Ocena brak

Stosunek społeczny

Autor /Ivan Dodano /28.07.2011

Wielość interakcji między tymi samymi partnerami, które są nie tylko powtarzalne czy regularne, ale regulowane, nazywamy w socjologii stosunkiem społecznym. Przykłady stosunków społecznych występujących w rozmaitych kontekstach życia społecznego są niezliczone: profesor-student, szef-pracownik, ojciec-dziecko, mąż-żona, kupujący-sprzedawca, proboszcz-parafianin, mi-nister-urzędnik, trener-zawodnik, lekarz-pacjent, adwokat-klient, policjant-kierowca, przyjaciel-przyjaciel itp. Poddajmy głębszej analizie jeden wybrany stosunek społeczny, np. małżeństwo.

Pierwsza cecha takiej relacji między dwojgiem partnerów, mężem i żoną, to występowanie w jej obrębie wielości interakcji. Relacja ta stwarza pewne ramy, schemat, w obrębie którego odbywa się bardzo wiele wzajemnie zorientowanych działań. Ale po drugie, nie są to - jak w interakcjach powtarzalnych i regularnych - interakcje tego samego rodzaju, lecz przeciwnie, bardzo różnorodne, czy inaczej wielotematyczne. Dotyczą spraw finansowych, zawodowych, kulinarnych, gospodarstwa domowego, remontu mieszkania, wychowania dzieci, planów wakacyjnych, wspólnych rozrywek czy lektur i wielu innych rzeczy. Obejmują rozmowy, kłótnie, zabawy, wzajemną pomoc, rady, momenty intymne itp. Toczą się w salonie, w kuchni, w sypialni, w łazience, na wczasach i przez telefon. Od razu zauważmy, że małżeństwo jest zapewne najbardziej „pojemnym" ze stosunków społecznych, angażującym wielostronną aktywność partnerów, realizującym się przez ogromną różnorodność interakcji. W takim stosunku społecznym ludzie uczestniczą całymi sobą. Może dlatego mówi się o „współżyciu małżeńskim", by wskazać, że chodzi tu o dzielenie z kimś drugim całego życia, w całym jego bogactwie i różnorodności.

Na przeciwnym biegunie odnajdziemy natomiast stosunki społeczne wyspecjalizowane, jednotematyczne, włączające tylko niewiele typów interakcji i angażujące partnerów tylko segmentami ich osobowości. Przykładem może być stosunek pacjent-lekarz, gdzie interakcje obracają się wokół jednego tematu: choroby i terapii. Ale i tu występuje ich wielość i pewna różnorodność: tzw. wywiad lekarski, poddanie badaniu, przepisanie leków, zastosowanie procedur terapeutycznych, operacja chirurgiczna itp. Interakcje składające się na ten sam stosunek społeczny toczą się w prywatnym gabinecie, na sali szpitalnej, w ambulatorium, w pracowni rentgenowskiej, na sali operacyjnej. Ale wróćmy do małżeństwa.

Trzecia ważna cecha tego stosunku społecznego to jego trwałość. Na ślubnym kobiercu przysięgamy: „Oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Amen". I choć oczywiście nie zawsze to się sprawdza, niewątpliwie istnieje po stronie partnerów intencja i nadzieja długotrwałego współżycia, która niekiedy się również realizuje. Jedyny trwalszy stosunek społeczny, który jest zawsze dożywotni i którego nie można się pozbyć przez żaden rozwód ani separację, to macierzyństwo lub ojcostwo. Można być co najwyżej pozbawionym przez sąd władzy rodzicielskiej, ale to tylko niewielki fragment tego szczególnego stosunku. Trwałość, a w każdym razie spodziewana trwałość małżeństwa, ma ogromne znaczenie dla kształtu i charakteru toczących się interakcji, stopnia zaangażowania i odpowiedzialności partnerów, stylu i atmosfery życia rodzinnego, powagi wzajemnych zobowiązań. Wystarczy porównać z małżeństwem przelotną wakacyjną „przygodę".

Czwarta istotna cecha interakcji, które realizują małżonkowie, to ich normatywna regulacja. W znacznej mierze nie są to interakcje dowolne, spontaniczne, lecz wyznaczone przez pewne wiążące partnerów wzory. Nie postępujemy arbitralnie, jak nam się podoba, ale kierujemy się, przynajmniej w pewnym stopniu, tym, jak postępować powinniśmy. Jedne reguły mówią, co sami powinniśmy robić, inne, czego możemy żądać od partnera. Są one powiązane w pary reguł wskazujących to, co muszę i to, do czego mam prawo, jako dwie strony tego samego medalu. W stosunku społecznym każdy (powiedzmy „A") ma wobec drugiego (powiedzmy „B") pewne obowiązki, którym odpowiadają pewne uprawnienia partnera („B").

