Ocena brak

Śmierć powstańca - Rozdziobią nas kruki, wrony...

Autor /Albinos Dodano /04.06.2013

Opowiadanie Stefana Żeromskiego Rozdziobią nas kruki, wrony... ukazało się w wydaniu książkowym w zbiorze pod takim samym tytułem w Krakowie w r. 1895. Miejsce wydania ma tu pewne znaczenie; Żeromski przebywał wówczas w Szwajcarii i książkę tę, zawierającą utwory niecenzuralne z punktu widzenia władzy carskiej, mógł wydać tylko poza obszarem rosyjskiego imperium, z tych samych powodów nie dał publikacji swego nazwiska, opatrzył ją pseudonimem: Maurycy Zych. Opowiadanie rysuje śmierć powstańca z roku 1863, który, schwytany przez ułanów carskich w czasie transportu broni, ginie przebity lancami.

Wymowa ideowa tego mistrzowskiego, do dziś niesłychanie żywo przemawiającego tekstu, wiąże się jednak nie tylko z powstańczą he-roiką. Do wszystkich swych utworów podejmujących problematykę walki narodowowyzwoleńczej Żeromski wprowadzał treści inne, społeczno-klasowej natury, treści rzucające ostre światło na polityczne okoliczności tej walki, na głębokie różnice dzielące klasy, odłamy czy grupy polskiego społeczeństwa. W ujęciu Samej sprawy powstania styczniowego przejawiało się to w sposobie rysowania tragedii.    V Otóż sprawą najboleśniejszą dla autora i tworzącą zarazem przesłankę tragicznego widzenia rzeczy była nie sama klęska powstańców, nosicieli idei wolności narodowej i społecznej. Sprawą najboleśniejszą była dla Żeromskiego niegotowość, niedojrzałość duchowa, nieświadomość polityczna znacznych odłamów społeczeństwa polskiego, do których idee powstańców po prostu nie przemówiły. A więc tych odłamów, które klęskę powstania przyjęły z ulgą bądź obojętnością, gotowe szybko do współpracy z^zaborcą, i to współpracy różnego rodzaju i na różnych argumentach opartej. Ta gotowość do współpracy z zcą, przejawiana w momencie klęski nosicieli wolności, gotowość zatem o jadowitej wymowie moralnej, była w oczach Żeromskiego zjawiskiem szczególnie dramatycznym, szczególnie bolesnym i nic może nie poruszała silniej jego pisarskiego sumienia niż potrzeba rachunku z ową skłonnością do zdrady, lokajstwa, oportunizmu, do duchowego niewolnictwa, które wyjaśnić chciał raczej nieświadomością, niedojrzałością czy głupotą — niż jakimś tam politycznym rozsądkiem, nie mówiąc już o złej woli.

W kilku tekstach Żeromskiego, w opowiadaniu wyżej przypomnianym, w Wiernej rzece, w Echach leśnych, powraca motyw o bardzo przykrej wymowie, motyw wrogości chłopów wobec powstańców. Chłopi właśnie — nie tylko oni zresztą, o czym będzie jeszcze mowa — objawiają ową nieświadomość duchową, niedojrzałość ideową, nakazującą im chwytać niedobitych powstańców, przyjmować za to od zaborcy medale, a także — jak w tekście Rozdziobią nas kruki, wrony... — obdzierać zabitych powstańców z resztek mienia. Zwróćmy uwagę na te sceny, bo pozwalają one zrozumieć, jak trudne, jak odpowiedzialne zadanie podejmuje tu pisarz, czy w ogóle literatura jako taka, skoro próbuje przypomnieć fakty tak bolesne, fakty budzące nasze najżywsze oburzenie, a jednak wprowadzone do tekstu, co więcej, odtworzone przez pisarza z całą literacką naocznością. Te sceny właśnie ucźyniły Żeromskiego pisarzem, który „rozrywa rany polskie, żeby się nie zabliźniły błoną podłości”. Są to słowa wypowiedziane przez Sułkowskiego, tytułową postać z dramatu pisarza. O jakie tu rany chodzi, o jaką „podłość”? Otóż Żeromski był przekonany, że obowiązek literatury polega na ujawnianiu sprzeczności i antagonizmów społeczeństwa polskiego i z tych sprzeczności wynikających przestępstw, grzechów i zdrad. Że obowiązkiem literatury jest czynić rachunek narodowego sumienia, a więc ujawniać i nazywać przeszłość (bo w danym wypadku chodzi o przeszłość) taką, jaka ona była, bez ukrywania spraw przykrych, gorzkich czy nawet hańbiących (jak hańbą były medale otrzymywane za pomoc w tłumieniu powstania). Przemilczanie tego, przechodzenie nad tym do porządku, tworzenie wersji upiększonej, przypudrowanej — nazwał pisarz wyjątkowo ostro „podłością”, sądził bowiem, że zakłamanie, czy chociażby milczenie jest równoznaczne z wyrzeczeniem się odpowiedzialności, jest równoznaczne z przyzwoleniem na zło, prowadzi więc — krótko mówiąc — do utraty moralnej godności. Miało to swoje specjalne znaczenie w okresie niewoli narodowej. W formule o ranach zabliźniających się błoną podłości kryje się sugestia duchowej wolności społeczeństwa, które szukać ma źródeł, przyczyn i sprawców swego stanu i które śmiałym obrachunkiem z własnymi błędami przezwyciężyć może stan wewnętrznego spętania.

