Ocena brak

Tadeusz Borowski - kochanek zawiedziony w miłości do świata i ludzi

Autor /Iro123 Dodano /27.05.2011

Tadeusz Borowski jest jedną z tragiczniejszych postaci pokolenia Kolumbów. Gdy wybuchła wojna, miał 17 lat i wiele ciężkich doświadczeń. Był czteroletnim dzieckiem, gdy ojciec jego został aresztowany przez władze radzieckie i wywieziony do łagru na budowę kanału białomorskiego. W cztery lata póżniej aresztowano i zesłano na Syberię matkę Tadeusza. Dzieciństwo przyszłego poety i pisarza upłynęło pod opieką krewnych w czasach głodu towarzyszącego kolektywizacji (żyli w Żytomierzu na Ukrainie). Przeżycia z tego okresu musiały mieć wpływ na późniejszą świadomość Borowskiego, poznał głód, terror, obozy koncentracyjne.

10 - letni Tadeusz wraz ze starszym o 4 lata bratem wyruszyli do Polski, na granicy spotkali się ze zwolnionym z łagru ojcem. Zamieszkali w Warszawie, po 2 latach powróciła do kraju również matka i odtąd rodzina Borowskich mogła wreszcie żyć wspólnie, choć warunki materialne były bardzo skromne.

Tadeusz uczył się w gimnazjum, lecz maturę zdawał już w czasie wojny, na tajnych kompletach. Jako student wydziału polonistycznego podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego utrzymywał się już samodzielnie, pracował jako magazynier i stróż nocny w składzie materiałów budowlanych, wtedy też debiutował jako poeta. Naukę traktował niezwykle poważnie, nie angażował się w walkę konspiracyjnę, lecz stało się, że podzielił los swych tragicznych rówieśników. W roku 1943 został aresztowany: szukając narzeczonej (Marii Rundo - również studentki polonistyki) wpadł w „kocioł” zastawiony przez gestapo. Po trzymiesięcznym pobycie na Pawiaku został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Wycieńczony zapadł na ciężkie zapalenie płuc i po chorobie udało mu się pozostać w szpitalu - najpierw jako nocny stróż, potem jako fleger (sanitariusz).

Dzięki pracy w szpitalu mógł pisać, ale niewiele z tych wierszy ocalało. W tym samym obozie - po drugiej stronie rampy - przebywała jego narzeczona - Maria. Pisał do niej listy i przekazywał je, narażając własne życie. Później odtworzył początki swej prozy w opowiadaniu „U nas w Auschwitzu”. Maria była w bardzo złym stanie fizycznym i zdrowotnym, więc - znów wiele ryzykując - dostarczał jej niezbędne lekarstwa i pożywienie. Przed końcem wojny ewakuowano obóz: najpierw wywieziono Tadeusza do obozów na terenie Niemiec (Stuttgart, Dachau), potem Marię do Ravensbruck. Tadeusz znalazł się w obozie przejściowym pod Monachium, był skrajnie wyczerpany, ważył niewiele ponad 35 kg. Tam wracał do sił i pisał, ale źle znosił atmosferę obozową. Gdy tylko mógł samodzielnie żyć, opuścił obóz i podjął pracę w Biurze Poszukiwania Rodzin, dzięki czemu udało mu się trafić na ślad Marii - przebywała w szpitalu w Szwecji.

Borowski rozczarowany był bardzo cywilizacją zachodnią, nie zauważył oznak odrodzenia duchowego, którego oczekiwał. Czuł się obco w srodowisku emigracyjnym, co przyśpieszyło decyzję powrotu do kraju. Niechęć do świata zachodniego wcale nie oznaczała akceptacji przemian dokonujacych się w Polsce. Zagubiony i rozżalony chciał chociaż być we własnym kraju. Twórczość jego była znana w Polsce, opowiadania: „Dzień na Harmenzach” i „Proszę państwa do gazu” zostały wydrukowane w miesięczniku „Twórczość”.

Po powrocie do Warszawy Borowski poświęcił się głównie dalszej pracy literackiej, powstawały kolejne opowiadania: „Śmierć powstańca”, „Bitwa pod Grunwaldem”, „Chłopiec z Biblią”, „Pożegnanie z Marią”. Pod koniec 1946 roku powróciła do Polski również Maria i niezwykły romans został zwieńczony ślubem.

