Ocena brak

STANISŁAW AUGUST PONIATOWSKI PRZED SĄDEM HISTORII: SPÓR O OCENĘ PANOWANIA OSTATNIEGO KRÓLA POLSKI

Autor /Przybyslaw Dodano /05.11.2011

Ponad 200 lat trwa spór o ostatniego polskiego władcę i nic nie wskazuje na to, żeby miał się kiedykolwiek zakończyć.

Wzbudzający niezmiennie tak wiele emocji król panował w latach 1764-95. Wybrany drogą 'wolnej' elekcji (pod murami miasta stołecznego Warszawy stały rosyjskie wojska), ten syn parweniusza i krewniak możnych, prawdziwych magnatów Czartoryskich, nadawał się bardziej na ministra do spraw kultury, sztuki i edukacji niż do rządzenia krajem; do polityki nie miał po prostu głowy. Tak, był bardzo inteligentny - ale bardzo też niepraktyczny. Tak, w wielu sprawach był wizjonerem - ale także wyjątkowym oportunistą...

Został obrany na króla dzięki interwencji osoby, która wystosowała (2 sierpnnia 1762) ultimatum. Brzmiało ono tak:

Wysyłam bezzwłocznie hrabiego Keyserlinga (był to dyplomata rosyjski) jako ambasadora do Polski, aby zrobił ciebie królem po śmierci tego. Jeśli mu się to nie uda, życzę sobie, aby królem został Adam.

Ten Adam z notatki to nie kto inny, jak młody Czartoryski, członek tak zwanej Familii. A osobą, piszącą w stylu tak władczym, był nikt inny jak...

"Dnia 26 lutego 1758 roku rano w Petersburgu..." zaczyna się drugi akapit książki Cata-Mackiewicza o Stanisławie Auguście. A kilka dni wcześniej młody poseł Augusta III, elektora saskiego, przyjechał do Petersburga w celu wyjaśnienia kilku spraw wagi państwowej. Nie jest to jego pierwsza wizyta w tym mieście; pierwszy raz pojawił się tu w roku 1755, z ramienia sekretarza angielskiego. Wtedy też poznał młodą żonę Piotra Holsztyńskiego, białoskórą i czarnobrewą Katarzynę (właściwie Sophie Anhalt-Zerbst-Dornburg, urodzona w Szczecinie) Aleksiejewnę o ogromnych oczach i potrzebach seksualnych. Nie było to spotkanie przypadkowe - zostało zaaranżowane przez Bestużewa, kanclerza cesarskiego, aby uspokoić 'temperamentną' kobietę. Przedstawił jej on dwóch młodych dyplomatów. Katarzyna wybrała delikatnego, uroczego chłopca we francuskim stroju, młodszego od niej o trzy lata.

Stanisław (jeszcze nie August, lecz Antoni) nie znał przedtem żadnej tak pięknej kobiety. Mimo, iż kontakty między nim a Katarzyną były najpierw jeno dyplomatyczne, chłopak zakochał się w niej bardzo szybko. Księżna interesowała się filozofami francuskimi, zwłaszcza Voltaire'em; lubiła prawo i politykę; czytywała wiele powieści... Jak na swoje czasy była postacią niepospolitą. Nic dziwnego, że młody inteligent zaczął prowadzić z nią przerywane pocałunkami dyskusje o filozofii.

Po pewnym incydencie, w którym brali udział: Piotr Holsztyński wraz z kochanką, Katarzyna, Stanisław Poniatowski i inspektor Szuwałow, następuje miłe udogodnienie: nikt już nie przeszkadza kochankom w zabawie. Idylla byłaby absolutna, gdyby nie ingerencja cesarzowej Elżbiety. Podejrzliwa aż do przesady, bierze Poniatowskiego za konspiratora i odsyła z kraju w 1759 roku.

A wtedy Katarzyna znalazła sobie nowego kochanka.

...właśnie, jak Katarzyna caryca Rosji. No i obrano go królem na Woli, kiedy krąg rosyjskich szabel otaczał miasto. Współczesnego człowieka zadziwiać może to, że w taki sposób wybrany, miał jednak Stanisław August wcale liczne grono przyjaciół i zwolenników, także wśród najwybitniejszych umysłów epoki, działających na rzecz naprawy i wzmocnienia państwa i edukacji jego obywateli. To, że tak wybrany król miał wielu nieprzyjaciół, nikogo nie może dziwić.

