Ocena brak

Teoria wspólnoty

Autor /Fred Dodano /03.08.2011

Między w o l ą  jednego człowieka a w o l ą  innego człowieka mogą występo-wać wielorakie relacje; każda taka relacja jest wzajemnym oddziaływaniem, wówczas bowiem, gdy jedna strona czyni coś albo daje, druga doznaje albo przyjmuje. Oddziaływania te mogą prowadzić do zachowania lub zniszczenia cudzej woli i ciała, czyli je afirmują albo negują. Teoria nasza obiera za przedmiot swych badań stosunki wzajemnej afirmacji. Każdy taki stosunek reprezentuje jed-ność w wielości albo wielość w jedności. Polega na odwzajemnianych aktach po-pierania, ułatwiania, wspomagania, traktowanych jako przejawy woli i jej sił.

Grupę utworzoną przez taki pozytywny stosunek, ujmowaną jako istota lub rzecz o spójnym działaniu wewnętrznym i zewnętrznym, nazywamy z w i ą zkiem. Sam ten stosunek, a zatem i związek, rozumiany jest już to jako realne i organiczne życie, co odpowiada istocie w s p ó l n o t y  (Gemeinschaft),  już to jako twór idealny i mechaniczny, co odpowiada pojęciu stowarzyszenia  (Gesell-schaft). Zastosowanie tych terminów ujawni, że w języku niemieckim używa się ich synonimicznie. W dotychczasowej  terminologii naukowej stosuje się całkowicie dowolnie, nie troszcząc się o rozróżnienia. Zacznijmy tedy od paru uwag, które wykażą ich przeciwstawność. Współżycie poufałe, intymne, zamknięte w wąskim kręgu określane jest (naszym zdaniem) jako  życie we wspólnocie. Stowarzyszenie to życie publiczne,  światowe. We wspólnocie ze swymi najbliż-szymi znajduje się człowiek od chwili narodzin, związany z nią na dobre i na złe. W stosunki towarzyskie wchodzi się jak w coś obcego.

Młodzieńca ostrzega się przed złym towarzystwem, podczas gdy wyrażenie „zła wspólnota” jest sprzecz-ne z duchem języka. O stowarzyszeniu rodzinnym mogą mówić tylko Prawnicy, ponieważ wszelki związek ma dla nich charakter stowarzyszenia, lecz Wspólnot ę  rodzinną wraz z całym jej niewymiernym wpływem na ludzką psychikę odczuwa każdy, kto w niej uczestniczył. Państwo młodzi zdają sobie sprawę, że wstępując w związek małżeński zakładają doskonałą wspólnotę życia [...]; stowarzyszenie  życia jest sprzecznością samą w sobie. Towarzystwa można sobie dotrzymywać; wspólnoty nikt nikomu d o t r z y m y w a ć  nie może. Do wspól-noty religijnej jest się przyjmowanym; s t o w a r z y s z e n i e religijne, podob-nie jak inne grupy celowe, istnieją tylko dla państwa i w teorii, to jest dla tych, którzy oglądają je z zewnątrz. Mówimy o wspólnocie języka, obyczaju, wiary, ale o stowarzyszeniu zarobkowym, podróżniczym, naukowym.

Znamienny jest zwłaszcza przykład towarzystwa handlowego; nawet jeśli jego członków  łączy zażyłość i poczucie wspólnoty, nie mówi się przecież o wspólnocie handlowej. Zupełną potwornością byłoby wyrażenie „wspólnota akcyjna”, choć istnieje wspólnota pola, lasu, pastwiska. Wspólnoty majątkowej między małżonkami nie nazwie nikt stowarzyszeniem majątkowym. Natykamy się tu przeto na znaczne różnice sensu. W znaczeniu najbardziej ogólnym mówi się o wspólnocie ogarniaj ą cej całą ludzkość, o takiej wspólnocie, jaką chce być Kościół. Natomiast mówiąc o stowarzyszeniu ludzi, mamy na myśli jedynie stykanie się ze sobą niezależnych osób. Ostatnio w nauce używa się pojęcia  Gesellschaft w opozycji do pojęcia państwa — rozważymy i takie jego rozumie nie, ale sądzi-my, że będzie ono należycie wyjaśnione dopiero przez przeciwstawienie go wspól-nocie narodowej. Wspólnota jest stara, stowarzyszenie,  Gesellschaft — nowe jako rzecz i jako nazwa.