Trzeba tu, rzecz jasna, dodać jeszcze jedno pytanie: w imię czego mianowicie dokonuję się obrachunku ze złem? Czemu służyć ma przypominanie spraw bolesnych i gorzkich? Jaką rolę pełni w naszym wypadku postać owego chłopa, który obdziera trupa powstańca z sukmany, zzuwa mu buty, zabiera nawet zbłocone onuce i po upływie godziny wraca, aby zabrać resztę zdobyczy. A potem „głęboko, prawdziwie z całej duszy wielbi Boga za to, że w bezgranicznym miłosierdziu swoim zesłał mu tyle żelastwa i rzemienia...” W gorzkiej, krwawej — jak mówiło się niegdyś — ironii pisarza, w akcie oskarżenia, kry je. się zarazem pierwiastek usprawiedliwienia: czy tylko sam sprawca winny jest swej zgrozę budzącej obojętności? Czy nieświadomość moralna, podsuwająca pisarzowi porównanie z szakalem, jest równoznaczna z winą? Nie ulega wątpliwości, że oskarżenie kieruje pisarz w istocie rzeczy w inną stronę, i kiedy pisze:

Tak bez wiedzy i woli, zemściwszy się za tylowieczne niewolnictwo, za szerzenie ciemnoty, za wyzysk, za hańbę i za cierpienie ludu, szedł ku domowi z odkrytą głową i z modlitwą na ustach [...] kiedy więc pisze te słowa, przypomina zarazem czytelnikowi, jakie są społeczne źródła haniebnego postępowania.

W opowiadaniu są jeszcze inne słowa. Zanim powstaniec zostanie schwytany i zamordowany przez ułanów, szepce on oskarżenia przeciwko komuś,,kto z klęski powstania czerpać będzie innie korzyści. Kto mianowicie klęskę tę uczyni argumentem w sporze ideowym i wywiedzie z niej teorię o bezsilności człowieka wobec jakichś wyższych konieczności czy przeznaczeń, w czym odczytać można ostry atak na lojalistów idących na współpracę z rządem zaborczym, którzy w klęsce znajdą argumenty dla rzekomej konieczności własnej hańby. Winrych, powstaniec, tak jeszcze mówi: „I pomyśleć, że to my taki sprawiliśmy postęp wyobrażeń, ponieważ przegraliśmy..,” Słowa te wypowiedziane są.w szczególnej sytuacji psychicznej. Kryje się w nich jednak niewątpliwie (Strzeżenie wobec pewnego stylu myślenia, jaki po klęsce powstania rzeczywiście się pojawił.

Inaczej mówiąc, atak krytyczny zawarty w opowiadaniu kieruje się przeciw ludziom i teoriom; ludziom korzystającym z klęski, i teoriom żywiącym się klęską jako argumentem nieodpartym. Sugestię końcową zawiera zdanie: „Zza świata szła noc, rozpacz i śmierć...”

Opowiadanie to kryje bez wątpienia kilka sugestii ideowych i sens jego daje się określić tylko poprzez operowanie sprzecznościami. Solidarności z powstaniem towarzyszy tu ostry atak na wszelkiego typu grabarzy idei powstańczej. Patetyczne uniesienie przełamane jest niejako przez gorzki, czy nawet jadowity liryzm przekory: autor z pewnego rodzaju upodobaniem wydobywa szczegóły ponure, czy nawet odrażające, „naturalistyczne” — jak się je nazywa; wzniosłość ideowa jest więc przysłonięta pozornym cynizmem obserwacji, jak gdyby opowiadał to wszystko człowiek znajdujący przewrotną przyjemność w delektowaniu się własnym bólem. Ale ton taki broni równocześnie autora przed zgorzkniałą obojętnością, daje tekstowi wewnętrzne życie, ruch liryczny, sprawy są niejako zbyt bolesne, aby o nich mówić wprost, maska szydercza czy gorzko-ironiczna może być rozumiana jako sposób umożliwiający w ogóle mówienie o wszystkim.

I ten splątany ton uczuciowy pozwala w inny sposób rozstrzygnąć, czy pisarz „miał prawo” przypominać czytelnikowi o następstwach klęski? Czy dobrą drogę wybrał, mówiąc o tym właśnie i w tak ostrej formie? I czy literatura na koniec ma o tym milczeć — czy mówić?

Podobne prace

Do góry