to tylko dlatego, aby utrzymać mnie w ryzach. Nie
rozumiem, co to ma wspólnego z rozpadem mojego małżeństwa.

Gordon

Gordon, lat 38, wzięty chirurg ortopeda, przyszedł do mnie, gdy po sześciu latach małżeństwa
opuściła go żona. Bardzo pragnął jej powrotu, ale oznajmiła, że nie będzie to możliwe, dopóki on
nie znajdzie sposobu na swoją niepohamowaną złość. Była przerażona jego nagłymi wybuchami i
wyczerpana jego bezlitosnym krytycyzmem. Gordon zdawał sobie sprawę ze swojej wybuchowości
oraz tego, że może być nieznośny, jednakże kiedy żona od niego odeszła, był zaskoczony.
Poprosiłam Gordona, aby opowiedział mi o sobie, a kiedy mówił, zadałam kilka naprowadzających
pytań. Gdy zapytałam o rodziców, uśmiechnął się i namalował promienny obraz, szczególnie ojca,
uznanego na środkowym zachodzie kardiologa.

Gdyby, nie on, nie zostałbym lekarzem. Jest wspaniały. Pacjenci uważają go za świętego.

Zapytałam go o obecne stosunki z ojcem. Zaśmiał się nerwowo i powiedział:

Było wspaniale... do czasu kiedy oznajmiłem mu, że myślę o zajęciu się medycyną holistyczną.
Można by pomyśleć, że chcę się dopuścić masowej zbrodni. Powiedziałem mu o tym trzy miesiące
temu i teraz, przy każdej naszej rozmowie, zaczyna wygłaszać tyrady, że nie po to wysłał mnie na
medycynę, bym został znachorem. Wczoraj doszło do najgorszego. Zdenerwował się i powiedział
mi, że mam zapomnieć, iż kiedykolwiek należałem do jego rodziny. To naprawdę mnie zabolało.
Nie wiem. Może medycyna holistyczna rzeczywiście nie jest najlepszym pomysłem.

Kiedy Gordon opowiadał o swoim ojcu, który oczywiście nie był aż tak wspaniały, jak Gordon
próbował mi to przedstawić, zauważyłam, że zaczął splatać i rozplatać palce w bardzo dynamiczny
sposób. Kiedy przyłapał się na tym, przywołał się do porządku i połączył opuszki palców tak, jak
robią to często profesorowie siedząc przy swoich biurkach. Wyglądało to na gest zapożyczony od
ojca.
Zapytałam Gordona, czy jego ojciec był zawsze tyranem.

Nie, niezupełnie. To znaczy, często wrzeszczał. Raz na jakiś czas dostawałem lanie, jak każdy inny
dzieciak. Ale nie nazywałbym go tyranem.

Uderzyło mnie coś w sposobie, w jaki wypowiadał słowo „lanie”, jakaś subtelna emocjonalna
zmiana w jego głosie. Spytałam go o to. Okazało się, że ojciec spuszczał mu lanie pasem dwa lub
trzy razy w tygodniu. Nie trzeba było wiele, aby Gordon naraził się na bicie: wyzywające słowo,
uwaga w dzienniczku, czy też zapomniana praca domowa były wystarczającymi „przestępstwami”.
Ojciec Gordona nie przywiązywał również szczególnej wagi, w które miejsca wymierzał razy.
Gordon przypomniał sobie, że był bity po plecach, nogach, ramionach, rękach i pośladkach.
Spytałam Gordona, jak mocno ojciec ranił go fizycznie.

Gordon: Nie krwawiłem, ani nic w tym rodzaju. To znaczy, wychodziłem cało. On po prostu chciał
utrzymać mnie w ryzach. Susan: Ale bałeś się go, prawda? Gordon: Śmiertelnie się go bałem, ale
czy tak właśnie nie bywa zawsze z rodzicami? Susan: Gordon, czy ty chciałbyś, aby twoje dzieci
czuły to samo w stosunku do ciebie?

Gordon unikał mojego spojrzenia. Czuł się bardzo nieswojo. Przysunęłam moje krzesło bliżej i
łagodnie mówiłam dalej:

Twoja żona jest pediatrą. Gdyby zobaczyła w swoim gabinecie dziecko z takimi samymi śladami
na ciele jak te twoje, będące efektem lania jakie sprawiał ci ojciec, czy zgodnie z prawem powinna
zgłosić to do odpowiednich władz?

Gordon nie musiał odpowiadać. Kiedy uświadomił sobie prawdę, jego oczy napełniły się łzami.

Czuję okropny ucisk w żołądku.

Mechanizmy obronne Gordona runęły Chociaż odczuwał straszny emocjonalny ból, po raz
pierwszy odkrył pierwotne, długo skrywane źródło swojej wybuchowości. Był chodzącym
wulkanem gniewu przeciwko ojcu i kiedy ciśnienie stawało się zbyt wysokie, wyładowywał się na
kimkolwiek, kto był pod ręką, zwykle na żonie. Wiedziałam, co musimy zrobić: uznać i wyleczyć
sponiewieranego małego chłopca, który nadal w nim był.
Kiedy tego wieczora wróciłam do domu, zauważyłam, że nadal myślę o Gordonie. Wciąż
widziałam jego oczy pełne łez, kiedy uświadomił sobie, jak źle był traktowany. Pomyślałam o
tysiącach dorosłych mężczyzn i kobiet, z którymi pracowałam, a których codzienne życie było pod
wpływem - albo czasem pod kontrolą - wzorców ustalonych w dzieciństwie przez emocjonalnie
destrukcyjnych rodziców. Uświadomiłam sobie, że są miliony takich, którzy nie mają pojęcia,
dlaczego nie wiedzie im się w życiu. Należało im pomóc. To właśnie wtedy zdecydowałam się
napisać tę książkę.

Po co patrzeć wstecz?

Historia Gordona nie należy do niezwykłych. Spotkałam w mojej osiemnastoletniej pracy
terapeutycznej, w ramach terapii indywidualnej i w grupach szpitalnych, tysiące pacjentów, z
których ogromna większość cierpiała z powodu zniszczonego poczucia własnej wartości, ponieważ
rodzic regularnie bił ich, krytykował, żartował na temat tego, jacy są bezmyślni, okropni czy
niechciani, albo też przygniatał ich winą, napastował seksualnie, obarczał zbyt dużą
odpowiedzialnością czy rozpaczliwie ochraniał.
Podobnie jak Gordon, niewielu z tych ludzi łączyło swoje obecne problemy z rodzicami. Jest to
powszechnie występująca emocjonalna biała plama. Ludziom po prostu trudno jest dostrzec, że ich
stosunki z rodzicami w znaczący sposób wpływają na ich życie.
Kierunki terapeutyczne, które mocno opierały się na analizie doświadczeń z dzieciństwa, odeszły
od omawiania przeszłości, koncentrując się na tu i teraz. Obecnie kładzie się nacisk na badanie i
zmianę zachowań, związków i funkcji. Uważam, że ta zmiana akcentu wynika z tego, że pacjenci
nie godzą się na terapię tradycyjną, która wymaga ogromnego nakładu czasu i pieniędzy przy,
często, minimalnych rezultatach.
Sama jestem wielką zwolenniczką krótkoterminowej terapii, która skupia się na zmianie
destrukcyjnych wzorców zachowań. Ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie wystarczy leczenie
symptomów, należy także zająć się ich źródłem. Terapia jest najbardziej efektywna wtedy, gdy
biegnie podwójnym torem: z jednej strony zmiana obecnego autodestrukcyjnego zachowania, z
drugiej - uwolnienie się od traumy przeszłości.
Gordon musiał nauczyć się technik kontrolowania złości. Jednakże w celu doprowadzenia do
trwałych zmian, takich które wytrzymałyby stres, musiał także cofnąć się i zająć się bólem, jaki
odczuwał w dzieciństwie.
Nasi rodzice sieją w nas mentalne i emocjonalne ziarna - ziarna, które rosną wraz z nami. W
niektórych rodzinach są to ziarna miłości, szacunku i wolności. Niestety, w wielu innych są to
ziarna strachu, obowiązku czy winy.
Jeśli należysz do tej drugiej grupy, książka ta przeznaczona jest dla ciebie. Kiedy dorastałeś,
zasiane ziarna rozrosły się w niewidoczne chwasty, które zaatakowały twoje życie tak dalece, że
nie potrafisz sobie nawet tego wyobrazić. Ich pędy mogły zaszkodzić twoim uczuciowym
związkom, karierze, życiu rodzinnemu; to one z pewnością zdusiły w tobie pewność siebie i
poczucie własnej wartości.
Zamierzam pomóc ci w odnalezieniu tych chwastów i wyrwaniu ich.

Jaki jest toksyczny rodzic?

Wszyscy rodzice od czasu do czasu popełniają błędy. Ja sama popełniłam kilka strasznych błędów
wobec moich dzieci, co było powodem niemałego bólu dla nich i dla mnie. Żaden rodzic nie może
być emocjonalnie otwarty przez cały czas. Jest to całkowicie normalne, że rodzice czasami krzyczą
na swoje dzieci. Wszyscy rodzice od czasu do czasu bywają zbyt władczy. Większość rodziców,
nawet jeśli zdarza się to rzadko, sprawia lanie swoim dzieciom. Czy z powodu tych uchybień
należy uznać ich za okrutników?
Oczywiście, że nie. Rodzice są tylko ludźmi i mają mnóstwo własnych problemów. Większość
dzieci znosi okazjonalne wybuchy złości dopóki otrzymuje, jako przeciwwagę, dużo miłości i
zrozumienia.
Jest niestety wielu rodziców, których negatywne wzorce zachowań w sposób stały i dominujący
wpływają na życie dziecka. To są właśnie rodzice, którzy wyrządzają krzywdę.
Kiedy szukałam zwrotu opisującego wspólną cechę łączącą tych szkodzących rodziców, przyszło
mi do głowy słowo toksyczni. Emocjonalne wyniszczenie spowodowane przez rodziców, podobnie
jak chemiczna trucizna, rozchodzi się w dziecku. Wraz z rozwojem dziecka rośnie również
odczuwany przez nie ból. Czyż jest lepsze słowo, niż toksyczni, którym można by się posłużyć do
opisu rodziców, którzy zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i
nie przestają tego robić nawet kiedy dzieci są już dorosłe?
Ale nie zawsze musi to być oddziaływanie systematyczne lub długotrwałe. Zniewaga seksualna
czy fizyczna może być tak traumatyczna, że często pojedyncze zdarzenie wystarczy, aby
spowodować ogromną emocjonalną szkodę.
Niestety, wychowywanie dzieci, ta jedna z najbardziej istotnych umiejętności, jest nadal w dużej
mierze wysiłkiem polegającym na trzepaniu spodni. Nasi rodzice nauczyli się tego przede
wszystkim od ludzi, którzy wcale nie musieli być w tym tacy dobrzy - od swoich własnych
rodziców. Wiele uświęconych tradycją technik wychowawczych, przekazywanych z pokolenia na
pokolenie, to po prostu złe rady ukryte pod maską ludowej mądrości.

Jak toksyczni rodzice wpływają na ciebie?

Prawie wszyscy dorośli, dzieci toksycznych rodziców, bez względu na to czy byli bici jako malcy,
czy pozostawiani samym sobie, seksualnie znieważani czy traktowani jak głupcy, przesadnie
chronieni czy też przeciążeni poczuciem winy, cierpią na zaskakująco podobne symptomy:
zachwianie poczucia własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. W pewien
sposób wszyscy oni czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w
znacznej mierze z faktu, że dzieci toksycznych rodziców, czasami świadomie, czasami
nieświadomie, same siebie winią za rodzicielskie zniewagi. Bezbronnemu, zależnemu od rodziców

dziecku łatwiej jest poczuć się winnym i zasłużyć na gniew tatusia za zrobienie czegoś „złego”, niż
uznać przerażający fakt, że tatusiowi, który powinien je otaczać opieką, nie można zaufać.
Kiedy te dzieci stają się dorosłymi, nadal dźwigają ciężary winy i nieadekwatności, co powoduje,
że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak
pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia.

Badanie psychologicznego pulsu

Nie zawsze łatwo wywnioskować czy twoi rodzice są, lub byli, toksyczni. Wiele osób ma trudne
związki z rodzicami. Nie świadczy to jednak o tym, że rodzice są emocjonalnie destrukcyjni. Sporo
osób uświadamia sobie, że prowadzi wewnętrzną walkę zastanawiając się, czy byli źle traktowani
w przeszłości czy też są przewrażliwieni w teraźniejszości.
Aby dopomóc ci w rozwiązaniu tej kwestii ułożyłam zamieszczony poniżej kwestionariusz.
Niektóre z tych pytań mogą sprawiać, iż poczujesz się zaniepokojony lub nieswój. To nic nie
szkodzi. Zawsze trudno jest powiedzieć sobie prawdę na temat tego, jak bardzo nasi rodzice nas
zranili. Choć może to być bolesne, reakcja emocjonalna jest całkowicie prawidłowa.
Dla uproszczenia pytania odnoszą się do rodziców w liczbie mnogiej. Twoja odpowiedź może
jednak dotyczyć tylko jednego rodzica.

I Twój związek z rodzicami, kiedy byłeś dzieckiem:
1.Czy rodzice mówili ci, że jesteś niedobry lub bezwartościowy? Czy używali wobec ciebie
wyzwisk? Czy ciągle cię krytykowali?
2.Czy rodzice używali siły fizycznej aby cię utrzymać w ryzach? Czy bili cię paskiem, szczotką lub
innymi przedmiotami?
3.Czy twoi rodzice pili lub narkotyzowali się? Czy czułeś się zakłopotany, nieswój, przestraszony,
dotknięty lub zawstydzony z tego powodu?
4.Czy twoi rodzice przeżywali ciężkie depresje lub zamykali się przed tobą z powodu własnych
emocjonalnych problemów lub umysłowej czy fizycznej choroby?
5.

Czy musiałeś opiekować się rodzicami z powodu ich problemów?

