Ocena brak

Sposoby upadlania człowieka w sowieckich obozach w świetle książki Gustawa Herlinga - Grudzińskiego „Inny świat”

Autor /Iro123 Dodano /27.05.2011

Dzieje prześladowania i uśmiercania ludzi niewygodnych ze względów narodowościowych i ideologicznych są bardzo stare. Zesłania i przymusowe roboty stosowane były przez wszystkie państwa europejskie posiadające kolonie, zaś zesłania na Syberię rozpoczęły się już w XVI wieku. W stosunku do Polaków represje takie stosowano od końca XVII w. Obozy koncentracyjne w Rosji Radzieckiej powstały w 1918 r. a twórcami ich byli: Lenin, Dzierżyński, Trocki. Na pobyt w obozach skazywano wrogów rewolucji w celu odbycia kary i tzw. reedukacji przez przymusową pracę. Po wkroczeniu Rosjan do Polski w 1939 r. deportowano ok. 1,7 mln.

Polaków, a sieć obozów koncentracyjnych nazwano Archipelagiem Gułag (A. Sołżenicyn). Niemcy przejęli od Rosjan pomysł tworzenia takich obozów już w 1921 r. , najwięcej ich powstało w latach 1933 - 1934. Celem obozów było szybkie unicestwienie więźniów, różne były tylko sposoby: w niemieckich obozach stosowano palenie w piecach krematoryjnych, w radzieckich - wycieńczającą, katorżniczą pracę w temperaturze -30, -50 stopni. Źródłem ludobójstwa były zwyrodniałe ideologie monopolistyczne. W Niemczech uprzywilejowana była rasa, w Rosji - klasa społeczna. Dramatyczne losy więźniów radzieckich obozów (łagrów) zostały opisane w książkach: Beaty Obertyńskiej, Józefa Czapskiego, Melchiora Wańkowicza, Gustawa Herlinga - Grudzińskiego.

Droga G. Herlinga - Grudzińskiego do obozu rozpoczęła się w Grodnie, dokąd trafił on z falą uciekinierów po wkroczeniu Niemców do Polski. Stamtąd chciał przedostać się na Zachód, ale jeden z przemytników (noszący nazwisko: Mickiewicz!) był agentem NKWD i oddał pisarza w ręce swoich zwierzchników.

Z więzienia w Grodnie, z wyrokiem 5 lat pobytu w obozach przeszedł przez kilka więzień i trafił do obozu w Jercewie pod Archangielskiem. Przebywał tam blisko 2 lata, zwolniono go na mocy amnestii dla Polaków. Wycieńczony dotarł do Kazachstanu, aby wstąpić do armii gen. Andersa. Brał udział pod Monte Cassino, zostając odznaczony krzyżem Wirtuti Militari. Po wojnie zdecydował się na pozostanie na emigracji i przebywał w Londynie, Monachium , Neapolu. Nadal żyje i tworzy na emigracji. „Inny świat” jest dokumentem, gdyż autor przytacza fakty znane z autopsji. Sposoby upadlania człowieka w łagrach radzieckich podobne były do faszystowskich, o czym świadczą relacje pisarza zebrane w opowiadaniach - esejach zawartych w tomie „Inny świat”. Śledztwo prowadzone było bezpodstawnie, stawiane zarzuty graniczyły z absurdem. Grudzińskiemu na przykład zarzucono, że był oficerem polskim („dowód”: w chwili aresztowania na nogach miał wysokie buty) na usługach wrogiego wywiadu niemieckiego („dowód”: niemieckie brzmienie pierwszej części nazwiska).

W czasie śledztwa bito, wybijano zęby, wyrywano ze sny, świecono w oczy żarówką o niesamowitej mocy. Każdy przesłuchiwany więzień przechodził przez trzy etapy stanu wewnętrznego: przekonanie o niewinności, załamanie, ugoda. Bohater fragmentu „Ręka w ogniu”, Kostylew był od dzieciństwa wychowywany w atmosferze kultu dla komunizmu. Zapisał się do partii, ufał politycznym broszurom krytykującym niesprawiedliwy ustrój państw zachodnich. W czasie studiów w Akademi Morskiej czytał książki francuskie, wypożyczane z prywatnej biblioteki. Zachłysnął się tym nieznanym światem, tęsknił do niego. W czasie Wielkiej Czystki aresztowano właściciela prywatnej wypożyczalni książek i od niego dowiedziano się kto czytał zakazane utwory. Aresztowany Kostylew uparcie nie przyznawał się do winy mimo bicia, dręczących wielogodzinnych przesłuchań, wybitych zębów. Władze NKWD postanowiły zmienić taktykę: przestano bić więźnia, dyskutowano z nim, uprzejmie słuchano jego argumentów. nagle zmieniono znów taktykę: budzono w nocy, wywoływano na badania w czasie posiłków lub godzin przeznaczonych na załatwianie potrzeb fizjologicznych, odmawiano zgody na mycie się i spacery.