Tymczasem coraz częściej zaczęto krytykować Borowskiego za cynizm i fałszowanie rzeczywistości. Oskarżano go o nikczemność i pociągano do odpowiedzialności za czyny stworzonych przezeń bohaterów. Zarzuty, choć bezsensowne, były bolesne dla Borowskiego. Włączył się w aktualne życie literackie i polityczne. Jako członek PPR (Polska Partia Robotnicza) skrytykował własną prozę obozową i stał się sztandarowym stalinistą polskiej literatury. Uświadamiając sobie chyba własny upadek, popełnił samobójstwo. Ciężkie załamania nerwowe zdarzały mu się także wcześniej, łącznie z próbami samobójczymi. Tajemnicę swej śmierci zabrał do grobu, lecz można przypuszczać, że dotkliwym ciosem było dla nigo zrozumienie poniewczasie, iż stanął po stronie sił, których zwalczanie uznawał przez całe życie za swój święty obowiązek.

Był zawiedziony w miłości do świata i ludzi. Analiza obozowych opowiadań Borowskiego pozwala śledzić przyczyny tego uczucia zawodu. Pisarz utożsamiał się z bohaterami swoich utworów, bo uważał, że najlepiej wiedział, co czuł każdy więzień; także kapo obozowy. Bohaterom nadawał często własne imię, czynił ich uczestnikami własnego życia. Pierwszoosobowa narracja była bardzo przekonująca, ale niektórzy czytelnicy odbierali ją jako osobiste wyznanie autora na temat tego, co robił w obozie, jaki miał stosunek do innych więźniów.

Autorzy wspomnień obozowych pisali o umieraniu, Borowski zaś pisał o tym, jak żyło się w obozach śmierci. Sugerował, że żyć można było tylko kosztem innych. Obóz dał mu przerażającą wiedzę o człowieku: zaspokojenie głodu i odsunięcie widma śmierci choćby o jeden dzień, usprawiedliwiają każdy czyn, z człowiekiem można zrobić wszystko - granica między katem a ofiarą jest stale przekraczana (Beker z opowiadania „Dzień na Harmenzach” powiesił syna za kradzież chleba, brygadzista Tadek skwapliwie przekazał Andrzejowi polecenie kapo, że ma wykończyć więźnia).

Świat obozowy jest ustabilizowany i trwajacy, rozwija się, staje się domem. W tym świecie obowiązuje moralność odwróconego „Dekalogu”, nakazującego zabijać, kraść, pożądać żony bliźniego, także jego mienia, dawać fałszywe świadectwo. Wtedy można było liczyć na życie. Może wydawać się absurdem, ale świat taki był rzeczywistością, do której trzeba było przylgnąć, aby przeżyć. Borowski przeżył i czuł się winny. Skoro było tak, jak było, czytelnik ma prawo zapytać: jak to się stało, że pan przeżył? Co odpowiedzieć na takie pytanie? Pisarz zwracał się do wszystkich autorów wspomnień obozowych:

opowiedzcie wreszcie jak kupowaliście miejsca w szpitalach, na dobrych komandach, jak kupowaliście kobiety i mężczyzn [...] opowiedzcie o dniu codziennym obozu, o organizacji, o hierarchii strachu, o samotności każdego człowieka.

Ale piszcie, że właśnie wyście to robili. Może nie, co?”

Borowski, pisząc o życiu w obozach i w okupowanej Polsce, ukazał klęskę kultury, zasugerował, że cały świat jest jak obóz: kamienny i nieczuły. Wystarczy nagła zmiana warunków, by człowiek wyrzekł się własnego człowieczeństwa, stał się dziką bestią.

Czesław Miłosz w „Zniewolonym umyśle” nazwał Borowskiego „zawiedzionym kochankiem”. Nie ulega wątpliwości, że kochał on świat i ludzi, wierzył w trwałość zasad moralnych, szanował dorobek kultury. Wszystkie te wartości zostały jednak obalone. Świat mógł stać się absurdalny, człowiek okazał się dzikim barbarzyńcą, kultura poniosła klęskę. Borowski mówił o tym z żenującą prawdomównością, bezlitosnie tropił zło tkwiące w człowieku. Prawda o świecie i człowieku okazała się okrutna, trudno było z nią żyć. Zawiedziony pisarz jeszcze raz uwierzył w człowieka, z całą pasja oddał się działalności politycznej i doznał kolejnego zawodu. Chyba tak należy tłumaczyć przyczynę jego śmierci.

Podobne prace

Do góry