Ocena brak

Siłaczka

Autor /Oliwka Dodano /11.03.2011

Akcja toczy się w małym miasteczku, Obrzydłówku, oraz we wsi, w której pracowała Stanisława Bozowska, w końcu XIX w., na tere­nie zaboru rosyjskiego.

Doktor Paweł Obarecki oddaje się rozmyślaniom, które relacjonu­je narrator. Właśnie wrócił do domu po grze w winta (karty), którą regularnie odbywa wespół z miejscową „elitą”: księdzem, aptekarzem, naczelnikiem poczty i sędzią. Przed sześcioma laty osiadł w Obrzydłówku, żeby – zgodnie z głoszonymi ideałami – nieść pomoc medyczną najbiedniejszym, uczyć ich higieny. Zdając sobie sprawę z nędzy chłopów, planował upowszechnić również usługi całkowicie darmowe. Kupiwszy podręczną apteczkę, naraził się aptekarzowi i felczerowi, którzy bogacili się dzięki produkcji włas­nych „leków”. Te starania podejmował z zapałem, jednak wobec dotkliwych trudności szybko się zniechęcił. Po okolicy zaczęły krążyć plotki o jego związkach z duchami i marnym przygotowaniu do zawodu, wybijano mu szyby. Doktor Obarecki coraz bardziej słab­nie w zapale do pracy, aż w końcu poddaje się.

Nowy model egzystencji doktora oparty jest na kompromisie a nawet pozornej przyjaźni z aptekarzem i felczerem, zarabianiu pieniędzy i doskwierającej nudzie. Obarecki rezygnuje z ambicji zawodowych, ideałów społecznikowskich, przestaje mieć jakiekol­wiek potrzeby kulturalne (wstręt do czytania) i oddaje się nudzie. Dom prowadzi mu dwudziestoczteroletnia gospodyni.

Momentem przypomnienia sobie czasu studiów i entuzjazmu do pracy dla ludu jest nieoczekiwane spotkanie z dawną sympatią, Stanisławą Bozowską. Poproszony o pomoc, pojechał do odległej o trzy mile wsi, gdzie poważnie zachorowała nauczycielka. Rozpoznał w niej Stasię. Była w bardzo ciężkim stanie, chora na tyfus. Dzięki sołtysowi udało się znaleźć parobka, który za trzydzieści rubli, mimo śnieżnej zamieci, zgodził się przywieźć z Obrzydłówka chininę. Paweł dowiaduje się, że Stasia pracuje tu od trzech lat, orientuje się, że żyje ona w skrajnym ubóstwie (jest to oczywiście wynik jej wier­ności ideałom – darmowo uczyła biednych wieśniaków).

Oczekując na lek, doktor Obarecki rozmyśla w sąsiedniej dużej sali lekcyjnej o studenckich latach, swoich planach małżeńskich. Oboje byli biedni. Ona – siedemnastoletnia panienka z długim warkoczem – chciała po ukończeniu gimnazjum studiować, jak on, medycynę, ale wobec braku pieniędzy wyjechała, by podjąć pracę nauczycielki. Poznał ją osobiście w domu zaprzyjaźnionego z nim małżeństwa „społeczników” – młodych, biednych, rozumiejących potrzeby innych. Nie przyjęła jego oświadczyn, zrezygnowała z osobistego szczęścia w imię służby społeczeństwu.

Po sześciogodzinnym oczekiwaniu na parobka Paweł sam wyrusza po lek. Kiedy wraca, w południe, Stanisława nie żyje. Jego rozpacz nie może już niczego zmienić. Stolarz wykonuje na polecenie dokto­ra skromną trumnę z czterech nieheblowanych desek. Ze znalezionego listu Stasi do koleżanki, Heleny, doktor dowiaduje się, że nauczycielka napisała podręcznik Fizyka dla ludu i prosiła o przy­gotowanie go do druku (sama źle się czuła).

Chłopiec, który jeździł po lekarstwo, nie mógł dotrzeć do celu, ponieważ osłabł koń. Sam wrócił do wsi pieszo. Teraz przyszedł oddać książki pożyczone wcześniej od nauczycielki. Ten fakt dowodzi, jak ofiarnie pracowała – rozpaliła w wiejskiej młodzieży pragnienie wiedzy.

Rozpaczając po jej śmierci, Paweł wygłosił nad jej ciałem pochwal­ną mowę, pożegnał się z nią i z płaczem odjechał saniami. Przez jakiś czas doktor zmienił tryb życia, przestał grywać w winta, zaczął czy­tać Dantego, odprawił gospodynię. Obecnie ma się znakomicie: utył, pieniędzy worek uczciwy nazbijał (48).4 Satysfakcję przyniosło mu to, że miejscowa „śmietanka” (optymaci) dała się przekonać do palenia papierosów w niesklejanych gilzach (a więc zdrowszych). Utwór kończy się ironicznym komentarzem narratora: Nareszcie!... (48), podkreślającym wielkie „osiągnięcie” doktora.

 

 

Podobne prace

Do góry