Ocena brak

Stosowanie się do reguł: konformizm i dewiacja

Autor /John Dodano /29.07.2011

Kiedy ludzie postępują zgodnie z regułami, które ich dotyczą (to znaczy odnoszą się do ich pozycji społecznej, do sytuacji, w jakiej działają, i nie są wyłączone przez jakieś okoliczności szczególne), mówimy, że zachowują się konformi-stycznie. Kiedy natomiast postępują niezgodnie z takimi regułami, powiemy, że ich zachowanie jest dewiacyjne. Konformizm i dewiacja to w tym ujęciu terminy obiektywne, dotyczące faktycznej zgodności lub niezgodności zachowania z wzorem, a abstrahujące od motywacji, które ludzi do tego skłaniają. Są to też terminy opisowe, aksjologicznie neutralne, nie implikujące ani pozytywnej, ani negatywnej oceny takiego zachowania.

Jednakże rozróżnienie konformizmu i dewiacji jest nakreślone bardzo grubą kreską. Potrzebne są kryteria subtelniejsze niż sama obiektywna zbieżność lub rozbieżność zachowania z regułą. Jeśli przypomnimy sobie, że będące ostatecznym przedmiotem regulacji działania ludzkie - widziane w ramach modelu utylitarystycznego czy teleologicznego - dadzą się rozłożyć na sposoby i cele, a odnoszące się do nich reguły na normy i wartości, to można założyć, że ludzie inaczej stosować się będą do pierwszych, a inaczej do drugich. W ramach jednej i tej samej procedury (czyli typowej wiązki norm i wartości) mogą przestrzegać norm, ale odrzucać wartości, lub przeciwnie, akceptować wartości, ale nie uznawać norm. Takie spostrzeżenie dało podstawy słynnej typologii zaproponowanej w 1938 roku przez Roberta Mertona4. Występuje w niej pięć możliwości.

Pierwsza to po prostu konformizm, czyli akceptacja całej procedury, zarówno norm, jak i związanych z nimi wartości. Na przykład zachowanie tych Amerykanów, którzy dążą do zrealizowania marzeń o sukcesie, wysokim standardzie materialnym i dobrobycie, poprzez zdobywanie kwalifikacji zawodowych i zdyscyplinowaną, rzetelną, wytężoną pracę. Pozostałe cztery możliwości to różne odmiany dewiacji, a więc odstępstwa od reguł. Jedna, określona przez Mertona terminem „innowacja", to akceptacja celów dyktowanych przez rozpowszechnione wartości, ale szukanie nowych sposobów ich realizacji, różnych od normatywnie przepisanych. Jest to cząstkowe zastosowanie się do wskazanej w kulturze procedury: tylko do zawartych w niej wartości, a odrzucenie norm. Tak czyni pospolity przestępca, który ma te same cele życiowe co porządny obywatel - sukces, bogactwo, dobrobyt - ale zamiast wiele lat uczyć się i mozolnie awansować w pracy, chce pójść na skróty: obrabować bank, ukraść samochód, przemycić narkotyki.

Tak czyni też ten student, który ma szczytny i wspólny z innymi, w pełni akceptowany w kulturze cel, jakim jest zdobycie wysokiej oceny, ale zamiast chodzić na wykłady, do biblioteki i uczyć się, postanawia ściągnąć na egzaminie od kolegi. To są oczywiście przykłady jednoznacznie negatywne. Ale w tej kategorii dewiacji mieści się także lekarz, który, aby uratować pacjenta, ryzykuje nową, zupełnie nie uznaną w środowisku metodę terapii. Albo uczony, który w dążeniu do prawdy zrywa z powszechnie przyjętym paradygmatem i inicjuje „rewolucję naukową". Żeby pomieścić takie przypadki o przeciwnej wymowie aksjologicznej, Merton stosuje dla tej formy dewiacji neutralny termin „innowacja".

Przeciwna sytuacja, którą Merton nazywa „rytualizmem", to kurczowe trzymanie się pewnych tradycyjnych sposobów postępowania, czyli gorliwe przestrzeganie norm, przy zupełnym abstrahowaniu od celów, które miały być w ten sposób realizowane, a więc z ignorowaniem odpowiednich wartości. Jest to znów cząstkowe, wybiórcze zastosowanie się do przepisanej w kulturze procedury: tylko do zawartych w niej norm, z pominięciem wartości.