Biorąc pod uwagę sytuację polityczną i stan państwa, ten władca miał przed sobą ciężkie zadanie.

A oto zestawienie ważniejszych działań ostatniego króla Polski.

Po elekcji (1764) Stanisław August poparł reformatorskie zapędy Familii. Rok później (1765) założył ekskluzywną Szkołę Rycerską, której absolwentem był nawet jego późniejszy wróg - Kościuszko.

Bardzo interesował się edukacją: otoczył opieką pijarskie uczelnie. Po I rozbiorze (1772) uznał, że po tym wstrząsie czas już najwyższy zadbać o najważniejszą, jego zdaniem, kwestię: edukację narodu. Powołana i pozostająca pod protektoratem króla Komisja Edukacji Narodowej (1773) była pierwszą nie tylko w Polsce ale i Europie świecką władzą oświatową (dziś powiedzielibyśmy - ministerstwem). Po likwidacji zakonu jezuitów miała przejąć zakonne szkoły a także opracować zasady organizacyjne i programowe edukacji - nie ograniczające się tylko do stanu szlacheckiego. Dlatego w 1775 roku KEN powołała Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych, dla opracowania programów i podręczników szkolnych. Sztandarowym i wiele lat służącym podręcznikiem powstałym dzięki temu był Elementarz dla szkół parafialnych narodowych, pod redakcją Piramowicza (1785) oraz Gramatyka dla szkół narodowych (1778-81) Kopczyńskiego czy Wstęp do fizyki dla szkół narodowych Hubego.

Był Stanisław August gorącym zwolennikiem wprowadzenia w życie Kodeksu Andrzeja Zamoyskiego (1776). Niestety, nie przypadł do gustu panom szlachcie i Kodeks, czy dokładniej Zbiór praw sądowych na mocy konstytucji roku 1776 przez J.W. Andrzeja Zamoyskiego ekskanclerza koronnego ułożony-, który był nie tylko projektem kodyfikacji prawa sądowego, ale również proponował zmiany ustroju społecznego dot. wsi i miast oraz zasad rozwoju gospodarczego, został w 1780 roku odrzucony w sejmie. Pomysł uwolnienia chłopów od poddaństwa i, o zgrozo, wchodzenia z nimi w umowy dzierżawne czy uznanie praw "stanu trzeciego" większość szlachty uznawała z zdradę stanowych (czytaj szlacheckich) interesów. O interesie państwa i narodu jakoś nie myśląc.

W ramach swojej 'artystycznej' działalności był też król mecenasem prasy literackiej: zainicjował powstanie pism "Monitor" oraz "Zabawy Przyjemne i Pożyteczne". Te ostatnie uznawane były za nieoficjalny organ czwartkowych spotkań.

Dla przyjaciół urządzał bowiem król co czwartek (od 1771 roku) na Zamku Królewskim bądź w Łazienkach wystawne przyjęcia, zwane obiadami czwartkowymi. Na te obiadki zapraszał pisarzy i poetów (uczestnikami bywali m.in. I.Krasicki, A. Naruszewicz, S. Trembecki, F. Bohomolec), publicystów (J. Wybicki), pedagogów (G. Piramowicz), śpiewaków, znanych malarzy oraz związanych z dworem dostojników i działaczy (jak m.in. książę A.K. Czartoryski, były kanclerz koronny A. Zamoyski, podkanclerzy, w tych latach, wielki litewski i zwolennik fizjokratyzmu J. Chreptowicz). Patrząc z dzisiejszej perspektywy, spotkania te były nie tylko rozrywką zapatrzonego we francuskie zwyczaje króla, ale i prawdziwą "burzą mózgów" i miejscem dyskusji nie tylko o literaturze i poezji dworskiej, ale i sprawach państwa. Prezentowana była i Myszeida Krasickiego (1774), i założenia Kodeksu Zamoyskiego. Zaproszenia na czwartkowe obiady w ogromnej były cenie.

A najważniejsze - rzecz, o której niektórzy pamiętać nie chcą. Tenże infantylny (zdaniem nie tylko nieprzyjaciół) król Staś był głównym i rzeczywistym spiritus movens Konstytucji 3 Maja. Tak, to prawda, pomimo wszystkich pomyj wylewanych na głowę tego króla przez skrajnych nacjonalistów. Stanisław August Poniatowski, zwany zdrajcą lub królem gamratek, sam pomagał i rzetelnie wszystkich autorów wspierał w pisaniu tej najsłynniejszej, pierwszej w Polsce i drugiej na świecie konstytucji. Co zatem spowodowało, że 'zdradził' swój kraj?