A z kolei ten drugi („B") rna pewne obowiązki wobec pierwszego partnera, którym odpowiadają uprawnienia tamtego („A"). Mówimy tu o wzajemności praw i obowiązków. W rodzinie tradycyjnej, do niedawna jeszcze typowej, mąż miał np. obowiązek dostarczenia rodzinie środków utrzymania, czemu odpowiadało prawo żony do żądania pieniędzy pierwszego. Z kolei żona miała obowiązek dbania o gospodarstwo domowe, czemu odpowiadało prawo męża do otrzymania obiadu po pracy. Tak więc, w stosunku społecznym każdy z partnerów ma wyznaczony pewien wzór swojego postępowania, na który składa się to, co sam powinien robić wobec drugiego i czego sam może oczekiwać. Mówiąc przenośnie, „dźwiga" pewną wiązkę uprawnień i obowiązków.

Oczywiście, skład tej puli obowiązków i uprawnień, ich rozkład pomiędzy partnerów, jest bardzo różnorodny. W nowoczesnej rodzinie żona na przykład ma w drodze do pracy odwieźć dziecko do szkoły, pracować zawodowo i dołożyć się istotnie do dochodów rodziny, urządzić przyjęcie dla znajomych, dopilnować robotników przy remoncie. A mąż ma prawo tego od niej wymagać. I z kolei mąż poza sukcesem zawodowym powinien zrobić zakupy, wyprowadzić psa, zmyć naczynia, odrobić lekcje z dzieckiem. Tego może wymagać od niego żona. Istnieje dzisiaj silne oczekiwanie, aby łączna pula obowiązków była w swym ciężarze gatunkowym podobna, rozłożona równo między małżonkami, a także aby mieli oni podobną sumę uprawnień. Staramy się o to, aby gdy jedna strona podejmuje jakieś obowiązki (np. zmywanie naczyń), druga również solidarnie podejmowała obowiązki podobne ciężarem (np. wyprowadzenie psa). I gdy jedna rości sobie jakieś prawa (np. do spotkania na piwie z kolegami), aby było to kompensowane porównywalnymi prawami drugiej (np. do wyjścia na plotki do przyjaciółki).

Czasem mówimy w takim przypadku o symetrii stosunku społecznego albo o stosunkach partnerskich. A ogólniej, gdy w stosunku społecznym występuje taka równowaga praw i obowiązków, powiemy, że stosunek społeczny jest zrównoważony. Gdy natomiast suma obowiązków jest zasadniczo różna, gdy na jednej stronie spoczywa ich znacznie więcej niż na drugiej i odwrotnie, gdy jedna strona cieszy się daleko większą pulą praw, powiemy o stosunku niezrównoważonym.

W skrajnym przypadku spotykamy sytuację, gdy po jednej stronie występuje monopol praw, a po drugiej monopol obowiązków. Taka całkowicie asymetryczna relacja występowała np. w stosunku społecznym pana i niewolnika, gdzie właściciel decydował o życiu i śmierci niewolnika, mógł od niego wszystkiego wymagać, miał więc nieograniczone prawa bez żadnych obowiązków, a niewolnik musiał się do tego bezwzględnie stosować, miał więc wyłącznie obowiązki, nie mając żadnych uprawnień wobec pana.

Mówimy w tym drugim przypadku o stosunkach eksploatatorskich. Może być i odwrotnie: gdy np. siła związków zawodowych i terror strajkowy pozwala pracownikowi żądać od dyrektora przedsiębiorstwa wysokiej pensji, osłon socjalnych, opieki zdrowotnej, darmowych wczasów, wysokiej emerytury, a równocześnie nie poczuwać się do wydajnej pracy, dyscypliny, oszczędności, efektywności itp. W tym przypadku mamy tu po jego stronie same uprawnienia bez obowiązków, a po stronie szefa same obowiązki bez jakichkolwiek praw. Taki typ asymetrycznego stosunku społecznego można nazwać roszczeniowym.

Regulacja normatywna stosunku małżeńskiego, podobnie jak innych stosunków społecznych, wywodzi się z różnych systemów norm społecznych. Istotne są tu pewne uznane zwyczaje społeczne, np. dotyczące chrzcin, świąt rodzinnych, wzajemnych prezentów. Ogromną rolę odgrywają reguły moralne: nakazy miłości, wierności, solidarności, lojalności, zaufania, pomocy, opieki nad dziećmi, prawdomówności. Bardzo bogata jest też regulacja prawna, zawarta w złożonych systemach prawa rodzinnego, opiekuńczego czy spadkowego. W zależności od tego, jaka reguła jest przez małżonków naruszona, występują odmienne formy presji społecznej, czyli wymierzanych sankcji.

