Ocena brak

Staropolski Sarmata przeciw oświeconemu patriocie – ocena wad szlachty XVII w.

Autor /emilcia Dodano /07.03.2011

Pamiętaj człowiecze, że >Prochem jesteś i w proch się obrócisz!” wołali średniowieczni zakonnicy i asceci. Ale tobie nie odpowiadały te hasła, nie miałeś na tyle siły i samozaparcia, aby im podołać. Dźwięczały ci w uszach słowa Horacego „carpe diem” – podobały ci się i chciałeś je realizować. Czyż życie magnata nie jest piękne? – często zadawałeś sobie to pytanie i twierdząco na nie odpowiadałeś. Przecież byłeś szczęśliwy, korzystałeś z wszystkich rozrywek, żyłeś prawie jak w raju. A jednak często zapomniałeś o bliźnich, dobro własne przedkładałeś nad potrzeby innych, nie dostrzegałeś swoich wad.

Gdy czytałeś bajki Krasickiego, w których autor krytykuje najczęstsze wady polskiego społeczeństwa: próżniactwo, pychę, obłudę, chciwość, skąpstwo – zapewne myślałeś – to mnie nie dotyczy, ja taki nie jestem. A może bajki były dla ciebie za trudne? Może nie potrafiłeś odczytać morału, który ukryty był za cienką zasłoną alegorii? Magnacie! Czy nie dano ci za dużo swobody? Dziwnie interpretowałeś słowo „wolność”, które dla ciebie oznaczało samowolę. Nie zastanawiałeś się nad losami ojczyzny przyczyniając się do konfederacji targowickiej. Czy twoje sumienie nic ci wówczas nie wyrzucało? Nie wzruszyły cię także słowa:

„Jesteśmy, ale z gruntu skażeni, wyrodni

Jesteśmy, ależ tego nazwiska niegodni”.

Chyba nie dotarły do ciebie te wołania z satyry Świat zepsuty, albo też myślałeś – mnie, magnatowi, wszystko wolno! Nie interesował cię to, że ludzie, którymi pogardzałeś, chcą poprzez reformy społeczne, rozwój techniki, publiczną oświatę uratować tonący okręt ojczyzny, w którym ty wyłamałeś pierwszą deskę, przez co „woda nienawiści i niezgody” zaczęła wlewać się na pokład.

„Sameś sprawcą twych losów. Zdrożne obyczaje,

Krnąbność, nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje...”.

Wiedziałeś magnacie, że słowa te Krasicki kieruje do ciebie. Zdawałeś sobie też sprawę z tego, że cały naród buntuje się przeciwko tobie. Oni chcieli reform i zmian – ty nie godziłeś się na nie. Oni wcielali w życie nowe wzorce i ideały – ty pozostałeś wierny przestarzałym zasadom. Byłeś zaślepiony i nie słuchałeś ich racji. Wszyscy głosili potęgę rozumu i szli drogą postępu – ale ty nie kroczyłeś z nimi, miałeś swoje stare, wydeptane ścieżki. Zarzuty, które skierowałeś przeciw królowi, oni uznali za jego zalety – król jest młody, nie pochodzi z rodu szlacheckiego, jest Polakiem, dba o rozwój kultury – im to odpowiadało, tobie przeszkadzało. Czego oni chcą? – myślałeś. Nigdy nie mogłeś zrozumieć tych ludzi, którzy chcieli wszystko zmieniać, chcieli zapomnieć o czasach króla Sasa, a przecież ty wtedy „piłeś, jadłeś i popuszczałeś pasa”! Pamiętasz jak Stanisław Staszic wołał: „To jest epoka, gdzie Polska zupełnej podpaść odmianie powinna”. Przestrogi dla Polski były przestrogami dla ciebie. Ale ty nie wziąłeś sobie ich do serca. Światli ludzie rozumieli już wówczas, że trzeba znieść liberum veto i wolną elekcję, wiedzieli, że konieczne jest utworzenie stałej armii, domagali się równouprawnienia dla mieszczan. A ty niestety do grupy reformatorów nie należałeś. Byłeś przeciwnikiem tych, którzy odwoływali się do rozumu, praw natury i ludzkości – twoim wrogiem był więc Hugo Kołłątaj. Człowiek ten mówił ci wprost: „bez żadnego wyjątku, ubogiego i bogatego – jesteśmy poddani Rzeczypospolitej”. Ty, magnacie, nie chciałeś być nikomu i niczemu podporządkowany – było ci dobrze, gdy miałeś władzę.

Innym problemem, nad którym myślałeś, była edukacja – zastanawiałeś się, dlaczego oni nie chcą, aby twoje dzieci wychowywać zgodnie z panującą modą – ty kochałeś francuszczyznę, oni jej nienawidzili. Krasicki na przykładzie Mikołaja Doświadczyńskiego pokazywał ci głupotę guwernerów, którzy uczyli młodzież rozpusty, lenistwa, wygodnictwa. Ale ty nie zwracałeś na to uwagi – byłeś niedouczony, więc wychodziłeś z założenia, że i twoje dzieci nie muszą zostać mędrcami.

Nie potrafiłeś popatrzeć na siebie samokrytycznie, lecz wady innych umiałeś wytykać. Przyłączyłeś się do tych, którzy Monachomachię, bo lubiłeś patrzeć, jak inni się kłócą. Znałeś przysłowie „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Umiałeś dostrzec ciemnotę, zacofanie, nieuctwo duchowieństwa. Ale czy nie zastanawiałeś się nad tym, że magnateria miała same wady?

Drogi magnacie! Chyba nie pasowałeś do tej epoki. Cały naród głosił hasła i teorie oświeceniowe, ty chciałeś wrócić do czasów saskich. Oni mieli, według ciebie, jakieś dziwne poglądy, marzenia i dążenia – nie mogłeś ich zrozumieć. Nie mogłeś, a może nie chciałeś? Nie chciałeś, bo dobrze ci było w tym misternie utkanym gniazdku wygód, praw i przywilejów. Oni naprawiali zło, którego ty byłeś przyczyną, podnosili z upadku ojczyznę, którą doprowadziłeś do zguby. Ale, według ciebie, oni burzyli to, co ty budowałeś przez długie lata. Mówili: cogito ergo sum” i buntowali się przeciwko starym prawom i zwyczajom. Nie mogłeś zrozumieć, dlaczego to robią. Wiesz skąd wzięła się twoja nieświadomość? Nie znałeś hasła: Oświecenie to epoka rozumu i buntu serca”!

 

 

Do góry