6.
Czy rodzice zrobili coś co miało być utrzymane w tajemnicy? Czy byłeś w jakiś sposób
seksualnie napastowany?
7.
8.

Czy zazwyczaj bałeś się swoich rodziców?
Czy bałeś się wyrazić swoją złość na rodziców?

II Twoje dorosłe życie:

1.Czy znajdujesz się obecnie w destrukcyjnym lub nieodpowiednim dla ciebie związku?
2.Czy wierzysz, że jeśli będziesz z kimś zbyt blisko, możesz zostać zraniony lub opuszczony?
3.

Czy spodziewasz się od ludzi najgorszego? A od życia w ogóle?

4.

Czy sprawia ci trudność uświadomienie sobie kim jesteś, co czujesz i co chcesz?

5.

Czy obawiasz się, że gdyby ludzie znali twoje prawdziwe ja, nie lubiliby ciebie?
6.Czy kiedy odnosisz sukces, czujesz się zaniepokojony lub przerażony, że ktoś odkryje, iż
jesteś oszustem?

7.
8.
9.

Czy bez wyraźnej przyczyny złościsz się lub jesteś smutny?
Czy jesteś perfekcjonistą?
Czy trudno jest ci zrelaksować się lub zabawić?

10.

Czy dostrzegasz, że mimo swoich najlepszych chęci, zachowujesz się tak jak twoi rodzice?

III Twój związek z rodzicami jako człowieka dorosłego:
1.
2.

Czy rodzice nadal traktują cię jak małe dziecko?
Czy dużo twoich życiowych decyzji zależy od akceptacji rodziców?

3.
Czy doświadczasz intensywnych emocjonalnych lub fizycznych reakcji po spotkaniu lub
przed planowanym spotkaniem z rodzicami?
4.
5.
6.

Czy obawiasz się sprzeciwić rodzicom?
Czy rodzice manipulują tobą poprzez groźbę lub poczucie winy?
Czy rodzice manipulują tobą za pomocą pieniędzy?

7.
Czy czujesz się odpowiedzialny za odczucia rodziców? Czy kiedy są nieszczęśliwi, czujesz,
że to twój błąd? Czy do twoich zadań należy zmiana ich odczuć na lepsze?
8.
Czy uważasz, że cokolwiek zrobisz, i tak nigdy nie będzie to wystarczająco dobre dla
rodziców?
9.

Czy masz nadzieję, że pewnego dnia, w jakiś sposób, twoi rodzice zmienią się na lepsze?

Znajdziesz dużo pomocnych informacji w tej książce, nawet jeśli odpowiedziałeś twierdząco tylko
na 1/3 powyższych pytań. Nawet jeżeli niektóre rozdziały wydają się nie pasować do twojej
sytuacji, warto pamiętać, że wszyscy toksyczni rodzice, bez względu na rodzaj ich władzy, w
zasadzie pozostawiają te same blizny. Przykładowo, twoi rodzice nie byli alkoholikami, ale chaos,
brak stabilizacji i brak dzieciństwa, charakterystyczne dla domów alkoholików, są bardzo realne
również dla dzieci innych toksycznych rodziców. Zasady i techniki powrotu do zdrowia są podobne
dla wszystkich dorosłych dzieci toksycznych rodziców, tak więc namawiam abyś nie pomijał
żadnego rozdziału.

Uwalnianie się od spuścizny po toksycznych rodzicach

Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem toksycznych rodziców, możesz naprawdę wiele zrobić, aby
uwolnić się od uciążliwego dziedzictwa, którym jest poczucie winy i niewiara w siebie. Na kartach
tej książki omówię różnorodne strategie, które ci w tym pomogą. Chcę, abyście czytali tę książkę z
wielką nadzieją. Nie ze złudną nadzieją, że rodzice w sposób magiczny zmienią się, ale prawdziwą
nadzieją że ty jesteś w stanie psychologicznie odciąć się od silnego i destrukcyjnego wpływu
twoich rodziców. Musisz tylko zdobyć się na odwagę. Jest ona w tobie.
Poprowadzę cię przez szereg etapów, które pomogą ci ujrzeć ten wpływ wyraźnie, a następnie
zająć się nim, bez względu na to czy jesteś obecnie w konflikcie z rodzicami, czy związek wasz jest
uprzejmy ale powierzchowny, czy nie widziałeś ich od lat czy też jedno z rodziców bądź oboje nie
żyją.
Choć może wydawać się to dziwne, wiele osób jest kontrolowanych przez swoich rodziców nawet
po ich śmierci. Duchy, które ich nawiedzają mogą nie być realne w sensie nadprzyrodzonym, są
jednak bardzo realne psychologicznie. Rodzicielskie wymagania, oczekiwania, ślady poczucia
winy mogą trwać długo po śmierci rodzica.
Być może już rozpoznałeś w sobie potrzebę uwolnienia się od wpływu rodziców. Możliwe, że już o
tym z nimi rozmawiałeś. Jedna z moich pacjentek lubiła mawiać: „Rodzice nie mają żadnej
kontroli nad moim życiem. Nienawidzę ich i oni wiedzą o tym”. Z czasem uświadomiła sobie, że
podsycając ogień złości, pozwalała rodzicom nadal sobą manipulować, a wydatek energii na złość
drenował inne dziedziny jej życia. Konfrontacja stanowi ważny krok w wypędzaniu duchów
przeszłości i demonów teraźniejszości, ale nigdy nie wolno sobie na nią pozwolić, gdy powoduje
nami gniew.

Czyż to nie ja sam odpowiadam za to, jaki jestem?
Być może myślisz teraz: „Chwileczkę, Susan, prawie wszystkie książki i eksperci twierdzą że nie
mogę obwiniać za swoje problemy nikogo poza mną”.
Niemądre gadanie. I twoi rodzice odpowiadają za to, co zrobili. Oczywiście, że ty jesteś
odpowiedzialny za swoje dorosłe życie, ale to życie jest w głównej mierze kształtowane przez
doświadczenia, nad którymi ty nie miałeś żadnej kontroli. Faktem jest, że:

Nie jesteś odpowiedzialny za to, co zrobiono tobie jako bezbronnemu dziecku!

Jesteś odpowiedzialny teraz za podjęcie pewnych konstruktywnych kroków rozliczających cię z
przeszłością!

Co może dać ci ta książka?

Wspólnie zaczynamy ważną wędrówkę. Jest to wędrówka ku prawdzie i ku odkryciom. U jej kresu
zauważysz, że kierujesz swoim życiem bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Nie mam zamiaru
pretensjonalnie zapewniać cię, że twoje problemy cudownie znikną z dnia na dzień. Jeśli jednak
masz odwagę i siłę, aby wykonać zadania polecane w tej książce, będziesz w stanie odzyskać
zabraną ci przez rodziców energię należną tobie jako dorosłemu oraz godność osobistą należną
tobie jako człowiekowi.
Praca ta wiąże się z ceną jaką trzeba zapłacić za wyzbycie się własnego bagażu emocjonalnego.
Jeśli odsłonisz swoje mechanizmy obronne, to odkryjesz uczucia wściekłości, niepokoju, zranienia,
zmieszania, a zwłaszcza żalu. Rozwianie się utrwalonego wyobrażenia o rodzicach może nieść ze
sobą silne uczucie straty i opuszczenia. Chcę, abyś przyswajał materiał tej książki we właściwym
dla ciebie tempie. Jeśli jakieś zadanie powoduje, że czujesz się zaniepokojony, przeznacz na nie
więcej czasu. Ważny jest postęp, a nie tempo.
Dla zilustrowania ogólnych pojęć zawartych w tej książce, posłużyłam się przykładami z mojej
praktyki. Niektóre zostały bezpośrednio przepisane z nagranych kaset, inne zrekonstruowałam z
moich notatek. Wszystkie listy w tej książce pochodzą z moich kartotek i zostały odtworzone
dokładnie tak, jak były napisane. Nie nagrane sesje terapeutyczne, które zrekonstruowałam, nadal
są żywe w mojej pamięci. Zrobiłam wszystko, aby odtworzyć je w oryginalnej formie. Ze
względów prawnych zostały zmienione jedynie nazwiska i okoliczności pozwalające na
identyfikację. Żaden z przykładów nie został celowo udramatyzowany.
Niektóre przykłady mogą wydawać się sensacyjne, ale w zasadzie są typowe. Nie szukałam w
mojej kartotece prowokacyjnych czy dramatycznych przypadków; wybrałam raczej takie przykłady
które są najbardziej reprezentatywne dla typów opowiadań, jakie słyszę codziennie. Zagadnienia,
którymi będę się zajmować w tej książce, nie są sprzeczne z naturą ludzką, są jej integralną częścią.
Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej przeanalizujemy jak funkcjonują różne typy
toksycznych rodziców. Zbadamy różne sposoby, w jakie rodzice mogli cię ranić lub ranią nadal.
Zrozumienie tego przygotuje cię do drugiej części książki, w której podam szczegółowe techniki
zachowań umożliwiające odwrócenie relacji sił w twoich związkach z toksycznymi rodzicami.
Proces zmniejszania negatywnego wpływu rodziców jest stopniowy. Ostatecznie jednak wyzwoli
on twoją wewnętrzną siłę, twoje ja, które przez tyle lat ukrywało się, oraz niepowtarzalną i
kochającą osobę jaką zostałeś stworzony. Razem pomożemy tej osobie uzyskać wolność, tak aby w
końcu twoje życie stało się twoim własnym życiem.

Część pierwsza:

Toksyczni rodzice

Rozdział 1:

Rodzice jako bogowie

Mit rodzica doskonałego

Starożytni Grecy mieli pewien problem. Bogowie spoglądali na Ziemię ze swego niebiańskiego
podwórka na górze Olimp i osądzali wszystko, co Grecy robili. Jeśli nie byli zadowoleni, rychło
wymierzali karę. Nie musieli być dobrzy; nie musieli być sprawiedliwi, nie musieli nawet mieć
racji. Właściwie mogli działać całkowicie irracjonalnie. W zależności od kaprysu mogli zamienić
cię w echo lub zmusić do wtaczania głazu na wysoką górę przez całą wieczność. Nie trzeba
dodawać, że niemożność przewidzenia działań tych potężnych bogów siała wśród ich śmiertelnych
wyznawców strach i zamęt.
Całkiem podobnie dzieje się w przypadku toksycznych rodziców. Rodzic, którego zachowania nie
można przewidzieć, jawi się dziecku jako przerażający bóg.
Kiedy jesteśmy bardzo mali, nasi boscy rodzice są dla nas wszystkim. Bez nich bylibyśmy
niekochani, pozbawieni opieki, domu, jedzenia, żylibyśmy w ciągłym strachu wiedząc, że sami nie
jesteśmy w stanie przetrwać. Oni są naszymi wszechpotężnymi opiekunami. My mamy potrzeby,
oni te potrzeby zaspokajają.
Ponieważ nic i nikt ich nie osądza, przyjmujemy, że są rodzicami idealnymi. W miarę jak poszerza
się perspektywa widzenia świata obserwowanego z dziecinnego łóżeczka, rozwija się w nas
potrzeba utrzymania tej idealnej wizji jako obrony przed wzrastającą liczbą nowości jakie
napotykamy. Dopóki wierzymy, że mamy idealnych rodziców, dopóty czujemy się bezpieczni.
W drugim i trzecim roku życia zaczynamy przejawiać naszą niezależność. Opieramy się
treningowi czystości i rozkoszujemy się własnym terroryzmem dwulatków. Uczymy się słowa nie,
które pozwala nam sprawować pewną kontrolę nad naszym życiem, podczas gdy słowo tak jest po
prostu wyrazem zgody Walczymy o rozwój własnej tożsamości, o uznanie naszej własnej woli.
Proces oddzielania się od rodziców osiąga najwyższe natężenie w okresie dojrzewania płciowego i
wieku dorastania, kiedy to aktywnie konfrontujemy z życiem przekazane przez rodziców wartości,
gusta i autorytety. W rodzinie w miarę stabilnej rodzice są w stanie akceptować zamęt jaki te
zmiany niosą. Nawet jeżeli nie wspierają pojawiającej się niezależności dziecka, to starają się
przynajmniej ją tolerować. Wyrozumiali rodzice, którzy pamiętają własne lata młodzieńcze i
uważają bunt za normalny etap rozwoju emocjonalnego, uspokajają się zazwyczaj stwierdzeniem
„to po prostu taki wiek”. Toksyczni rodzice nie są tak wyrozumiali. Począwszy od treningu
czystości aż po wiek dorastania mają skłonności do traktowania buntu czy nawet różnic
osobowościowych jako ataku na nich samych. Bronią się wzmacniając w dziecku poczucie

zależności i bezradności. Zamiast przyczyniać się do zdrowego rozwoju dziecka, nieświadomie
utrudniają go, wierząc często, że robią to w interesie dziecka. Mogą posługiwać się takimi
zwrotami jak: to kształtuje charakter, lub „ona musi nauczyć się odróżniać dobro od zła”. Jednakże
tak naprawdę ich negatywne nastawienie wyrządza szkodę samoocenie dziecka, sabotując
rozwijające się poczucie niezależności. Bez względu na to jak bardzo rodzice wierzą, że mają rację,
podobne ataki wprawiają dziecko w zakłopotanie, oszałamiają je tym, że są tak pełne złości, tak
gwałtowne i niespodziewane.
Nasza kultura i nasze religie są prawie jednomyślne co do utrzymania potęgi władzy rodzicielskiej.
Dopuszczalne jest gniewanie się na mężów, żony, kochanków, rodzeństwo, szefów czy przyjaciół,
ale czymś prawie zakazanym jest zdecydowane sprzeciwienie się woli rodziców. Jakże często
słyszeliśmy takie zdania „nie odpowiadaj matce w ten sposób” lub „jak śmiesz podnosić głos na
ojca”. Tradycja judeo-chrześcijańska uświęca ten nakaz w naszej zbiorowej świadomości mówiąc o
„Bogu Ojcu” i napominając abyś „czcił ojca swego i matkę swoją”. Idea ta znajduje oparcie w
naszych szkołach, kościołach, w rządzie („powrót do wartości związanych z rodziną”), nawet w
naszych przedsiębiorstwach. Zgodnie z tradycyjną mądrością nasi rodzice są uprawnieni do
kierowania nami po prostu dlatego, że dali nam życie. Dziecko jest zdane na łaskę i niełaskę
swoich boskich rodziców i tak jak starożytni Grecy nigdy nie wie, kiedy uderzy następny piorun.
Niestety dziecko toksycznych rodziców zdaje sobie sprawę, że piorun wcześniej czy później
uderzy. Ten strach jest głęboko zakorzeniony i rośnie wraz z dzieckiem. W sercu dorosłego
człowieka, który był kiedyś źle traktowany, a teraz jest nawet człowiekiem sukcesu, żyje małe
dziecko, które czuje się bezsilne i przestraszone.

