Ocena brak

Teoria kultury masowej - Podział pracy

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Cała ta dziedzina powinna być rozważana od strony podziału pracy. Im większy postęp techniki, tym większy podział. Na przykład fabryka Blackett-Semple-Hummert — słowo fabryka jest tu na miejscu — do produkowania  soap operas w radio. Albo fakt, że w Hollywood kompozytorowi, który pisze muzykę do filmu, nie wolno robić orkiestracji swoich utworów, podobnie jak reżyser nie zajmuje się sam montażem.

Albo „wzór redakcyjny”, według którego każde czasopismo o dużym nakładzie kroi swe powiastki i artykuły nie inaczej, niż produkuje się części samochodów w Detroit. „Time” i „Newsweek” doprowadziły specjalizację do szczytu: ich autorzy nawet nie podpisują swoich prac, te zresztą nie są właściwie ich pracami, bo zbieraniem danych zajmuje się cały sztab badaczy i korespondentów, natomiast drukowany artykuł jest często wynikiem redaktorskich skreśleń, jakim poddano utwór. Nowela „New Yorkera” to  ściśle określony rodzaj: gładka, minorowa, niby niedbała, zatrącająca o dramat i sentyment, ale nigdy tak niekulturalna, żeby dramat naprawdę stworzyć — a redakto-rzy wyhodowali ten rodzaj przy pomocy latami trwającej, zręcznej selekcji, niby ogrodnik kiedy hoduje nowy rodzaj róży.

Udało się im, zaiste, aż za dobrze: dostają stosy bezdusznych imitacji i zaczęli prosić pisarzy, żeby trzymali się formuły ale nie aż tak. Tacy pracownicy sztuki są alienowani: z ich pracą umysłową łączy ich równie mało jak mało  łączy robotnika z pracą jego rąk. Rezultaty są jakościowo nędzne, ilościowo imponujące. Na przykład jedyne piękne filmy Hollywoodu datują się z czasów, kiedy przemysłowa  elephantiasis nie sprowadziła jeszcze reżysera do roli jednego z wielu techników, wyposażonych w ten sam mniej więcej zakres władzy. Nasi dwaj najwięk-si reżyserzy, Griffith i Stroheim, byli artystami, nie specjalistami.

Sami robili wszystko, osobiście doglądali, czy w porządku jest scenariusz, aktorzy, operatorzy, a przede wszystkim montaż. Jedność jest czymś najistotniejszym w sztuce. Nie da się jej osią-gnąć przepuszczając dzieło przez ręce kilkunastu specjalistów, chociażby kompetent-nych. Znamy doskonałe dzieła zbiorowe (greckie świątynie, gotyckie kościoły, może Iliada)  ale ich twórcy należeli do jednej tradycji, która nadawała jedność ich pracy. Brak nam dzisiaj takiej tradycji, a więc sztuka — w przeciwieństwie do kiczu — po-wstawać może tylko, jeżeli władzę nad całością ma jedna wrażliwość i jeden mózg. [...]

Podobne prace

Do góry