Ocena brak

Teoretyczne inspiracje socjologii wizualnej - Obserwacja

Autor /cezary Dodano /12.04.2011

Jest zupełnie oczywiste, że gdy mówimy o fotografii w sensie wykonywania zdjęć, to jest to uzupełnienie czy wzbogacenie przede wszystkim metody obserwacji. Typy obserwacji z użyciem aparatu fotograficznego mogą się różnić ze względu na cztery kryteria. Po pierwsze, ze względu na lokalizację obserwatora (fotografa) w badanej społeczności. Możemy mieć do czynienia z obserwacją uczestniczącą, wykorzystującą perspektywę jej członka (insidera), lub z obserwacją zewnętrzną prowadzoną z perspektywy członka innej społeczności (outsidera). W przypadku obserwacji uczestniczącej badacz wchodzi do badanej zbiorowości, podejmuje cha­rakterystyczne dla niej czynności, naśladuje typowe sposoby bycia, opanowuje pa­nujące reguły zwyczajowe i obyczajowe, uczy się lokalnego języka czy subtelności słownictwa.

W rezultacie uzyskuje akceptację innych członków zbiorowości, któ­rzy przyjmują go za swego. Dzięki temu staje się w pewnym sensie niewidoczny, roztapia w zbiorowości i może prowadzić wnikliwe, niezakłócone reakcjami bada­nych obserwacje. Co więcej, intymna znajomość badanej zbiorowości pozwala dostrzec jej najbardziej subtelne, ukryte cechy i prawidłowości. Wymaga to niekiedy miesięcy czy lat. Ale korzyści poznawcze są ogromne: „Społeczeństwo odsłania się przed badaczami, którzy je uważnie obserwują przez długi czas, a nie przed szyb­kim rzutem oka przechodnia (...) Spędzając długi czas wśród członków badanego społeczeństwa, fotograf uczy się, co jest warte sfotografowania, gdzie toczy się głębszy, a nie tylko powierzchowny dramat, i jak ten dramat może być przetłuma­czony na język światła i wizji" (Exploring Society Photographically 1981 : 11) .

W klasycznych projektach badawczych prowadzonych w ten sposób, naj­pierw przez antropologów społecznych w badaniach terenowych (np. Bronisława Malinowskiego, Gregory'ego Batesona i Margaret Mead) , a później przez socjolo­gów w różnych środowiskach typowych dla nowoczesnego miejskiego społeczeń­stwa (np. wśród gangów młodzieżowych w klasycznych badaniach Williama Foo-te-Whyte'a), podstawowym narzędziem obserwacji był notatnik. Zapisów można było dokonywać niepostrzeżenie dla badanych, np. - jak czynił Whyte - w nocy notując spostrzeżenia z całego dnia. Dużo trudniej zachować niewidoczność i ano­nimowość, gdy narzędziem badawczym staje się kamera. „Ponieważ fotografowa­nie jest daleko bardziej aktywne niż obserwowanie, z pewnością wpływa na to, jak badacz terenowy jest przyjmowany w terenie" (Harper 1979 : 30) . Dotyczy to zwłaszcza środowisk, w których amatorskie użycie aparatu fotograficznego nie jest rozpowszechnioną praktyką. Doug Harper opisuje szczegółowo trudności, jakie napotkał w projekcie fotograficznym dotyczącym bezdomnych trampów.

Naj­pierw więc musiał zostać w pełni akceptowany przez współtowarzyszy i sprawdzić się w ich codziennym życiu, co samo w sobie wymagało nie lada sztuki kamuflażu. Temu okresowi nie mogła jeszcze towarzyszyć praca fotograficzna. Był to jednak okres bezcenny dla zrozumienia problemów środowiska widzianych od środka, co pozwalało wybrać tematy fotograficzne naprawdę istotne socjologicznie, a nawet przygotować scenariusze zdjęciowe. Dopiero wtedy można było przynieść jakąś tanią i prostą kamerę, rzekomo znalezioną na śmietniku, i pozorować takie niety­powe hobby. Z czasem fotografowani przyzwyczaili się do takiego dziwactwa i przestali zwracać na nie uwagę. W rezultacie powstała znakomita kolekcja zdjęć socjologicznych (zob. ibid. 1979) .

