Ocena brak

Śmierć w dziupli - Wiersze Leśmiana

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

Korzenie twórczości Leśmiana tkwią w symbolizmie. Odzywają się w niej te same wątpliwości, które nękały Maeterlincka, Ver-laine’a, Miriama. Przyroda, pejzaż to tylko zagadkowe pismo, człowiek dostrzega wprawdzie kształty liter, ale sens tworzonych przez nie słów pozostaje dla niego w ukryciu:

Nie widzi świata tak samo, lecz każdym okiem inaczej —

I nie wie, który z tych światów jest rzeczywisty zaocznie [...]

Urwiska! — Nawoływania! — I znikąd żadnej pomocy! —

I powikłane od lęku, w mrok pierzchające ogrody! —

A w dłoniach nadmiar istnienia, a w oczach — okruchy nocy!

Tyle Leśmian w znakomitym wierszu Znikomek. Identycznie widzieli świat symboliści Młodej Polski: nadmiar istnienia, zbyt wielka obfitość i różnorodność przejawów życia, które przekształca się w chaos, gdyż człowiek nie potrafi nad tym wszystkim zapanować i nie ma pewności, czy świat „zaoczny” jest taki właśnie, jakim go przedstawiają zmysły. Czuje się jak daltonista w krainie kolorów.

Ale poeta jest przecież badaczem pisma natury. Toteż jeśli np. Kasprowicz kontempluje przyrodę tatrzańską, to nie tylko dla niej samej, ale przede wszystkim po to, by z niespodziewanego zestawienia próchniejącej limby i rozkwitającej róży odczytać tajemnicę życia i śmierci. Skoro bowiem świat wrażeń zmysłowych, świat rzeczy i zjawisk, jest jedynie murem broniącym człowiekowi przystępu do tego wszystkiego, co istotne, ważne i prawdziwe, to zadaniem poety jest ów mur obalić. I taki właśnie cel stawia sobie w balladzie Leśmiana (pt. Dziewczyna) dwunastu braci, którzy wiedzeni niejasnymi przeczuciami i znakami — postanawiają „zbadać ów mur od marzeń strony”.

To baśń. Ale tak skonstruowana, by człowiek współczesny mógł rozpoznać w niej siebie i sens swych wysiłków. A wysiłki dwunastu braci okazały się daremne: „Oddali swe ciała na ątrwon owemu snowi, co ich kusił. / I wszyscy w jednym zmarli dni'u i noc wieczystą mieli jedną”. A więc na docieczenie istotnego sensu rzeczywistości nie starcza nawet całego życia? Prawda znajduje się po jego drugiej stronie? — Po stronie śmierci? — Tak to tutaj wygląda... I przywodzi nam to na myśl pewne, zwłaszcza chrześcijańskie, poglądy religijne i filozoficzne, gdzie śmierć oznacza przejście ze świata doczesnej materii w doskonałą wieczność i daje możność bezpośredniego obcowania z wolną od ziemskich zniekształceń ideą. Pamiętajmy jednak, że mówimy tu o poezji. Kiedy Miriam określał zadania poezji jako ukazywanie „nieskończonej, wiekuistej, niezmiennej istoty rzeczy”, to bynajmniej nie namawiał poetów do przenoszenia się na tamten świat. Jak w przypadku większości koncepcji idealistycznych, chodziło mu tylko o przeciwstawienie niedoskonałej materii doskonałej sferze duchowej. Ale u Leśmiana — niczym u średniowiecznego chrześcijanina — całkiem dosłownie mowa o śmierci. I nie tylko tutaj. „Ten ci jest śmiercią ode mnie starszy” — mówi się w innej balladzie o zmarłym. „Starszy śmiercią”, czyli mądrzejszy o doświadczenie śmierci. A jakąż wiedzę daje śmierć? Co jest „poza murem”? — „Poza murem nic i nic. [...] Nic — tylko płacz i żal, i mrok, i nieświadomość, i zatrata”. „Nicość rozścierwiona od padołów aż do wyżyn”.

I ta śmierć nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami chrześcijańskimi. Niebo w poezji Leśmiana jest puste.

Nie chodzi tu jednak o chrześcijańskie porachunki z Bogiem. Chodzi o coś więcej. Jeżeli mianowicie w poezji tej jakakolwiek rzeczywistość idealna, duchowa czy abstrakcyjna, słowem — jakakolwiek rzeczywistość pozazmysłowa spotyka się z konkretem, to konkret zawsze wychodzi z takiego spotkania zwycięsko. Chociażby nawet był kaleki, niewydarzony, potworkowaty, to i tak zostaje uznany za ważniejszy i bardziej wartościowy. Idea jest tu zawsze czymś bliskim niebytu, jakimś „prawie-nic”. Przypomnijmy sobie wiersz o Urszuli Kochanowskiej: „[...] po śmierci w niebios przybyłam pustkowie” — czytamy już na samym początku. I okazuje się, że przedmiotem tęsknoty, krainą prawdziwych wartości jest dla bohaterki, która przecież ma możność bezpośredniego obcowania z najwyższą prawdą i tajemnicą wszechświata — ziemska doczesność. Niebo jest puste...