Sankcje takie mogą być wymierzane albo przez samych partnerów, albo innych członków rodziny, albo szersze zbiorowości znajomych, sąsiadów, przyjaciół, czy w końcu powołane do tego instytucje, np. sądy rodzinne i opiekuńcze, a wreszcie sądy powszechne. Gdy mąż spóźni się na obiad, naruszył normę zwyczajową i może się spodziewać reprymendy od żony. Gdy zdradza żonę z jej przyjaciółką, narusza moralne nakazy wierności, lojalności, zaufania, prawdomówności i natrafi na potępienie całej rodziny i środowiska. Gdy żona zaniedbuje dziecko, narusza ogromnie istotną normę moralną i może się spodziewać ostrego potępienia ze strony męża, ale i innych członków szerszej rodziny, a nawet bliskich osób spoza rodziny. Gdy porzuca dziecko, wchodzi już w konflikt z normą prawną i może podlegać karze sądowej, utracić władzę rodzicielską, a nawet trafić do więzienia.

Piąta cecha stosunku społecznego jest ogromnie istotna, po raz pierwszy bowiem wyprowadza nas poza dyskurs konkretny, w którym mówimy ciągle o ludziach i ich działaniach, na teren bardziej abstrakcyjny, gdzie pojawią się nowe pojęcia, już ściśle i wyłącznie społeczne. Otóż zauważmy, że kiedy mówimy o powinnościach, oczekiwaniach społecznych, regułach, prawach i obowiązkach, które wiążą partnerów stosunku społecznego, to nie są one nakładane na konkretne osoby, z uwagi na jakieś ich cechy osobiste, indywidualne, unikalne, ale raczej na typowe miejsca, jakie zajmują w szerszym społeczeństwie. Ojciec zobowiązany jest do opieki nad dzieckiem niezależnie od tego, czy jest wysoki czy niski, czy jest blondynem czy brunetem, czy jest wykształcony czy nie, czy mieszka w mieście czy na wsi itp. A tylko dlatego, że jest ojcem.

Podobnie dziecko ma prawo do opieki ojca niezależnie od tego, czy jest ono chłopcem czy dziewczynką, a tylko dlatego, że jest dzieckiem. Od doktora X oczekujemy, że udzieli pomocy pacjentowi dlatego, że jest lekarzem. Natomiast nie wymagamy tego od taksówkarza Y, który przywiózł chorego do szpitala. Pan Z ma prawo domagać się pomocy lekarskiej dlatego, że jest pacjentem. Natomiast pani Q nie ma tego prawa, bo jest zdrowa. Określone obowiązki i uprawnienia nadaje każdej z tych osób zajmowanie określonej pozycji społecznej (albo inaczej statusu społecznego). I uzyskują te obowiązki i uprawnienia niezależnie od swoich cech osobistych. Inaczej, na każdym, kto taką pozycję społeczną zajmuje, spoczywają takie właśnie obowiązki i cieszy się takimi właśnie uprawnieniami. Powinnościowe reguły postępowania związane są zatem nie z osobami, a z pozycjami społecznymi, które mogą zajmować różne osoby. Mąż, żona, pacjent, lekarz, ojciec, dziecko, dyrektor, pracownik, ksiądz, parafianin, trener, zawodnik, policjant, kierowca - to przykłady ogromnej liczby pozycji (statusów), jakie spotykamy w społeczeństwie. Konkretnych osób, które każdą z tych pozycji obejmują, jest oczywiście nieskończenie więcej.

Z każdą pozycją wiąże się swoista pula oczekiwań normatywnych, reguł właściwego dla tej pozycji postępowania. Nazywamy ją rolą społeczną. Jest rola lekarza i policjanta, i oficera, i matki, i biskupa, i trenera, i profesora i jeszcze tysiące innych. Każda jest jakby otoczką powinnościową poszczególnych wyróżnionych w społeczeństwie pozycji. Słynny amerykański socjolog połowy XX wieku Talcott Parsons proponował dla określenia tej nierozdziel-nej jedności pozycji i roli, zbitkę pojęciową „pozycjo-rola" (status-role).

Wróćmy na chwilę do działań społecznych, kontaktów i interakcji. Kiedy orientuję swoje działanie na oczekiwane reakcje innego, to jedną z najważniejszych okoliczności, jakie biorę pod uwagę, jest jego domniemana pozycja społeczna. Kim jest? Kluczowy moment takiej orientacji, jakim jest wskazanie sobie innego, opiera się właśnie na rozpoznaniu jego pozycji. To jest policjant, mówię sobie, widząc umundurowanego funkcjonariusza, i zwracam się do niego o pomoc. To jest lekarz, mówię sobie, widząc mężczyznę w białym kitlu ze stetoskopem, i pytam go o stan mojego znajomego, który leży w szpitalu.