Sytuacja antropologów społecznych włączających dokumentację fotogra­ficzną do swojej metody terenowej była nieco łatwiejsza. Mimo długotrwałego po­bytu w badanej zbiorowości, opanowania jej języka i akceptacji przez tubylców byli nieuchronnie postrzegani jako biali, którzy przybyli gdzieś z zewnątrz. Dlate­go mniejszą uwagę zwracały pewne odmienności ich zachowania czy przedmio­tów, którymi się posługiwali. Fotografowanie mogło zostać łatwiej zdefiniowane przez tubylców jako nieszkodliwe, ekscentryczne dziwactwo białego człowieka i usunięte z ich pola uwagi. Najprostsza jest oczywiście obserwacja uczestnicząca swojego własnego środowiska.

Ale i wtedy używanie kamery wymaga jakiegoś usprawiedliwienia, jeżeli nie ma wywoływać reakcji fotografowanych. Są miejsca, gdzie robienie fotografii jest naturalne i powszechne, np. atrakcyjne obiekty turystyczne, ulica, plac czy inne miejsca publiczne. Gorzej w miejscach prywatnych (np. domach) czy też uznanych za sakralne (np. kościołach, na cmentarzach). Są też kategorie ludzi łatwiej poddających się fotografowaniu. Taką kategorią są dzie­ci, które bardzo szybko przyzwyczajają się do widoku kamery i przestają zwracać uwagę na fotografującego. Inną grupą są osoby publiczne - politycy, znane osobi­stości - a jeszcze inną ludzie cieszący się sławą - aktorzy, piosenkarze, sportowcy, dla których pokazywanie się na fotografiach jest częścią codziennego trybu życia.

W pewnym sensie, choć bez zamiaru naukowego, socjologicznym projektem w trybie obserwacji uczestniczącej są zdjęcia słynnej amerykańskiej artystki-fotogra-fika, Nan Goldin. Tematem fotografii uczyniła ona swoje własne powikłane życie w środowisku marginesu społecznego - narkomanów, homoseksualistów, transwes­tytów, chorych na AIDS, do którego weszła już w młodości, po samobójczej śmierci siostry i ucieczce z domu. Jak sama pisze, od tego czasu fotografia stała się dla niej sposobem na uratowanie pamięci o własnej biografii i narzędziem poszukiwania toż­samości. Fotografowała od lat siedemdziesiątych, ukazując z wielkim realizmem naj­bardziej intymne i drastyczne momenty życia grupy: stosunki seksualne, załatwianie potrzeb fizjologicznych, masturbacje, przebieranie się w stroje płci przeciwnej i wreszcie degradację cielesną i śmierć wywołaną chorobą AIDS.

Zdjęcia są wykony­wane w obskurnych wnętrzach mieszkań, w których grupa się spotykała. To , co uderza w prezentowaniu tak odpychających obrazów, to jakaś głęboko humani­styczna solidarność i współczucie wobec portretowanych przyjaciół. Formuła jej fo­tografii przypomina co prawda pojawiającą się znacznie później ideę reality show, z „Wielkim Bratem" na czele. Też pełno tam cielesności, seksu, dewiacyjnej intym­ności. Ale różnica jest zupełnie zasadnicza. Jak zauważa Mirzoeff (1999 : 81) : „jej dzieła odchodzą od samej istoty fotografii, jaką jest podglądanie, i stają się dawa­niem świadectwa. Świadek sam uczestniczy w danej scenie i potem ją relacjonuje, podczas gdy podglądacz stara się widzieć, pozostając niewidzialnym" .

Dzięki Gol­din otrzymujemy pełen realizmu obraz losu zagubionych młodzieżowych subkultur, które po rewolucji obyczajowej końca lat siedemdziesiątych liczą na zbudowanie no­wych form stosunków międzyludzkich i ponoszą klęskę pokonane przez kulturę „głównego nurtu", uzależnienie narkotykowe i epidemię AIDS. Przeciwieństwem obserwacji uczestniczącej jest obserwacja zewnętrzna, z po­zycji outsidera, nie będącego członkiem obserwowanej zbiorowości. "Walor takie­go podejścia pojawia się wtedy, gdy chcemy dostrzec wyjątkowość, niezwykłość, odmienność, egzotyczność tego, co w zbiorowości się dzieje. Uczestnictwo może czynić pewne przejawy życia społecznego tak oczywistymi i zwyczajnymi, że aż niedostrzegalnymi. Może także prowadzić do idealizacji własnej zbiorowości, wi­dzenia etnocentrycznego.