Zdawał sobie z tego sprawę autor zajmujący się wszechstronnie dyscyplinami politycznymi, nie wniknąwszy wszelako w ich głębię. „Pojęcie stowarzyszenia w sensie socjologicznym i politycznym — mówi Bluntschli — ma naturalną podstawę w obyczajach i poglądach trzeciego s t a n u . W gruncie rzeczy nie jest to pojęcie ludu, ale właśnie tylko pojęcie trzeciego stanu (...), stowarzyszenie trzeciego stanu stało się źródłem, a jedno-cześnie wyrazem wspólnych sądów i dążeń (...). Tam, gdzie kwitnie i owocu-je kultura miejska, pojawia się jako jej niezbędny organ stowarzyszenie. Wieś nie wie niemal wcale, co znaczy stowarzyszać się”. Natomiast wszelkie pochwały życia wiejskiego wskazywały zawsze, że silniejsze, bardziej żywe jest tam poczucie wspólnoty. Wspólnota jest trwałą formą współżycia, stowarzyszenie — tylko przejściową. Zgodnie z tym należy rozumieć wspólnotę jako żywy organizm, a stowarzyszenie — jako mechaniczny agregat, artefakt. [...]  Naturalna jedność, jaką jest wspólnota k r w i , rozwija się i ukonkretnia we wspólnocie t e r y t o r i u m , której wyrazem jest współzamieszkiwanie.

Ta z kolei przekształca się we wspólnotę ducha, to jest wspólne działanie w jed-nym kierunku, jednomyślne. Wspólnotę terytorium można określić jako więź życia animalnego, wspólnotę ducha — jak więź życia mentalnego. Wspólnota ducha, nakładając się na wspólnotę krwi i terytorium, tworzy swoiście ludzki, naj-wyższy rodzaj wspólnoty. Ze wspólnotą krwi wiąże się wspólny stosunek do istoty człowieczeństwa i udział w niej; ze wspólnotą terytorium — takiż stosunek do posiadanej ziemi; ze wspólnotą ducha — stosunek do świętych miejsc i czczo-nych bóstw. Wszystkie trzy typy wspólnoty są ze sobą najściślej związane w cza-sie i w przestrzeni, czyli we wszystkich poszczególnych zjawiskach i ich rozwoju oraz w całej ludzkiej kulturze i jej dziejach. Wszędzie, gdzie ludzie są ze sobą organicznie związani mocą swej woli i wzajemnie się afirmują, występuje taki czy inny typ wspólnoty, przy czym typ wcześniejszy zawiera w sobie późniejszy czy inaczej — na gruncie wcześniejszego wykształca się późniejszy jako względnie względnie niezależny. Rozpatrzymy kolejno te trzy typy, nadając im zrozumia-łe chyba nazwy:

1) pokrewieństwo,

2) sąsiedztwo,

3) przyjaźń.

Siedliskiem i niejako ciałem p o k r e w i e ń stwa jest dom. 

Żyje się ra-zem pod osłoną jednego opiekuńczego dachu; rzeczy są wspólną i wspólnie użytkowaną własnością; spożywa się wspólne zapasy przy wspólnym stole; zmar-łych czci się jako niewidzialne duchy, jak gdyby byli wciąż potężni i sprawowali pieczę nad  życiem potomków; współodczuwana bojaźń i szacunek — wszystko to sprzyja harmonijnemu współżyciu i współdziałaniu. Ale wola i duch pokre-wieństwa nie są uzależnione od  ścian domu i bliskości przestrzennej. Jeśli są  żywe i silne, jak w stosunkach najbliższych i najściślejszych, to mogą karmić się samą pamięcią i mimo oddalenia dawać poczucie bliskości i uczestnictwa we wspól-nym działaniu. Mimo to p r a g n ą  fizycznej bliskości i z trudem jej się wyrzeka-ją, tylko ona bowiem zaspokaja pragnienie m i ł o ś c i i daje poczucie równo-wagi. Dlatego zwyczajny człowiek naprawdę dobrze i błogo czuje się tylko w ro-dzinnym gronie, wśród swoich.

Jest wtedy u s i e b i e  (chez soi). S ą s i e d z t w o jest charakterystyczne dla wspólnoty na wsi, gdzie bliskość miejsc zamieszkania, wspólne grunty albo choćby ich granice stwarzają liczne okazje do styczności, powodują wzajemne przyzwyczajenie i intymną znajo-mość, zmuszają do wspólnej pracy, wspólnego  ładu i rządów; każą zwracać się o łaskę i pomyślność do tych samych bogów i duchów ziemi i wód, które mogą zesłać błogosławieństwo lub nieszczęście na całą okolicę. Podstawą tego rodzaju wspólnoty jest współzamieszkiwanie, może ona jednak trwać także i bez niego, choć z większym trudem i wymaga wtedy tym bardziej podpory w utartych zwy-czajowych spotkaniach i uświęconych obyczajach. Przyja źń  będąca warunkiem i skutkiem zgodnej pracy i jednolitego spo-sobu myślenia jest niezależna od pokrewieństwa i sąsiedztwa. Rodzi się najłatwiej przy wykonywaniu tego samego lub podobnego zawodu czy rzemiosła. Aby mogła powstać i utrwalić się, trzeba swobodnych i częstych kontaktów, o które najła-twiej w mieście. Bezpośrednie znaczenie ma w tym względzie ugruntowana i czczona przez ducha wspólnoty b o s k o ść , gdyż ona tylko, albo ona przede wszystkim, nadaje przyjaźni  żywą i trwałą postać.

