Ocena brak

Smutny salon warszawski - Dziady. Część III

Autor /Odillo Dodano /04.06.2013

Znajomość Dziadów Adama Mickiewicza jest rzeczą tak oczywistą i tak narzucającą się każdemu Polakowi, że aby jeszczk raz, w inny, bardziej dopasowany do teraźniejszości sposób przedstawić ich treść, trzeba się uciec do wybiegu.

Wyobraźmy sobie więc na moment, że Dziady nie są utworem napisanym przez polskiego wieszcza narodowego, ale że odczytujemy je z prostej ciekawości jako tłumaczenie utworu jakiegoś nie znanego nam zupełnie poety. Bierzemy do ręki nie znany dramat i zapoznajemy się z jego treścią. Od razu orientujemy się, że zawartość utworu jest ogromnie szeroka, że dotyczy on właściwie wszystkich ważniejszych problemów człowieka. Go więcej, wielu z tych problemów nie możemy odcyfrować, wiele z nich bowiem przedstawiono w sposób świadomie niejasny i wieloznaczny. Zatrzymujemy się na jednym z głównych wątków myślowych i treściowych utworu: zawarty jest on w przeciwstawieniu sobie dwóch wielkich scen dramatu — sceny w kaplicy cmentarnej i sceny w salonie warszawskim. Pamiętamy cały czas, że nie chodzi tu o historię Polski, że nie znamy faktów historycznych, które legły u podłoża utworu. Co w takim razie możemy odcyfrować z samej jego treści, z samej zawartości' tych scen, biorąc także pod uwagę ocenę przedstawionych wątków przez poetę?

A więc w scenie rozgrywającej się w kaplicy cmentarnej mamy przedstawiony prymitywny, stary pogański obrządek religijny związany z kultem przodków. Wyczuwamy, że przedstawiając tę scenę poeta jest zaangażowany w nią uczuciowo, że jest ona dla niego istotna i wartościowa, niemal można by sądzić, że uznaje ją za najważniejszą w całym utworze, skoro całość właśnie zatytułował nazwą opisywanego obrzędu.

Tutaj jednak przyjdzie się nam zastanowić: jakże to, utwór, który dotyczy najważniejszych problemów narodu, który jest przepełniony informacjami o jego historii i kulturze, który został, jak przypuszczamy, napisany dla ratowania tej kultury od upadku, ten właśnie utwór rozgrywa się w tak prymitywnej scenerii? Czym kierował się poeta, budując akcję wokół mało znanego obrzędu zupełnie przecież nieistotnego dla całości kultury swojego narodu, obrzędu odprawianego przez niepiśmiennych Litwinów?

Owszem, znajdujemy artystów i inteligentów w Dziadach, właśnie w „Salonie warszawskim”. Ale jakże odrażający kształt nadał poeta tej scenie. Pokazał w niej ludzi, którzy tworzyli kulturę narodową, pokazał i uczynił zarazem śmiesznymi, głupimi i po trosze podłymi. W każdym razie na pewno nie rozumieją oni tego, co dzieje się wokół nich, lub też wolą nie wiedzieć, nię słyszeć o biciu na śledztwie, o samowoli tajnej policji, o aresztowaniach i wyrokach bez sądu. Bo kraj przedstawiony w Dziadach, kraj, w którym żyją postacie z „Salonu warszawskiego”, jest krajem, gdzie panuje terror policyjny.

Tutaj możemy zamknąć cudzysłów i znów przenieść Dziady w obręb naszej historii i naszych reakcji uczuciowych na nią.

Wyobraźmy sobie obraz kraju przedstawionego w Dziadach: oto wielki i smutny kraj pełen strachu i mgły. Miasta z silnymi garnizonami wojskowymi, zebrania towarzyskie ograniczają się do mówienia o sprawach nieistotnych, ludzie pogrążają się albo w odosobnieniu, albo w zabawie. Tylko młodzież zbiera się i szepce po kątach. Chodzą wieści o torturach stosowanych przez policję i o masowych aresztowaniach.

