Ocena brak

Teoria dramaturgiczna

Autor /cezary Dodano /13.04.2011

Trzecia koncepcja o ogromnym znaczeniu dla socjologii wizualnej to tzw. teoria dramaturgiczna Ervinga Goffmana (1922-1982) , uczonego amerykańskiego, pro­fesora Uniwersytetu w Berkeley, a pod koniec życia Uniwersytetu w Pensylwanii. Wśród najwybitniejszych socjologów XX wieku Goffman zyskał pozycję szcze­gólną ze względu na całkowicie oryginalną metodę badawczą i sposób prezentacji wyników, zbliżony bardziej do literatury niż naukowej socjologii. To , co do dziś fascynuje i zyskuje mu wielu zwolenników i kontynuatorów, to niezwykła zdol­ność spostrzegania i nazywania najbardziej subtelnych przejawów życia codzienne­go, na ogół nie uświadamianych przez samych działających w społeczeństwie lu­dzi, a stających się zupełnie oczywistymi, gdy zostają określone i opisane. Patrząc na najbardziej zwyczajne przejawy życia społecznego, Goffman widział więcej niż ktokolwiek przed nim. „Jego celem było zawsze możliwie jak największe zbliżenie się do »spolecznej natury« i uchwycenie jej w możliwie najbardziej dokładny spo­sób" (Willems 2001 : 6300) .

W kilku książkach rozbudowywał konsekwentnie ob­raz społeczeństwa, który choć kreślony tekstem pisanym, stwarza w wyobraźni czytelnika obraz w sensie dosłownym, wizualny. Jak trafnie zauważa Charles Le-mert (1997: xxxvii): „jego socjologia była w pewnym sensie telewizualna. To , co Goffman czynił, pisząc w swój szczególny sposób, to było wprost kreowanie wy­obraźni". I dlatego jest tak ważny dla socjologii wizualnej. Bo niemal wszystkie po­jęcia wprowadzane przez Goffmana dadzą się przełożyć na obraz, zaobserwować i uchwycić fotograficznie. Pełnią więc rolę pojęć uwrażliwiających, ukierunko­wujących uwagę zarówno dla fotografującego świat społeczny, jak i dla interpreta­tora zastanych fotografii.

Mówiąc przenośnie, Goffman dostarcza „mikroskopu ludzkich niuansów" (zob. ibid. 1997 : ix) . Ta metoda mikroanalizy nie liczy się zbytnio z kanonami naukowości. Korzysta szeroko z intuicji i metafory, czerpie z codziennego doświadczenia, potocznych obserwacji, anegdot, tekstów praso­wych, literackich, reklam. Formułując swoje credo, Goffman powiada (1963 : 4) : „Zakładam, że luźna spekulacja na temat fundamentalnej dziedziny ludzkiej ak­tywności jest lepsza niż rygorystyczna wobec niej ślepota". Przedmiotem swojej socjologii Goffman uczynił „porządek interakcyjny", a więc to wszystko, co się dzieje w społeczeństwie, gdy ludzie wchodzą ze sobą w bezpośrednie wzajemne kontakty. To oczywiście nie wyczerpuje wszystkich as­pektów życia społecznego, ale jest wystarczająco ważne, aby stało się osobną do­meną wiedzy socjologicznej. „Jest faktem naszej ludzkiej natury, że dla większości z nas życie codzienne toczy się w bezpośredniej obecności innych, innymi słowy, że cokolwiek robimy, nasze działania będą prawdopodobnie usytuowane społecznie" (ibid. 1997: 236) .

W najprostszych sytuacjach społecznych znajduje się klucz do zrozumienia także i bardziej skomplikowanych stron społeczeństwa. „Badacz może potraktować sytuacje społeczne bardzo serio, jako naturalny dogodny punkt obserwacyjny, z którego patrzy na całe życie społeczne" (ibid. 1979 : 5) . I właśnie interakcje to to, co dzieje się nieustannie w „sytuacjach społecznych, a więc takich okolicznościach, w których dwie lub więcej jednostek znajdują się fizycznie w swo­jej wzajemnej obecności" (ibid. 1997 : 235) . Interakcje obejmują szerokie spektrum wzajemnie zorientowanej aktywności, od przelotnej wymiany spojrzeń aż po roz­mowę czy dyskusję.