Patrząc z zewnątrz, można wyraźniej dostrzec różnicę wobec innych kultur (w tym naszej własnej), można także zachować niezbędny dy­stans emocjonalny jako warunek obiektywności obrazu. Perspektywa zewnętrzna ostrzej rysuje kontrasty i uwalnia od wartościujących przesądów. Wiemy doskona­le z historii socjologii, jak wspaniałe wyniki dało podejście outsidera np. w studium demokracj i amerykańskiej wykonanym przez Francuza Alexisa de Tocqu-eville'a (zob. 199 6 [1848] ) czy badaniach kwestii murzyńskiej w Ameryce przepro­wadzonych przez Szweda Gunnara Myrdala (zob. 1944) . Przenosząc te lekcje na teren fotografii socjologicznej, możemy przyjąć, że sytuacja outsidera zwiększa ostrość widzenia. Fotograf-socjolog nie różni się znowu tak bardzo od fotogra-fa-amatora, który najczęściej wyciąga aparat podczas podróży do obcych krajów, sprowokowany egzotyką.

Fotograficzna obserwacja zewnętrzna będzie więc naj­bardziej użyteczna przy badaniach porównawczych lub międzykulturowych. Inne kryterium typów obserwacji to widoczność obserwatora (fotografa). Może on prowadzić obserwację ukrytą, zakamuflowaną, pod pretekstem innych czynności. Może też prowadzić obserwację jawną, nawiązując kontakt z obserwo­wanymi (fotografowanymi), wyjaśniając im swoją rolę badawczą i cel robienia zdjęć. Mówimy w tym przypadku o fotografii partnerskiej lub kolaboracyjnej. Nie ma, jak wiadomo, metod idealnych, każda ma swoje zalety i wady. Fotografowanie z ukrycia umożliwiają silne teleobiektywy. Zaletą ich użycia jest wyeliminowanie reakcji obiektu na fakt fotografowania, co mogłoby w sposób istotny zniekształcić sytuację i odebrać jej naturalność. Ale wadą ich zastosowania jest wąski kadr i mała głębia ostrości, czyli wyizolowanie fotografowanego obiektu z tła.

Tymczasem dla celów socjologicznych najczęściej istotny jest szeroki kontekst, w którym zachodzi działanie czy interakcja: czy to jest ulica, czy park, sala koncertowa czy stadion piłkarski, sklep czy muzeum, mieszkanie czy więzienie itp. Bez uwzględnienia ta­kiego kontekstu, który wizualnie ujawnia dopiero szerokie tło zdjęcia, pełna inter­pretacja obserwowanych postaci, ich działań czy interakcji jest niemożliwa. Dlate­go dla fotografa-socjologa najbardziej użyteczna jest fotografia z bliskiego dystan­su, robiona za pomocą obiektywów szerokokątnych. Jak powiadają profesjonaliś­ci, „jeśli twoje zdjęcia nie są wystarczająco dobre, to znaczy, że nie podszedłeś wy­starczająco blisko" (Robert Capa, cyt. za: Becker 1998 : 85) .

Ale fotografia z bliska na ogół uniemożliwia kamuflaż. Pojawia się ów znie­kształcający efekt wywołany reakcją fotografowanych, którzy widzą, że są fotogra­fowani. Jeżel i do tego zauważą, że fotograf stara się ukryć to, że fotografuje, nabie­rają podejrzeń co do jego celów, mogą reagować niechęcią lub wrogością. Kiedy indziej mogą przybierać nienaturalne pozy, wdzięczyć się do obiektywu. „Patrząc na osobę, która patrzy (albo robi zdjęcie), korygując swoją postawę, ustawiając się do patrzenia na nas, tak jak chcielibyśmy, żeby na nas patrzono, prezentujemy nasz własny image" (Bourdieu 1990 : 83) . Roland Barthes (1981 : 10) tak opisuje do­świadczenie portretowanego: „Kiedy czuję, że jestem obserwowany przez obiek­tyw, wszystko się zmienia: konstytuuję sam siebie w procesie »pozowania«, na­tychmiast tworzę dla siebie inne ciało, przekształcam się z góry w obraz".