Takie opieku ń cze bóstwo nie jest związane z miejscem, lecz mieszka w sumieniach swych czcicieli i towarzy-szy im w podróżach na obczyznę. Podobnie jak ludzie zbratani przez wykonywanie jednego zawodu lub przynależność do jednego stanu, tak też zbra-tani w wyznaniu, jeśli są sobie znajomi, czują się jak gdyby złączeni duchową więzią, pracą nad wspólnym dziełem. Współzamieszkiwanie w mieście może być podciągnięte pod pojęcie sąsiedztwa, tak jak i współzamieszkiwanie w jednym domu, jeżeli zajmują go także osoby nie spokrewnione lub słudzy. Duchowa przyjaźń natomiast tworzy jak gdyby rodzaj niewidzialnej osady — mistyczne miasto i zgromadzenie,  żywe tylko mocą niejako artystycznej  intuicji, twórczej woli. Stosunki między przyjaciółmi lub kolegami są najmniej organiczne, a przeto ko-nieczne; są najmniej instynktowne, mniej uwarunkowane przyzwyczajeniami niż sto-sunki sąsiedzkie — są to stosunki natury intelektualnej. W porównaniu z poprzednimi typami, stosunki przyjaźni wydają się zależne od przypadku albo od wolnego wyboru. Ale podobną gradację dostrzegliśmy już w stosunkach czystego pokrewieństwa. Prowadzi nas to do dalszych stwierdzeń.

Sąsiedztwo ma się do pokrewieństwa tak, jak stosunek między małżonkami — stąd powinowactwo w ogóle — do stosunku między matką a dziećmi. To, co w jednym przypadku jest sprawą wzajemnego upodobania, w drugim musi być poparte wzajemnym przyzwyczajeniem. Stosunek zaś między rodzeństwem — a stąd kuzynostwo i, ogólnie, stosunki między względnie równymi sobie osobami —ma się do pozostałych, uwarunkowanych organicznie stosunków tak, jak przyjaźń do sąsiedztwa i pokrewieństwa. Pamięć przejawia się we wdzięczności i wierności. Wzajemne zaufanie i wiara świadczą o szczególnej prawdzie takich wię-zi. Jednakże ich podstawa nie jest już tak naturalna i oczywista. Każda jednostka jest tutaj bardziej świadoma własnych chęci i możliwości i bardziej przy nich ob-staje w zetknięciu z innymi, toteż stosunki takie są mniej trwałe i bardziej narażone na zakłócenia.

Zakłócenia w postaci sporów i zatargów muszą wystąpić w każdym takim współżyciu, gdyż trwałe, bliskie i częste kontakty stwarzają realną możliwość, prawdopodobieństwo zarówno wzajemnego poparcia i afir-macji, jak wzajemnego szkodzenia sobie i negacji. Tylko wówczas, gdy przewa ż aj ą  t e p i e r w s z e , pozytywne momenty, stosunek ten ma rzeczy wiście charakter wspólnoty. Tłumaczy to, dlaczego zwłaszcza czysto duchowe b r a t e r s t w o , jak uczy doświadczenie, tylko do pewnych granic toleruje częste i bliskie kontakty fizyczne. Braterstwo takie musi być zrównowa-żone przez znaczny stopień indywidualnej wolności.  W stosunkach pokrewieństwa autorytet naturalny koncentruje się w osobie ojca. Tam, gdzie istotną podstawą współistnienia jest sąsiedztwo, autorytet ten prze-chodzi na k s i ę c i a zachowując przy tym całe swoje znaczenie. Jego źródłem jest wówczas nie tyle wiek i biologiczne ojcostwo, ile władza i potęga a jego bezpo-średnim wyrazem jest wpływ władcy na poddanych, właściciela ziemskiego na jego dzierżawców, zwierzchnika na podwładnego. Natomiast w stosunkach przyjaźni, gdy wynikają one ze wspólnego uprawiania tego samego zawodu lub sztuki, autorytet wyraża się w autorytecie m i s t r z a wobec czeladników, uczniów, adeptów.

