Ocena brak

Teoria kultury masowej - Kultura homogenizowana

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Podobnie jak dziewiętnastowieczny kapitalizm, kultura masowa jest dynamiczną, re-wolucyjną siłą, burzącą przegrody klasy, tradycji, smaku i zacierającą kulturalnie od-rębności. Miesza i rozbełtuje wszystko razem, wytwarzając to, co można nazwać ho-mogenizowaną kulturą: od nazwy innego amerykańskiego osiągnięcia, procesu homo-genizacji, który równomiernie rozprowadza drobiny  śmietany w mleku, zamiast pozwolić im pływać osobno na wierzchu. W ten sposób niszczy wartości, bo sądy war-tościujące zakładają dyskryminację.

Kultura masowa jest bardzo, bardzo demokratycz-na: odrzuca kategorycznie dyskryminację przeciwko komukolwiek, pomiędzy kimkol-wiek i czymkolwiek. Wszystko wpada w jej młyn i wychodzi z młyna gładko starte. Weźmy „Life”, typowy homogenizowany magazyn o wielkim nakładzie. Pojawia się on na mahoniowych stołach w bibliotekach bogaczy, na szklanych stolikach klasy średniej i na przykrytych ceratą kuchennych stołach biedaków. Jego treść jest całko-wicie homogenizowana, podobnie jak dystrybucja.

W tym  samym numerze znajdzie-my poważny wykład teorii atomowej i rozprawę o miłosnym  życiu Rity Hayworth; fotografie głodnych dzieci koreańskich, zbierających odpadki w ruinach Pusanu i fo-tografie wężowych modelek, pokazujących nowe biustonosze; artykuł wstępny na cześć Bertranda Russella z okazji osiemdziesiątej rocznicy urodzin i obok, na całej stronie, fotografię starszej kobiety dyskutującej z graczem w base-balla; okładkę, któ-ra tym samym drukiem głosi: Nowa polityka zagraniczna, przez Johna Foster Dullesa i Kerima: jej maratoński pocałunek jest filmową sensacją, dziesięć kolorowych stron Renoir'a plus pamiętnik jego syna, a zaraz całostronicowy obraz konia jeżdżącego na wrotkach. Reklamy oczywiście dają jeszcze więcej pola do popisu homogenizującym talentom redaktora.

Całą stronę zajmuje fotografia obdartego boliwijskiego peona szczerzącego zęby w pijackim uśmiechu po dozie liści koka (które, jak opowiadają nam sumienni reporterzy pana Luce, żuje żeby uśmierzyć chroniczne bóle z głodu), a obok ogłoszenie: uśmiechnięta, dobrze ubrana amerykańska matka z dwojgiem ładnych, we-sołych, dobrze ubranych dzieci (naturalnie chłopiec i dziewczynka — dzieci są zaw-sze homogenizowane na amerykańskich reklamach); oglądają z zachwytem klowna w telewizji (RCA Victor przynosi wam nowy gatunek telewizji — super-telewizory z „potęgą obrazu”). Peon niewątpliwie uznałby to zestawienie za pełne pikanterii, gdy-by mógł sobie pozwolić na numer „Life”, na co — szczęśliwie dla polityki Dobrego Sąsiedztwa — pozwolić sobie nie może.

Podobne prace

Do góry