Ocena brak

Społeczeństwo informacyjne a komunikowanie międzynarodowe

Autor /Cintia Dodano /10.04.2011

 

Na naszych oczach, w naszej obecności i nierzadko także przy aktywnym udziale zamykany jest pewien rozdział w historii cywilizacji, w tym także w sferze komunikowania międzynarodowego. Kończy się epoka przemysłowa, rozpoczęta jeszcze w XVIII wieku, a zaczyna cywilizacja informacyjna, która – zdaniem części badaczy zajmujących się tą problematyką – ma dominować w XXI wieku. Przemysł usług informacyjnych staje się siłą napędową rozwoju gospodarczego, a kraje, które potrafią lepiej i szybciej wykorzystać szansę związaną z kształtowaniem się społeczeństwa informacyjnego, uzyskają zapewne w najbliższym okresie znacznie silniejszą pozycję gospodarczą od państw, które nie są w stanie efektywnie wykorzystać tego trendu. Dla konstruowania społeczeństwa informacyjnego konieczne są infostrady, globalna infrastruktura informacyjna w postaci szerokopasmowych sieci systemów interaktywnych. Z punktu widzenia nadawców, infostrady będą kolejnym globalnym systemem medialnym, za pośrednictwem którego setki kanałów telewizyjnych, radiowych i informacyjnych docierać będą do każdego użytkownika. Obecnie za niekwestionowanego prekursora przyszłych infostrad uważany jest Internet.

Godzi się zauważyć, że systemy teleinformatyczne stają się czymś w rodzaju systemu nerwowego współczesnych społeczeństw. Nowoczesne społeczeństwa, umiejętnie wykorzystujące najnowsze technologie komunikacyjne coraz częściej określa się mianem „społeczeństw informacyjnych”, czyli takich, w których panuje powszechna świadomość, iż po pierwsze – „najzyskowniejszym towarem” XXI wieku jest umiejętnie pozyskana i opracowana informacja, po drugie – nowoczesne technologie umożliwiają przełamywanie wielu barier w rozwoju społecznym i kulturowym w ramach danego społeczeństwa i między społeczeństwami oddalonymi od siebie terytorialnie, umożliwiając skuteczną integrację na różnych płaszczyznach1.

Pojęcie „informatyzacja” stosowane dotąd w mikroskali nabiera nowego wymiaru w skali całego świata. Szukając analogii w zakresie pojęciowym, geograficznym i socjologicznym – informatyzację niektórzy porównują z nowoczesną alfabetyzacją społeczeństwa. Proces informatyzacji w skali krajowej i globalnej można rozumieć jako przygotowanie i zdolność do użytkowania systemów informacyjnych, komputeryzację społeczeństwa i wykorzystywanie usług telekomunikacyjnych do przesyłania i zdalnego przetwarzania informacji. Można również postawić tezę, że pojawienie się systemów teleinformatycznych staje się czynnikiem zasadniczym, a co więcej sprawczym większych zmian związanych z obiegiem informacji i rozprzestrzenianiem się innowacji w życiu społeczeństw2.

Społeczeństwo informacyjne jest zatem w znacznej mierze konsekwencją jakościowego i ilościowego wzrostu komunikowania w wymiarze lokalnym jak i międzynarodowym. Niektórzy obserwatorzy wieszczą nawet powstanie w przyszłości społeczeństwa globalnego, zintegrowanego za pomocą nowoczesnych środków komunikacji. Wizjom takim jednak póki co przeciwstawić można jeszcze wiele argumentów osłabiających ten optymizm. Czym jednak jest samo komunikowanie jako zjawisko społeczne? Otóż w znaczeniu etymologicznym termin „komunikowanie” wywodzi się z łacińskiego communicare (być w relacji z, uczestniczyć w, zrzeszać się z). Jednak jako współcześnie używane słowo „komunikowanie” jest kalką językową z języka angielskiego (communication). Mimo, iż obecnie termin to powszechnie znany i używany w różnych językach, nie zawsze jest jednoznaczny i właściwie rozumiany. Niemal każdy autor obszerniejszej rozprawy poświęconej komunikowaniu za swój obowiązek uważa przedstawienie własnego rozumienia tego terminu. Nic zatem dziwnego, że definicje komunikowania liczy się w setkach. I tak komunikowanie może być rozumiane jako transmisja (przekazywanie informacji, idei, emocji itd.), jako rozumienie (proces, dzięki któremu rozumiemy innych i sami staramy się być zrozumianymi), jako oddziaływanie (używanie symboli i znaków dla sprawowania nad kimś kontroli), jako łączenie i tworzenie wspólnoty (poprzez tworzenie własnego i unikalnego systemu porozumiewania się), jako wymiana (rodzaj swoistej transakcji, w której uczestnicy wymieniają się znaczeniami nazw, spostrzeżeniami, pragnieniami itd.), jako składnik procesu społecznego (akt komunikatywny jest wówczas środkiem, przez który wyrażane są normy grupowe, sprawowana jest kontrola społeczna, przydzielane role itd.). Tak szeroko wyznaczony zakres omawianego pojęcia może się wydać, i czasami bywa krytykowany jako zbyt obszerny, a przeto ogólnikowy. Ta obawa nie wydaje się uzasadniona. Rzeczywistość komunikowania jest po prostu sama w sobie tak rozległa, iż aby ująć ją jako całość, musi się włączyć niemal wszystkie aspekty życia społecznego i kultury, dochodząc niekiedy do profesjonalnego solipsyzmu, gdy już tylko komunikowanie zdaje się istnieć realnie – ludzka osobowość jest wyłącznym produktem komunikowania, kultura jest jedynie produktem komunikowania, instytucje społeczne są sieciami komunikowania. Gdy jednak unikniemy skrajności w absolutyzacji znaczenia komunikowania, to zauważymy, iż uporządkowanie obszaru dociekań zawsze wymaga odszukania takiego punktu obserwacji, aby cały znalazł się w polu widzenia. Pojęcie komunikowania – jako najogólniejszy z terminów – z pewnością spełnia ten wstępny postulat strukturalizacji pola badawczego3.

