Ocena brak

„Śmiejmy się z głupich choć i przewielebnych” – żart, drwina, ironia w Monachomachii I. Krasickiego. Istota poematu heroikomicznego

Autor /emilcia Dodano /07.03.2011

Twórczość Ignacego Krasickiego to przede wszystkim walka z ciemnym, zabobonnym i konsumpcyjnie nastawionym do życia społeczeństwem, szczególnie zaś z krótkowzroczną szlachtą i zacofanym klerem. „Książę poetów”, sam będąc duchownym, znał życie klasztorne niejako od kulis i doskonale zdawał sobie sprawę z ułomności stanu, do którego należał.

Osiemnastowieczne zakony jawiły się jako ostoja obskurantyzmu i wstecznictwa, były absolutnym zaprzeczeniem postulatów i haseł, jakie stawiało oświecenie. W społeczeństwie, które miały tworzyć wykształcone, tolerancyjne i użyteczne stany, duchowieństwo stanowiło jakby wołom, zbiorowość, która, nie bacząc na zmieniające się czasy, nadal piła, jadła i popuszczała pasa”, nie zdając sobie sprawy, że taka postawa wyraźnie odbiega od modelu człowieka oświeconego.

Krasicki widząc rozkład moralny „wielebnych” nie wahał się im wytknąć w zdecydowany, choć żartobliwy sposób wad i przywar. W Monachomachii – utworze, który wywołał ogólne wzburzenie i skandalautor obalał mit pokornego, ubogiego, pogrążonego w modlitwie i kontemplacji zakonnika. Autor z humorystyczną bezwzględnością odsłaniał i kompromitował ujemne strony klasztornego życia.

Tematu poematu stał się spór dwóch zakonników żebraczych (dominikanów i karmelitów), zaś akcję tworzą najpierw „uczona” dyskusja, później ogólna bijatyka „braciszków”, zakończona radosnym pojednaniem przy kielichu wina. Treść, bardzo prosta i komiczna, miała być punktem wyjścia do przedstawienia rzeczywistego obrazu ówczesnego życia zakonnego. Krasicki już na samym wstępie stwierdził : nie wszystko złoto co się świeci z góry”. Zakony, ogólnie uważane za oazę skromności i medytacji, w rzeczywistości rywalizowały ze sobą w gromadzeniu dóbr. Pod płaszczykiem pobożności kryło się lenistwo, wygodnictwo i próżniacze życie mnichów. Bohaterowie Krasickiego – rycerze w habitach” uwikłani w „w wojnę okrutną bez broni, bez miecza” przedstawieni zostali jako zacofani, ospali pasożytujący na społeczeństwie. To osoby bez powołania zakonnego, powielające jedynie utraty stereotyp zakonnika. Zajęci gromadzeniem zapasów, od czasu do czasu próbują udowadniać swoją wiedzę i wykształcenie. „Uczona dysputa” pomiędzy karmelitami a dominikanami, wraz z całą śmieszną pompatycznością, cechami starożytnych wywodów i polemik, dowodzi jak tragicznie niski był poziom intelektualny duchowieństwa polskiego. Klasztorne biblioteki od lat święciły pustką, książki pokrywała coraz grubsza warstwa kurzu, braciszkowie zaś naiwnie wierzyli w swą scholastyczną wiedzę i szkolną mądrość. Nic więc dziwnego, że dyskusja bardzo szybko przerodziła się w bijatykę, podczas której okładano się kielichami, sandałami i książkami (oto, do czego wykorzystywano księgi).

Autor skompromitował także pijaństwo mnichów i ich skłonność do obżarstwa, które na dobre zadomowiły się w murach zakonów. Braciszkowie pili przy każdej okazji (posiłki, dyskusje, narady), zaś „szklenicę” traktowali jako pociechę, która „słodzi frasunki, uśmierza tęsknice”. Poeta sparafrazował Hymn do miłości ojczyzny. Oktawa „Wdzięczna miłości kochanej szklenice” jest dosadnym, ale i smutnym znakiem, w czym tak naprawdę mnisi znajdywali przyjemność i ukojenie („Byle cię można znaleźć, byle kupić / Nie żal skosztować, nie żal się i upić”). Ostatnia scena także dowodzi, z jaka chęcią zaglądano do kieliszka i jaką czcią obdarzano puchar pełen wina, który, wzniesiony o toaście, ostatecznie zakończył śmieszny spór mnichów.