Cena przychylności bogów

W miarę podkopywania poczucia własnej wartości dziecka, jego zależność od rodziców wzrasta, a
razem z nią potrzeba wiary, że rodzice są po to, aby opiekować się nimi i spełniać ich oczekiwania.
Jedynym sposobem wyjaśnienia sobie emocjonalnych ataków czy fizycznego znęcania się jest
przyjęcie przez dziecko odpowiedzialności za zachowanie toksycznego rodzica.
Niezależnie od tego, jak bardzo toksyczni są twoi rodzice, zawsze będziesz czuł potrzebę
gloryfikowania ich. Nawet jeśli na pewnym etapie zrozumiesz, że twój ojciec bijąc cię robił źle,
nadal potrafisz go usprawiedliwiać. Intelektualne zrozumienie nie wystarczy, aby przekonać twoje
emocje, że nie byłeś za to odpowiedzialny.
Jeden z moich klientów ujął to w ten sposób: „Myślałem, że oni są idealni, więc kiedy źle się do
mnie odnosili, uznawałem, że to ja jestem zły”.
Wiara w idealnych rodziców opiera się na dwóch głównych doktrynach:
1.
2.

„Ja jestem zły, a moi rodzice są dobrzy.”
„Ja jestem słaby, a moi rodzice są silni.”

Są to bardzo silne utrwalone przekonania, które mogą przetrwać znacznie dłużej niż fizyczna
zależność od rodziców. Te przekonania podtrzymują wiarę w idealnych rodziców; pozwalają ci

uniknąć konfrontacji z bolesną prawdą, że twoi boscy rodzice tak naprawdę zdradzili cię kiedy ty
byłeś najbardziej bezbronny.
Twoim pierwszym krokiem w kierunku przejęcia kontroli nad swoim życiem jest uświadomienie
sobie tej prawdy. Wymaga to odwagi, ale jeśli już czytasz tę książkę, zrobiłeś krok w kierunku
takiej przemiany. Przecież sięgnięcie po nią również wymagało odwagi.

„Nigdy nie pozwolili mi zapomnieć, ile przyniosłam im wstydu.” Kiedy Sandy, lat 28, atrakcyjna
brunetka, która - mogłoby się wydawać - miała wszystko, przyszła do mnie po raz pierwszy, była
poważnie załamana. Powiedziała, że nic jej w życiu nie wychodzi. Przez kilka lat była
projektantką kompozycji kwiatowych w eleganckim sklepie. Zawsze marzyła o otwarciu własnej
firmy, ale była przekonana, że nie jest wystarczająco bystra, aby odnieść sukces. Przerażała ją
porażka.
Przez ponad dwa lata Sandy bezskutecznie próbowała zajść w ciążę. Kiedy rozmawiałyśmy,
zauważyłam, że Sandy czuje urazę do męża o to, że nie może zajść w ciążę i o to, że ich związek
jest niedobrany, chociaż mąż zdaje się być prawdziwie wyrozumiały i kochający. Ostatnia
rozmowa z matką pogorszyła całą sprawę:

Ciąża stała się dla mnie prawdziwą obsesją. Kiedy jadłam z mamą lunch powiedziałam jej jak
bardzo jestem rozczarowana. Ona mi na to odpowiedziała: „Założę się, że to z powodu tamtego
przerwania ciąży. Niezbadane są wyroki boskie.” Od tego czasu nie mogę przestać płakać Ona
nigdy nie pozwoli mi zapomnieć.

Zapytałam ją o aborcję. Po chwili wahania opowiedziała mi następującą historię:

Zdarzyło się to kiedy byłam w szkole średniej. Rodzice moi byli bardzo, ale to bardzo surowymi
katolikami więc chodziłam do szkoły parafialnej. Szybko się rozwijałam i w wieku dwunastu lat
miałam około pięciu stóp i sześciu cali wzrostu, ważyłam prawie 59 kg i nosiłam stanik 36-C.
Chłopcy zaczęli zwracać na mnie uwagę i to mi się podobało. Ojca doprowadzało to do szału.
Kiedy po raz pierwszy złapał mnie na tym jak całowałam się z chłopcem na dobranoc, zwymyślał
mnie od dziwek tak głośno, że cała okolica słyszała, ponieważ mieszkaliśmy na wzniesieniu. Za
każdym razem kiedy wychodziłam z chłopakiem, ojciec mówił mi, że pójdę do piekła. Nigdy nie
złagodniał. Wywnioskowałam z tego, że na pewno jestem przeklęta tak czy owak i kiedy miałam
15 lat przespałam się z tym chłopcem. Pech sprawił, że zaszłam w ciążę. Kiedy rodzina
dowiedziała się o tym, szalała. Powiedziałam im wtedy, że chcę usunąć to dziecko; całkowicie to
odrzucili. Chyba z tysiąc razy wykrzykiwali o „śmiertelnym grzechu”. Byli pewni, że nawet jeśli
dotąd nie byłam skazana na piekło, to to przesądza sprawę. Jedynym sposobem w jaki mogłam
zdobyć ich zgodę była groźba samobójstwa.

Zapytałam Sandy, jak się sprawy miały po zabiegu. Osunęła się na krześle z wyrazem
przygnębienia w oczach, tak że serce mi się ścisnęło.

Można to nazwać popadnięciem w niełaskę. To znaczy, tato sprawił, że przedtem czułam się
wystarczająco okropnie, ale potem czułam się tak, jakbym nie miała nawet prawa żyć. Im większy
wstyd odczuwałam, tym usilniej próbowałam wszystko naprawić. Chciałam po prostu cofnąć czas,
odzyskać miłość jaką byłam darzona będąc dzieckiem. Ale oni nigdy nie pomijają okazji, aby to
wszystko przypomnieć. Są jak zepsuta płyta, powtarzająca co to ja im zrobiłam i ile przyniosłam
im wstydu. Nie mogę ich za to obwiniać. Nigdy nie powinnam była zrobić tego co zrobiłam - to
znaczy, oni mieli bardzo wysokie moralne oczekiwania w stosunku do mnie. Teraz po prostu chcę
im wynagrodzić to, że tak mocno ich zraniłam swoimi grzechami. A więc robię wszystko co
żądają. To doprowadza mojego męża do szału. Zdarzają się z tego powodu między nami wielkie
awantury. Ale ja nic na to nie mogę poradzić. Ja tylko chcę, aby oni mi przebaczyli.

Kiedy słuchałam tej ślicznej młodej kobiety, byłam bardzo poruszona jej cierpieniem
spowodowanym zachowaniem rodziców oraz tym, jak bardzo musiała zaprzeczać ich
odpowiedzialności za to cierpienie. Niemal z desperacją próbowała mnie przekonać, że to ją należy
winić za wszystko co się stało. Samooskarżanie się Sandy było podsycane przez nieugiętą postawę
religijną jej rodziców. Wiedziałam, ile będzie mnie to kosztować pracy, aby Sandy dostrzegła że jej
rodzice byli okrutni i emocjonalnie bezwzględni. Uznałam, że nie pora na powstrzymywanie się od
ocen.

Susan: Wiesz co? Jestem naprawdę zła na tę dziewczynę. Myślę, że rodzice byli dla ciebie straszni.
Myślę, że wykorzystali twoją religijność, aby cię ukarać. Uważam, że nie zasłużyłaś na to”.

Sandy: Popełniłam dwa śmiertelne grzechy!
Susan: Posłuchaj, byłaś tylko dzieckiem. Być może popełniłaś kilka błędów, ale nie musisz płacić
za nie do końca życia. Nawet Kościół pozwala ci odpokutować i zmienić swoje życie. Gdyby twoi
rodzice byli tak dobrzy jak twierdzisz, okazaliby ci współczucie.
Sandy: Oni próbowali ratować moją duszę. Gdyby tak bardzo mnie nie kochali, nie obchodziłabym
ich.
Susan: Spójrzmy na to z innej perspektywy. A co byłoby gdybyś nie zrobiła tego zabiegu?
Miałabyś dziewczynkę. Miałaby teraz około szesnastu lat, prawda?

Sandy skinęła głową starając się zgadnąć dokąd zmierzam.

Susan: Przypuśćmy, że ona zaszłaby w ciążę. Czy ty postąpiłabyś z nią w ten sam sposób jak twoi
rodzice z tobą?
Sandy: Nigdy. Przenigdy.

Sandy uświadomiła sobie znaczenie tego co powiedziała.

Susan: Byłabyś bardziej kochająca. Twoi rodzice powinni być bardziej kochający. To jest ich
porażka, a nie twoja.
Sandy spędziła połowę swojego życia konstruując szczelny mur obronny. Takie mury obronne są
bardzo rozpowszechnione wśród dorosłych dzieci toksycznych rodziców. Mogą być one
zbudowane z różnorodnych psychologicznych materiałów budowlanych. Mur zbudowany przez
Sandy opiera się na szczególnie wytrzymałej konstrukcji zwanej „wyparciem”.

Potęga wypierania

Wyparcie jest zarówno najbardziej prymitywnym jak i najsilniejszym psychologicznym
mechanizmem obronnym. Wykorzystuje on fikcyjną rzeczywistość dla zminimalizowania, czy
nawet zanegowania wpływu jakiegoś bolesnego życiowego doświadczenia. Powoduje, że niektórzy
z nas są nawet skłonni zapomnieć, co rodzice im zrobili, pozwalając aby nadal przebywali na
piedestałach. Ulga jaką przynosi wyparcie jest w najlepszym przypadku jedynie chwilowa, cena za
nią jest wysoka. Wyparcie jest jak pokrywka naszego emocjonalnego szybkowara: im dłużej
przykrywa garnek tym większe powstaje ciśnienie. Wcześniej czy później ciśnienie musi wysadzić
pokrywkę i mamy wtedy do czynienia z kryzysem emocjonalnym. Kiedy do niego dochodzi,
musimy spojrzeć w oczy prawdzie, którą tak desperacko próbowaliśmy ukryć, tylko że teraz
musimy zrobić to w momencie ogromnego stresu. Jeśli zajmiemy się naszym wyparciem
wcześniej, odkręcając zawór bezpieczeństwa i pozwalając ciśnieniu powoli opaść, możemy
kryzysu uniknąć.
Niestety twoje własne wypieranie nie jest jedynym wypieraniem z jakim, być może, będziesz
musiał sobie poradzić. Również twoi rodzice mają swoje własne systemy wypierania. Kiedy
usiłujesz odtworzyć prawdę o swojej przeszłości, szczególnie kiedy prawda ta przedstawia
rodziców w złym świetle, mogą oni upierać się, że „nie było aż tak źle”, „to nie było tak, jak
mówisz”, czy nawet „ to się wcale nie zdarzyło”. Takie stwierdzenia mogą zniweczyć twoje próby
odtworzenia swojej osobistej historii, prowadząc cię do zakwestionowania twoich własnych wrażeń
i wspomnień. Podcinają twoje zaufanie we własną zdolność postrzegania rzeczywistości
sprawiając, że trudniej będzie ci odbudować poczucie własnej wartości.
Wyparcie dokonane przez Sandy było tak silne, że nie tylko nie potrafiła dojrzeć rzeczywistości z
własnego punktu widzenia, ale nie umiała również dopuścić do siebie myśli, że mogłaby być jakaś
inna rzeczywistość. Czułam jej ból, ale musiałam przynajmniej nakłonić ją do rozważenia
możliwości, że może mieć błędny obraz swoich rodziców. Starałam się, aby moje słowa brzmiały
jak najmniej groźnie:

Szanuję fakt, że kochasz swoich rodziców i że wierzysz w ich dobroć. Jestem pewna, że zrobili dla
ciebie wiele bardzo dobrych rzeczy kiedy dorastałaś. Ale musi być w tobie jakaś część, która wie
czy przynajmniej przeczuwa, że kochający rodzice nie atakują godności dziecka oraz jego poczucia
wartości tak bezwzględnie. Nie chcę odpychać cię od rodziców czy religii. Nie musisz się ich

wypierać czy odstępować od kościoła. Ale duże znaczenie dla pozbycia się depresji może mieć
odrzucenie wyobrażenia, że oni są doskonali. Byli okrutni dla ciebie. Zranili cię. Cokolwiek
zrobiłaś, już to uczyniłaś. Żadne ich tyrady tego nie zmienią. Czy nie czujesz jak głęboko zranili tę
wrażliwą dziewczynkę, która jest w tobie? I jakie to było niepotrzebne?

„Tak” wypowiedziane przez Sandy było ledwie słyszalne. Zapytałam czy przeraża ją taka myśl.
Skinęła głową, niezdolna do rozmowy o ogromie swojego strachu. Była bardzo dzielna, że doszła
do tego miejsca.

Beznadziejna nadzieja

Po dwóch miesiącach terapii Sandy zrobiła pewien postęp, ale wciąż kurczowo trzymała się mitu o
doskonałości swoich rodziców. Jeśliby nie otrząsnęła się z tego mitu, nadal obwiniałaby siebie za
wszystkie nieszczęścia swojego życia. Poprosiłam ją, aby zaprosiła rodziców na swoją sesję
terapeutyczną. Miałam nadzieję, że jeśli uświadomię im jak głęboko ich zachowanie wpłynęło na
życie Sandy przyznają się do własnej odpowiedzialności ułatwiając w ten sposób Sandy
rozpoczęcie naprawy jej negatywnego obrazu siebie samej.
Nie zdążyliśmy się sobie nawet przedstawić, kiedy jej ojciec wybuchnął:

Pani doktor nie wie, jakim ona była złym dzieckiem. Szalała za chłopakami i prowokowała ich.
Wszystkie jej dzisiejsze problemy mają swoje źródło w tamtym cholernym zabiegu.