W dobie globalizacji poważnie należy zastanowić się nad pytaniem o jakość i trwałość powiązań dokonujących się dzięki nowoczesnym technologiom umożliwiającym komunikowanie w wymiarze przekraczającym granice poszczególnych państw i kultur. Czy powstające społeczeństwo informacyjne jest zjawiskiem trwałym, stabilną konstrukcją społeczną, w której partycypują wolne i świadome współczesnych trendów kulturowych, gospodarczych i politycznych jednostki. Czy też jest jedynie elektronicznym fajerwerkiem, głośnym i rzucającym się w oczy z racji swej efektowności i nowoczesności. Stawiając sprawę nieco inaczej: na ile możliwe jest przełamywanie barier kulturowych (nie mylić z geograficznymi, które już dawno zostały przełamane), stereotypów narodowych i różnego rodzaju uprzedzeń dzięki upowszechnieniu środków komunikacji, zwłaszcza elektronicznej?

Próbę odpowiedzi na tak postawione kwestie zacząć należy chyba od pewnego truizmu, iż termin „społeczeństwo informatyczne” dotyczy wyłącznie niewielkiego ułamka ludzi zamieszkujących naszą planetę. Cała reszta nadal tkwi i realnie, i mentalnie w okowach starych schematów i procedur komunikowania się. Społeczeństwo informatyczne jest zatem swego rodzaju elitą międzynarodową zrodzoną przez postęp w dziedzinie technologii telekomunikacyjnych. Ważny jest jednak przy tym fakt, iż owa grupa społeczna nie posiada charakteru ekskluzywnego, gdyż potencjalnie otwarta jest na nowych członków. Obywatele społeczeństwa informatycznego z definicji niejako są obywatelami świata. Zasadniczo nie mają trudności w porozumiewaniu się z innymi w skali całego globu. Na naszych oczach tworzą się pewne wzorce zachowań charakterystyczne właśnie dla tej grupy ludzi niezależnie od miejsca ich zamieszkania, czy kultury w jakiej zostali wychowani. Fakt ten niewątpliwie przemawia na korzyść tezy o kształtującym się społeczeństwie globalnym, powstawaniu „światowej wioski”, o której z takim entuzjazmem pisał amerykański futurysta McLuhan. Lansowaną przez niektórych politologów tezę o tym, iż państwa demokratyczne czy też mówiąc obrazowo – państwa, w których znajdują się restauracje MacDonalda nie prowadzą ze sobą wojen, można by przystawić do naszych rozważań o społeczeństwie informatycznym i zapytać, czy podobny proces ma miejsce również w tym przypadku. Czy na skutek stale zwielokratniających się w wyniku komunikowania międzynarodowego więzi słabnie skłonność do konfrontacji? Tego typu pytania dotyczą jednak sfery strukturalnej, zaś z drugiej strony zapytać by można, czy generalnie wiedząc więcej o sobie nie jesteśmy skłonni do powstrzymywania się od agresji? Istnieje bowiem przekonanie, iż wojny i konflikty u swego podłoża jako czynnik niezwykle istotny mają niewiedzę i ignorancję, karmiącą się stereotypami i przesądami. Tego typu przekonania wydają się, jak sądzę, hurraoptymistyczne. Znajomość czyichś nawyków, zachowań i poglądów niekoniecznie bowiem powstrzymuje nas od wyrażania o nim negatywnych sądów i dotyczy to zarówno relacji indywidualnych jak i zbiorowych (między-grupowych, między-narodowych).

Masowa komunikacja międzynarodowa, czyli dostarczenie obywatelom naszej planety narzędzi do wzajemnego poznawania się, wymiany poglądów, a także robienia interesów wydaje się bardzo istotnym czynnikiem kształtującym wrażliwość współczesnego człowieka. Nie należy jednak zapominać o tym, że komunikowanie międzynarodowe i towarzyszące temu środki przekazu zasadniczo posiadają znaczenie neutralne, stanowiąc jedynie pewien potencjał techniczny. W sferze komunikowania międzynarodowego mamy do czynienia zarówno z twórcami „zarażającymi” planetę swoimi innowacjami jak i z konsumentami kultury nazywanej eufemistycznie popularną. Z jednej strony mamy upowszechniających wiedzę i najnowsze osiągnięcia, z drugiej „przyssanych” do ekranu telewizora oglądaczy seriali brazylijskich4.

