Ocena brak

„Świat zepsuty” w satyrach I. Krasickiego

Autor /emilcia Dodano /07.03.2011

Ignacy Krasicki, będąc doskonałym obserwatorem rzeczywistości, zauważał w życiu polskiego społeczeństwa XVIII w. niepokojące objawy zepsucia i moralnego rozpasania. Jego twórczość miała na celu ukazanie owych symptomów i ostrzeżenie przed grożącym upadkiem. Poeta potraktował swoje Satyry jako narzędzie perswazji, instrument, na którym wygrywał smutną melodię o współczesnych mu czasach. Piętnował w nich głupotę i zacofanie szlachty, która błędnie pojmowała urząd monarchy (Do króla), atakował modę na panoszącą się w kraju francuszczyznę (Żona modna), ośmieszał sarmackie opilstwo (Pijaństwo), z żalem ubolewał nad moralnym upadkiem polskiego społeczeństwa (Świat zepsuty). Rzeczywistość przedstawiona w Satyrach jest w istocie pełna zepsucia, a najsmutniejszy jest fakt, iż była ona wiernym odzwierciedleniem panujących obyczajów, pozbawionym wymyślonego zafałszowania.

Powszechne, rozprzestrzeniające się w zastraszającym tempie pijaństwo Polaków Krasicki ostro skrytykował w satyrze Państwo. W zwyczajnej i zapewne bardzo częstej w XVIII w. scence spotkania dwóch przyjaciół, z których jeden relacjonuje trwającą kilka ostatnich dni libację, poeta bardzo realistycznie ukazał narodową skłonność społeczeństwa. Polacy źle pojmowali gościnność, która polegała według nich na wspólnym piciu. „Jakże nie poczęstować, gdy kto w dom przychodzi? / Jak częstować, a nie pić? I to się nie godzi”. Dlatego też imieniny żony opowiadającego obchodzono jeszcze przez dwa dni, i to już bez udziału solenizantki. Fatalne samopoczucie następnego ranka („Ciąży głowa jak ołów krztuszę się i nudzę”) nie jest żadną nauczką, a wręcz pretekstem, by pić dalej, w ramach „zwalczania kaca” („Boć trunek gorący dobry jest na żołądek. / Jakoż w punkcie zdrowy, ustały i nudności, ustał i ból głowy”). Podczas zakrapianych alkoholem biesiad przypominano sobie o ojczyźnie, zażarte dyskusje i kłótnie miały być dowodem, że Polacy pamiętają o kraju: „Idą zatem dyskursa (...) o miłości ojczyzny o dobru publicznym”. Bezsensowne spory zazwyczaj kończyły się awanturą i poniżającą bójką, których świadkiem była służba. Sarmackie libacje sprawiały, iż Polak „człowiekiem był z pozoru, lecz w zwierząt gatunku”. Istotnie – jak inaczej można określić szlachcica, który nie dość, że pije, podczas biesiady, z wielką hipokryzją „chwali trzeźwość (...). Bogdaj to wstrzemięźliwość, pijatykę gani”, to w dodatku nie wyciąga żadnych wniosków – idzie „napić się wódki”? Szlachta nie zdawała sobie chyba sprawy jak bardzo upokarzająca jest skłonność do alkoholu, która czyniła ich ofiarami własnego nałogu. Najsmutniejsze jest to, że zepsuci Sarmaci nie zauważali w swoim postępowaniu niczego zdrożnego czy niewłaściwego. Tak więc butelka stawała się nieodzownym atrybutem szlachcica Sarmaty, zaś pijany szlachcic nieodzownym elementem obrazu polskiej rzeczywistości XVIII w.

