Ocena brak

TEORIE DEMOKRACJI - A. Świderski „O współczesnej demokracji bezpośredniej” [w:] „Gdańsk i Ateny. O demokracji bezpośredniej w Polsce”

Autor /Edi Dodano /13.06.2011

Pierwszą różnicą pomiędzy demokracją polską a ateńską jest nieodwoływalny charakter mandatu udzielanego najwyższym funkcjonariuszom państwa w Polsce. Charakterystyczny dla demokracji ateńskiej był ostracyzm stosowany jako procedura kontroli wykonywania mandatu, charakterystyczna jest również procedura recall w demokracji amerykańskiej. Polska konstytucja przeciwstawia tej zasadzie kontrolowania fikcyjną zasadę zaufania, ograniczonego tylko składanym na początku i na końcu kadencji oświadczeniem majątkowym. Istnieje tu znaczna rozbieżność pomiędzy postulatami „Solidarności” strajkującej a dokonanymi zmianami.

Samym swoim zachowaniem „Solidarność” w czasie strajku wyrażała w trzech wymiarach demokrację bezpośrednią:

1) podejmowano obywatelskie inicjatywy zmiany systemu politycznego (21 postulatów 1980)

2) swoiste referenda o charakterze otwartym

3) zgłaszano wnioski o odwołanie najwyższych funkcjonariuszy nie cieszących się zaufaniem

Niechęć do eksperymentowania z demokracją bezpośrednią wynika często z wątpliwości, czy uprawniona jest analogia polis-megapolis, czy społeczeństwo wielomilionowe, znacznie różnicowane pod względem wartości, religii, kultury, poglądów będzie zdolne do stabilnego funkcjonowania w ramach demokracji bezpośredniej, skoro nawet w Atenach zaobserwowano kruchość tego ustroju. Istnieje wątpliwość również co do drugiej charakterystycznej cechy Aten – każdy obywatel powinien móc wybierać i być wybieranym? Podnosi się głos, że nie każdy jest kompetentny i dobrze poinformowany, ale „tych inteligentnych i rozsądnych reprezentantów wybrało owo niepewne społeczeństwo”. A może nie, przez co należało by rozumieć niezdolność nawet do wyboru własnych przedstawicieli? W Polsce dyskusja na temat kompetencji wyborców prawie nie istnieje, na Zachodzie często natomiast dyskutuje się jak podnieść kompetencje przeciętnego wyborcy – w tym chyba kierunku wiedzie droga do społeczeństwa obywatelskiego.

Co do bezpośredniego udziału społeczeństwa jako całości w życiu politycznym popularna jest koncepcja inicjatyw obywatelskich, jej obrońcy twierdzą, że referenda ogólnokrajowe są jedyna gwarancją, że przedstawiciele po objęciu mandatów będą wykonywać swoje zobowiązania. Krytycy zarzucają im, że pewne pytania (o wypowiedzenie wojny) nigdy nie będą mogły być postawione w referendum. Krytykowane są również procedury odwoływania – za zmniejszenie popularności urzędu wśród najbardziej utalentowanych, obrońcy na to, że wzmacniają poczucie odpowiedzialności – powstaje więc pytanie, czy chcemy być rządzeni przez utalentowanych czy odpowiedzialnych?

Inne z procedur umożliwiających społeczeństwu aktywność w bieżącej polityce:

- reprezentatywny wybór małych grup face-to-face, których działalność miałaby przypominać debatę przedwstępną (zaczerpnięte z Aten oczywiście – proboulesis); dyskusje grupy reprezentatywnej miały by być transmitowane przez media ogólnokrajowe oraz analizowane przez polityków sprawujących mandat, dostarczając społeczeństwu opinii i informacji

- minipopulus – koncepcja działającej permanentnie w ciągu roku grupy reprezentatywnej, posiadającej inicjatywę ustawodawczą oraz prawo wnoszenia poprawek

- izba elektroniczna w Danii (miniDania)– na zasadzie rotacji losować co roku 70 tys. obywateli, liczba ta uznana została za zapewniającą reprezentatywność, którzy na bieżąco brali by udział w referendum (np. za pośrednictwem komórek); wynik referendum przedstawiany byłby niemal natychmiast obradującym posłom sprzeczność głosu miniDanii z większością parlamentarną skutkowałaby referendum powszechnym.

Przeciwny demokracji jest konserwatyzm. Jak konserwatysta zmieniłby demokrację? Wprowadziłby cenzus wykształcenia i pochodzenia.

Co jednak świadczy przeciw konserwatyzmowi?

- brak alternatywy – jeśli nie demokracja, to co?         

- konserwatyści uważają, że rządzić powinni ludzie mądrzy – ale jak ich wyłonić? kto by o tym decydował i jak, że jedni są mądrzy, a drudzy głupi?  brak uniwersalnego miernika mądrości   

- ryzyko, że wybrany człowiek, choć mądry, nie poradziłby sobie z rządzeniem – co wtedy?

Do góry