„W wielości sytuacji społecznych spotykanych w naszym społeczeństwie znajdziemy niezliczone konfiguracje osób, które znajdują się w po­bliżu siebie" (ibid. 1971 : 236) . „Sytuacje społeczne to materialne areny, w obrębie których obecni tam ludzie pozostają wzajemnie w percepcyjnej dostępności, pod­dając się wzajemnie monitorowaniu" (ibid. 1979 : 1) . Interakcja ma dwie ważne właściwości, które czynią ją szczególnie owocnym przedmiotem analizy socjologicznej. Po pierwsze, jest zjawiskiem powszechnym, napotkamy ją wszędzie, we wszelkich obszarach czy kontekstach życia społeczne­go. „Zasady ruchu pieszych mogą być badane równie dobrze w zatłoczonych kuchniach, jak na zatłoczonych ulicach, prawa do przerywania konwersacji - przy śniadaniu, ale i na sali sądowej, zwroty intymne w supermarkecie i sypialni" (ibid. 1997 : 236) . Po drugie, interakcja jest zjawiskiem uniwersalnym, w swoich istot­nych cechach przebiega podobnie w każdej zbiorowości ludzi, niezależnie od czasu i miejsca.

„Pod warstwą różnic kulturowych ludzie wszędzie są tacy sami. (...) Każ­de społeczeństwo, jeśli ma być społeczeństwem, musi mobilizować swoich człon­ków do udziału w samoregulujących się spotkaniach" (ibid. 1967 : 44) . Prototypem interakcji, jej najprostszą formą, a więc swoistym atomem ży­cia społecznego, jest właśnie spotkanie {encounter). Jego warunkiem jest fizycz­na, cielesna współobecność uczestników. „Musimy wyczuwać, że jesteśmy wy­starczająco blisko, aby inni postrzegali wszystko, co robimy, włącznie z tym, że ich postrzegamy, i wystarczająco blisko, aby inni postrzegali, że wiemy, iż jesteś­my postrzegani" (ibid. 1963 : 17) . Gdy uczestników jest więcej, mówimy o zgro­madzeniu {gathering). „Zgromadzenie to każdy zbiór dwóch lub więcej jedno­stek, do którego należą tylko ci, którzy w danym momencie są bezpośrednio współobecni z innymi" (ibid. 1963 : 18) . W zgromadzeniach uczestniczymy wszyscy, nieustannie, w toku całego naszego życia. To tutaj toczy się dominujący nurt życia społecznego.

„W większym stopniu niż do rodziny czy klubu, bardziej niż do klasy społecznej czy kategori i płci, bardziej niż do narodu - każda jednost­ka należy do zgromadzeń" (ibid. 1963 : 248) . To , co dzieje się w toku spotkania czy zgromadzenia, da się uchwycić za po­mocą analogii do teatru, metafory dramaturgicznej. W stosunku do partnerów spotkania czy audytoriów w zgromadzeniu ludzie zachowują się podobnie jak ak­torzy na scenie. Odgrywają przed nimi swoisty spektakl {performance), częściowo spontanicznie i bezrefleksyjnie, kierując się zinternalizowanymi w toku socjalizacji odruchami postępowania wobec innych, a częściowo manipulatorsko i strategicz­nie, modelując swoje postępowanie tak, aby wywrzeć na innych jak najlepsze wra­żenie. Istotą tych działań jest prezentacja samego siebie (presentation of self), kie­rowana przekonaniami na temat tego, czego partner czy audytorium może oczekiwać, a więc „zawierająca w sobie i unaoczniająca oficjalnie uznane wartości społe­czeństwa" (ibid. 1997: 101) .