To jest sprzedawca, to jest konduktor, to jest profesor, to jest adwokat, to jest stewardesa - dokonuję ciągle takich identyfikacji poprzedzających działanie, nawiązanie kontaktu czy interakcji. Także kiedy przedstawiamy się innym, to na ogół pierwszą informacją, jaką przekazujemy, jest, zaraz po nazwisku, nasza pozycja społeczna. Jestem socjologiem z Polski - mówię koledze spotkanemu na konferencji międzynarodowej. A ja wykładam historię społeczną w Niemczech - odpowiada. Dlaczego to jest takie ważne? Właśnie dlatego, że znając pozycję społeczną, możemy ze znacznym prawdopodobieństwem przewidywać, jak ktoś się zachowa, bo możemy liczyć, że będzie stosował się do reguł swojej roli. Znajomość pozycji społecznej to klucz, który pozwala nam sformułować wiele różnorodnych oczekiwań co do reakcji partnera.

Oczywiście że może to być zawodne. Po pierwsze dlatego, że ludzie realizują wymagania swoich ról w różnym stopniu, a niekiedy nie realizują ich wcale. To, że ktoś jest policjantem, nie musi znaczyć, że nam pomoże łapać złodzieja, bo może wzruszyć ramionami i pójść w drugą stronę. To, że ktoś jest profesorem, nie musi znaczyć, że warto chodzić na jego wykłady, bo może czytać z zeszyciku swoje notatki sprzed dwudziestu lat. A po drugie, pomylić się możemy dlatego, że ludzie mogą pozorować pewne pozycje społeczne. Wiemy, że wyrafinowani bandyci potrafią przebierać się za policjantów, wkładać mundury, przemalowywać samochody na policyjne barwy po to, by obrabować zatrzymanych kierowców. A kiedy indziej udają inkasentów czy monterów, by wejść do mieszkania i okraść domowników. W każdym razie już podczas zupełnie konkretnych działań, kontaktów lub interakcji często przechodzimy jakby na tę bardziej abstrakcyjną płaszczyznę, nie zastanawiając się nad indywidualnymi, unikalnymi cechami partnera, lecz raczej dociekając, do jakiej ogólnej kategorii społecznej należy.

Skoro z takiej abstrakcyjnej perspektywy patrzymy na jednostki nie jako pełne, wielowymiarowe, konkretne osoby, lecz tylko jako nosicieli pewnych pozycjo-ról, to i stosunek społeczny możemy teraz określić bardziej abstrakcyjnie jako relację nie tyle między osobami - jak było w przypadku kontaktu społecznego czy interakcji - ale raczej między pozycjami społecznymi (statusami) i związanymi z nimi rolami. Ojciec-dziecko, mąż-żona, dyrektor-pracow-nik, profesor-student, lekarz-pacjent to nazwy niektórych z takich typowych, wzajemnych powiązań między „pozycjo-rolami", inaczej - nazwy typowych stosunków społecznych. Stosunek społeczny okazuje się zatem szczególną, społecznie narzuconą, idealną ramą^ibo inaczej - wyznaczonym torem, po którym poruszają się, realizując swoje role, różne osoby zajmujące określone pozycje społeczne. Nie działają dowolnie i spontanicznie, lecz raczej społeczeństwo wskazuje im właściwe scenariusze działania.

Realizują je mniej lub bardziej udatnie, przybliżając się lub oddalając od normatywnego ideału. Jak wie każdy pacjent, są lepsi i gorsi lekarze, ale jak wie każdy lekarz, są też nieznośni, niezdyscyplinowani i przemądrzali pacjenci. Jak wie każdy student, są lepsi i gorsi profesorowie, ale jak wie każdy profesor, tylko niektórzy studenci zasługują na piątki na egzaminie. Realizacja stosunku społecznego, wypełnienie tej ramy treścią, dokonuje się poprzez liczne i wielorakie interakcje osób znajdujących się w odpowiednich pozycjach społecznych. Ale stosunek społeczny to nie jest po prostu suma tych interakcji. To raczej normatywny wzorzec, jak interakcje między takimi osobami zajmującymi „pozycjo-role" powinny przebiegać. Jest to, jak powiedziałby wielki francuski socjolog końca XIX wieku Emile Durkheim, fakt par excellence społeczny, nieredukowalny do swoich konkretnych przejawów jednostkowych. A co więcej wpływający przymuszające i ograniczająco na jednostkowe zachowania.

Podobne prace

Do góry