Druga obok pijaństwa, niepokojącą cechą Polaków było ślepe naśladownictwo obcych wzorów kulturowych. Sentymentalne damy, z wdziękiem godnym papugi, zmieniały polski krajobraz w lichą, choć na pewno modna kopię pejzażu z francuskich romansów. Oto „żona modna” wychowana w mieście, wykształcona w nowym stylu, poślubiwszy szlachcica, typowego ziemianina, przenosi się do jego dworku na wsi. Zobaczywszy tradycyjny pałacyk otoczony parkanem woła : „A pfe mospanie!” – i z zapałem przystępuje do dzieła diametralnej przebudowy domu. Rozmiłowana w zbytkach, trwoni majątek męża na porcelanę, marmury, zwierciadła, modne meble i francuskie lektury. Pani musi mieć pokoje osobne od spania, od strojów, od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych”, a także zagraniczną służbę : „kucharzy cudzoziemców”, „pasztetników modnych”. Oszołomiony mąż „w dwa tygodnie już domu” nie poznaje, nie pozostał nawet cień dawnej swojskości, wszystko się świeci, błyszczy, pachnie nowością, zaś w kieszeni małżonka jest coraz mniej pieniędzy. „Jejmość” nie przestaje jednak tylko na modnym urządzeniu domu, o nie, musi zmienić także ogród. Pojawiają się strumyki, gaiki, meczecik, chatka pustelnika, synogarlice i klatki z ptakami – „wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki”. Sentymentalne, rokokowe drobiazgi nadały ogrodowi atmosferę sztucznej idylliczności, sprawiły, że był przeładowany ozdobami i w gruncie rzeczy śmieszny. Zadowolona ze swego dzieła pani, ku rozpaczy małżonka zaczyna teraz urządzać wystawne bale. Szlachcic zdaje sobie sprawę, że „żona modna” rujnuje go, jednak brak mu silnej woli, by się jej sprzeciwić. W taki oto sposób Krasicki ukazał zamiłowanie Polaków do zbytku, wystawnego życia nad stan, marnotrawienia czasu i majątku, podczas gdy ojczyzna usiłowała wyjść z gospodarczego kryzysu. Modne dworki może i miały finezyjny smak sentymentalizmu, jednak nie posiadały za grosz polskości, były obcym, nie pasującym do charakteru narodowego elementem, a co najgorsze, byty miejscem pustych, ale kosztownych zabaw i rozrywek, w żadnym wypadku nie sprzyjały patriotycznemu duchowi odnowy państwa.

Głupota szlachty to nie tylko pogoń za obcą modą, czy zgubne skłonności, to także absolutne zacofanie polityczne. Kolejna satyraDo króla – w doskonały sposób demaskuje wsteczne myślenie konserwatywnych Sarmatów. Dla nich królem winien być stary, despotyczny i niezbyt mądry cudzoziemiec. Stanisław August Poniatowski zdecydowanie nie był spełnieniem owych oczekiwań, dlatego spotkał się z licznymi zarzutami szlachty. Poeta jasno dał do zrozumienia, iż szukano króla niedołężnego, który zaakceptowałby wszelkie zgubne projekty i żądania Sarmatów, przymykał oczy na pogłębiające się zepsucie moralne.

Ukoronowaniem przemyśleń Krasickiego na temat polskiego społeczeństwa jest satyra Świat zepsuty, w której już bez ogródek autor odsłania „zepsutą” rzeczywistość tworzoną przez „zepsutych” ludzi. Królujące moralne i obyczajowe rozpasanie szlachty, brak poszanowania dla wiary i religii, „rozpusta, występki szkaradne” – oto, co prezentuje osiemnastowieczna Polska. Do tego dochodzi „szalejąca młodzież”, „zwodzący starcy”, ludzie, którzy „za blask czego poloru zamienili cnoty”, „gardzący jarzmem cnoty i żony i męża”. Fatalny to i tragiczny obraz społeczeństwa. Krasicki otwarcie stwierdza :

„Jesteśmy, ale z gruntu skażeni, wyrodni,

Jesteśmy, ależ tego nazwiska niegodni”.

Praworządność, sprawiedliwość i umiłowanie ojczyzny, które były czczone przez dobre ojcy i pradziady” odeszły w przeszłość, stały się przestarzałe i niemodne. Naród polski uległ procesowi degradacji i zwyrodnienia. Poeta z rozpaczą woła :

„Gdzieżeś, cnoto? Gdzieżeś, prawdo?

Gdzieżeście, o matrony święte i przykładne?

Gdzieżeście, ludzie prawi, przystojna młodzieży?”.

Szlachetne wartości i cnoty zostały wyparte przez krnąbrność, zbytki, nierząd, zdrożne obyczaje. Nie opłaca się być uczciwym i sumiennym obywatelem, lepiej okradać ojczyznę „łatwą i powolną”, wygodniej nie zauważać niebezpieczeństwa, które nieuchronne się zbliżało, wyciągnąć jak najlepsze korzyści, użyć jak najwięcej życia, w sprzyjających temu czasach ogólnego chaosu – oto cele społeczeństwa.

Smutny jest obraz „zepsutego świata” w Satyrach Krasickiego. Ponura prawda o Polakach, choć ukazana w ironicznym, humorystycznym świetle, miała zmusić ich do zastanowienia i opamiętania się. Jednak przedkładali oni korzystne z życia, aż do ostatniego dnia wolności. To świadome zwlekanie z rachunkiem sumienia, świadome popychanie kraju do zguby to jeszcze jeden poważny objaw narodowego zepsucia, które już wkrótce miało się zemścić.

 

 

Do góry