Jako aktor w teatrze życia codziennego, podejmując manipulację wrażeniami (impression management), jakie chce wywrzeć na innych, jednostka bierze pod uwagę swoisty scenariusz napisany przez społeczeństwo (za­warty w kulturze) dla odgrywanej przez nią roli. „Odgrywając rolę, jednostka musi uważać, aby wrażenia, jakie przekazuje w danej sytuacji, były zgodne z cechami oso­bistymi imputowanymi jej przez widzów, a właściwymi dla roli: sędzia ma być roz­ważny i wnikliwy, pilot ma być opanowany, księgowy dokładny i porządny w swojej pracy" (ibid. 1997: 35) . W rezultacie to, co prezentuje innym, stanowi nie tyle au­tentyczną jaźń, ale jaźń odgrywaną (performed self) (ibid. 1997: 23) , w istotnym stopniu poddaną idealizacji. Taka manipulacja wrażeniami i idealizacja samego sie­bie na użytek innych jest możliwa dlatego, że dla odbiorcy wrażenia, jakie odbiera, stanowią znaki czegoś, substytuty realnych cech aktora, a „znak obecności czegoś, nie będąc tym czymś, może być zastosowany pod nieobecność [swoich desygnatów -przyp. P.S.]" (ibid. 1997: 22) .

Cały konkretny i swoiście przez jednostkę ukształto­wany spektakl odgrywany przed partnerami czy audytoriami z zastosowaniem roz­maitych znaków stanowi jej unikalną realizację dramaturgiczną. „W obecności in­nych jednostka zazwyczaj nasyca swoją aktywność znakami, dramatycznie uwypuk­lającymi lub ukazującymi takie fakty, które mają potwierdzać jej wizerunek, a które mogłyby bez tego pozostać ukryte i niezauważone" (ibid. 1997: 98) . Przykład: stu­dent, który siada w pierwszym rzędzie, patrzy w oczy wykładowcy, kiwa akcep-tująco głową po każdym zdaniu i gorliwie, demonstracyjnie robi notatki, pragnie wywrzeć wrażenie prymusa, licząc, że zostanie ono przypomniane w toku egzaminu. W teatrze życia codziennego salami teatralnymi są rozmaite sytuacje społecz­ne: lokalny bar, zakład pracy, kuchnia, szpital, port lotniczy, supermarket, mieszka­nie, rynek miejski itp. (zob. ibid. 1997: 239) . Są wśród nich takie, które szczególnie sprzyjają nawiązywaniu interakcji: bar, pub, dyskoteka, hol hotelowy (zob. ibid. 1963: 134) .

W obrębie sytuacji społecznych odbywają się różne przedstawienia, okazje społeczne (social occasions). „Są to szersze akcje, przedsięwzięcia czy zdarze­nia, osadzone w czasie i przestrzeni, wyposażone w ułatwiającą ich przebieg trwałą oprawę" (ibid. 1963: 18) . Przykłady: przyjęcie towarzyskie, piknik, wieczór w ope­rze, pogrzeb, mecz piłkarski. Ludzie znajdują się w sytuacjach społecznych i uczest­niczą w okazjach społecznych indywidualnie lub kolektywnie, jako pojedynczy (sin­gles), razem z innymi (wiłhs), szeregi (files), procesje (processions), kolejki (queues) itp. Uczestnictwo wymaga wzajemnego dostosowania się do charakteru okazji. „Ktoś całkiem trzeźwy, kto pojawi się na libacji, będzie miał taki sam problem i tak samo narazi się uczestnikom, jak pijany w gronie trzeźwych" (ibid. 1963 : 176) . W tych różnych sytuacjach aktorzy korzystają z całego, mówiąc przenośnie, skomplikowanego ekwipunku teatralnego.