Tytułem ilustracji warto bliżej przyjrzeć się sytuacji w Polsce pod kątem rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Zacząć należy w tym przypadku od stwierdzenia, że w naszym kraju tworzenie społeczeństwa XXI wieku, nowoczesnego i umiejącego korzystać z zaawansowanych technologii telekomunikacyjnych jest utrudnione z przyczyn prozaicznych, do których zaliczyć należy niską dostępność usług telekomunikacyjnych z racji ich ceny. Pewnym paradoksem wydaje się być fakt, iż państwo decyduje się na finansowanie wcale nie małymi sumami technologii XIX wieku (np. dotacje do kopalń, hut itp.) czy też łudzenie rolników co do świetlistej przyszłości tego fachu obietnicami pieniędzy z europejskich funduszy. W tym samym czasie państwo chce zarabiać na tym wszystkim, co mogłoby zwiększyć społeczną mobilność, unowocześnić gospodarkę, stosunkowo szybko przełamać złe nawyki w sferze stosunków pracy itd. Użytkowanie internetu należy przecież w Polsce póki co do czynności ekskluzywnych i komfortowych, podczas gdy już nawet w krajach zapóźnionych cywilizacyjnie w stosunku do Polski zrozumiano i doceniono to narzędzie postępu i obniżono koszty jego użytkowania. Polskie społeczeństwo informatyczne to z reguły uczniowie i studenci, rzadziej ich rodzice oraz dziadkowie. Wymienianie się adresami elektronicznymi, na świecie obecnie zdecydowanie bardziej popularne od tradycyjnej korespondencji, w Polsce wciąż rodzi emocje. Otwarcie pracowni internetowej w jakiejś szkole pokazywane jest często w głównym wydaniu telewizyjnych Wiadomości i tylko gwoli przypomnienia dodam, że żyjemy już w XXI wieku, gdzie tego typu wydarzenia stały się tyleż powszednie i powszechne co włączenie i wyłączenie światła w pomieszczeniu. Pod tym względem nadal jesteśmy w tyle nawet za państwami naszego regionu.

W tym sensie społeczeństwo polskie trudno jest uznać za odważnie wkraczające w XXI wiek i korzystające z narzędzi umożliwiających szybką i sprawną modernizację. Adwersarze powiedzieć mogą, że nowoczesne technologie komunikacyjne to w znacznej mierze studnia bełkotu, czczej paplaniny, śmietnik nikomu nie potrzebnych myśli i refleksji wprowadzający tylko do obiegu społecznego sporo zamieszania i hałasu. I mają rację, ale zapominają, że masowa komunikacja, w tym także międzynarodowa, to także interesujące forum wymiany myśli, innowacji, technologie umożliwiające szybsze przesyłanie danych, konsultowanie z innymi rezultatów własnej pracy i doskonalenie jej. Poza tym adwersarze wystąpić mogą z tezą, iż polskie społeczeństwo jest zachowawcze i nieufnie podchodzi do nowinek technologicznych, posiada opory mentalne przed korzystaniem z komputera, co oczywiście do pewnego stopnia jest prawdą, tak samo jak prawdą jest i to, że opory i blokady mentalne przed nowoczesnością są po to, by je z korzyścią dla ludzi przełamywać.

Owa bierność decydentów politycznych pod względem determinacji we wprowadzaniu nowoczesnych technologii musi dziwić szczególnie w przededniu akcesji Polski do struktur Unii Europejskiej. Można by przymknąć oko na nieudolną kampanię informacyjną, gdyby chociaż Polacy mieli możliwość powszechnego korzystania z tanich i ogólnodostępnych źródeł wiedzy na temat integracji europejskiej. Mają ją, choć nadal w ograniczonym stopniu, studenci i uczniowie, których do integracji specjalnie przekonywać nie trzeba, całkowicie pozbawieni komunikacji ze światem zewnętrznym są ich rodzice i dziadkowie, których argumentów zarówno za i przeciw integracji nie można często wysłuchiwać ze spokojem z racji ich ignorancji5.

Budowa społeczeństwa informacyjnego, bynajmniej nie jako społeczeństwa doskonałego, wymaga umożliwienia ludziom łatwej i powszechnie dostępnej komunikacji, stworzenia forum wymiany myśli, poglądów i pomysłów przekraczających granice powiatu, województwa, Polski i Europy. Łatwej i powszechnie dostępnej to znaczy: prostej w dostępie, względnie taniej i atrakcyjnej. I trzeba tutaj pamiętać o jednym: że nie jest to uniwersalna recepta na wszelkie bolączki, na izolację, bierność, samotność itd. Jest to jedynie narzędzie, do którego każdy obywatel naszej planety powinien mieć prawo.

Podobne prace

Do góry