Krasicki przedstawił w Monachomachii życie zakonne, takim jakie było w istocie, nie bał się ujawnienia prawdy, choć zdemaskował ją nie za pomocą nudnego moralizatorstwa, lecz wykorzystał wypróbowany chwyt – żart i ironię, które w oświeceniu były najlepszym orężem w walce z ciemnotą i zacofaniem. Także forma utworu – poemat heroikomiczny, ułatwiała przekazanie prawdy w możliwie bezbolesny sposób. Istotę tego gatunku jest śmiech wywołany sprzecznością między wzniosłą formę i stylem, a błahą, często komiczną i groteskową treścią. W Monachomachii, wzorem twórców starożytnego eposu bohaterskiego, autor opowiada historię wojny okrutnej”, która w rzeczywistości jest zwykłą bójką, i dzieje „rycerzy w habitach” będących zwykłymi próżniakami. Rozbieżność między formą a treścią śmieszy, bawi i służy pouczeniu. Krasicki posługując się subtelną bronią, jaka jest ironia i drwina, doskonale charakteryzuje bohaterów. Już samo nadanie dziwacznych imion (np. Hermenegildus od Siedmiu Boleści), czy zarysowanie sceny, gdy ojciec Hilary obudzić się raczył (...), pierwszy raz w życiu Jutrzenkę obaczył (...), wstał i widokiem swym ojców uraczył” sprawia, iż brać zakonna ukazana została w krzywym zwierciadle. Komizm wpływa ze sprzeczności między rzeczywistością przedstawioną w utworze, a naszym modelem tej rzeczywistości. Otóż mnich to człowiek, który winien mieć powołanie, być pobożny, skromny, wstrzemięźliwy i pracowity, a jego życie powinno być wypełnione medytacją. Obraz mnicha Monachomachii w niczym nie przypomina modelu takiego zakonnika, jest jego parodią. Zresztą Krasicki nie ograniczał się tylko do sparodiowania bohaterów. Już początkowy opis prowincjonalnej mieściny, w której rozgrywa się akcja, każe nam przypuszczać, iż tło wydarzeń zostało celowo pomniejszone, jakby specjalnie „przystosowane” do przedstawionych postaci. Zgodnie z założeniami gatunkowymi poematu heroikomicznego, brać zakonna z jednej strony została ukazana jako zbiorowy, heroiczny bohater (na wzór starożytnego rycerstwa), z drugiej zaś – pomniejszona do zabawnych i mało poważnych figurek.

Krasicki był mistrzem ironii, parodii i alegorii, za pomocą których szyfrował swą wypowiedź, gdy nie chciał, lub nie mógł mówić wprost. Nigdy nie nazwał mnichów głupcami, czy ospałymi leniami, wolał stwierdzić : „wielebne głupstwo”, „święta prostota”, „święte próżniaki”. Ale, paradoksalnie, takie przedstawienie wad sprzyja ostrzejszej, bardziej bezwzględnej krytyce. Krasicki w celu ukazania i wykpienia wad duchowieństwa posłużył się także dowcipem. Polegał on na tym, że zamiast herosów (jak można się było spodziewać po stylu i formie) pojawili się bohaterowie nieheroiczni, celowo pomniejszeni. Zawodziła wyraźna sprzeczność między elementami eposu rycerskiego, a ich przejaskrawionym odbiciem.

Wszystkie te zabiegi sprawiły, że utwór Krasickiego, pełen lekkości, humoru i łagodnej krytyki, łatwo trafiał do ludzkich umysłów. Zawarte w nim sentencje (np. „Trzeba się uczyć, upłynął wiek złoty”, czy „I śmiech niekiedy może być nauką, / Kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa”) nabrały ponadczasowego charakteru i na stałe weszły do potoczonego języka. Poeta po mistrzowsku osiągnął zamierzony cel : szybko zmieniające się sceny, postaci, dodawały Monachomachii dynamiki, przedstawieni bohaterowie wywoływali śmiech, skrzący się w każdej oktawie dowcip bawił, a całość utworu, oprócz czystej rozrywki, dostarczała pretekstu do głębszych przemyśleń.

 

Do góry