Widziałam łzy napływające Sandy do oczu. Pospieszyłam ją bronić:

To nie jest powód, dla którego Sandy ma teraz problemy i nie poprosiłam pana tutaj po to, aby
odczytał mi pan listę jej przewinień. Niczego nie osiągniemy, jeśli państwo po to tu przyszli.

Ale to nie podziałało. W czasie sesji matka i ojciec Sandy nie bacząc na moje upomnienia
wymieniali się w atakach na swoją córkę. Długo trwała ta godzina. Kiedy wyszli, Sandy
natychmiast zaczęła za nich przepraszać:

Wiem, że tak naprawdę nie stanęli dzisiaj na wysokości zadania, ale mam nadzieję, że polubiłaś
ich. To są naprawdę dobrzy ludzie, byli tylko trochę zdenerwowani wizytą tutaj. Może nie

powinnam była zapraszać ich... Chyba to ich zdenerwowało. Nie są do czegoś takiego
przyzwyczajeni. Ale oni naprawdę mnie kochają... zobaczysz, daj im jeszcze trochę czasu.

Ta sesja z rodzicami Sandy i kilka kolejnych jasno dowodziły jak zamknięci byli na wszystko co
mogło zmienić ich własne widzenie problemów Sandy. W żadnym razie żadne z nich nie chciało
przyznać się do odpowiedzialności za te problemy. Sandy natomiast nadal ich idealizowała.

„Oni tylko próbowali pomóc”
Wyparcie, dla wielu dorosłych dzieci toksycznych rodziców jest prostym, nieświadomym procesem
wypychania pewnych wydarzeń i uczuć poza świadomość, udawaniem, że tamte zdarzenia nigdy
nie miały miejsca. Wielu z nas używa subtelniejszego sposobu odcinania się od tego, co trudno
przyjąć: racjonalizacji. Kiedy uzasadniamy rozumowo coś bolesnego i niewygodnego, to używamy
„mocnych argumentów”.

Oto kilka typowych racjonalizacji:
- Ojciec krzyczał na mnie tylko dlatego, że matka nie dawała mu spokoju.

- Mama piła tylko dlatego, że była samotna. Powinienem był częściej zostawać z nią w domu.
- Ojciec bił mnie, ale on nie chciał mnie zranić. Chciał mi tylko dać nauczkę.
- Mama nie zwracała na mnie nigdy uwagi, ponieważ była bardzo nieszczęśliwa.
- Nie mogę obwiniać ojca za to, że mnie napastował. Mama nie sypiała z nim, a mężczyźni
potrzebują seksu.

Wszystkie te racje rozumowe mają jeden wspólny mianownik: służą zaakceptowaniu tego, co jest
nie do przyjęcia. Być może na powierzchni wydaje się, że to działa, ale pewna część ciebie zawsze
będzie znała prawdę.

„On robił to tylko dlatego, że...”

Z Louise, niewysoką kobietą po czterdziestce, o kasztanowych włosach, rozwodził się właśnie
trzeci mąż. Zgłosiła się na terapię wskutek nalegań swojej dorosłej córki, która groziła zerwaniem
kontaktów, jeśli Louise nie zrobi czegoś ze swoją niekontrolowaną wrogością.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Louise, wszystko powiedziała mi jej niezwykle sztywna
postawa i zaciśnięte usta. Była wulkanem naładowanym złością. Zapytałam ją o rozwód, na co
odpowiedziała mi, że mężczyźni jej życia zawsze ją opuszczali; jej obecny mąż był tego ostatnim
przykładem:

Należę do kobiet, które zawsze wybierają nieodpowiedniego mężczyznę. Na początku każdego
związku jest wspaniale, ale ja wiem że to nie może długo potrwać.

Słuchałam uważnie, jak Louise uparcie powtarzała, że wszyscy mężczyźni są łajdakami. Następnie
zaczęła porównywać mężczyzn swojego życia z własnym ojcem:

Boże, dlaczego nie mogę znaleźć kogoś podobnego do mojego ojca? Wyglądał jak gwiazdor
filmowy. wszyscy go podziwiali. Myślę, że miał charyzmę, która przyciągała ludzi do niego. Moja
matka często chorowała, a ojciec zabierał mnie na spacery. tylko on i ja. To były najlepsze lata
mojego życia. Mężczyźni, którzy pojawili się po moim ojcu, po prostu zepsuli ten obraz.

Zapytałam, czy jej ojciec nadal żyje, na co Louise odpowiedziała z wielkim napięciem:

Nie wiem. Pewnego dnia po prostu zniknął. Chyba miałam mniej więcej dziesięć lat. Matka była
nieznośna we współżyciu i on pewnego dnia po prostu odszedł. Bez listu, telefonu, bez niczego.
Boże, jak ja za nim tęskniłam. Jeszcze w rok po jego odejściu nadal każdej nocy byłam pewna, że
zaraz usłyszę jego podjeżdżający pod dom samochód... Tak naprawdę nie mogę go winić za to, co
zrobił. Był tak pełen życia. Kto chciałby być przywiązany do chorej żony i dzieciaka?

Louise spędzała życie na wyczekiwaniu na powrót swojego wyidealizowanego ojca. Nie mogąc
uświadomić sobie, jak był nieczuły i nieodpowiedzialny, Louise stosowała rozbudowaną
racjonalizację dla utrzymania w swoich oczach jego boskiego obrazu - nie bacząc na niewymowny
ból jaki zadał jej swoim zachowaniem.
Rozumowe wyjaśnienie umożliwiło jej także zaprzeczenie własnej złości na niego za to, że ją
porzucił. Niestety, ta wściekłość znajdowała ujście w związkach z innymi mężczyznami. Za
każdym razem kiedy poznawała mężczyznę, wszystko szło przez jakiś czas gładko, dopóki go
naprawdę nie poznała. Ale im stawali się sobie bliżsi, tym bardziej obawiała się porzucenia. Strach
niezmiennie przekształcał się we wrogość. Nie dostrzegała faktu, że wszyscy mężczyźni opuszczali
ją z tej samej przyczyny: im bardziej zbliżali się do siebie, tym ona stawała się bardziej wroga.
Zamiast to przyjąć, Louise upierała się, że jej wrogość była usprawiedliwiona faktem, że oni
zawsze ją opuszczali:

Gniewaj się, jeśli twój gniew jest słuszny

W jednym z podręczników do psychologii, z którego korzystałam na ostatnim roku studiów
zamieszczona była historyjka obrazkowa ilustrująca, jak ludzie przenoszą uczucia, a zwłaszcza
gniew. Pierwszy z nich przedstawiał mężczyznę, na którego krzyczy szef. Oczywiście, trudno było
temu mężczyźnie zwymyślać szefa, tak więc na drugim obrazku pokazano, jak po powrocie do
domu - przenosząc swój gniew - wrzeszczy na żonę. Trzeci obrazek przedstawiał żonę krzyczącą
na dzieci. Dzieci skopały psa, a pies ugryzł kota. To co w tych obrazkach zrobiło na mnie
największe wrażenie, oprócz ich oczywistej prostoty, to zadziwiająco dokładny obraz tego, jak
przenosimy silne uczucia z osoby, która je spowodowała, na cel łatwiejszy.
Doskonałym przykładem tego jest opinia Louise o mężczyznach: „To są nędzni łajdacy... wszyscy,
co do jednego. Nie można im zaufać. Zawsze odwrócą się od ciebie. Mam dosyć bycia
wykorzystywaną przez mężczyzn.”
Ojciec Louise porzucił ją. Gdyby uznała ten fakt, musiałaby zrezygnować ze swoich
wypielęgnowanych fantazji i ze swego doskonałego o nim wyobrażenia. Musiałaby pozwolić mu
odejść. Zamiast tego, przeniosła swój gniew i nieufność ze swojego ojca na innych mężczyzn.
Nie uświadamiając sobie tego, Louise uparcie wybierała mężczyzn którzy traktowali ją w sposób,
który zarówno rozczarowywał ją jak i doprowadzał do szału. Tak długo jak wyładowywała swój
gniew na mężczyznach w ogóle nie musiała odczuwać gniewu na swojego ojca.
Sandy, którą spotkaliśmy wcześniej w tym rozdziale, przeniosła na swojego męża gniew i
rozczarowanie jakie czuła do rodziców za sposób w jaki potraktowali jej ciążę, a następnie aborcję.
Nie mogła pozwolić sobie aby czuć złość na rodziców - to stanowiło zagrożenie dla ich
wyidealizowanego obrazu.

Nie mów źle o zmarłych

Śmierć nie kończy idealizowania toksycznych rodziców. W zasadzie może je nawet wzmocnić.
Choć trudno jest uznać krzywdę wyrządzoną przez żyjącego rodzica, nieskończenie trudniej jest
oskarżać tego z rodziców, który nie żyje. Istnieje niezwykle silne tabu dotyczące krytykowania
zmarłych, ponieważ wygląda to tak jak byśmy ich kopali, kiedy oni są na dnie. W rezultacie,
śmierć opromienia pewnego rodzaju świętością, nawet najgorszego tyrana. Idealizowanie
zmarłych rodziców jest prawie automatyczne.
Niestety, kiedy toksycznego rodzica chroni świętość grobu, ci którzy żyją, nadal noszą w sobie
emocjonalne pozostałości po zmarłym. Chociaż powiedzenie „nie mów źle o zmarłych” może być
tylko przechowywanym w pamięci frazesem, to niestety często blokuje ono prawdziwe rozwiązanie
naszych konfliktów z tymi, którzy odeszli.

„Zawsze pozostaniesz moim niepowodzeniem”

Valerie, kobieta przed czterdziestką, wysoka, drobnej budowy, z zawodu muzyk, zgłosiła się do
mnie za namową naszego wspólnego znajomego, który podejrzewał, że występujący u Valerie brak
pewności siebie uniemożliwia jej wykorzystanie wszystkich posiadanych przez nią możliwości w
karierze piosenkarskiej. Po pierwszych piętnastu minutach naszej pierwszej sesji Valerie przyznała,
że jej kariera zmierza donikąd:
„Już od ponad roku nie mam żadnej pracy związanej z moim zawodem, nawet w barze. Aby
zapłacićć czynsz pracuję w biurze w czyimś zastępstwie. Nie wiem, może to jakiś zły sen. Zeszłego
wieczora jadłam obiad z moją rodziną i rozmowa zeszła na moje problemy. Ojciec powiedział:
„ Nie martw się. Na zawsze pozostaniesz moim niepowodzeniem”. Jestem pewna, że on nie zdawał
sobie sprawy, jak to bardzo boli, ale te słowa naprawdę załamały mnie.”
Powiedziałam Valerie, że w takich okolicznościach każdy poczułby się zraniony. Ojciec był wobec
niej okrutny i ubliżający. Odpowiedziała:
„To dla mnie nic nowego. To historia mojego życia. Zawsze byłam rodzinnym wyrzutkiem.
Obwiniano mnie o wszystko. Jeśli ojciec i mama mieli problemy, to była moja wina. Zawsze
powtarzał to samo. A jednak kiedy zrobiłam coś, aby mu się przypodobać, rozpierała go duma i
przechwalał się mną przed swoimi przyjaciółmi. Czasami czułam się tak, jakbym siedziała na
emocjonalnej huśtawce.”
Po kilku tygodniach pracy kiedy Valerie już zaczynała mieć kontakt z ogromem złości i smutku,
proces ten został zakłócony niespodziewanym wydarzeniem: jej ojciec zmarł na atak serca.
Była to śmierć zaskakująca, nagła, taka na jaką nikt nie jest przygotowany. Valerie była
przygnieciona ciężarem winy za cały gniew jaki wyraziła na niego w czasie terapii.
„Usiadłam w kościele, kiedy wygłaszano przemowy pochwalne i kiedy usłyszałam ten potok słów
o tym, jakim wspaniałym człowiekiem był przez całe życie, poczułam się jak świnia, że
próbowałam obwiniać go za moje problemy. Chciałam jedynie odpokutować za cierpienie,jakie mu
zadałam. Wciąż myślałam o tym jak bardzo go kochałam i jaką suką byłam zawsze dla niego. Nie
chcę już więcej mówić o tych przykrych sprawach... dajmy teraz temu spokój.”
Rozpacz Valerie zbiła ją z tropu na pewien czas, ale w końcu uświadomiła sobie, że śmierć ojca nie
może odmienić tego, jak odnosił się do niej, gdy była dzieckiem, a potem osobą dorosłą.
Valerie uczęszcza na terapię już prawie sześć miesięcy. Jestem szczęśliwa, kiedy widzę, jak rośnie
jej pewność siebie. Nadal próbuje zrobić karierę piosenkarską i nie ma już mowy o rezygnacji.

Zdjąć ich z piedestałów

Rodzice zachowujący się jak bogowie, ustanawiają zasady, dokonują osądów i zadają ból. Jeśli
gloryfikujesz swoich rodziców, żywych czy umarłych, to zgadzasz się żyć według ich koncepcji
rzeczywistości. Akceptujesz bolesne uczucia jako element twojego życia. Być może nawet
rozumowo je usprawiedliwiasz jako dobre dla ciebie. Nadszedł czas, aby z tym skończyć.
Kiedy sprowadzisz swoich toksycznych rodziców na ziemię, kiedy znajdziesz w sobie odwagę, aby
spojrzeć na nich realistycznie, możesz zacząć w kontaktach z nimi wyrównywać siły.

