Ocena brak

Społeczeństwo feudalne - Relikty i instytucje wskrzeszone

Autor /Fred Dodano /03.08.2011

Od połowy wieku XIII społeczeństwa europejskie definitywnie oddalały się syste-mu feudalnego. Jednakże ustrój społeczny, zwyczajny etap stałej ewolucji w łonie grup obdarzonych pamięcią, nie może od razu wszystek umrzeć. Feudalizm miał swo-je dalsze ciągi. Ustrój senioralny, który feudalizm naznaczył swoim piętnem, znacznie go przeżył, zresztą wśród zmiennych kolei losu, które tutaj nas nie interesują. Trudno jednak nie stwierdzić,  że nie włączony już w całą sieć ośrodków władzy zwierzchniej, blisko z nim spokrewnionych, musiał on wydawać się podlegającej mu ludności coraz bar-dziej niezrozumiały i tym samym bardziej nienawistny.

Ze wszystkich form zależności w obrębie włości senioralnej formą najbardziej autentycznie feudalną było poddań-stwo. Głęboko przetworzone, bardziej związane z ziemią niż z człowiekiem, prze-trwało ono jednak we Francji niemal do rewolucji. Któż wtedy pamiętał,  że wśród podlegających prawu martwej ręki byli na pewno i tacy,  których przodkowie sami komendowali się swemu obrońcy? I czy ta daleka przeszłość, gdyby ją pamiętali, uczy-niłaby lżejszą ich anachroniczną egzystencję? Z wyjątkiem Anglii, gdzie pierwsza rewolucja w wieku XVII zniosła wszelkie różni-ce między lennem rycerskim a innymi lennami, zobowiązania wasalne i feudalne, wpisane w ziemię, trwały, bądź jak we Francji, tak długo, jak ustrój senioralny, bądź niewiele krócej, jak w Prusach, które w wieku XVIII przystąpiły do ogólnej „allody-zacji” lenn.

Państwa, jedynie odtąd zdolne do posługiwania się hierarchią zależności, bardzo powoli wyrzekały się korzystania z narzędzia rnilitarnego, jakie ta hierarchia rzekomo oddawała im do dyspozycji. Jeszcze Ludwik XIV wielokrotnie zwoływał wasalne pospolite ruszenie. Ale było to już tylko ze strony rządów potrzebujących woj-ska przedsięwzięcie desperackie, a nawet — poprzez manipulację grzywnami i zwol-nieniami od podatków — zwyczajny fortel fiskalny. Od końca wieków  średnich spośród cech lenna tylko zobowiązania pieniężne, które na nim ciążyły, oraz specy-ficzne reguły dziedziczenia go zachowały wartość praktyczną. Ponieważ nie było już wasali domowych, hołd był odtąd nieodmiennie związany z posiadaniem ziemi. Jego strona ceremonialna, chociaż mogła się wydawać tak „czcza” prawnikom wykarmio-nym na racjonalizmie czasów nowożytnych, nie była obojętna klasie szlacheckiej, z natury dbałej o etykietę.

Jednakże sam rytuał, niegdyś pełen tak głębokiej ludzkiej treści, był już tylko — poza pobieraniem opłat, do których nieraz dawał okazję — stwierdzeniem zależności lennej ziemi stanowiącej  źródło dochodów, które zależnie od zwyczaju były mniej lub bardziej lukratywne. Sprawy dotyczące „materii feudal-nej”, z natury swojej sporne, często zaprzątały uwagę znawców prawa. Bogatej twór-czości teoretyków i praktyków zapewniały wdzięczne tematy do rozpraw. O tym, że jednak budowla była bardzo zmurszała, a korzyści, jakich od niej oczekiwali jej benefi-cjenci, w sumie okazywały się niewielkie, o tym najlepiej  świadczy, we Francji, jej łatwe zawalenie się. Zanik ustroju senioralnego dokonał się przy wielu oporach i za cenę poważnych zmian w repartycji majątków. Zniknięcie lenna i wasalstwa wydało się nieuniknionym i niemal pozbawionym znaczenia kresem długiej agonii. Jednakże w społeczeństwie nękanym wieloma zamieszkami potrzeby, które powo-łały do życia starą praktykę drużyny, a potem wasalstwa, pozostały nie zaspokojone.