Należy do niego przede wszystkim fa­sada (front), czyli wszystkie bezpośrednio postrzegalne przez audytorium składni­ki sceny. Najpierw więc dekoracje (setting), a więc np. umeblowanie, wystrój wnę­trza, układ przestrzenny, rozmaite przedmioty i urządzenia. Zazwyczaj są one typowe dla danej sytuacji - inne w szkole, inne w szpitalu, inne w biurze. Dekoracje mogą być typowymi, niejako naturalnymi elementami sytuacji, ale mogą też być ce­lowo konstruowane dla zmylenia widza - jak np. luksusowe biura wynajmowane na krótko przez oszustów w celu zdobycia zaufania klientów i likwidowane zaraz po za­warciu transakcji. Jednostka przemieszcza się pomiędzy rozmaitymi sytuacjami (sce­nami) nawet w toku jednego dnia. Obok tego jednostka dysponuje fasadą osobistą (personal front), która towarzyszy jej w różnych sytuacjach. Należą tu takie postrze-galne dla innych znamiona, jak wiek, pleć, cechy rasowe czy etniczne, insygnia za­wodu czy rangi, wzrost, postawa, ubiór, uczesanie, makijaż, wyraz twarzy itp. (zob. ibid. 1963 : 25) .

Do tego dochodzą różne akcesoria, którymi jednostka się posługuje: okulary, parasol, laska, biżuteria, plecak, zegarek itp. Wszystkie składniki fasady, za­równo dekoracje, jak i cechy osobiste, to nośniki znaczeń (zob. ibid. 1997: 98) albo markery statusów, przede wszystkim grupy wiekowej, kategorii płci, rasy i klasy społecznej. Mundury i uniformy mogą wskazywać na kategorię zawodową: wojsko­wego, policjanta czy lekarza. W niektórych religiach, np. w islamie czy judaizmie, strój zaświadcza o wyznaniu. Wszystkie te znamiona otwierają szanse celowej mani­pulacji, ale w różnym stopniu: łatwiej zmienić meble w salonie, niż kupić dom w ary­stokratycznej dzielnicy, łatwiej zmienić wyraz twarzy niż kolor skóry, łatwiej nabyć ekskluzywny zegarek niż prestiżowe auto. Manipulacja fasadą opiera się na tej sa­mej, odnotowanej wcześniej tendencji audytorium do naiwnego, literalnego odczy­tywania znaków, a „istnieje niewiele znaków, które nie mogłyby zostać użyte dla po­świadczenia istnienia czegoś, czego w istocie nie ma" (ibid. 1997: 103) .

Realizacja dramaturgiczna poprzez ukazywanie fasady może być przedmio­tem osobnych zabiegów, dodatkowych niejako w stosunku do normalnego pełnie­nia roli. Można dobrze pełnić na przykład rolę zawodową, nie dbając o to, aby na innych wywrzeć szczególne wrażenie. Co więcej, jak pisze Goffman (1997: 100) : „ci, którzy mają czas i talent, aby wykonywać dobrze swoje zadania, z tego właśnie powodu mogą nie mieć ani czasu, ani talentu, aby demonstrować to, że wykonują je dobrze". Są jednak takie role zawodowe, w których dramatyzacja i prezentacja stanowi element integralny dobrego ich realizowania. Goffman podaje przykłady zawodowych bokserów, wirtuozów muzycznych, policjantów. Za pomocą działań z wykorzystaniem dekoracji i fasady osobistej, jednostka pragnie ukazać innym swoją twarz (face), czyli obraz samej siebie ukształtowany zgodnie z uznanymi społecznie atrybutami (zob. ibid. 1967 : 5) . Utrata twarzy to sy­tuacja, gdy jakieś działania jednostki przeczą temu wizerunkowi, stanowią wobec niego dysonans.