Tak postępuje przysłowiowy biurokrata, przygotowujący obszerne sprawozdania, których żaden przełożony nie czyta, a tylko wyrzuca do kosza. Tak działa dewotka, która mechanicznie klepie w kościele pacierze, myśląc równocześnie, jak dokuczyć sąsiadce. Tak czynią robotnicy sprzedanej włoskiemu konsorcjum Huty Warszawa, gdy maszerują pod Sejm, żądając podwyżek. Sensowne za socjalizmu i przynoszące efekty formy protestu są teraz, w nowych czasach, źle zaadresowane i straciły swój cel. Ale byłoby błędem sądzić, że wszystkie przypadki rytualizmu mają taką negatywną wymowę. Przestrzeganie pewnych rytuałów, choć już nie wiodących do celu, jakiemu miały służyć, może bowiem mieć samoistną wartość, prowadząc na przykład do zintegrowania grupy, podkreślenia jej tożsamości.

Trzecia odmiana dewiacji to „wycofanie się" albo rezygnacja. Jest to dewiacja pełna i pasywna. Oznacza odrzucenie przez jednostkę całej przepisanej w kulturze procedury, zarówno zawartych w niej norm, jak i wartości. Tak czynią ludzie marginesu, kloszardzi, narkomani, alkoholicy, którzy z różnych powodów negują takie uznane wartości jak dobrobyt czy wykształcenie, a także takie normy jak praca czy edukacja. Plasują się sami poza obrębem społeczności i właściwej jej kultury. Mogą to sprawić także niezawinione i niezamierzone przez jednostkę okoliczności. Taka jest w wielu przypadkach sytuacja bezrobotnych, którzy de facto stracili możliwość stosowania się do przyjętej powszechnie procedury życiowej: pracowania i zarabiania. W innej skali i w innym kontekście tak czyni też naukowiec, który rezygnuje z nowatorskich osiągnięć, awansu naukowego, i zaprzestaje działalności badawczej, ograniczając się tylko do prac administracyjnych czy dydaktyki.

Czwarta forma dewiacji to w ujęciu Mertona „bunt". Jest to także dewiacja pełna, ale aktywna. Oznacza odrzucenie obowiązujących procedur, z całym bagażem norm i wartości, ale zarazem zaproponowanie procedur alternatywnych: nowych sposobów życia realizujących nowe normy i nowe wartości. Gdy młodzież buntuje się przeciw pogoni za pieniądzem i hedonistyczną konsumpcją, przeciwko indywidualistycznej konkurencji, egoistycznym karierom i atomizacji społeczeństwa, oferując w zamian odrodzenie intymnych wspólnot, międzyludzkiej solidarności i twórczych form samorealizacji, oznacza to zerwanie z całą dominującą kulturą kapitalistyczną. Wyrazem takiego buntu są różne ruchy kontrkulturowe, sekty, komuny. Czasami takie poszukiwania alternatywy idą w kierunku destruktywnym, czasami jednak tworzą zalążki nowego systemu kulturowego. Kiedy Ronald Inglehart notuje rodzenie się w świecie nowego syndromu „kultury postmaterialistycznej", to wyrasta to właśnie z różnych form buntu przeciw zastanej kulturze materialistycznej. Jak zauważa sam Merton, to, co dzisiaj jest potępiane jako herezja, może jutro stać się trzonem nowej kultury.

Typologię Mertona można wzbogacić o kilka dodatkowych kategorii, jeśli uwzględni się w większym stopniu subiektywny stosunek do reguł kulturowych i odróżni to od obiektywnego ich przestrzegania. Nie zawsze bowiem jest tak, że niestosowanie się do reguły oznacza jej dezaprobatę. Przestępczość pospolita nie musi oznaczać negacji porządku prawnego, a jedynie uchylenie jego wymagań w stosunku do siebie dla zyskania jakichś korzyści. Złodziej będzie oburzał się i głośno wzywał policję, kiedy to jego ktoś okradnie. Widać nie odrzuca on normy „nie kradnij", a tylko sam się z niej zwalnia. Symptomem takiego stosunku do normy jest dążenie do anonimowości, ukrycia faktu dewiacji.