Rozdział 2:

„To, że nie mieliście złych zamiarów, nie znaczy, że nie bolało”

Rodzice nieadekwatni

Dzieci posiadają pewne podstawowe, nienaruszalne prawa: powinny być karmione, ubierane,
ochraniane i bezpieczne. Ale zarazem mają prawo do rozwoju emocjonalnego, do szacunku dla
swych uczuć a także do tego, by traktowano je w sposób umożliwiający rozwój poczucia własnej
wartości.
Dzieci mają również prawo do tego, by ich zachowania były ograniczane przez rodziców w sposób
właściwy. Mają prawo do popełniania błędów oraz do tego, by przywoływano je do porządku bez
fizycznych czy emocjonalnych nadużyć.
Dzieci mają przede wszystkim prawo, aby być dziećmi. Mają prawo przeżyć swoje młode lata z
radością, spontanicznie i nieodpowiedzialnie. Naturalnie, w miarę jak dzieci dorastają, kochający
rodzice winni pielęgnować ich dojrzałość powierzając im pewną dozę odpowiedzialności i
rodzinne obowiązki, ale nigdy za cenę dzieciństwa.

Jak uczymy się żyć w świecie

Dzieci nasiąkają jak gąbka bez zastanowienia zarówno werbalnymi jak i pozawerbalnymi
informacjami. Słuchają rodziców, obserwują ich i naśladują ich zachowanie. Ponieważ malą mało
punktów odniesienia poza rodziną, to czego nauczą się w domu o sobie samych i o innych, staje się
dla nich uniwersalną prawdą wyrytą głęboko w ich umysłach. Modele ról rodzicielskich w istotny
sposób decydują o rozwoju poczucia własnej tożsamości dziecka, zwłaszcza w okresie, gdy
kształtuje ono swoją tożsamość płciową. Chociaż role rodzicielskie w czasie ostatnich dwudziestu
lat uległy zaskakującym zmianom, rodzice mają dzisiaj te same obowiązki, jakie miało pokolenie
ich rodziców:
1.
2.
3.
4.
5.

Powinni
Powinni
Powinni
Powinni
Powinni

zaspokajać fizyczne potrzeby swoich dzieci.
ochraniać swoje dzieci przed fizyczną krzywdą.
zaspokajać dziecięce potrzeby miłości, uwagi i przywiązania
chronić swoje dzieci przed krzywdą uczuciową.
troszczyć się o kościec moralny swoich dzieci.

Oczywiście, lista mogłaby zawierać znacznie więcej punktów, ale tych pięć obowiązków stanowi
podstawę odpowiedzialnego rodzicielstwa. Toksyczni rodzice, o których będziemy mówić rzadko
wychodzą poza pierwszy punkt na liście. W większości są oni, lub byli, poważnie zachwiani w
swojej równowadze emocjonalnej czy zdrowiu psychicznym. Często nie tylko nie mogą zaspokoić
potrzeb dzieci, ale wręcz oczekują i wymagają, aby to dzieci troszczyły się o ich potrzeby.
Kiedy rodzic narzuca dziecku odpowiedzialność rodzicielską, role w rodzinie stają się
nieokreślone, zniekształcone lub odwrócone. Dziecko, które jest zmuszone stać się swoim własnym
rodzicem, lub też stać się rodzicem dla własnego rodzica, nie ma kogo naśladować, od kogo się
uczyć i kogo szanować. Osobowość dziecka, pozbawiona modelu ról rodzicielskich w tym
decydującym momencie rozwoju emocjonalnego, jest wystawiona na dryfowanie po nieprzyjaznym
morzu chaosu.
Les, lat 34, właściciel sklepu sportowego, przyszedł do mnie, ponieważ był maniakiem pracy i to
go unieszczęśliwiało.

Moje małżeństwo diabli wzięli, bo nigdy nic innego nie robiłem, tylko pracowałem. Albo nie było
mnie w domu, albo pracowałem w domu. Żonę zmęczyło życie z robotem i odeszła. Teraz dzieje
się to samo z nową kobietą w moim życiu. Nienawidzę tego. Naprawdę. Tylko nie wiem, jak to
rozwiązać.

Les powiedział mi, że ma problemy z wyrażaniem wszelkich uczuć, szczególnie subtelnych uczuć
miłosnych. Słowo zabawa, stwierdził z goryczą, nie mieści się w jego słowniku.

Chciałbym wiedzieć, co zrobić, aby moja dziewczyna była szczęśliwa, ale za każdym razem kiedy
zaczynamy rozmawiać, jakoś zawsze kieruję rozmowę na pracę, i ona się denerwuje. Być może
dzieje się tak dlatego, że praca to jedyna rzecz, której nie psuję.

Przez niemal pół godziny Les nie przestawał przekonywać mnie, jak bardzo gmatwał swoje
związki:

Kobiety, z którymi się wiążę, zawsze narzekają, że nie poświęcam im wystarczająco dużo czasu i
uczucia. I to jest prawdą. Jestem wszawym narzeczonym i byłem naprawdę wszawym mężem.

Przerwałam mu mówiąc: „I masz wszawy obraz siebie. Wydaje ci się, że tylko kiedy pracujesz
jesteś w porządku. Zgadza się ?”

To jest coś, co wiem jak robić... i robię to dobrze, pracuję około 75 godzin w tygodniu... ale ja
zawsze urabiałem sobie ręce po łokcie... nawet kiedy byłem dzieckiem. Widzisz, byłem najstarszy
spośród trzech chłopaków. Wydaje mi się, że kiedy miałem osiem lat, mama przeżyła pewien
rodzaj załamania nerwowego. Od tego czasu, nasz dom był zawsze ponury, z zaciągniętymi
zasłonami. Matka zawsze wyglądała jakby była w szlafroku. Nigdy dużo nie mówiła. W moich
najwcześniejszych wspomnieniach widzę ją z filiżanką kawy w jednej ręce i papierosem w drugiej,
pochłoniętą bez reszty przez swoje przeklęte mydlane opery. Nigdy nie wstawała zanim nie
wyszliśmy do szkoły. Tak więc moim zadaniem było nakarmić dwóch młodszych braci, zapakować
im śniadania i odprowadzić do szkolnego autobusu. Kiedy wracaliśmy do domu, ona leżała przy
głośniku lub ucinała sobie jedną ze swoich trzygodzinnych drzemek. Połowę czasu, który moi
kumple spędzali grając w piłkę, ja byłem uwiązany w domu, gotując obiad i sprzątając.
Nienawidziłem tego, ale ktoś to musiał robić.

Zapytałam Lesa, gdzie w tym wszystkim był jego ojciec.

Tato dużo podróżował w interesach i w zasadzie, po prostu, zrezygnował z kontaktów z matką.
Najczęściej spał w pokoju gościnnym... to było naprawdę przedziwne małżeństwo. Wysyłał ją do
wielu lekarzy, ale nic nie pomogli, więc po prostu się poddał.

Powiedziałam Lesowi, że czuję, jak bardzo samotny musiał być tamten chłopiec. Zbył moje
współczucie odpowiadając:

Miałem zbyt dużo pracy, aby litować się nad sobą.

Złodzieje dzieciństwa

Jako dziecko Les był bardzo często przeciążony obowiązkami, które normalnie należą do rodziców.
Ponieważ został zmuszony do zbyt szybkiego i przedwczesnego dorastania, został okradziony z
dzieciństwa. Kiedy jego przyjaciele grali na podwórku w piłkę, Les był w domu wypełniając
rodzicielskie obowiązki. Aby rodzina pozostała rodziną, Les musiał stać się małym dorosłym. Miał
niewielką szansę, aby być wesoły czy beztroski. Ponieważ jego własne potrzeby były faktycznie
ignorowane, nauczył się radzić sobie z samotnością i emocjonalną deprywacją twierdząc, że nawet
nie czuje takich potrzeb. Był po to, aby opiekować się innymi. On sam się nie liczył. Co jeszcze
smutniejsze, oprócz podjęcia roli głównego opiekuna swoich braci, Les stał się również rodzicem
dla swojej matki:

Kiedy tato był w domu, wychodził do pracy około siódmej i wiele razy nie wracał do domu
wcześniej niż przed północą. Kiedy wychodził, zawsze mi mówił: „Nie zapomnij odrobić lekcji i
opiekuj się matką. Sprawdź, czy ma co jeść. Nie pozwól swoim braciom rozrabiać... i spróbuj
zrobić coś, aby się uśmiechnęła.” Spędziłem wiele czasu próbując zorientować się, jak uczynić
matkę szczęśliwą. Byłem pewien, że jest coś takiego, co mogę zrobić i co sprawi, że wszystko
znowu będzie w porządku... że ona wróci do siebie. Ale obojętnie co robiłem, nic się nie zmieniało.
I nadal tak jest. Czuję się paskudnie, jeśli o to chodzi.

Oprócz wywiązywania się z obowiązków domowych i wychowania dzieci, co byłoby
przytłaczające dla każdego dziecka, oczekiwano od Lesa roztoczenia emocjonalnej opieki nad
matką. To okazało się być przyczyną jego niepowodzeń. Dzieci usidlone przez takie żenujące
odwrócenie ról nieustannie ponoszą porażki. Jest przecież niemożliwością, aby funkcjonowały jak
dorośli, ponieważ nie są dorosłymi. Nie rozumieją jednak, dlaczego ponoszą porażki; czują się z
tego powodu w jakiś sposób gorsze i winne.
W przypadku Lesa, potrzeba pracy w znacznie większym wymiarze czasu niż to niezbędne służyła
podwójnemu celowi: chroniła go przed konfrontacją z samotnością i deprywacją (zarówno
dzieciństwa jak i wieku dojrzałego) oraz wzmacniała jego zadawnione przekonanie, że nigdy nie
zrobił wystarczająco dużo. Les żył z wyobrażeniem, że jeśli dołoży sobie jeszcze kilka godzin
pracy to dowiedzie, że jest człowiekiem naprawdę wartościowym i na swoim miejscu, który
naprawdę może dobrze wykonać swoje zadanie. W istocie nadal próbował uczynić swoją matkę
szczęśliwą.

Czy to kiedyś się skończy?

Les nie zauważał, że rodzice nadal sprawowali toksyczną władzę nad jego dorosłym życiem.
Jednakże kilka tygodni później związek między obecnymi zmaganiami i dzieciństwem znalazł się
w centrum jego uwagi.

Boże, ten kto powiedział, że „im bardziej wszystko się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje
takie samo”, naprawdę wiedział co mówi. Mieszkam w Los Angeles już od sześciu lat, ale jeśli
chodzi o moją rodzinę nie mogę mieć własnego życia. Dzwonią do mnie kilka razy w tygodniu.
Dochodzi do tego, że boję się odbierać telefony. Najpierw zaczyna ojciec „Twoja mama jest taka
przygnębiona... nie mógłbyś wziąć kilku dni urlopu i przyjechać? Wiesz, ile to by dla niej
znaczyło!” Potem podchodzi ona i mówi mi, że jestem jej całym życiem i że nie wie jak długo
jeszcze pożyje. I co ty na to powiesz? Co drugi raz po prostu wskakuję do samolotu.. Jeśli nie
pojadę, dobija mnie poczucie winy. Ale to nigdy nie wystarcza. Nic nie wystarcza. Równie dobrze
mógłbym oszczędzać na biletach lotniczych. Może w ogóle nie powinienem był się wyprowadzać.

Powiedziałam Lesowi, że to jest typowe dla dzieci, które zostały zmuszone do wymienienia się
rolami emocjonalnymi z rodzicami - przeniosły w swoje dorosłe życie potężne poczucie winy i
nadmierne poczucie odpowiedzialności. Jako dorośli, często czują się uwięzieni w błędnym kole:
przyjmowania odpowiedzialności za wszystko, nieuchronnych porażek, poczucia winy i
nieadekwatności, a następnie podwajania swoich wysiłków. Jest to wyniszczający cykl, który
prowadzi do wciąż narastającego poczucia porażki. Oczekiwania rodziców, z jakimi się zetknął w
dzieciństwie, sprawiły, że Les wcześnie zrozumiał, iż ocenia się go według tego ile robi dla reszty
rodziny. W wieku dorosłym zewnętrzne wymagania rodziców zostały zamienione w wewnętrzne
demony, które nie przestawały wciągać go w jedyną dziedzinę, w której czuł, że jest coś wart, to
jest w pracę.
Les nie miał ani czasu ani odpowiedniego modelu, na którym mógłby uczyć się jak dawać i brać
miłość. Rósł bez żadnej pożywki dla rozwoju życia uczuciowego, tak więc w końcu wyłączył po
prostu swoje uczucia. Niestety, zrozumiał, że teraz nie może dotrzeć do nich, nawet kiedy tego
chce. Zapewniłam Lesa, iż rozumiem jego frustrację i zdezorientowanie związane z
nieumiejętnością emocjonalnego otwarcia się przed kimkolwiek, ale też usilnie go przekonywałam,
aby się tym nie zadręczał. Nie miał przecież nikogo, kto nauczyłby go tego kiedy był mały.
Nauczenie się tego samemu jest niestety bardzo trudne.
Powiedziałam mu: „To tak jakbyś sam chciał zagrać koncert fortepianowy, nie wiedząc nawet
gdzie jest środkowe C. Możesz się tego nauczyć, ale musisz dać sobie czas na poznanie teorii, na
ćwiczenia, a może nawet na jedną czy dwie porażki „.

„Jeśli ja nie zatroszczę się o ich potrzeby, to któż to zrobi?”

Dobry Boże,
Żyję w zwariowanej rodzinie. Czy możesz mnie z niej wyciągnąć?

Zrozpaczona

Napisała to jedna z moich klientek, Melanie, kiedy miała trzynaście lat. Teraz Melanie,
czterdziestodwuletnia, rozwiedziona urzędniczka podatkowa, przyszła do mnie z powodu silnej
depresji. Chociaż była bardzo szczupła, byłaby całkiem ładna gdyby brak snu przez ostatnie
miesiące nie pozostawił swoich śladów. Była otwarta i łatwo mówiła o sobie.

Cały czas czuję totalną beznadziejność Tak jakby życie wymknęło mi się spod kontroli. Po prostu
nie panuję nad tym, co się dzieje. Czuję jakbym codziennie wkopywała się coraz głębiej w jakąś
dziurę.

