Ocena brak

"Tajfun" - streszczenie

Autor /gienek Dodano /08.03.2011

        CZAS I MIEJSCE AKCJI: W 1919 roku Conrad napisał, że o historii z Tajfunu usłyszał przed laty jako o niedawnym wydarzeniu. Możemy zatem przyjąć, iż akcja utworu rozgrywa się w początkach XX wieku, dokładniejsze daty w tekście nie zostały podane. Także tylko na podstawie autora można wnioskować, iż statek wypłynął z Singapuru i kierował się do portu Fu-czau, o czym informuje już utwór. Zmagania z tajfunem rozegrały się na Morzu Chińskim, miejscem zasadniczej akcji jest sam parowiec, zdarzenia z portów i Anglii mają znaczenie marginalne.

BOHATEROWIE

        KAPITAN MACWHIRR: Zewnętrzny wygląd niczym nie wyróżniał kapitana, syna sklepikarza, który już jako piętnastolatek uciekł w morze. Był to człowiek zupełnie przeciętny o nieruchomej i beznamiętnej twarzy - nie rysował się na niej żaden wyraz stanowczości lub głupoty, raczej nieśmiałości, chociaż oficer patrzył rozmówcom prosto w oczy. Niski, krępy, zawsze jednakowo ubrany w brązowy garnitur i melonik, nosił rudy zarost, włosy miał jasne, oczy niebieskie. Ten nieco staroświecko elegancki mężczyzna był równie spokojny, pewny siebie, co skromny, daleki od zarozumiałości. Wszystkie dowodzone przez niego statki stawały się siedliskiem zgody i spokoju. Podobnie uporządkowane było życie rodzinne kapitana, jego żona, syn i córka mieszkali w Londynie, dzieci słabo znały wciąż pływającego po morzach ojca, chociaż pisywał do domu długie listy.

        W postaci MacWhirra nie było niczego z romantycznych kapitanów, właściciele statków cenili go za opanowanie, spokój, małomówność i konkretność w działaniu. Sam Conrad tak napisał o tym oficerze marynarki:

        Tym czego potrzebowałem, był naturalnie kapitan MacWhirr. Skoro go tylko dostrzegałem, pojąłem, że to jest człowiek odpowiedni do danej sytuacji. Nie chcę przez to powiedzieć, abym widział kiedy na własne oczy kapitan MacWhirr czy też zetknął się z jego poziomym umysłem i nieustraszonym charakterem. MacWhirr nie jest dla mnie znajomością. Jest wytworem dwudziestu lat życia. Mojego własnego życia. Świadoma inwencja odegrała rolę nieznaczną w odniesieniu do tej postaci. Jeśli prawdą jest, ze kapitan MacWhirr nigdy po tej ziemi nie chodził (osobiście niezmiernie mi trudno w to uwierzyć), to mogę zapewnić mych czytelników, że jest najzupełniej autentyczny.

        MacWhirr był doświadczonym marynarzem, dowódcą cierpliwym, prostodusznym, który, zdaniem Jukesa nie robi nic naprawdę głupiego i prowadzi statek nikogo nie gnębiąc. Pierwszą, rzeczywiście wielką próbą w morskiej karierze kapitana stał się tajfun. Podczas burzy ujawnił się jego prawdziwy charakter: siła woli, zdecydowanie, umiejętność zachowania zimnej krwi, ale i wrażliwość na los innych ludzi. Ta ostatnia cecha jest godna odnotowania także i z tego względu, że MacWhirr wykazał ogromną troskę o biednych Chińczyków, których niemal wszyscy angielscy oficerowie uważali za ludzi porządnego gatunku, których losem niezbyt interesowali się - już nie mówiąc o uwadze, trosce. Dla bohatera Tajfunu przyjęcie obowiązków kapitana było równoznaczne z wzięciem odpowiedzialności za los innych ludzi: załogi oraz pasażerów.

        Rozszalały żywioł poddał kapitana próbie ostatecznej, skrajnie trudniej. Przeszedł ją zwycięsko, zachował bezwzględną wierność wobec swego moralnego kodeksu, wewnętrznych zasad nakazujących mu postąpić tak a nie inaczej. Decyzje podejmował samotnie, tylko on odpowiedział za ich skutki. Przeżywał przy tym rozliczne rozterki, stawał wobec konieczności dokonywania niełatwych wyborów, decyzji. Ostatecznie mógł napisać do żony: mam nadzieje, ze zrobiłem co słuszne... Pierwszy oficer tak ocenił postępowanie dowódcy: sadzę, że bardzo dobrze dał sobie radę, jak na tak ograniczonego człowieka.