Wśród przyczyn, które doprowadziły do utworzenia w wieku XIV i XV tak licznych zakonów rycerskich, wymienić trzeba dążenia władców do związania z sobą w sposób szczególnie ścisły grupy wysoko postawionych wasali. Zakon Świętego Michała, zgod-nie ze statutem nadanym mu przez Ludwika XI, przyrzekał królowi „dobrą i prawdzi-wą miłość” oraz lojalną służbę w jego sprawiedliwych wojnach. Próba to była zresztą niefortunna, jak niegdyś usiłowania Karolingów: na najstarszej liście osób za-szczyconych nadaniem słynnego łańcucha na trzecim miejscu figuruje konetabl de Sa-int-Pol, który miał podle zdradzić swego pana. Skuteczniejsze — ale i niebezpieczniejsze — było wskrzeszenie podczas zamieszek kończącego się  średniowiecza oddziałów żołnierzy prywatnych, bardzo bliskich wasa-lom „satelitom”, których rozboje piętnowali już autorzy epoki merowińskiej. Zależ-ność ich często wyrażała się w tym, że nosili ubiór w barwach swojego dowódcy albo z jego godłami.

Potępiony we Flandrii przez Filipa Śmiałego, obyczaj ten szczególnie rozpowszechnił się w Anglii za ostatnich Plantagenetów, Lancastrów i Yorków, a zgrupowane w ten sposób wokoło wielkich baronów oddziały nazwano „liberiami”. Podobnie jak wśród dawnych nie osiedlonych wasali, i tutaj znajdowali się nie tylko awanturnicy niskiego urodzenia. Największych kontyngentów dostarczała tam nie-wątpliwie gentry. Kiedy któryś z tych ludzi miał proces, lord chronił go swoim auto-rytetem w sądzie. Ta praktyka maintenance, czyli popierania w procesach, nielegalna, ale szczególnie trwała, jak świadczą zakazy, powtarzane przez parlamenty, była odtwo-rzeniem, niemal rys po rysie, starożytnego mithium, jakie w Galii frankijskiej „możny” roztaczał nad swoim wasalem. A ponieważ władcy również czerpali korzyści z tej od-nowionej więzi osobistej, Ryszard II starał się wprowadzić w królestwie, na wzór vassi dominie,  swoich rycerzy, których rozpoznawano po „białym sercu”, jakie nosili na odzieniu.

Czyż w samej Francji, od pierwszych Burbonów, szlachcic, który chcąc zdo-być sobie pozycję zostawał sługą możnowładcy, nie znajdował się w sytuacji szczegól-nie przypominającej pierwotne wasalstwo? Z dosadnością godną starego języka feudalnego, mówiono, że ten czy ów należy do Księcia Pana albo Kardynała. Co prawda nie odprawiano już rytuału, ale często zastępowano go zobowiązaniem pisemnym. Od końca średnich wieków bowiem „obietnica przyjaźni” zajęła miejsce zanikającego hoł-du. Warto przeczytać „bilet”, jaki dnia 2 czerwca 1658 roku podpisał na rzecz Fouqueta niejaki kapitan Deslandes. „Przyrzekam i daję parol Jaśnie Panu Prokuratorowi Gene-ralnemu [...] nie należeć nigdy do żadnej innej osoby, tylko do niego, któremu odtąd oddaję się i z którym związuję się największym afektem, na jaki mogę się zdobyć; i obiecuję mu służyć w każdej potrzebie przeciwko każdej osobie bez wyjątku i tylko jego słuchać oraz nie utrzymywać żadnych stosunków z tymi, z którymi on mi zabro-ni. [...] Obiecuję mu poświęcić życie w walce z tymi, których wskaże [...] nie czyniąc ani jednego wyjątku w całym świecie [...]”.

Czy nie brzmi to jak dochodzące nas po-przez wieki echa najpełniejszej z formuł komendacji: „twoi przyjaciele będą moimi przyjaciółmi, twoi wrogowie moimi wrogami”? Nawet bez zastrzeżenia na rzecz kró-la! Jednym słowem, chociaż autentyczne wasalstwo utrzymywało się już tylko jako ze-spół czczych gestów ceremonialnych i na zawsze obumarłych instytucji prawnych, jed-nak duch, który je ożywiał, odradzał się nieustannie z popiołów. I na pewno nie by-łoby trudno znaleźć w społeczeństwach jeszcze bliższych nam w czasie prawie takie same tendencje i potrzeby. Ale byłyby to już tylko zjawiska sporadyczne, związane z pewnymi środowiskami, potępiane zresztą przez państwo, gdy tylko zdawały się mu zagrażać, a w sumie niezdolne połączyć się w tak zwarty system, aby narzucić swoją tonację całej strukturze społecznej.

Podobne prace

Do góry