Wówczas jednostka podejmuje starania, aby odzyskać twarz po­przez szczególne interakcje naprawcze (remedial interchanges), np. przeprosiny, tłumaczenia, autoironię itp. Działania ludzi w życiu społecznym, podobnie jak akcja sceniczna, odbywają się w ramach pewnej przestrzeni. Każda jednostka zajmuje w przestrzeni określone miejsce, do którego przypisuje sobie prawo i do którego ogranicza dostęp innym. Goffman (zob. 1971 ) określa to jako własne terytoria (territories of the self). Wyróżnią kilka ich odmian. Po pierwsze takie, które są wyraźnie usytuowane w prze­strzeni i pozostają w trwałym posiadaniu jednostki, jako uznany obszar jej wyłącz­nego użytkowania. W języku prawniczym mówimy o nieruchomościach. Przykła­dy: domy, mieszkania, ogrody, pola uprawne, działki. Po drugie, istnieją terytoria, które mają charakter publiczny, dostępny dla wszystkich, ale są niejako zawłasz­czane na pewien czas przez tego, kto ich używa, i wówczas ma on do nich prawo wyłączności.

W języku prawniczym powiedzielibyśmy o użyczeniu, wynajmie, dzierżawie lub wypożyczeniu. Przykłady: zarezerwowany na pewien czas kort te­nisowy, ławka w parku, stolik w restauracji, budka telefoniczna. Prawa do takiego terytorium można zachować nawet opuszczając je, ale tylko na jakiś czas, np. pozo­stawiając walizkę na siedzeniu w pociągu, program na fotelu w teatrze, niedokoń­czony drink przy barze czy otwartą książkę na stoliku w bibliotece. Są to wszystko znaki, które mówią „czasowo zajęte" i są zazwyczaj respektowane przez innych. Goffman mówi o oznakowaniach (markers) (zob. ibid. 1971 : 41) . Są też oznako­wania granicy pomiędzy różnymi terytoriami, np. poręcze foteli w teatrze czy przedziałka na taśmie przy kasie supermarketu. Po trzecie, jednostka otoczona jest pewną przestrzenią ruchomą, która przemieszcza się wraz z nią, obszarem niety­kalności czy - jak mówi Goffman - terytorium egocentrycznym. W obrębie tej przestrzeni ludzie posługują się różnymi osobistymi przedmiotami, które noszą ze sobą. Przykłady: torebki, teczki, plecaki, parasole.

Stanowią one terytorium posia­dania. W obu przypadkach można by mówić łącznie o obszarze ochronnym, do któ­rego wstęp inni mają w stopniu ograniczonym i zróżnicowanym. Krewni, bliscy przyjaciele, partnerzy intymnych związków mają dostęp bardziej otwarty, zbyt duże zbliżenie przez przygodnych znajomych traktowane jest jako towarzyskie faux pas, podczas gdy naruszenie tego obszaru przez obcych (np. ochlapanie błotem przez przejeżdżający samochód, wyrwanie torebki, potrącenie) jest już traktowane jako akt dewiacji, niekiedy nawet wykroczenie czy przestępstwo. Wielkość tego obszaru nietykalności osobistej jest uwarunkowana kulturowo, różna w różnych społecznoś­ciach. Inne różnicujące czynniki to „lokalna gęstość populacji, cel tego, kto się zbliża, stała aranżacja foteli [np. w kinie czy teatrze - przyp. PS.], charakter okazji społecznej itp." (ibid. 1971 : 31) Wszystko to decyduje o tym, czy zbytnie zbliżenie zostanie potraktowane jako akt agresywny, czy też nie. Naruszenie obszaru nietykal­ności może mieć charakter bardziej brutalny lub bardziej subtelny, od pobicia do na­chalnego patrzenia (zob. ibid. 1971 : 45) .

