Ocena brak

Środki toksyczne - IPERYT – WCIĄŻ GROŹNY

Autor /Klemens Dodano /21.09.2011

Nie są prowadzone obecnie żadne działania mające zabezpieczyć broń chemiczną spoczywającą na dnie Morza Bałtyckiego. Naukowcy do dziś nie znają nawet wszystkich miejsc, w których ja zatopiono. Zaraz po II wojnie światowej alianci zatopili co najmniej 65 tys. ton niemieckich bomb, zawierających m.in. iperyt (gaz musztardowy), cyklon B i fosgen. Czas zupełnego skorodowania w morskiej wodzie stalowych korpusów takich pocisków to 50-60 lat. Obecnie są one zniszczone już w 75-90%. Wyciek jednej szóstej spoczywających na dnie gazów spowodowałby zabicie całego życia biologicznego Bałtyku.

Gdy na plaży na Bornholmie w 1992 r. znaleziono 180-kilogramową bombę iperytową, kraje bałtyckie powołały Grupę Robocza ds. Zatopionej Broni Chemicznej (HELCOM). Działa ona tylko 2 lata. Postanowiono pozostawić wszystko na dnie. Tam pociski są mniej niebezpieczne. Stwarzają śmiertelne zagrożenie dopiero po wydobyciu ich na powierzchnię.

Część krajów (np. Niemcy) przystąpiła już do badań stanu i rozmieszczenia zatopionych beczek. Polska nie zrobiła jeszcze nic. HELCOM wspólnie z Instytutem Morskim i instytutami wojskowymi opracowuje właśnie projekt badań polskiego dna, mający ocenić stopień zagrożenia i przede wszystkim ustalić miejsca zatopienia gazów.

Na mocy konferencji poczdamskiej (1945 r.) alianci mieli zatopić niemiecką broń chemiczną. Na skutek niedopatrzeń część śmiercionośnego ładunku wyrzucono po drodze, w nie znanych do dziś miejscach. Statki płynęły prawdopodobnie w pobliżu polskich wybrzeży. Świadczą o tym m.in. zdarzające się co kilka lat wypadki.

Do największego doszło w 1955 r. Na plażę w Darłówku woda wyrzuciła nieszczelna bombę lotniczą z iperytem. Poparzyło się 120 dzieci, w tym kilkanaście bardzo ciężko. Dwa lata temu iperyt znaleźli łowiący dorsze rybacy z Władysławowa. Czterech z nich z rozległymi, trudno gojącymi się poparzeniami wylądowało w szpitalu Marynarki Wojennej w Gdyni. Nie da się jednak rozpocząć badań, nie mając specjalistycznego sprzętu. Samo wydobycie próbek zatopionej broni chemicznej jest bardzo niebezpieczne. Trzeba je jeszcze przewieźć do laboratorium. Na to wszystko po prostu nie ma pieniędzy. Żadne z ministerstw nie kwapi się, by potrząsnąć kiesą.

Do góry