Ambicją każdego przestępcy jest „zbrodnia doskonała", czyli właśnie niewykryta. Natomiast zupełnie odwrotna motywacja kieruje kontestatorem, buntownikiem czy rewolucjonistą. Tutaj dewiacji towarzyszy pełna dezaprobata, odrzucenie tradycyjnej kultury. Dewiacja ma sens tylko o tyle, o ile jest widoczna, bo ma publicznie zamanifestować niezgodę na istniejące reguły, pokazać alternatywne sposoby życia. Od uniformów punków, skinów czy satanistów, poprzez publiczne manifesty, uliczny wandalizm, aż po akty terrorystyczne czy samospalenie - przebiega cała gama środków mających pokazać radykalny sprzeciw. Tę formę dewiacji, niezależnie od tego, czy ma wymowę destrukcyjną czy kreatywną, nazywamy nonkonformizmem.

Również konformizm może mieć różne oblicza. Przestrzeganiu reguł może towarzyszyć ogólne przekonanie, że należy ich przestrzegać bez względu na ich treść i nie jest naszą sprawą ocenianie ich sensowności. Tak postępuje ten, kto skrupulatnie przestrzega litery prawa, bo uznaje autorytet prawa i uważa, że przestrzeganie przepisów jest rzeczą słuszną. Taką postawę określamy jako legalizm. W ciekawych międzynarodowych badaniach obserwowano ludzi przechodzących przez ulicę w nocy, gdy nie było już żadnego ruchu.

Niektórzy, widząc czerwone światło, przyznawali sobie najwyraźniej prawo własnej racjonalnej oceny sytuacji, rozglądali się i spokojnie przechodzili. A inni czekali, aż światło się zmieni. Ci drudzy to właśnie legaliści. Badacze pokazywali, że ich liczba różni się w różnych kulturach. Są społeczeństwa, gdzie notorycznie przechodzą na czerwonym świetle wszyscy. I są takie, w których wszyscy czekają. Wiąże się to z ogólnym prestiżem czy autorytetem prawa w danej społeczności, choć pewną rolę odgrywają też predyspozycje psychologiczne: konformizm jako rys osobowościowy, albo przeciwnie - tendencje anarchistyczne. Mimo że termin legalizm nawiązuje bezpośrednio do dziedziny prawa, można go rozciągnąć także na inne podsystemy normatywne. Gdy na przykład wierzący przestrzega przykazań bożych i kościelnych, odmawiając sobie prawa do jakiejkolwiek oceny sensowności postu czy spowiedzi, a poddając się tylko autorytetowi Kościoła - to też jest przypadek legalizmu.

Przeciwieństwem legalizmu jest negatywizm albo, jak się czasami powiada, kontraformizm. Jest to też bezrefleksyjny stosunek do reguły, abstrahujący od jej treści, a odrzucający ją tylko z uwagi na źródło. Częsty przypadek wśród dzieci skonfliktowanych z rodziną lub wyobcowanych w szkole to zachowanie na złość rodzicom czy na przekór nauczycielom, wbrew ich oczekiwaniom i zakazom. Konflikt pokoleń może wyrażać się w manifestacyjnym niesłucha-niu starszych czy stylizowaniu swojego sposobu bycia przez opozycję do świata „wapniaków". A w innej skali, tzw. nieposłuszeństwo obywatelskie wobec nieuznawanej, obcej czy narzuconej władzy to odrzucanie wszelkich stanowionych przez nią praw, nawet gdy niepozbawione są racjonalności. Ogólniej, zjawisko to występuje wyraźnie w stosunku do tzw. negatywnych grup odniesienia, które charakteryzowaliśmy w rozdziale dziewiątym. W typologii Mer-tona towarzyszy często kategorii „buntu".

Ostatnia forma konformizmu to oportunizm. Jest to przestrzeganie reguły mimo jej nieuznawania. Uważam pewne normy czy wartości za pozbawione sensu, szkodliwe, niegodne, a mimo to stosuję się do nich. Powodem jest obawa przed sankcjami, utratą akceptacji w grupie, narażeniem się na izolację. Może też chodzić o odniesienie jakichś korzyści. Jest to całkiem częsty sposób postępowania. Oportunistami są wszyscy, którzy płacą w terminie podatki, mimo że mało jest takich, którzy nie uważaliby ich za zbyt wysokie. Oportuni-stą jest niewierzący, który idzie co niedzielę do kościoła, bo boi się potępienia społeczności wioskowej. Oportunistą jest abstynent, który zmusza się do picia z kolegami, bo nie chce popsuć sobie stosunków w pracy. A także ten, kto przyłącza się do ruchu kontestatorskiego, choć nic go nie obchodzą jego ideały, a chce tylko zająć dobrą posadę po rewolucji.

Podobne prace

Do góry