Przenosząc się z tego opustoszałego i zdegradowanego nieba na ziemię, stwierdzimy, że i tutaj poeta poczyna sobie zupełnie podobnie. W większości filozofii, które w ogóle brały pod uwagę istnienie duszy, była ona zawsze uznawana za coś nieskończenie doskonalszego od ciała, za coś, co ożywia ciało i stanowi najistotniejszy pierwiastek ludzki. Leśmian sądzi akurat odwrotnie. To ciało ożywia duszę i użycza jej sił. Posłuchajmy fragmentów rozmowy tych dwóch istot w wierszu Rozmowa z tomu Łąka:

„Niech mię tylko po oczach kłos uderzy smagły,

A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.

Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa Szumią, [...]

[...] brzmi w słońce zielony wrzask trawy!

Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy!

Porzuć swe zaświaty Dla wspólnych zabaw ze mną!” —

Tak ciało do duszy

Mówi, a dusza — nikła i płochliwa mara —

Słucha jego poszeptów i przez łzy się stara Kochać te same kwiaty...

Nie ma żadnych wątpliwości! — Byt duchowy zaledwie jest w stanie dorównać materii. Ażeby stać się czymkolwiek wartościowym, musi upodobnić się do niej i chociażby częściowo przeistoczyć w ciało. I podobnie rzecz się ma z „bezkresnymi widnokręgami nieskończonej istoty rzeczy”, które były przedmiotem dążeń symbolistów. Zdaniem Leśmiana ich „otchłanie bytu” są nieszczęśliwe, ułomne (bo u Leśmiana wszystko, nawet nicość, czuje i przeżywa tak jak człowiek!) i muszą „szukać parowu lub jaru, aby go dopasować do swego bezkresu i zamieszkać na chwilę” (zob. wiersz Otchłań z tomu Łąka).

Leśmian, jak łatwo już teraz stwierdzić, postępuje odwrotnie niż symboliści. Podejmuje wprawdzie podobne problemy, wychodzi od tych samych przesłanek, ale rozwiązuje je inaczej. SymboMsta wychodził bowiem od konkretu i zmierzał ku nieskończoności. Świat materialny otrzymywał sens od idei, która niejako usprawiedliwiała jego niedoskonały i niepełny byt. U Leśmiana—przeciwnie: to właśnie idea, chcąc uzyskać sens, a co więcej — chcąc naprawdę zaistnieć, musi, niczym owa „mgła dziewczęca” z Ballady bezludnej, zmaterializować się i wcielić w rzecz; w przeciwnym razie pozostanie jedynie „próżnym miejscem”.

I znów natrafiamy na próżnię... Poezja Leśmiana często ociera się o śmierć. A śmierć oznacza w niej próżnię i nicość. I jest bezsensowna, gdyż sensowne może być tylko coś, co i s th i e j e. Sensowny jest zatem świat widzialny i dotykalny:

Czemuż tak patrzysz w otchłanie bezczasu — [...]

[...] las pokochaj! Nic nie ma prócz lasu.

(Miłość stroskana z tomu Dziejba leśna)

Gdzież się w takim razie podziała tajemnica, o której była mowa na początku? Czyżby Leśmian proponował powrót do oczywistości?

Sądząc tak, zatrzymaliśmy się zaledwie na progu jego poezji. Pierwszym celem, który ona sobie stawia, jest nieustanna walka z otaczającą człowieka nicością; osaczanie jej przez wiecznie żywą i dającą życie materię, przez przyrodę. Walka z absurdem śmierci.

„Nic nie ma prócz lasu...” A zatem, żeby wkraść się w istotę bytu, trzeba udać się w głąb lasu. Wejść w rzecz, nie zaś wyjść poza nią. „Spoza lasu szumi las, spoza czasu szemrze czas” — pisze poeta. W codziennym życiu dostrzegamy jedynie ów pierwszy las, jedynie powierzchnię lasu. Poezja natomiast pragnie poznać to, co kryje się pod powierzchnią, „w środku” rzeczy. Poznać „lesistość” lasu. Stąd właśnie biorą się przecież tak znakomite neologizmy Leśmiana, jak np. w tym wierszu o Stodole:

Tyś topolom na drogę cień rzucać pozwolił,

Ale kto je tak bardzo w niebo roztopolił?    ,

Chodzi więc nie tylko o wygląd drzewa, o jego usytuowanie w pejzażu, lecz głównie o tajemniczą, biologiczną siłę, która sprawia, że ono rośnie, żyje, „drzewi się”; o tę samą życiodajną siłę, która tak niepokoiła filozofów końca ubiegłego stulecia, siłę przejawiającą się zarówno w najmniejszej komórce, jak i w kosmosie, łączącą ściśle człowieka z naturą i sprawiającą, że może się on czuć częścią wszechświata. Poeta, który poszukuje sensu świata i sensu istnienia, nie wychodzi więc poza naturę, ale przeciwnie:— stara się z nią całkowicie utożsamić, wyzbyć się „kształtu ludzkiego” i „upodobnić kwiatom i wszelkim trawom” tak, by nie można było „poznać, gdzie ludzie, gdzie maki” (cytaty z poematu Łąka). ,