Poprosiłam, aby mówiła bardziej konkretnie. Zagryzła usta i odwracając wzrok odpowiedziała:

jest we mnie jakaś pustka... Myślę, że w moim życiu nigdy nie czułam się z nikim związana.
Dwukrotnie byłam mężatką, mieszkałam z kilkoma facetami, ale nie mogę znaleźć tej właściwej
osoby. Zawsze natrafiam na leniwych próżniaków lub całkowitych łajdaków. Wtedy oczywiście
wydaje mi się, że jestem w stanie ich zmienić. Zawsze mam wrażenie, że mogę ich naprostować.
Pożyczam im pieniądze, sprowadzam ich do mojego domu, dla kilku znalazłam nawet pracę. To
nigdy nie wychodzi, a ja nigdy nie wyciągam z tego wniosków. Oni mnie nie kochają, bez względu
na to ile dla nich robię. Jeden z tych facetów uderzył mnie przy moich dzieciach. Inny zabrał mi
samochód. Mój pierwszy mąż hulał na okrągło. Mój drugi mąż pił na umór. To brzmi jak wciąż ta
sama płyta.

Nie uświadamiając sobie tego, Melanie opisywała klasyczne zachowanie osobowości
współuzależnionej (co-dependent). Pierwotnie termin osobowość współuzależniona był używany
tylko do opisywania partnera alkoholika lub narkomana i był używany wymiennie ze słowem
przyzwalający (enabler), czyli ktoś komu życie wymknęło się spod kontroli, ponieważ przyjął zbyt
dużą odpowiedzialność za „uratowanie” osoby uzależnionej. Jednakże w przeciągu ostatnich kilku
lat definicja rozszerzyła się na ludzi, którzy sami stają się ofiarami w procesie ratowania i
przyjmowania odpowiedzialności za jakąkolwiek osobę kompulsywną (compulsive), uzależnioną
(addicted), będącą ofiarą nadużyć i przemocy (abusive) czy też nadmiernie zależną (excessively
dependent).
Melanie czuła sympatię do mężczyzn znajdujących się w kłopotach. Wierzyła, że jeśli po prostu
będzie wystarczająco dobra - będzie wystarczająco dawać, kochać, martwić się, pomagać, osłaniać,
a także nakłoni ich do zrozumienia błędów życiowych - oni ją pokochają. Ale nic z tego nie
wychodziło. Ci nastawieni roszczeniowo, skoncentrowani na sobie mężczyźni nie byli zdolni do
miłości. Tak więc zamiast znaleźć miłość, której tak desperacko szukała, znalazła pustkę. Czuła się
wykorzystywana. Odkryłam, że termin „współuzależnienie” nie był dla Melanie nowy. Po raz
pierwszy spotkała się z nim kiedy uczestniczyła w spotkaniu Al- Anon (dwunastostopniowego
programu dla członków rodzin alkoholików) w czasie małżeństwa z mężem alkoholikiem. Była
pewna, że nie była współuzależniona, ale że po prostu nie miała szczęścia do mężczyzn. Z
pewnością zrobiła wszystko co mogła, aby Jim przestał pić. Ostatecznie odeszła od niego, gdy
dowiedziała się, że spędził noc z kobietą, która poznał w jakimś barze.
Melanie po raz kolejny zaczęła rozglądać się za odpowiednim mężczyzną. Składała winę za swoje
problemy na mężczyzn, z którymi się wiązała, ale postrzegała każdego z nich jako indywidualnego
niewłaściwego mężczyznę. Nie dostrzegała, że mężczyzn swojego życia wybierała zawsze wedle

tego samego wzorca. Wydawało się jej, że szuka mężczyzny, który doceniłby oddaną, troskliwą,
kochającą, pomocną kobietę. Z pewnością istniał taki mężczyzna, który kochałby taką kobietę.
Współuzależnienie było dla niej czymś szlachetnym.
Melanie nie miała pojęcia, że to co nazywała oddaniem i pomaganiem niszczyło ją. Była oddana
każdemu, tylko nie sobie. Nie miała też pojęcia, że tak naprawdę utrwalała wzorzec
nieodpowiedzialnego zachowania się mężczyzn jej życia, oczyszczając za każdym razem po nich
teren. Kiedy opowiadała o swoim dzieciństwie, stało się jasne, że wzorzec podejmowania
wysiłków dla ratowania mężczyzn był przymusowym powtórzeniem jej związku z ojcem :

Miałam naprawdę podłą rodzinę. Mój ojciec był uznanym architektem, ale używał swoich
przeklętych nastrojów do kontrolowania wszystkich. Rozklejały go najdrobniejsze rzeczy... na
przykład to, że ktoś zaparkował na jego miejscu, czy też to, że ja pokłóciłam się z bratem. W takich
sytuacjach po prostu szedł do swojego pokoju, zamykał drzwi, rzucał się na łóżko i płakał. Jak
dziecko! Wtedy załamywała się też moja matka i szła moczyć się w wannie, a ja byłam jedyną
osobą, która musiała wejść i zająć się ojcem. Siedziałam tam, razem z łkającym ojcem, próbując
zorientować się, co można zrobić, aby on poczuł się lepiej. Ale obojętnie co robiłam, była to
zawsze kwestia przeczekania.

Wręczyłam Melanie sporządzoną przez siebie listę i poprosiłam, aby powiedziała mi, które punkty
opisują jej uczucia i zachowanie. Była to lista głównych cech współuzależnienia. Przez lata
praktyki odkryłam, że bardzo ułatwia ona moim pacjentom określenie, czy są współuzależnieni.
Jeśli uważasz, że to zjawisko może odnosić się do ciebie, rzuć na nią okiem.

Lista sprawdzająca współuzależnienie

W odniesieniu do osoby będącej w tarapatach, bez względu na płeć, używam zaimka on jako
zaimka uniwersalnego. Zdaję sobie sprawę, że również wielu mężczyzn znajduje się we
współuzależniających związkach z głęboko udręczonymi żonami czy kochankami.
1.
Rozwiązywanie problemów partnera czy też łagodzenie jego cierpienia jest najważniejszą
sprawą w moim życiu - nie zależnie od tego ile mnie to kosztuje emocjonalnie.
2.

Moje dobre samopoczucie zależy od akceptacji partnera.

3.
Chronię partnera przed konsekwencjami jego postępowania. Kłamię; aby go osłonić, nigdy
nie pozwalam innym źle o nim mówić.
4.

Próbuję ze wszystkich sił nakłonić go do postępowania według moich wskazówek.

5.
Nie zwracam uwagi na własne odczucia i potrzeby. Obchodzą mnie tylko odczucia i
potrzeby partnera.
6.
7.

Zrobię wszystko, byle tylko mnie nie porzucił.
Zrobię wszystko, aby się na mnie nie gniewał.

8.

Doznaję znacznie więcej namiętności w związku, który jest burzliwy i dramatyczny.

9.

Jestem perfekcjonistką i obwiniam siebie za wszystko, co się nie udaje.

10.
11.

Z reguły czuję się wściekła, niedoceniana i wykorzystywana.
Udaję, że wszystko jest w porządku, choć wcale tak nie jest.

12.

Nie ma ważniejszej sprawy w moim życiu niż walka o utrzymanie jego miłości.

Melanie odpowiedziała twierdząco na każde stwierdzenie! Była zaskoczona widząc jak bardzo jest
współuzależniona. Aby pomóc jej rozpocząć przełamywanie tego wzorca, powiedziałam jej, że
bardzo istotne jest to, aby powiązała współuzależnienie ze swoim związkiem z ojcem. Poprosiłam
ją, aby przypomniała sobie, jak się czuła, kiedy on płakał.

Na początku to mnie przerażało, ponieważ myślałam, że ojciec umiera, a wtedy kto byłby moim
tatusiem? Potem zaczęłam czuć się zawstydzona widząc go w takim stanie. Ale najczęściej czułam
straszną winę, że to jest mój błąd, ponieważ to ja zaczęłam kłótnię z bratem, czy cokolwiek innego.
Tak jakbym to ja go zawiodła. Najgorsze było to, że czułam się ogromnie bezradna, ponieważ nie
mogłam go uszczęśliwić. Najciekawsze jest to, że on nie żyje od czterech lat, ja mam czterdzieści
dwa lata, dwoje własnych dzieci i nadal czuję się winna.

Melanie została zmuszona, aby być opiekunką dla własnego ojca. Obydwoje rodzice złożyli swoją
rodzicielską odpowiedzialność na jej młodych barkach, i to w tym okresie życia kiedy
potrzebowała silnego ojca, który dałby jej poczucie pewności siebie. Zamiast tego, była zmuszona
do rozpieszczania swojego infantylnego tatusia.
Dla Melanie pierwszym i najgłębszym emocjonalnym związkiem z mężczyzną był jej związek z
ojcem. Jako dziecko była przytłoczona zarówno słabością ojca jak i winą za to, że nie może spełnić
jego żądań. Nigdy nie przestała próbować zrekompensować mu swojej niezdolności uczynienia go
szczęśliwym, nawet kiedy nie było go już obok niej. Po prostu znajdowała zastępczych mężczyzn
potrzebujących opieki i będących w kłopotach, aby się nimi zajmować. Jej wybór był podyktowany
potrzebą złagodzenia poczucia winy. Wybierając substytuty ojca, bo to właśnie czyniła,
nieodmiennie kontynuowała emocjonalną deprywację, jakiej doświadczyła w dzieciństwie.
Spytałam Melanie, czy może matka zaspokajała choć w części jej potrzebę miłości czy troski,
jakiej nigdy nie otrzymała od ojca.

Matka próbowała, ale najczęściej była chora. Zawsze biegała do lekarzy i musiała leżeć w łóżku,
kiedy jej zapalenie okrężnicy dawało znać o sobie. Przepisywali jej środki uspokajające, a ona
jadła je jak prażoną kukurydzę. Wydaje mi się, że była niemal od nich uzależniona, chociaż nie
jestem tego pewna. Zawsze znajdowała się poza nawiasem. Tak naprawdę wychowywała nas
gosposia. To znaczy chodzi mi o to, że matka była, ale jakby jej właściwie nie było. Kiedy miałam
trzynaście lat, napisałam tamten list do dobrego Boga. Najgorsze było to, że moja matka znalazła
go. Pewnie myślisz, że przyszła do mnie i zapytała, dlaczego jestem taka przybita, ale zdaje mi się
że to co czułam było dla niej bez znaczenia. To było prawie tak jakbym w ogóle nie istniała.

Niewidzialne dziecko

Rodzice, którzy koncentrują energię na własnym fizycznym i emocjonalnym przetrwaniu, wysyłają
bardzo silny przekaz do swoich dzieci: „Twoje uczucia nie są ważne. Ja jestem jedyną osobą, która
się liczy.” Wiele z tych dzieci, pozbawionych odpowiedniej uwagi, troski i opieki, zaczyna się czuć
tak, jakby były niewidzialne - jakby nawet nie istniały.
Aby dzieci mogły rozwinąć poczucie własnej wartości - poczucie, że są czymś więcej niż meblami
w mieszkaniu, że mają znaczenie i są ważne - potrzebują, aby rodzice uprawomocnili ich potrzeby i
uczucia. Ale potrzeby emocjonalne ojca Melanie były tak przytłaczające, że nigdy nie zauważał
potrzeb córki. Ona była z nim kiedy płakał, ale on nie odwdzięczał się jej tym samym. Melanie
wiedziała, że matka znalazła jej list do dobrego Boga, jednakże nigdy o tym w obecności córki nie
wspomniała. Komunikat od obojga rodziców był głośny i jasny: była dla nich zerem. Melanie
nauczyła się określać siebie za pomocą ich odczuć, a nie swoich własnych. Jeśli dzięki niej czuli się
dobrze, była dobra. Jeśli z jej powodu czuli się źle, była zła.
W rezultacie Melanie miała sporo problemów w swoim dorosłym życiu z określeniem własnej
tożsamości. Ponieważ jej niezależne myśli, uczucia i potrzeby nigdy nie zostały wsparte, więc
naprawdę nie miała pojęcia kim jest i czego powinna oczekiwać w miłosnym związku.
W przeciwieństwie do większości dorosłych, z którymi pracowałam, Melanie - kiedy do mnie
przyszła - otarła się o swój gniew na rodziców. Tak więc mogłyśmy skoncentrować się i
przepracować sporą część tego gniewu i stanąć wobec głębokiego poczucia emocjonalnego
odrzucenia.
Melanie nauczyła się stawiać granice odnośnie tego, ile dawać innym z siebie. Zaczęła szanować
swoje własne prawa, potrzeby i uczucia. Uczyła się być znowu widoczna.

Znikający rodzic

Do tej pory mówiliśmy o rodzicach nieobecnych emocjonalnie. Odrębne problemy wiążą się z ich
nieobecnością fizyczną.
Po raz pierwszy spotkałam Kena, lat 22, w szpitalnej grupie dla młodocianych narkomanów. Był
szczupłym brunetem z przenikliwymi, ciemnymi oczami. Już po naszym pierwszym grupowym
spotkaniu było dla mnie oczywiste, że jest niezwykle inteligentny i chętny do zwierzeń, ale także i
to, że wyraża bardzo silną dezaprobatę wobec samego siebie. Trudno mu było spokojnie usiedzieć
na miejscu przez pełne dziewięćdziesiąt minut; był kłębkiem nerwów. Poprosiłam go, aby po
spotkaniu grupowym został i opowiedział mi trochę o sobie. Nie ufając motywom, które mną
kierują, grał twardego, kutego na cztery nogi, energicznego człowieka. Po kilku minutach, kiedy

zauważył, że nie mam żadnego ukrytego celu i że po prostu chodzi mi o ulżenie mu w cierpieniu,
złagodniał i powiedział:

Zawsze nienawidziłem szkoły, a ponieważ nie wiedziałem co u diabła mam robić, mając szesnaście
lat wstąpiłem do wojska. To właśnie tam wpierdoliłem się w narkotyki. Zresztą zawsze byłem
pierdolnięty.

Zapytałam go, co rodzice sądzili o jego wstąpieniu do wojska.