W tej sytuacji zamiera życie duchowe narodu. Pisarze i artyści, nie mogąc pogodzić się z teraźniejszością, zasklepiają się w epoce przeszłej, w manierze pseudoklasycznej (pamiętajmy jednak, że była ona spadkobierczynią świetnej tradycji oświecenia, która wychowała także i Adama Mickiewicza). Pod naciskiem strachu i rozpaczy najświetniejsze umysły wietrzeją, charaktery wypaczają się.

I oto przychodzi poeta, aby zdać nam sprawę z tego stanu rzeczy. Najważniejszym pytaniem w tym momencie jest dla niego: czy naród jeszcze żyje? To znaczy, czy ma jeszcze swoją żywą kulturę? Więc szuka jej, szuka jej jako uzasadnienia dla siebie, jako oparcia dla własnej sztuki. Nie znajduje nic, dopiero w wiejskiej kaplicy cmentarnej dostrzega iskierkę myśli, uczucia, polskości. Niestety, jest to tylko prymitywny pogański obrządek.

Nie można tego nazwać inaczej jak cofnięciem się. Ale tutaj właśnie pobudzony został wielki i patriotyczny geniusz poety, który to, co mroczne i prymitywne, wyniósł na najwyższy szczyt doskonałości estetycznej i moralnej. Usiłuje znaleźć cień kultury narodowej wśród zabobonów, duchów, upiorów i pieśni ludowych, prowadzi walkę nie z Bogiem, ale sam ze sobą — o wartość tego, co zóstało z tradycji narodowej.

Aby jednak nadać wartość ogólnokulturalną chłopskiemu obrzędowi,musiał poeta zburzyć wszystko, co jeszcze zostało z dawnych wspomnień, z dawnej sztuki. I dlatego z taką wściekłością i pogardą przedstawia pseudoklasyków. Dlatego z taką natarczywością odmawia wszelkiej wartości ich literaturze. Poeta poddaje ją próbie nowych czasów. Przyjrzyjcie się — powiada — oto stara sztuka, rnoże i świetna, rozpada się i kruszy wobec terroru, podczas gdy to, co dzieje się w kaplicy, chociaż mniej świetne i na pewno mniej ważne dla narodu, jest odporne na działanie policyjne i polityczne, przetrwa i przeniesie przez czas próby ducha naszej kultury.

Rzeczywiście bowiem zasady twórcze klasycyzmu nie były w stanie pomieścić w sobie obrazu współczesnej chwili. I dlatego też pseudokl&sycy pisali, jak to określa Mickiewicz, „o sadzeniu grochu” (mając na myśli Ziemiaństwo Kajetana Koźmiana) w momencie, gdy wokół nich rozgrywały się sceny takie, jak w opowiadaniu Sobolewskiego. Tak więc walka klasyków z romantykami nie była walką podjętą w imię postępu. Była to próba przeciwstawienia się sztuce panującej, skoro świat tak się zmienił, stał się taki okrutny i nieludzki, że stare, wielkie i naprawdę wartościowe zasady twórczości klasycznej nie były w stanie nic o tym świecie powiedzieć.

Odczytując Dziady, nie drwijmy z „Salonu warszawskiego, starajmy się raczej zrozumieć przyczyny zjawiska. Nie zebrali się tam bowiem ludzie głupi i źli. To rzeczywistość otaczająca ich była taka, a oni najbardziej po ludzku tej rzeczywistości ulegli. W scenie Salonu warszawskiego” dokonało się więc jeszcze jedno zabójstwo, gorsze nawet od tego, którego dopuszczono się na młodym Rollisonie. W „Salonie warszawskim” pokazano uśmiercenie polskiej kultury, której odrodzenia trzeba było szukać aż w zapadłych wsiach Litwy.

Podobne prace

Do góry