Każdy, kto obserwuje w telewizji mecze piłkarskie czy koncerty rockowe, zauważy, że kie­dy kamera ślizga się po publiczności, ludzie, na których jest zogniskowana, natych­miast zaczynają robić dziwne miny, machać do kamery, coś wykrzykiwać itp. Re­żyser od razu ucieka wtedy do innego ujęcia, w którym jednak za moment sytuacja się powtarza. Dodatkowym problemem przy fotografowaniu z ukrycia jest wątpli­wy etycznie charakter takiej procedury. Czyż nie jest to w pewnym stopniu oszu­stwo i naruszanie prawa fotografowanej osoby do swojego wizerunku czy zacho­wania anonimowości? Czyż nie jest to po prostu podglądanie innych, bardzo po­dobne do tego, co czynią tak dwuznaczni etycznie paparazzi, profesjonalni pod­glądacze gwiazd filmowych i ludzi sukcesu?

Jak pisze Pierre Bourdieu (1990 : 83) : „Patrzenie, gdy nie jest się widzianym, gdy inni nie widzą, że patrzymy, i nie patrzą na nas, a w jeszcze większym stopniu robienie w ten sposób zdjęć sprowadza się do kradzieży wizerunków innych ludzi". W większości nowoczesnych systemów prawnych uprawnienie do ochrony własnego wizerunku i jego nienaruszalności jest traktowane jako jedno z praw obywatelskich, którego pogwałcenie może spro­wadzić sankcje cywilne, a nawet karne. Za wyjątek od tej reguły uważa się zazwy­czaj zgromadzenia w miejscach publicznych, liczące od kilku osób wzwyż, a także osoby publiczne, a więc takie, w których roli zawodowej znajduje się publiczna prezentacja (politycy, idole kultury masowej, sportowcy, aktorzy, celebrities itp.).

Aby uwolnić się od takich dylematów etycznych czy prawnych, a także wyeli­minować czy przynajmniej kontrolować te zniekształcające reakcje fotografowa­nych, trzeba sięgać do drugiego rodzaju obserwacji, wchodząc w otwarte relacje z fotografowanymi, ujawniając im swoje cele i uzyskując pewien stopień koopera­cji. Taka strategia wymaga rzecz prosta pewnych szczególnych predyspozycji oso­bowościowych: umiejętności i łatwości nawiązywania kontaktu z innymi, asertyw-ności, otwartości na innych - co, jak wiadomo, nie jest dane każdemu. Klasyczny cykl fotograficzny Zapis socjologiczny Zofii Rydet nie powstałby, gdyby nie przebo­jowa, ale zarazem subtelna postawa autorki, otwierająca przed nią drzwi prywat­nych domów.

Tak opisuje to Anna Bohdziewicz (1997: 189) : „Pani Zofia szukała chat, w których spodziewała się znaleźć jakieś starocie, wybierała jak najstarsze chałupy. Mówiła: - O! Tutaj wejdziemy! Jeśli gospodyni, widząc naszą grupę, wy­chodziła na zewnątrz, pani Zofia bardzo słodkim głosem od razu przystępowała do ataku: - Dzień dobry, dzień dobry! A my tu idziemy do pani robić zdjęcia. - Jakie zdjęcia? - próbowały się dowiedzieć atakowane osoby. - Takie zdjęcia, co to się za nie nic nie płaci i Ojciec Święty będzie je oglądał... Taka rejestracja starych chat. Moż­na wejść do Pani? - i już wchodzimy do środka, a pani Zofia wykrzykuje - O! Jak tu u pani ładnie, bardzo ładnie! - i nie przyjmującym żadnego sprzeciwu tonem: - Tu­taj, tutaj niech pani usiądzie... - Ale pani, ja taka nie ubrana, stara, brzydka, na co to? - rozlegały się nieśmiałe protesty. - Ależ skądże, doskonale jest pani ubrana, tak pani wygląda świetnie! Rzadko kiedy pani Zofia pozwalała na zmianę fartucha, założenie butów czy coś podobnego.