W innym miejscu Goffman poświęca wiele miejsca regule uprzejmej nieuwagi (civil inattention), która dopuszcza przelotny co najwyżej kontakt wzrokowy z nieznajomymi mijanymi na ulicy i zakazuje dłuższego przyglądania się (zob. ibid. 1963 : 83) . Przypomnijmy, że podobne zjawiska związa­ne z usytuowaniem ludzi w przestrzeni opisywała i badała za pomocą pomiarów licz­bowych proksemika Edwarda Halla (zob. 2003) . Poza fasadą prezentowaną na scenie (frontstage) kryją się kulisy (backstage), sfera prywatności i anonimowości, którą jednostka stara się celowo ukryć przed widzami. Tutaj szykuje się, charakteryzuje do prezentacji samego siebie, odpoczywa. Tutaj też jest sobą, nosicielem autentycznej jaźni w odróżnieniu od jaźni pre­zentowanej. Są pewne szczególnie istotne rodzaje przedstawień czy, rozwijając dalej tę metaforę, różne gatunki teatralne. Jeden z nich to ceremonialne okazje społeczne, święta, festyny, karnawały, wiece, które mają przynieść aktualizację i uwypuklenie wartości typowych dla społeczności i umocnić jej spoistość, poczucie wspólnoty (zob. ibid. 1997 : 101) .

Podobną rolę pełnią w sytuacjach bardziej kameralnych wymiany podtrzymujące (supportive interchanges), w których jednostki manife­stują przywiązanie do łączących je relacji i chęć ich utrzymania czy umocnienia. Przykłady: dawanie podarunków, wysyłanie życzeń (zob. 1997 : 115) . W kontak­tach przelotnych, nawet osób całkiem nieznajomych, znajdują wyraz rytuały inter­personalne, które mają zaświadczyć o ich dobrym wychowaniu, życzliwości, do­brej woli. Przykłady: podanie ognia, zapytanie o godzinę, wskazanie drogi (zob. 1997 : 117) . Bogata forma sceniczna to demonstracje intencji {displays). Wchodząc w określoną sytuację społeczną, jednostka stara się pokazać, jak zamierza w tej sy­tuacji uczestniczyć, co zamierza robić, w jakiej relacji stawia się wobec innych. Wy­raża to jako obietnicę lub groźbę za pomocą gotowych rytuałów dostarczanych przez kulturę.

W ten sposób może liczyć na to, że inni obecni w danej sytuacji świadkowie demonstracji odczytają z góry jej intencje i sami zachowają się odpo­wiednio. Może tak być dlatego, że „jesteśmy wszyscy wytrenowani przez naszą kulturę w stosowaniu podobnego idiomu postawy, pozycji ciała, spojrzeń, bez słów konstruując choreografię nas samych wobec innych w sytuacjach społecz­nych, tak że możliwa staje się interpretacja scen" (ibid. 1979 : 21) . Przykłady Goffmana to pocałunek w policzek na powitanie jako sygnał bliskości i życzliwoś­ci, salutowanie jako sygnał szacunku, ustąpienie kobiecie krzesła jako sygnał kur­tuazji, przyjście z kwiatami na przyjęcie jako sygnał przyjaźni i wdzięczności za za­proszenie, powstanie z miejsca jako sygnał zakończenia spotkania (zob. ibid. 1976: 1-3). Do przykładów Goffmana można dorzucić rytuały wyrażające groźbę: poka­zanie broni czy zamaskowanej twarzy podczas napadu na bank, okrzyk policjanta „ręce do góry", kamienie w rękach protestującego tłumu.

„Demonstracje intencji dostarczają dowodów dopasowania się jednostki do danego typu zgromadzenia, służą określeniu pozycji, jaką gotowa jest przyjąć w ramach tego, co ma się zdarzyć w sytuacji społecznej" (ibid. 1979 : 1) . Jeden aspekt demonstracji intencji staje się przedmiotem szczególnej uwagi Goffmana. Otóż dla prawidłowego zdefiniowania statusu danej jednostki w sytuacji społecznej bardzo istotna jest identyfikacja jej relacji z innymi, współobecnymi jed­nostkami. Czy jest w pojedynkę (single), czy z innymi (with)} I jakie relacje wchodzą w grę, jakie jest ich stadium, stopień zaangażowania partnerów, trwałość? Ustaleniu tego wszystkiego służą znaki związku (fie-signs), tzn. „wszelkie wskazówki na temat stosunków społecznych, czyli związków między jednostkami, czy to zawarte w obiektach, działaniach, znamionach zewnętrznych, z wyłączeniem tylko wyraź­nych stwierdzeń werbalnych" (ibid. 1971 : 194) .