Wbrew temu, co pisał w swych pamiętnikach, nigdy tak naprawdę nie zapomniał o Katarzynie. Mimo jej oczywistej chęci zerwania kontaktów (nie mam czasu na pisanie słodkich bilecików szkodliwych), sentymentalny z natury święcie wierzył w jej dobre intencje, nawet podczas ingerencji Stackelberga w wewnętrzne sprawy państwa. Oficjalnie nie protestował podczas kolejnych rozbiorów (1793, 1794/5). Złudzenia stracił chyba za późno. Być może pisząc do imperatorowej 21 listopada 1794 roku: Losy Polski w twoim spoczywają ręku; mądrość twoja i potęga rozstrzygnie je pewnie niezwłocznie (...){lecz} nie mogę nie wspomnieć o moich względem narodu obowiązkach, błagam o łaskę dlań Waszej Cesarskiej Mości , jeszcze je miał i na coś liczył. Ale to kolejne zbratanie się króla z narodem imperatorowej zdecydowanie się nie spodobało. I padł rozkaz wyjazdu króla do Grodna. Jeszcze trochę trwają targi. Jeszcze król się broni. Ale, jak zawsze, ulega.

Odjazd 7 stycznia 1795 roku Stanisława Augusta z Warszawy przybrał, nieoczekiwanie, charakter gorącej pro-królewskiej manifestacji. Żegnały go tłumy. A to jeszcze bardziej nie przypadło carycy Katarzynie do gustu.

Z powodu tego posłuszeństwa rosyjskiej władczyni, z powodu oportunizmu, z powodu pięknoduchostwa - ostatni z królów Polski został okrzyknięty zdrajcą. Przeciwnicy tej teorii usprawiedliwiają króla złymi czasami. Mają częściowo rację; Rosja była wtedy państwem bardzo potężnym, prawdziwym imperium i zadzieranie z nią, kiedy miała za sojuszników Prusy i Austrię, mogło się skończyć tragicznie. Ale przecież tak się skończyło! - zakrzykną opisujący króla jako leniwego, beztroskiego sybarytę. Tak, ale zabory mogły odbyć się wcześniej i mieć przebieg bardziej krwawy. Dobrze, zostawmy zabory; dlaczegóż ten marionetkowy król nie zajmował się rządzeniem, ale budową Łazienek, kosztownych pałaców czy galerii - zapytają narodowcy. Rządzeniem? A o jakim rządzeniu mogła być wtedy mowa, kiedy nikt nie chciał narazić się Rosji, kiedy Polska była tylko małym ziarenkiem pomiędzy - elegancko mówiąc - żarnami trzech czarnych orłów? Tyle dobrze, że włączył się w redagowanie Konstytucji. Tyle dobrze, że zostały nam po nim chociaż zabytki klasy 0, unikaty na skalę światową.

Gdyby nie jego sprowadzenie do Polski zagranicznych malarzy, Canaletta na przykład lub Bacciarellego, to czy dałoby się odbudować Warszawę powojenną z gruzów? Tak, tak, Canaletto, gruzy, wszystko racja - ale do Targowicy przystąpił, a to kompletnie pogrążyło kraj! - zaperzą się przeciwnicy. Cóż, że przystąpił - przecież decyzja o trzecim rozbiorze zapadła bardzo późno. Król ufał kobiecie swojego życia i sądził, iż Polska pozostanie na mapach. Może i szczątkowa, w postaci kilkuset kilometrów kwadratowych ziemi tylko, ale jednak z własnym rządem i armią. I nie był człowiekiem głupim, ani też ślepym. Po prostu był niewłaściwym człowiekiem na niewłaściwym miejscu, urodzonym o dwieście lat za wcześnie na swoje idee. Zawdzięczamy mu literaturę i sztukę z okresu Oświecenia i nienawidzimy go za zniszczenie Polski. Kochamy za łagodność i tępimy za niezdecydowanie i rusofilstwo...

Dlatego każdy sam musi wyważyć, co naprawdę w tamtych czasach było konsekwencją decyzji wcześniejszych władców, co dziejową koniecznością a co rzeczywiście trzeba zapisać na konto ostatniego króla Polski: Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Podobne prace

Do góry