Takie zdecydowane »wejście« powodowało, że ludzie byli jej posłuszni i bez dalszych sprzeciwów robili to, co im kazała". Czasami podejście takie nastręcza jednak większych kłopotów. Trudność może polegać na przykład na niemożności komunikacji, w przypadku nieznajomo­ści języka fotografowanej społeczności. Brak wystarczająco rozwiniętej „kultury fotografii", czyli rzadkość praktyk fotograficznych i wątłość zwyczaju fotografowania w danej grupie, może prowadzić do niezrozumienia intencji fotografa. Pró­ba fotografowania sfer uznanych w danej zbiorowości za związane z sacrum może wywołać opór. Kiedy indziej występujące w społeczności tabu dotyczące fotogra­fowania osób (twarzy, oczu) może prowadzić do odmowy kooperacji. Tak samo wkroczenie fotografa w obszar traktowany przez łudzi jako prywatny, czy tym bar­dziej intymny, może napotkać agresję obronną.

Dlatego jeden z klasyków fotogra­fii społecznej początków XX wieku, Jacob Riis, który uprawiał swoistą strategię siłową, nie pytając fotografowanych o przyzwolenie, określał swoje podejście jako flesh and run, czyli „strzelaj fleszem i w nogi" (zob. Obrazy w działaniu 2003 : 19) . Kolejne kryterium odróżniające typy obserwacji to charakter obserwowanej sytuacji czy zdarzenia. Najczęściej obserwować (fotografować) będziemy w warun­kach naturalnych, ale niekiedy możemy sytuację konstruować sztucznie czy reżyse­rować. Odmianą tej drugiej sytuacji jest fotograficzna rejestracja przebiegu ekspe­rymentów socjologicznych, zwłaszcza w dziedzinie mikrosocjologii. Sytuacje natu­ralne mogą, jak już pisaliśmy, w różnym stopniu sprzyjać aktywności fotografa. Bywają sytuacje łatwo dostępne, terytoria publiczne (park, plac, ulica, mecz piłkar­ski, karnawał). Szczególna łatwość kamuflażu występuje w miejscach turystycz­nych - gdzie wszyscy coś fotografują, lub przy okazji spektakularnych zdarzeń, przy których masowo pojawiają się fotografowie prasowi, np. w czasie ulicznych manifestacji czy na koncercie wielkiej gwiazdy.

Szczególnie łatwy obiekt obserwa­cji to dzieci, bo szybko zapominają o obserwatorze lub go ignorują. Daleko trud­niejsza jest obserwacja w sytuacjach prywatnych, traktowanych jako intymne, ano­nimowe lub obarczonych sacrum (w domu, w mieszkaniu, w kościele, w szpitalu). Ale i tutaj występują okoliczności, w których fotografowanie jest uważane za coś normalnego, a nawet oczekiwanego. Nikt nie dziwi się ani nie protestuje, gdy foto­grafujemy ceremonię ślubną, chrzest, komunię świętą, mszę papieską. Dużo rzadziej fotografia socjologiczna znajduje zastosowanie w warunkach sztucznych, celowo reżyserowanych. Przykładem mogą być fotograficzne ilustra­cje języka ciała (body language), jakie znajdujemy w licznych poradnikach dla me­nadżerów, negocjatorów czy specjalistów public relations (zob. np. Quilliam 2000) .

Niewykorzystane dotąd bogactwo ujęć dla odkrywczych interpretacji so­cjologicznych przynosi fotografia teatralna (jej mistrzami w Polsce są Wojciech Plewiński czy Zbigniew Łagocki) . O krok już tylko od wyraźnie socjologicznych intencji znajdują się rejestracje fotograficzne inscenizacji eksperymentalnych, ba­dających ruch, wykorzystanie ciała, sposoby ekspresji, jak na przykład Teatru La­boratorium Jerzego Grotowskiego czy „Cricot 2" Tadeusza Kantora (te ostatnie zgromadzone w bogatych zbiorach krakowskiej Cricoteki). Szczególną odmianą obserwacji w warunkach sztucznych, przy której znajduje zastosowanie technika fotograficzna, to rejestracja przebiegu eksperymentów laboratoryjnych. Foto­grafia pozwala drobiazgowo rejestrować fazy i cały przebieg eksperymentu, chwytając i utrwalając niuanse, które mogłyby umknąć uwagi w trakcie jego przeprowadzania. Umożliwia to analizę ex post, a także kontrolę sytuacji eksperymentalnej przez dodatkowych ekspertów, nieobecnych przy samym ekspery­mencie.