        Kapitan nie był człowiekiem ograniczonym. Okazał się kimś równie wrażliwym na nieszczęście innych, co zdecydowanym, stanowczym - przykładem niech będzie natychmiastowe wyrzucenie z pracy drugiego oficera. Pomimo skrywanej przed załogą chwili zwątpienia, wyprowadził statek z śmiertelnego zagrożenia, bez zarzutu wypełnił obowiązki kapitana. Z czysto ludzkiego, moralnego, etycznego punktu widzenia zasłużył na jeszcze większe uznanie.

        PROBLEMATYKA: Niewielu umiało pisać o morzu, tak jak Conrad. Żywioł morze jest w jego twórczości bardzo istotne, nie stanowi tylko dodatku, rodzaju dowolnie wybranej scenerii. Jednak nie samo morze jest tu najważniejsze. Niesie ono szereg wyznań, zagrożeń dla człowieka i dopiero ludzie skonfrontowani z niszczącą siłą, potęgą żywiołu, zmuszeni do dokonywania najtrudniejszych wyborów stanowią istotę utworów angielskiego pisarza. Ludzie poddawani surowej próbie charakterów. Dochodzi do bezwzględnej konfrontacji ideałów, heroicznego kodeksu moralnego ze skrajnie niesprzyjającą rzeczywistością, realnością służby. Przestaje być ważne to, co bohaterowie mówili, liczą się ich zachowania w konkretnych warunkach, najczęściej wręcz zagrożenia życia. Prowadzona do kresu sił, bezwzględna, uparta walka z żywiołem stanowi najpewniejszą, obiektywną miarę wartości człowieka. Ludzi zmuszonych do ocalenia godności, człowieczeństwa, gdy niepewne jest samo biologiczne przetrwanie, gdy tak trudno myśleć o ideałach. Jeśli jednak wyjdą one z podobnej próby zwycięsko są wartościami autentycznymi, prawdziwymi, możliwymi do ocalenia w każdych innych warunkach.

        Podobnie najwyższe oceny zyskują sami ludzie umiejący z godnością stawić czoła niesionych przez los, żywioł wyzwaniom. W Tajfunie takich bohaterów można wskazać paru. Przede wszystkim myślimy o kapitanie, ale również i o pierwszym oficerze Jukesie, sterniku, bosmanie, pierwszym mechaniku Salomonie Routcie, pozostałych oficerach z maszynowni. Człowiekiem słabym, tchórzliwym, niezdolnym do czynu i tracącym głowę w trudnej sytuacji okazał się drugi oficer - nie tylko poddał się, zrezygnował z walki o przetrwanie, nie wypełniał swych obowiązków oficera, ale w akcie rozpaczy rzucił się na kapitana.

        BUDOWA UTWORU: Pisarstwo Conrada odwołuje się się do doświadczeń wielkiej prozy realistycznej XIX wieku, ale wprowadza też różne nowoczesne techniki opowiadania. W Tajfunie opowiada przede wszystkim narrator trzecioosobowy, raczej niewidoczny w dziele, ukryty poza opisywanym światem. Nie wiemy o nim praktycznie nic - to rodzaj narracji odautorsko-bezosobowej. Jednak równocześnie w utworze zastosowana została technika tzw. narracji pośredniej czyli opisu tego samego zdarzenia przez kilka różnych relacji, z punktu widzenia paru bohaterów. Przykładem mogą być relacje z listów kapitana do żony, listów Jukesa do przyjaciela, także opinie o MacWhirrze wypowiedziane przez usuniętego ze statku drugiego oficera, oceny z punktu widzenia żony dowódcy. Te elementy w nieraz istotny sposób zakłócają chronologię opowiadania, w innych fragmentach tekstu pojawiają się tzw. retrospekcje.

        Tajfun jest nowelą. O zaliczeniu utworu do tego gatunku prozy narracyjnej decyduje zwarta, wyrazista akcja o jednym wątku (zmagania z tajfunem, burzą), czytelnie podkreślonym punktem kulminacyjnym i jasnym finałem (gdy mija atak żywiołów, akcja szybko kończy się, rozwiązuje). Brak też w Tajfunie, jak w innych nowelach, autorskich komentarzy.

        Budując świat ukazany w Tajfunie Conrad zwykle odwołał się do autentycznych realiów, akcję oparł na relacji z wydarzenia zasłyszanej od marynarzy na Wschodzie, uczynił z niej wciągającą, frapującą fabułę. Chociaż wydarzenia rozgrywają się na morskim szlaku, znacznej przestrzeni, przywołuje się i Anglię, to jednak w Tajfunie zasadnicze znaczenie ma przestrzeń zdecydowanie ograniczona: sam statek i grupa ludzi stanowiąca załogę oraz pasażerów, ludzi uwięzionych skazanych na wspólne zmaganie się z morzem. Tworzą oni rodzaj małego świata, w jego wąskich granicach rozgrywają się najbardziej dramatyczne epizody.

Podobne prace

Do góry