Autorytetowi w i e k u odpowiada przede wszystkim funkcja s ę dziego — wymierzanie s p r a w i e d l i w o ś c i , jako  że młodzieńczy zapał, poryw-czość i wszelkiego rodzaju namiętności stają się przyczyną gwałtu, zemsty i waśni. Starzec zaś zachowuje dystans spokojnego obserwatora; nie daje się zwodzić uczuciu  życzliwości lub nienawiści do  żadnej ze stron, lecz stara się dociec, która strona zawiniła, czy przyczyna była dość silna, aby sprowokować prawego i spokoj-nego człowieka oraz jaki czyn albo cierpienie może czyjąś nadmierną swawolę uspra-wiedliwić. Autorytet s i ł y musi się przejawiać w walce, potwierdzać w odwadze i dzielności. Dlatego jego doskonałą postacią jest autorytet w o d z a , któremu przy-chodzi zbierać i szykować siły zbrojne, przewodzić wyprawie, czynić wszystko dla jej powodzenia, usuwać ewentualne przeszkody. Wobec tego, że nie ma niezawodnych reguł pozwalających każdemu podjąć trafną decyzję, skoro człowiek mądry musi się domyślać, odgadywać, jakie postępowanie bę-dzie w danym przypadku najwłaściwsze, skoro przyszłość jest przed nami ukryta, czę-sto zaś wydaje się groźna i przerażająca — to wśród wszystkich umiejętności pierw-szeństwo przypada tej,  która pozwala rozpoznać, objaśnić lub pobudzić wolę Niewidzialnego.

Toteż nad wszystkimi innymi góruje autorytet m ą dro ś c i jako autorytet kap ł a n a , za którego sprawą zstępuje na ziemię Bóg we własnej osobie; Wieczny i Nieśmiertelny objawia się i komunikuje z istotami zagrożonymi niebezpieczeństwem i śmiercią. Te różne naczelne funkcje i przymioty wspierają się wzajemnie i uzupełniają. Opi-sane rodzaje autorytetu stosownie do ich potencji można łączyć z każdym nadrzędnym stanowiskiem, które wywodzi się z jedności wspólnoty. Autorytet sędziego, jako pier-wotny, z natury odpowiada pozycji ojca rodziny, autorytet księcia — pozycji patriar-chy, wreszcie autorytet kapłana — pozycji mistrza. Wszelako ojcu rodziny — także naczelnikowi klanu (głowie najstarszego spośród spokrewnionych domów), a w sposób najbardziej oczywisty wodzowi jeszcze nie podzielonego plemienia (który reprezentuje osobę wspólnego mitycznego przodka) — gdy zagrożenie zewnętrzne wymaga podpo-rządkowania się, w naturalny sposób przysługuje również godność „księcia”.

Ta z kolei urasta do godności bosko-kapłańskiej, bowiem przodkowie są albo będą bo-gami, w bogach zaś widzi się przodków i po ojcowsku życzliwych przyjaciół. Istnieją bowiem bóstwa domowe, rodowe, plemienne i bóstwa wspólnot narodowych. W sposób dobitny uobecniają one siłę wspólnoty — władne są czynić rzeczy niemożliwe; ich działania mają charakter nadprzyrodzony, cudowny. Cześć i hołdy pobożnej pokory wynagradzają pomocą, zapomniane i wzgardzone zsyłają nieszczęścia i plagi. Jako ojcowie sędziowie zarazem, władcy i wodzowie, mistrzowie i nauczyciele bóstwa są pierwotnymi nosicielami i wzorami autorytetów ludzkich. A i wśród ludzi autorytet książęcy nie może obyć się bez sędziowskiego, gdyż wspólna walka wymaga tego, aby mocą wiążącej decyzji położony był kres wewnętrznym zatargom. Rzeczą kapłana zaś jest taką decyzję uświęcić, uczynić niepodważalną, jako że prawo i jego wyroki pochodzą od bogów. [...] Ludzie  żyjący we wspólnocie należą wzajemnie do siebie i czerpią ko-rzyści oraz posiadają i użytkują w s p ó l n e d o b r a . Wola posiadania i ko-rzystania to wola opieki i obrony. Wspólne dobra — wspólne przykrości; wspólni przyjaciele — wspólni wrogowie.

Przykrości i wrogowie nie są przed-miotami posiadanymi i dającymi korzyści; są przedmiotem woli nie pozytywnej, ale negatywnej, przedmiotem niechęci, nienawiści, czyli wspólnej woli niszczenia. Przedmioty pragnień, pożądania nie są czymś wrogim, w wyobraźni jawią się jako przedmioty posiadane i dające korzyści, nawet jeśli osiągnąć je można tylko za cenę działań nacechowanych wrogością. Posiadanie w sobie i dla siebie to wola zachowania; posiadanie samo jest czerpaniem korzyści, jest bowiem zaspo-kajaniem i spełnianiem woli, tak jak wdychanie powietrza z atmosfery. Dotyczy to również w z a j e m n e j przynależności do siebie ludzi, w z a j e m n e g o udziału ludzi w swoim życiu. [...]

Podobne prace

Do góry