Najczęściej znaki związku występują w postaci gestów, postawy, mimiki. Na przykład chłopak i dziewczyna trzy­mający się za ręce ogłaszają innym, że są w bliskim, intymnym związku. Wzięcie ko­biety pod rękę sugeruje związek trwały, być może małżeński. Pocałunek w oba po­liczki na przywitanie wskazuje na stosunek przyjaźni. Poklepanie po plecach mówi 0 relacji koleżeńskiej. Podobnie jak wszystkie inne znaki także znaki związku mogą być przedmiotem manipulacji. Może chodzić na przykład o zaimponowanie w swo­im towarzystwie znajomościami w wyższych sferach albo bliskością z kimś sławnym. Służy temu demonstracyjne spoufalanie się z takimi osobami, które taktownie nie protestują, a w pamięci obserwatorów pozostaje wrażenie zażyłości.

Zawodność znaków związku sprawia, że dopiero obserwując je przy wielu różnych okazjach i w wielu różnych postaciach, gotowi jesteśmy uznać ich pełną wiarygodność. „Widząc po raz pierwszy dwie osoby razem, wiemy jeszcze bardzo mało, dopiero drugie  trzecie natknięcie się na nich razem ma swój ciężar gatunkowy, ale tylko dlatego że wcześniej było pierwsze i drugie" (ibid. 1971 : 197) . Świat społeczny analizowany przez Goffmana ma w ogromnej mierze charak­ter obserwowalny, zewnętrznie postrzegalny. Taka postrzegalność jest niezbędna dla działań samych uczestników, którzy odnajdują w zachowaniach innych wizualne wskazówki dla własnego postępowania wobec nich. „Zadaniem społeczeństwa jest nasycenie sytuacji społecznych znakami ceremonialnymi czy rytualnymi, które ułatwiają uczestnikom orientowanie się w stosunku do innych. (...) Społeczeństwo musi przekształcić nieprzejrzysty tok zdarzeń w łatwą do odczytania formę".

Służą temu takie podstawowe metody, jak „demonstracje intencji, mikroekologiczne od­wzorowania nierówności społecznych, uznane typologizacje oraz ujawnienie za po­średnictwem gestów tego, co może być potraktowane jako wewnętrzną postawa" (ibid. 1979: 27) . Skoro świat społeczny jest wizualnie dostępny dla uczestników, to w równym stopniu otwiera się wizualnie ku obserwatorom zewnętrznym. Może więc także podlegać rejestracji fotograficznej. Czytając przedstawioną wyżej, z ko­nieczności skrótową i wybiórczą, relację na temat niektórych subtelnych spostrzeżeń Goffmana i poznając kategorie pojęciowe proponowane dla ich uchwycenia, mamy nieodparte wrażenie, że to wszystko da się sfotografować lub jest już pokazane na zdjęciach fotograficznych. To są wszystko jakby gotowe „scenariusze fotograficz­ne", inspirujące wyobraźnię fotografa.

Goffman jest tego wyraźnie świadomy: „Ist­nieje klasa praktyk behawioralnych - nazwijmy je »drobnymi zachowaniami« - któ­rych formy fizyczne są całkiem dobrze ustalone, mimo że społeczne implikacje czy znaczenie tych działań może być częściowo niejasne, i które są w całości realizowa­ne, od początku do końca, w krótkim okresie i w jednym niewielkim miejscu. Takie zdarzenia behawioralne mogą być zarejestrowane, a ich obraz możliwy do odtwo­rzenia za pomocą taśm audiowizualnych czy kamery" (ibid. 1979 : 24) . Można chy­ba stwierdzić, że żadna teoria socjologiczna nie jest tak sugestywnie „wizualna", jak koncepcja dramaturgiczna Ervinga Goffmana. I dla potwierdzenia żadnej innej ewi­dencja fotograficzna nie wydaje się równie użyteczna.

Podobne prace

Do góry