Prekursorskie prace tego typu powstają już w latach pięćdziesiątych, gdy szkoła dynamiki grupowej prowadząca eksperymentalne badania małych grup społecznych często korzysta z fotograficznej rejestracji sytuacji laboratoryjnych. Dobrym przykładem jest analiza interakcji wśród dzieci prowadzona przez Ro­berta Balesa, badania konformizmu w grupach Salomona Asha czy analiza kon­fliktów grupowych Muzafera Sherifa. Aby uniknąć „efektu obserwatora", zdjęcia tego rodzaju wykonywane są zawsze z ukrycia, za pomocą specjalnych urządzeń technicznych, np. jednostronnie przezroczystych luster. Czwarte kryterium wyznaczające odmienność typów obserwacji prowadzo­nej przy użyciu kamery dotyczy przebiegu obserwowania (fotografowania). Ob­serwacja może być mianowicie spontaniczna, otwarta, nieustrukturalizowana lub przeciwnie - selektywna, zogniskowana, kierowana wyraźnymi pytaniami badaw­czymi.

W pierwszym przypadku socjolog zanurza się po prostu w jakiejś sytuacji społecznej, z gotowością fotograficznej rejestracji wszystkiego, co uzna za socjolo­gicznie istotne, „płynie z nurtem wydarzeń dnia i włącza się w nie nagle, dostrze­gając, że coś ma się zdarzyć, i idąc za tą intuicją bez żadnego wcześniejszego planu" (Sorenson, Jabłonko 1995 : 153) . Nieskończonego bogactwa tematów dostarcza na przykład życie uliczne w wielkim mieście. Socjolog jest tu podobny do turysty. I napotyka to samo ryzyko co turysta, mianowicie skrzywienia perspektywy w stronę tego, co dziwne, niezwykłe, egzotyczne, z pominięciem zwyczajnych, nie­jako przezroczystych aspektów życia społecznego. „To jest skrzywienie każdej etno­grafii: to, co rejestrujemy, to odmienności od naszego własnego świata, a także niespodziewane podobieństwa" (Goffman 1979 : 25) . A właśnie w sferze oczywi­stej mogą kryć się najciekawsze socjologiczne tajemnice.

„Dobrze znane otoczenie to takie, które zawsze widzieliśmy, ale na które nigdy nie patrzyliśmy, ponieważ traktujemy je jako coś oczywistego" (Bourdieu 1990 : 34) . Plusem fotografii ulicz­nej jest natomiast mobilizacja uwagi, jaką przynosi intencja fotografowania, i moż­liwość niespodziewanych odkryć (czyli to, co filozofowie nauki określają jako efekt serendipity). Każdy, kto fotografuje, wie, że idąc w teren „polować z kame­rą", patrzy inaczej, intensywniej, bardziej selektywnie, w sposób bardziej zogni­skowany niż na zwykłym spacerze. Często daje to ważne poznawczo efekty. Krokiem w stronę fotografii bardziej ustrukturalizowanej jest wcześniejszy wy­bór sytuacji, w której zamierza się fotografować. Więc już nie po prostu miasto, ale demonstracja polityczna, festiwal uliczny, karnawał, ruch samochodowy, pchli targ. Tutaj socjolog zanurza się w wybranym z góry kontekście społecznym i jego obser­wacja fotograficzna jest bardziej wybiórcza i tematyzowana.