Byliśmy tylko ja i mama. Nie przejęła się tym pomysłem, ale ja myślę, że z zadowoleniem się mnie
pozbyła. Zawsze wpadałem w jakieś tarapaty i przez to ciągle była nieszczęśliwa. Naprawdę miała
do mnie słabość. Pozwalała mi robić wszystko co chciałem, bez względu na to co to było.

Spytałam, gdzie był w tym czasie jego ojciec.

Rodzice rozwiedli się, kiedy miałem osiem lat. Mamę to zupełnie wytrąciło z równowagi. Zawsze
uważałem, że mój ojciec był w dechę. No wiesz, robiliśmy razem męskie rzeczy. Wspólnie
oglądaliśmy sport w telewizji. Czasami zabierał mnie na rozgrywki. To był fajny facet. W dniu
kiedy się wyprowadził, wypłakałem moje pieprzone oczy. Powiedział mi, że nic się nie zmieni, że
będzie przychodził oglądać ze mną telewizję i że będziemy się spotykać w każdą niedzielę, no i że
pozostaniemy kumplami. Wierzyłem mu; byłem takim durniem. I przez pierwszych kilka miesięcy
widywałem go często... ale potem już tylko raz na miesiąc.. potem raz na dwa miesiące... a potem
praktycznie w ogóle. Kilka razy zadzwoniłem do niego, ale powiedział mi, że jest bardzo zajęty. W
jakiś rok po jego odejściu mama powiedziała mi, że ożenił się z pewną kobietą z trójką dzieci i
wyjechał z naszego stanu. Było mi bardzo trudno zrozumieć, że on ma teraz nową rodzinę. Myślę,
że lubił ich znacznie bardziej niż mnie, ponieważ o mnie szybko zapomniał.

„Tym razem będzie inaczej

Poza twardego faceta, jaką przyjął Ken, szybko się rozsypywała. Był wyraźnie zdenerwowany
rozmową o swoim ojcu. Zapytałam go, kiedy ostatnio widział ojca.

Miałem wtedy piętnaście lat i była to moja wielka pomyłka. Po otrzymaniu kartki świątecznej
zachorowałem z tęsknoty i zdecydowałem się sprawić mu niespodziankę. Boże, jaki ja byłem
podekscytowany. Całą drogę jechałem autostopem - czternaście godzin. Kiedy dojechałem...

spodziewałem się serdecznego przywitania. To znaczy on był przyjacielski, ale nie okazywał
wielkiego entuzjazmu. Po chwili zacząłem czuć się naprawdę podle. Było tak jakbyśmy byli
zupełnie sobie obcy. Trząsł się nad tymi dzieciakami, a ja po prostu siedziałem tam czując się jak
ostatnia dupa. Ludzie, jaki ja byłem naładowany kiedy tamtej nocy wyszedłem z jego domu. Nadal
często o nim myślę. Do diabła, nie chciałbym, aby dowiedział się, że tu jestem. Kiedy wyjdę stąd,
zamierzam zacząć od nowa. Tym razem będzie inaczej... załatwię to po męsku.

Kiedy ojciec Kena opuścił syna, pozostawił w życiu chłopca próżnię. Ken był zdruzgotany.
Próbował poradzić sobie wyładowując swój gniew w szkole i w domu. W pewnym sensie
przywoływał swojego ojca, tak jakby pragnienie dyscypliny mogło przyciągnąć go z powrotem.
Niestety, ojciec Kena nie chciał usłyszeć tego wołania.
Wobec przytłaczającego dowodu, że ojciec nie chce już być dłużej częścią jego życia, Ken
uchwycił się kurczowo marzenia, że w jakiś sposób odzyska jego miłość. W przeszłości ta nadzieja
doprowadziła go do ciężkiego rozczarowania, na które zareagował ucieczką w narkotyki.
Powiedziałam mu, że jeśli nie popracujemy razem nad rozbiciem tego wzorca, ten łańcuch
wydarzeń będzie się ciągnął bez końca przez całe jego dorosłe życie.
Podświadomie Ken nadal próbował rozumowo wyjaśnić sobie odejście ojca, biorąc winę na siebie.
Jako dziecko wywnioskował, że pospieszna ucieczka ojca była spowodowana jakimiś brakami w
nim samym. Po dojściu do tego wniosku mógł już tylko znienawidzić samego siebie. Zaczął żyć
bez celu i kierunku działania. Chociaż był inteligentny, był w szkole niespokojny i nieszczęśliwy.
Wojsko wydawało się być rozwiązaniem dla jego problemów. Kiedy to nie poskutkowało, uciekł
w narkotyki, co było desperacką próbą zarówno wypełnienia wewnętrznej pustki, jak i stłumienia
bólu.
Być może ojciec Kena był dobrym ojcem przed rozwodem ale potem żałośnie zawiódł, nie
zapewniając nawet minimalnego kontaktu, którego jego mały syn rozpaczliwie potrzebował. Nie
zaspokajając tego,.znacząco wypaczył jego rozwój poczucia własnej wartości i zdolności kochania.
Nie ma czegoś takiego jak szczęśliwy rozwód. Rozwód jest nieodmiennie traumatyczny dla
każdego członka rodziny, chociaż może to być w danych warunkach najlepsze rozwiązanie.
Rodzice muszą uświadomić sobie, że rozwodzą się ze współmałżonkiem, a nie z rodziną.
Obydwoje rodzice mają obowiązek utrzymać kontakt z dziećmi bez względu na rozbicie własnego
życia osobistego. Orzeczenie o rozwodzie nie jest dokumentem uprawniającym nieadekwatnego
rodzica do opuszczenia swych dzieci.
Odejście rodzica tworzy w dziecku szczególnie bolesną deprywację i pustkę. Pamiętajcie, że dzieci
prawie zawsze dochodzą do wniosku, że jeśli coś negatywnego dzieje się w ich rodzinie, to właśnie
z ich winy. Dzieci rozwiedzionych rodziców są szczególnie podatne na takie przekonanie. Rodzic,
który znika z życia swego dziecka, wzmacnia w nim poczucie „bycia niewidzialnym”, powodując
szkody w jego samoocenie. Będzie się to ciągnęło za nim w dorosłym życiu jak kula u nogi.

Boli właśnie to, czego nie zrobili.

Łatwo jest rozpoznać znęcanie się, kiedy rodzic bije dziecko czy bezustannie krzyczy. Ale
toksyczność nieadekwatnych lub niedojrzałych rodziców może być nieuchwytna, trudna do
zdefiniowania. Kiedy rodzic szkodzi dziecku raczej przez zaniedbanie niż przez celowe działanie nie robiąc czegoś niż robiąc coś - powiązanie problemów, które pojawiają się w dorosłym życiu
dziecka toksycznych rodziców, z ich działaniami, staje się trudne do uchwycenia. Moja praca staje
się szczególnie trudna, bo dzieci tych rodziców są nastawione na zaprzeczanie istnieniu tego
rodzaju powiązania.
Problem pogłębia fakt, że wielu z tych rodziców jest tak bardzo zajętych samymi sobą że aż
wzbudzają litość. Ponieważ ci rodzice bardzo często zachowują się jak bezradne czy
nieodpowiedzialne dzieci, ich dorosłe dzieci czują się zobowiązane do zapewnienia im należytej
opieki. Walczą w obronie rodziców tak jak ofiara zbrodni, która usprawiedliwia przestępcę.
Usprawiedliwienia w rodzaju „oni nie chcieli wyrządzić zła”, czy też
„zrobili najlepiej jak umieli”, zaciemniają fakt, że rodzice złożyli swoje
obowiązki na barki swych dzieci. Przez to zrzeczenie się ci toksyczni
rodzice okradli własne dzieci z pozytywnych wzorców ról, bez których zdrowy
emocjonalny rozwój jest niezwykle trudny
Jeśli jesteś dzieckiem niedojrzałego lub nieadekwatnego rodzica, to wzrastałeś prawdopodobnie
bez świadomości, że można żyć bez brania za nich odpowiedzialności. Taniec pod ich emocjonalne
dyktando wydawał się sposobem życia, a nie wyborem.
Ale ty masz wybór. Możesz zainicjować proces uświadamiania sobie, że byłeś niesłusznie
zmuszany do przedwczesnego dorastania, że okradziono cię z dzieciństwa, do którego miałeś
prawo. Możesz popracować nad zaakceptowaniem faktu, że tyle twojej życiowej energii poszło na
marne z powodu źle ulokowanej odpowiedzialności. Zrób ten pierwszy krok, a znajdziesz nowe
zasoby energii, do której będziesz miał dostęp po raz pierwszy. Energię tę wyczerpywałeś przez
dużą część swojego życia na toksycznych rodziców. Może ona jednak być w końcu użyta, aby
pomóc ci stać się bardziej kochającym i odpowiedzialnym wobec siebie samego.

Rozdział 3:
„Dlaczego nie pozwalają mi żyć moim własnym życiem?”

Kontrolerzy

Posłuchajmy hipotetycznej rozmowy między dorosłym dzieckiem i jednym z jego kontrolujących
rodziców. Gwarantuję, że taka rozmowa nigdy nie miała miejsca, ale gdyby tych dwoje ludzi było
zdolnych do uczciwego wyrażenia swoich głęboko ukrytych uczuć, mogliby powiedzieć co
następuje.

Dorosłe dziecko: Dlaczego postępujesz w taki sposób? Dlaczego wszystko co robię, jest złe?
Dlaczego nie możesz traktować mnie jak człowieka dorosłego? jaką różnicę zrobi ojcu to, że nie
zostanę lekarzem? Jaką zrobi różnicę to, z kim się ożenię? Kiedy pozwolisz mi odejść? Dlaczego
reagujesz tak, jakby każda moja własna decyzja była atakiem przeciwko tobie?

Kontrolująca matka: Ból, jaki czuję, kiedy odchodzisz ode mnie, jest nie do opisania. Pragnę, abyś
mnie potrzebował. Nie mogę znieść myśli, że cię stracę. Jesteś całym moim życiem. Lękam się, że
zrobisz jakieś straszne głupstwo. Załamałabym się widząc, że cierpisz. Wolałabym raczej umrzeć
niż jako matka doświadczyć tego, że poniosłam klęskę.

„To dla twojego dobra”

Słowo „kontrola” niekoniecznie musi kojarzyć się źle. Jeśli matka zatrzymuje swojego berbecia
zamiast pozwolić mu pomaszerować na ulicę, nie nazywamy jej kontrolerem; mówimy, że jest
roztropna - sprawuje kontrolę, która współgra z rzeczywistością. Dziecko potrzebuje ochrony i
przewodnictwa, i te właśnie potrzeby motywują działania matki.
Właściwa kontrola staje się przesadna, kiedy matka zatrzymuje dziecko o dziesięć lat starsze, które
już od dawna samo doskonale radzi sobie z przechodzeniem przez ulicę.
Dzieci, które nie są zachęcane do podejmowania działań, dokonywania prób, przeprowadzania
badań, do pełnienia funkcji kierowniczych czy też ryzykowania porażki, często czują się bezradne i
nieprzystosowane. Przesadna kontrola ze strony niespokojnych i bojaźliwych rodziców sprawia, że
takie dzieci same stają się często niespokojne i bojaźliwe. To sprawia, że trudno jest im dorosnąć.
W okresie młodzieńczym, a później w dorosłym życiu wiele z nich nigdy nie wyrasta z potrzeby
nieustannego odwoływania się do rodzicielskiej rady i kontroli. W rezultacie, ich rodzice nie
przestają wtrącać się, manipulować, a często i dominować w ich życiu.
Strach, że nie będą dłużej potrzebni, skłania wielu kontrolujących rodziców do ciągłego
wzmacniania poczucia bezsilności w swoich dzieciach. Ci rodzice odczuwają niezdrowy strach
przed „syndromem pustego gniazda”, czyli nieuchronnym poczuciem straty, którego doświadczają
wszyscy rodzice, kiedy dzieci ostatecznie opuszczają ich dom. Osobowość kontrolujących
rodziców jest tak ściśle związana z rolą rodzicielską, że kiedy dziecko staje się niezależne, czują się
zdradzeni i opuszczeni.
Fakt, że dominacja zwykle maskowana jest pozorną troską, sprawia, że kontrolujący rodzic tak
naprawdę posługuje się podstępem. Wszystkie takie stwierdzenia jak „to dla twojego dobra” „robię
to tylko dla ciebie” czy też „to tylko dlatego, że cię kocham” mają jednakowe znaczenie: „Robię to
ponieważ tak bardzo boję się ciebie utracić, iż jestem skłonny cię unieszczęśliwić.”

Bezpośrednia kontrola

W bezpośredniej kontroli nie ma nic wyszukanego. Jest jawna, namacalna, manifestowana
otwarcie. „Zrób jak ci każę, albo nie odzywaj się do mnie więcej” „Rób jak ci każę, bo nie
dostaniesz kieszonkowego”; „Jeśli nie zrobisz jak każę, nie należysz już do naszej rodziny”; „Jeśli
postąpisz wbrew mojej woli, dostanę przez ciebie ataku serca” - nie ma w tym za grosz subtelności.
Bezpośrednia kontrola łączy się zwykle z zastraszaniem i jest często poniżająca. Twoje własne
uczucia i potrzeby muszą być podporządkowane uczuciom i potrzebom twoich rodziców. Jesteś
wciągnięty w bezdenną przepaść ustawicznego przyjmowania narzuconych warunków. Twoje
zdanie jest bezwartościowe; twoje potrzeby i pragnienia są niestosowne. Brak równowagi sił jest
przerażający.
Dobrym tego przykładem jest Michael, trzydziestosześcioletni pracownik reklamy - przemiły, o
łagodnych rysach. Zgłosił się do mnie, ponieważ jego trwające sześć lat małżeństwo z kobietą,
którą głęboko kochał rozpadało się wskutek zaciekłych bojów między jego żoną a jego rodzicami.

Prawdziwe problemy zaczęły się, kiedy wyjechałem do Kalifornii. Sądzę, że matka myślała, iż jest
to wyjazd czasowy. Więc kiedy powiedziałem jej, że zakochałem się i zamierzam się ożenić,
dotknęło ją to, że chcę się tu osiedlić. Wtedy właśnie faktycznie zaczęła wywierać na mnie presję,
aby sprowadzić mnie z powrotem do domu.