Ową tajemniczą duszę wszechświata, wspólną ludziom, zwierzętom i roślinom, wyobraża sobie na podobieństwo ludowych, pogańskich duszków drzew, rzek i traw. A są one tak potężne, że nawet sam chrześcijański Bóg ulega ich czarowi (zob. wiersz Dąb z tomu Łąka). Za tym baśniowym ujęciem kryje się przekonanie Leśmiana, iż wyobraźnia ludowa przeczuła wiele wieków temu to, do czego znacznie później doszli uczeni filozofowie i przyrodnicy, mówiący o vis vitalis czy elan mtal.

Dlatego też zwraca się poeta do źródeł wyobraźni i twórczości ludowej, podejmując tym samym pierwotny wątek poezji romantycznej, który nie został jednak ani przez romantyków, ani przez neoromantycznych spadkobierców konsekwentnie rozwinięty.

I właśnie dzięki tym inspiracjom udaje mu się przezwyciężyć młodopolski symbolizm, czy też raczej wprowadzić go w stadium dojrzałe i zmienić jego jakość.

Wspomniane wcześniej dążenie do utożsamienia się z naturą oraz ów zwrot ku pierwotnym, ludowym źródłom poezji to tylko dwa aspekty tego samego: próby powrotu do pierwotności.

Już romantycy sądzili, że poezja „okresu dzieciństwa kultury”— poezja konkretna, nie znającą pojęć abstrakcyjnych, nie posługująca się nigdy ideą oderwaną od obrazu, związana bezpośrednio z życiem, będąca pieśnią obrzędową lub .pieśnią śpiewaną przy pracy — że poezja ta wynikała ze szczególnej sytuacji człowieka „pierwotnego”, który bezpośrednio, bez udziału rozumu, wyłącznie za pomocą intuicji czy też instynktu porozumiewał się ze światem — z przyrodą, której był cząstką; traktował samego siebie tak, jak traktował drzewa i zwierzęta, i na odwrót — zwierzętom i roślinom przypisywał cechy ludzkie (zob. wiersz Koń z tomu Łąka).

Dopiero rozwój cywilizacji sprawił, że człowiek zaczął tracić te zdolności; coraz bardziej rozum oddalał go od natury, aż wreszcie przestał ją rozumieć i „w kształt się ludzki rozżałobnił”. Stał się podobny do owej ułomnej duszy, która „przeszkadza wiedzieć, co świat znaczy” i każe zwracać wzrok w kierunku próżni rozpościerającej się poza wiecznie żywą naturą.

A więc ucieczka od cywilizacji w naturalistyczną sielankę? Ciągle ta sama, odwieczna tęsknota poetów za utraconymNZłotym Wiekiem? Zamiast pytać, zobaczmy lepiej, jak owa „sielanka” wygląda. Interesujący nas wiersz nosi tytuł Topielec. Oto jego fragmenty (podkr. moje — S. B.):

W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie [...]

Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.

Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,

Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie

Zwiedzić duchem naprzełaj zieleń, samą. w sobie [...J

[...] biegł wybrzeżami coraz innych światów,

Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,

Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,

W taką zamrocz paproci [...]

Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,

Cienisty jak bór w borze — topielec zieleni.

Jaki jest sens tej przygody? — Wędrowiec wykonał swój zamiar i „zwiedził zieleń samą w sobie”, wniknął w przyrodę tak bardzo, do tego stopnia się z nią utożsamił, że jest „jak bór w borze”. Stał się lasem. I przestał być człowiekiem. A więc umarł. Tyle że śmierć tym razem nie oznacza już „próżni”. Jest tylko odczłowieczeniem. Ale tak czy inaczej jest to śmierć. A znaczy to, że powrót człowieka do natury i do pierwotności nie jest możliwy. 

Leśmian napotyka więc to, przed czym cały czas uciekał. W całej jego poezji groza i absurd nicości walczy z życiem, natura z duszą. I wszystkie te elementy ciągle się ze sobą przeplatają, a nieraz sąsiadują tak blisko, że nie sposób ich rozdzielić.

Co wtedy pozostaje? — Pozostaje poezja, której zadaniem j odstawowym jest, przynajmniej częściowo (posłużmy się tu zwrotom autora), „roznicestwić” nicość. I odnaleźć zasadzki, jakie czyhają na człowieka. Poeta pisze bowiem nieraz o śmierci — właśnie wtedy, gdy występuje w imieniu życia. Pisząc o śmierci, na moment ją unieszkodliwia, więzi w wierszu; postępuje niczym ów chłop z ludowej gadki, który zamknął śmierć w wierzbowej dziupli. A w poezji Leśmiana — poezji tak bardzo skądinąd poważnej — jest tyle znakomitego humoru i dowcipu, że nawet śmierć zamknięta w dziupli zapewne chichocze...

Podobne prace

Do góry