Realnego znaczenia na­biera także jego przygotowanie profesjonalne, gdyż wybór ważnych aspektów sytu­acji następuje zgodnie z rozróżnieniami pojęciowymi i hipotezami teoretycznymi so­cjologii. Jak zwykle wtedy gdy podchodzi się do sytuacji z gotowymi założeniami, istnieje pewne ryzyko wtłaczania obserwacji w z góry przyjęte schematy. Konieczne jest więc także wyczulenie na obserwacje nie potwierdzające takich założeń albo nie mieszczące się w ogóle w uznanych schematach. Podobnie jak każdy badacz socjo-log-fotograf powinien kierować się dyrektywą falsyfikacji Karla Poppera: szukać nie tylko potwierdzających ilustracji, ale przede wszystkim okoliczności, które mogłyby obalić powzięte wcześniej hipotezy. Jeszcze większy stopień strukturalizacji pojawia się wtedy, gdy socjolog-foto-graf formułuje wyraźnie problem badawczy, traktując fotografowanie jako pomoc w poszukiwaniu danych empirycznych stanowiących operacjonalizację problemu.

Na przykład może zastanawiać się nad takimi problemami jak: wpływ globalizacji na życie mieszkańców miasta i pejzaż miejski, ludzie starzy i ich życie codzienne, konsumpcja pokazowa wśród nowobogackich, chuligaństwo na stadionach spor­towych, rezydua kultury żydowskiej, bezdomność i bezrobocie, nędza w wielkim mieście, rytuał wielkanocny, święta Bożego Narodzenia w aspekcie rodziny, religii i konsumpcji. To tylko kilka przykładów problemowo ukierunkowanych projek­tów, które realizowaliśmy ze studentami w Uniwersytecie Jagiellońskim. Pełna strukturalizacja projektu fotograficznego kieruje się już nie ogólnymi problemami, lecz konkretnymi pytaniami badawczymi i oznacza wcześniejsze przy­gotowanie scenariuszy zdjęciowych, wskazujących, jakie rodzaje ewidencji fotogra­ficznej byłyby potencjalnie niezbędne dla rozstrzygnięcia tych pytań.

Na przykład pytania: Czy występują wyraźnie wyodrębnione dzielnice nędzy? Czy ruch uliczny uległ widocznemu natężeniu w ostatnim roku? Jak ludzie demonstrują poparcie na wiecu wyborczym? W jakim stopniu wśród kibiców piłkarskich dominują mężczy­źni? Jakie są najbardziej typowe, zewnętrzne oznaki kontestacji wśród młodzieży? Te i podobne pytania mogą być w sposób istotny naświetlone przez celowo wykona­ne zdjęcia lub serie zdjęć. W klasycznym projekcie fotograficznym dotyczącym wa­runków życia farmerów w okresie Wielkiego Kryzysu w USA w latach trzydziestych autorem scenariusza zdjęciowego był jeden z najsłynniejszych wówczas socjologów amerykańskich, Robert Lynd.

W scenariuszu zawarł takie na przykład pytania: Gdzie spotykają się lokalni mieszkańcy? Czy kobiety spotykają się w tych samych miejscach co mężczyźni? W jakim stopniu różni się wygląd mieszkańców, gdy są w pracy i po pracy? Jak ubierają się przedstawiciele różnych zawodów spotykanych w społeczności? itp. (zob. Suchar 1989: 59) . O ile obserwacja spontaniczna, nieustruktralizowana ma przede wszystkim sens heurystyczny, nasuwający idee czy hipotezy, ujawniający niespodziewane strony postrzeganego świata, o tyle uzasadnienia dla socjologicznych hipotez czy ilustracji pojęć socjologicznych dostarczyć może jedynie obserwacja prowadzona celowo, według pewnych wyartykułowanych założeń.

Jak pisał już Karol Darwin: „Obserwacja musi być »za« lub »przeciw« jakiemuś poglądowi, aby miała pełny sens". Inaczej mówiąc, socjolog-fotograf musi się starać aktywnie „patrzeć" przez obiektyw, a nie tylko biernie „widzieć". W praktyce konieczne jest komplementar­ne stosowanie obydwu strategii: „Celowe łączenie procedur otwartych i ustruktu-ralizowanych w toku analizy umożliwia z jednej strony nowe odkrycia z pełnym zastosowaniem naszych zdolności percepcyjnych, a z drugiej strony definiowanie i kontrolowanie spostrzeżeń przez rygorystyczne traktowanie ich jako odpowiedzi wizualnych na konkretne pytania" (Collier, Collier 1986 : 172) .

Podobne prace

Do góry