Ocena brak

Teoria kultury masowej - Od Frankensteina do Hiroszimy

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Prawdziwi dziedzice „klasycznej” detektywistycznej opowieści, jeżeli chodzi o użytek zrobiony z nauki, to autorzy  science fiction,  w której wszelkie cuda i horrory przyszłości zawsze muszą być „naukowo możliwe” — podobnie jak Sher-lock Holmes nigdy nie polegał na siłach nadprzyrodzonych. Jest to postawa mieszczaństwa, bo myśli ono o nauce jako o swojskim instrumencie. Masy są mniej pewne siebie, bardziej trwożliwe, kiedy mają do czynienia z nauką i istnieje cała dolna warstwa  science faction,  gdzie cudowność nie jest zamknięta w granicach wiedzy. Dla mas nauka jest nowoczesnym arcanum arcanorum, zarazem najwyższą tajemnicą i kamieniem filozoficznym wyjaśniającym tajemnicę. Te pojęcia znajdują wyraz w gazetowych komiksach, takich jak „Superman”, czy w pseudonauce szarlatanów, korzystających z tęsknot do „zdrowia” i „natury”.

Tak ujmowana nauka daje człowiekowi władzę nad otoczeniem i jest dobroczynna. Jednak sama nauka jest niezrozumiała, a więc nad nią nie można mieć władzy, przeraża swoją potęgą. I tak pojęta, jako najwyższa tajemnica, nauka staje się ulubionym tematem magazynów poświęconych „horrorom”, komiksów i filmów. Doszło już do tego, że kiedy widzimy na filmie laboratorium, przebiega nas dreszcz i biały kitel naukowca tak mrozi krew w żyłach jak czarny płaszcz hrabiego Drakuli. Te filmy „horrorów” cieszą się, jak się zdaje, niezmierną popularnością. Nadal, po dwudziestu czterech latach, pokazuje się Frankensteina, a wznowienie King Konga ma przynieść ponad 2 miliony dolarów. Jeżeli laboratorium naukowca zyskało w kulturze masowej tak upiorną opinię, czy nie jest to czasem jedno z tych ludowych, głębokich przeczuć? Od laboratorium Fran-kensteina do Majdanka i Hiroszimy droga jest niedługa.

Czyżby masy podejrzewały, może półświadomie,  że dziewiętnastowieczne zaufanie do nauki, podobnie jak dzie-więtnastowieczna wiara w powszechną oświatę, było omyłką,  że nauki da się użyć równie dobrze do antyludzkich jak proludzkich celów, kto wie czy nawet nie łatwiej? Gdyż Frankenstein, stworzony przez panią Shelley, eksperymentator, który spowodo-wał katastrofę posuwając naukę za daleko, jest ludowym bohaterem starszym, a wciąż niemniej sławnym, niż zdolny i użyteczny Sherlock Holmes Conan Doyle'a.

Podobne prace

Do góry