Poprosiłam Michaela, aby powiedział mi coś więcej o tej „presji”.

Mniej więcej w rok po ślubie zdarzył się najbardziej przykry incydent. Planowaliśmy pojechać do
Bostonu na przyjęcie z okazji jubileuszu moich rodziców, ale moja żona zachorowała na ciężką
grypę. Była naprawdę chora. Nie chciałem jej tak zostawiać, więc zadzwoniłem do matki, aby
odwołać nasz przyjazd. No cóż, najpierw wybuchnęła płaczem. Potem powiedziała mi: „Jeśli nie
przyjedziesz na nasz jubileusz nie przeżyję tego.” Złamałem się i pojechałem do Bostonu. Byłem
tam rano w dniu przyjęcia. Ledwo wysiadłem z samolotu zaczęli namawiać mnie, abym został cały
tydzień. Nie powiedziałem ani tak, ani nie, ale nazajutrz rano wyjechałem. Następnego dnia
zadzwonił mój ojciec „Dobijasz swoją matkę, całą noc płakała. Boję się, żeby nie dostała ataku.”
Czego u diabła oni chcą ode mnie? Abym rozwiódł się z żoną, wrócił do Bostonu i wprowadził się
z powrotem do mojego dawnego pokoju?

Z odległości trzech tysięcy mil rodzice Michaela kierowali nim niczym marionetką. Spytałam go,
czy rodzice byli kiedykolwiek skłonni zaakceptować jego żonę. Michaela wyraźnie ogarnął gniew.

W żadnym razie. Gdy do nich dzwonię, nigdy nie pytają, jak ona się czuje. W zasadzie w ogóle nie
wspominają o niej. Tak jakby próbowali udawać, że ona nie istnieje.

Zapytałam Michaela, czy kiedykolwiek sprzeciwił się zachowaniu rodziców.
Z zażenowaniem odpowiedział:

Żałuję, ale nie. Za każdym razem kiedy moi rodzice ją atakowali liczyłem, że pogodzi się z tym.
Kiedy narzekała, prosiłem ją, aby była wyrozumiała. Boże, chyba byłem idiotą! Moi rodzice
wymierzają ciosy mojej żonie, a ja po prostu zgadzam się na to, aby ją ranili.

Przewinieniem Michaela było to, że stał się niezależny. W odpowiedzi na to rodzice podjęli
desperacki krok i ostro uderzyli, kierując się dobrze im znaną taktyką: odebranie miłości i
przewidywanie tragedii.
Jak większość kontrolujących rodziców, także rodzice Michaela byli nieprawdopodobnie skupieni
na sobie. Zamiast potraktować szczęście syna jako potwierdzenie ich umiejętności rodzicielskich,
poczuli się zagrożeni. Potrzeby Michaela nie były dla nich ważne. Według nich, przeniósł się do
Kalifornii nie ze względu na większe możliwości osiągnięcia sukcesu w pracy zawodowej, lecz aby
im dopiec. Nie ożenił się z miłości, ale po to by im dokuczyć. Jego żona zachorowała nie dlatego,
że złapała wirusa, ale po to by ich czegoś pozbawić.
Rodzice Michaela nieustannie zmuszali go do wybierania między nimi a jego żoną. Każdy wybór
wiązał się z decyzją typu „wszystko albo nic”. W przypadku bezpośrednio kontrolujących
rodziców nie ma szans na kompromis. Kiedy dorosłe dziecko próbuje przejąć kontrolę nad swoim
własnym życiem, ceną jaką za to płaci jest poczucie winy, stłumiony gniew i głębokie poczucie
własnej niewierności.
Kiedy Michael przyszedł do mnie po raz pierwszy, sądził, że jego głównym problemem było
małżeństwo. Nie zabrało mu wiele czasu uświadomienie sobie, że jego małżeństwo było jedynie
ofiarą w walce jego rodziców o utrzymanie nad nim kontroli, co zaczęło się kiedy wyjechał z
domu.
Dla kontrolujących rodziców małżeństwo dziecka może być niezmiernie groźne. Widzą w świeżo
poślubionym współmałżonku osobę rywalizującą o przywiązanie ich dziecka. Prowadzi to do
straszliwych batalii między rodzicami i współmałżonkiem. Dorosłe dziecko złapane jest w
krzyżowy ogień obustronnej lojalności.
Niektórzy rodzice atakują nowy związek za pomocą krytycyzmu, sarkazmu i negatywnych
przewidywań co do jego trwałości. Inni, jak w przypadku rodziców Michaela, nie chcą
zaakceptować nowego partnera lub nawet ignorują samo jego istnienie. Jeszcze inni jawnie
prześladują nowego partnera. Taktyka ta nie wyklucza inicjowania wstrząsów, które podkopują
małżeństwo dziecka.

„Dlaczego zaprzedaję siebie rodzicom”

Pieniądze zawsze były głównym wyrazem siły, logiczne więc jest, że są ulubionym narzędziem
kontrolujących rodziców. Wielu toksycznych rodziców wykorzystuje pieniądze dla utrzymania
swoich dzieci w zależności.
Kim przyszła do mnie z różnorodnymi problemami. W wieku czterdziestu jeden lat miała nadwagę,
była niezadowolona z pracy. Po rozwodzie z mężem została z dwójką dorastających dzieci. Czuła,
że wpadła w dołek; chciała zrzucić nadwagę, podjąć pewne ryzyko w pracy zawodowej i nadać
swojemu życiu jakiś sens. Była przekonana, że wszystkie jej problemy rozwiążą się jeśli tylko
znajdzie właściwego partnera.
W miarę trwania naszej sesji stawało się jasne, że Kim uważała, iż jest niczym bez mężczyzny,
który otoczyłby ją opieką. Spytałam ją skąd bierze się ta myśl.

No cóż, z pewnością nie z mojego związku z mężem. Raczej było tak, że to ja musiałam się nim
opiekować. Poznałam go zaraz po ukończeniu college’u. Miał dwadzieścia siedem lat, nadal
mieszkał z rodzicami i nieudolnie borykał się z problemem, jak ma zarabiać na życie. Zarazem był
wrażliwy i romantyczny, więc poleciałam na niego. Mój ojciec zupełnie tego nie pochwalał, ale
myślę, że w głębi duszy był zadowolony, że trafiłam na kogoś, kto nie daje sobie rady. Kiedy
upierałam się, aby wyjść za niego, ojciec powiedział mi, że chwilowo nam pomoże, a jeśli sytuacja
będzie bardzo zła, da pracę mojemu mężowi w swojej firmie. Oczywiście wychodziło na to, że mój
ojciec jest wspaniałym facetem, ale to dawało mu straszliwą władzę nad nami. Tak więc, chociaż
wyszłam za mąż, nadal byłam córeczką tatusia. Ojciec ręczył za nas finansowo, ale w zamian za to
mówił nam, jak mamy układać sobie nasze życie. Bawiłam się w dom i wychowywanie dzieci, ale
jednak...

Kim przerwała w pół zdania. „Ale jednak co?” zapytałam. Patrzyła w podłogę mówiąc:
„Ale jednak... nadal potrzebowałam tatusia, aby się mną opiekował.”
Spytałam Kim, czy widzi powiązanie między jej związkiem z ojcem, a jej uzależnieniem od
mężczyzn, którzy mają prostować jej życie.

Nie ulega wątpliwości, że mój ojciec był osobą, która miała największy wpływ na moje życie.
Kiedy byłam mała, naprawdę mnie uwielbiał, ale kiedy zaczęłam myśleć samodzielnie, nie mógł
się z tym pogodzić. Jeśli ośmieliłam się mieć inne zdanie, dostawał napadów złości. Obrzucał mnie
okropnymi wyzwiskami. Był naprawdę krzykliwy i straszny. Kiedy byłam nastolatką, zaczął
posługiwać się pieniędzmi aby nadal prowadzić mnie na sznurku. Czasami był niezmiernie hojny,
co sprawiało, że czułam się naprawdę kochana i bezpieczna. Przy innych okazjach poniżał mnie
zmuszając do żebrania i błagania o cokolwiek, począwszy od pieniędzy na kino, skończywszy na
opłacie za podręczniki szkolne. Nigdy nie byłam pewna, jakie popełniłam przewinienia. Teraz
wiem, że większość czasu spędziłam próbując zgadnąć, jak mu dogodzić. Nigdy nie było dwóch
podobnych dni. Stale było gorzej.

Dla Kim próby dogodzenia ojcu były podobne do biegu sprinterskiego, w którym on ciągle
przesuwał linię mety. Z im większym zapamiętaniem biegła, tym dalej on tę linię przesuwał. Nie
mogła odnieść sukcesu. Posługiwał się pieniędzmi zarówno jako nagrodą, jak i karą. Bez żadnej

logiki czy konsekwencji. Jeśli chodzi o pieniądze, był na zmianę hojny i skąpy. Tak samo było z
miłością i troskliwością. Niespójne komunikaty, jakie jej wysyłał, wprawiały ją w zakłopotanie. Jej
zależność splątała się z jego aprobatą. To zakłopotanie trwało również w dorosłym życiu Kim.

Sama zachęcałam męża, aby podjął pracę u ojca. Jakiż to był błąd! Teraz naprawdę trzymał nas w
garści. Wszystko musiało być zrobione jak on sobie życzył - od wyboru mieszkania po sposób
uczenia dzieci czystości. Życie Jima uczynił prawdziwym piekłem w pracy, tak że Jim w końcu się
zwolnił. Ojciec traktował to jako kolejny dowód na to, że Jim jest nic nie wart, chociaż dostał inną
pracę. Ojciec naprawdę dopiekał mi w związku z tym i groził, że przestanie nam pomagać. Ale
potem wykonał zwrot o 180 stopni i na święta Bożego Narodzenia kupił mi nowy samochód. Kiedy
wręczał mi kluczyki, powiedział: „Czy nie wolałabyś, aby twój mąż był tak samo bogaty jak ja”.

Ojciec Kim wykorzystywał swoją finansową przewagę w bardzo bezwzględny i destrukcyjny
sposób, jawiąc się zarazem jako osoba wspaniałomyślna. Wykorzystywał swoją siłę, aby w oczach
Kim być jeszcze bardziej niezastąpionym i aby nieustannie poniżać jej męża. W ten sposób nie
przestawał nią kierować, choć już dawno temu opuściła rodzinne gniazdo.

„Zróbże choć raz coś porządnie!”

Wielu toksycznych rodziców kontroluje swoje dorosłe dzieci traktując je tak, jakby były bezradne i
nieprzystosowane, nawet gdy jest to w jawnej sprzeczności z rzeczywistością. Martin, szczupły,
łysiejący, czterdziestotrzyletni prezes małej zaopatrzeniowej firmy budowlanej, przyszedł do mnie
prawdziwie przerażony. Powiedział:

Naprawdę się boję. Coś się ze mną dzieje. Mam napady złości. Nie panuję nad tym. Zawsze byłem
całkowicie niegroźnym człowiekiem, ale przez ostatnich kilka miesięcy krzyczę na żonę i dzieci,
trzaskam drzwiami, a trzy tygodnie temu tak się wściekłem, że wybiłem dziurę w ścianie.
Naprawdę boję się, że komuś zrobię krzywdę.

Pochwaliłam go za odwagę i przezorne zgłoszenie się na terapię zanim problem wymknie mu się z
rąk. Spytałam się go, kogo chciał uderzyć przebijając ścianę. Gorzko się roześmiał:

To proste. Mojego starego. Obojętnie jak bardzo się staram, on zawsze sprawia, iż czuję, że
cokolwiek robię, robię źle. Czy uwierzysz, że on lubi kompromitować mnie przed moimi własnymi
pracownikami?

Widząc moje zdziwienie, Martin wyjaśnił:

Mój ojciec wprowadził mnie do swojej firmy osiemnaście lat temu, a kilka lat później odszedł na
emeryturę. Tak więc ja prowadzę ten interes od piętnastu lat. Ale raz na tydzień mój ojciec
przychodzi i zaczyna przeglądać te cholerne księgi rachunkowe. Potem narzeka na to, jak je
prowadzę. Wychodzi za mną z mojego biura, krzycząc jak to ja zarzynam jego firmę. Robi to
dokładnie na oczach moich pracowników. Na ironię, to właśnie ja rozkręciłem firmę. W ciągu
ostatnich trzech lat podwoiłem zyski, ale on nie chce zostawić mnie w spokoju. Czy ten człowiek
będzie kiedykolwiek zadowolony?

Martin musiał nieustannie przechodzić ciężkie próby, aby się sprawdzić. Miał jasny dowód swoich
osiągnięć w postaci zysków, ale ten dowód bladł w obliczu dezaprobaty ojca. Zasugerowałam
Martinowi, że być może ojciec czuł się zagrożony jego sukcesem. Ego ojca zdawało się być
związane z budowaniem tego interesu, ale teraz jego dokonania zostały przyćmione osiągnięciami
syna.
Zapytałam Martina, czy w czasie tych epizodów doświadcza jakichś innych uczuć niż całkowicie
zrozumiały gniew.

Założę się, że tak. Naprawdę wstydzę się to mówić, ale za każdym razem kiedy on wchodzi do
biura, czuję się jakbym miał dwa latka. Nie mogę nawet normalnie odpowiedzieć na pytania.
Zaczynam się jąkać, tłumaczyć i czuję się przerażony. Wygląda tak potężnie. Choć fizycznie
jestem taki jak on, czuję się o połowę mniejszy od niego. Ma takie zimne spojrzenie i krytyczny ton
głosu. Dlaczego on nie może traktować mnie jak dorosłego?

Ojciec Martina wykorzystał firmę, aby utrzymać syna w poczuciu nieprzystosowania, co mu
poprawiało samopoczucie. Kiedy tato nacisnął odpowiednie przyciski, Martin stawał się
bezradnym dzieckiem w ubraniu dorosłego. Wymagało to czasu zanim Martin ostatecznie
uświadomił sobie, że musi porzucić nadzieję, że jego ojciec się zmieni. Obecnie Marti

Podobne prace

Do góry