Zmęczony wielogodzinnymi przesłuchaniami, śpiący, oszołomiony, z głową obolałą od świeżych ran, gotów był do przyznania się do każdego zarzutu. Bez szczególnego powodu śledztwo przekształciło się w nieomal przyjacielskie dyskusje. Przedmiotem rzadkich wówczas rozmów stał się dla odmiany „rzeczywisty obraz życia na zachodzie Europy”. Sędzia śledczy mówił o tym życzliwie, ciekawie, powoływał się na fakty, cyfry, książki. Kostylew był już ostatecznie przekonany, wierzył święcie, że Zachód jest siedliskiem niesprawiedliwości i zakłamania. Wówczas sędzia podsunął mu do podpisania zeznanie, w którym przyznawał się do działalności mającej na celu „obalić z pomocą obcych mocarstw ustrój Związku Sowieckiego”. Kostylew podpisał dokument wierząc, że „koszmar bezsennych nocy i dni pełnych męczącego napięcia nerwowego dobiegł końca”.

Tak łamano psychicznie więźniów. Po rocznym dręczącym śledztwie człowiek chciał nareszcie pracować i wrócić między ludzi. Cele więźniów były przepełnione, w 20 osobowej celi znajdowało się aż 70 osób. Ludzie ci leżeli na cementowej podłodze, stłoczeni, zmarznięci, głodni, trawieni bólem fizycznym i psychicznym. Zapadały na nich bardzo wysokie wyroki, od których nie było odwołania. Po pobycie w wiezieniu i po zakończonym wreszcie śledztwie, ludzie marzyli o jak najszybszym przejściu do obozu, tam natomiast w stosunku do więźniów prowadzono tzw. reedukację, czyli zmuszano do pracy, która stawała się narzędziem ich tortur. Często było to praca przy wyrębie lasu na Dalekim Wschodzie. Więźniowie szli do niej 6 -7 km. po śniegu i lodzie, potem pracowali 11 - 12 godzin bez posiłku.

Ciężka, mordercza praca była ponad siły więźniów, a przy tym ich ubraniem były strzępy okryć mimo mrozu i śniegu po pas. Każdy ruch więźnia był śledzony przez oko i lufę karabinu strażnika. pożywienie więźniów wyliczone było według racji głodowych, które jeszcze zróżnicowano: III kocioł był dla przekraczających 125% normy wydajności pracy (2 razy dziennie po łyżce gęstej kaszy, ryba, 700 gr. chleba i dodatkowy posiłek w południe), II kocioł otrzymywali więźniowie wyrabiający 100% normy (2 razy dziennie po łyżce gęstej kaszy i 500 gr. chleba), I kocioł przeznaczony był dla zwolnionych od pracy i skazanych na powolne dogorywanie i skazanych w tzw. „trupiarniach” (2 razy dziennie po łyżce rzadkiej kaszy i 400 gr. chleba). Więźniowie błagali o dolewkę kaszy, wylizywali brudne blaszanki więźniów III kotła.

Uprzywilejowane pozycje w łagrach mieli więźniowie kryminalni podobnie jak kapo w obozach niemieckich.

Pomysł specyficznego współzawodnictwa w pracy był wyjątkowo perfidny: nieustannie podnoszono normy, zróżnicowano ilość pożywienia. Więźniowie sami eliminowali ze swych brygad słabszych fizycznie, aby otrzymać wyższy kocioł. Postępując tak strącali słabszych do tzw. trupiarni lub powodowali karne zsyłanie ich na Kołymę, z której się nie wracało.

Rosjanie metodycznie przeprowadzali też tresurę ideologiczną więźniów, czego dowodem jest szczegółowy opis przeobrażeń Kostylewa w czasie prowadzonego śledztwa.

Więzień nigdy nie wiedział, kiedy wyjdzie na wolność, gdyż samowolnie przedłużano czas skazania. Zachowywano zawsze pozory rzetelności (obliczanie normy wydajności, liczenie zarobków więźnia), tymczasem kłamstwo było wszechobecne i doprowadzało więźniów do katuszy psychicznych. W ten sposób zabijano nadzieję na możliwość powrotu do normalnego życia. Udręki psychiczne potęgowane były zakazem otrzymywania listów i paczek z domu, zakazem odwiedzin. Najpierw łudzono więźniów nadzieją otrzymania listu, możliwością odwiedzin, potem odbierano im te najskrytsze złudzenia. Żony więźniów były zastraszane i grożono im aresztowaniem, utratą pracy, odebraniem dzieci i radzono zerwanie kontaktu z więzionym mężem i przeprowadzenie rozwodu. Wiele kobiet decydowało się pod presją na takie działanie, co stawało się ostatecznym ciosem dla przebywających w obozach. Psychiczne dręczenie więźniów przeprowadzane było z sadystyczną precyzją, dzięki czemu starano się zniszczyć człowieczeństwo uwięzionych.

Borowski w swych opowiadaniach dowodził, że po pobycie w obozie, z człowieka pozostawała tylko biologia, nieczuły kamień stosujący bezwolnie „odwrócony Dekalog”.

Gustaw Herling - Grudziński podkreśla, że więźniowie nie utracili do reszty człowieczeństwa, wartości ludzkie zostały w obozach wystawione na ciężką próbę, ale nie skapitulowały. Świat obozów nie był człowieczy, był nie-ludzki. Więźniowie rozpaczliwie bronili swego człowieczeństwa: mieli nadzieję, świadomość zmarnowanego życia, modlili się, szukali ułudy wolności we własnej intymności, protestowali (Kostylew opalał swą rękę w ogniu). Z „Innego świata” wypływa jak przesłanie nauka: nie wolno człowiekowi tworzyć nieludzkich warunków bo „człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach”

Do góry