Ocena brak

Søren Kierkegaard (1813 - 1855) - Antropologia

Autor /BenTen Dodano /14.07.2011

Przedmiotem zainteresowań Kierkegaarda był człowiek. Konstruowana przez niego filozofia zajmowała się głównie  życiem, które interpretował moralnie i religijnie. Uważał, że życie to ciągły stan niepokoju i lęku. W jego rozważaniach nie odnajdujemy prób rozwiązania problemów filozoficznych;  przeciwnie, w swojej „filozofii  życia” tylko stawiał problemy.    

Człowiek istnieje w skończonym czasie. Nie można go zdefiniować, bo jest istotą ciągle zmieniającą się, ciągle inną i nieskończoną. Jest tak, bo myślą obejmuje się analizowany przedmiot wstecz, a  życie jest ciągłym „dodawaniem do tego wstecz”. Ponadto filozofia egzystencjalna musi rewaloryzować subiektywność, nie  życie w ogóle, nie życie człowieka w ogóle, ale życie tego oto konkretnego człowieka.  Chcąc dotrzeć do człowieka konkretnego, do jego subiektywności Kierkegaard rozróżnił dwie prawdy: obiektywną i subiektywną. Prawdę obiektywną stanowią sądy logiczne, naukowe, powszechnie uznane, intersubiektywne. Prawdą subiektywną jest zaś to, co charakteryzuje osobę, jej ideały religijne, moralne, które są przeżywane z wielką pasją, żarliwością.    

Kierkegaard w swoich pracach koncentrował się na ukazaniu tej drugiej prawdy. Stosował zatem „majeutyczny" styl, który miał być stylem „budującym”, czyli takim, który u czytelnika wywoływałby budującą reakcję. Przekazywane teksty powinny powodować subiektywne ustosunkowanie się czytelnika, powinny być internalizowane i subiektywnie przetwarzane w czyn. Dlatego prawda subiektywna nie wymaga dowodzenia, obiektywnego wnioskowania. „Budujący myśliciel - pisze K. Toeplitz - nie może więc stawiać sobie za cel udowadniania obiektywnej prawdziwości etyczno-religijnego  światopoglądu, to byłaby samosprzeczność”. Wiara nie jest problemem nauki, jest indywidualnym wyborem.     

Odkrywając prawdę subiektywną, Kierkegaard koncentrował się głównie na  życiu człowieka, a życie to było dla niego tylko moralne i religijne. Cechą ludzkiego istnienia jest czasowość, skończoność. Człowiek stale się rozwija, jest „stawaniem się”, dlatego nie można go ująć w jakąś formułę. Myśli się wstecz, ale żyje się wprzód. Można rzec o sobie, jakim się było, ale nie można powiedzieć, jakim się będzie.   

Na  tę czasowość, skończoność istnienia człowiek patrzy z punktu widzenia wieczności. Ten fakt jest podstawą i przyczyną tworzenia się stanu cierpienia. Człowiek nie może uwolnić się od konfliktu zachodzącego między zmiennym istnieniem a niezmiennym bytem, przemijaniem a wiecznością, między człowiekiem a Bogiem. Byt boski musi wydawać się irracjonalny, musi być paradoksem. Paradoks ten jest skutkiem słabości ludzkiego rozumu.     

Człowiek pragnie przekroczyć swój przemijalny byt, chce przekształcić się w byt boski, chce być wieczny. W tym dążeniu tworzy religię; jest ona mu więc niezbędna. Ale religia niesie z sobą zwątpienie. Każde zbliżenie się do Boga poniża człowieka, wywołuje tylko „lęk i drżenie”. Kierkegaard wyróżnił dwie religie: „A” i „B”. Religia „A” ukazuje się jako dalsze tło egzystencji; ukazuje wieczność, która jednak przeraża człowieka, ale jest mu dostępna, nie wymaga zerwania z doczesnością. Religia „B” wprowadza nieskończoność Boga w skończoność  życia człowieka. Taką religią jest chrześciajństwo. Jej naturalnym stosunkiem jest lęk i groza. „Siedzę w swoim cichym pokoju - pisał - i znam jedno tylko niebezpieczeństwo: religię”.     

Człowiek dążąc do nieskończoności, broni swego skończonego istnienia. Broniąc się poddaje się przypadkowości, przyjmuje postawę wiecznie nieudolnego do wykonania czegokolwiek. Zajmując się życiem codziennym, nie pamięta o wieczności.     

Ta dwoistość człowieka wyraża się również w tym, że pragnie on poznać siebie, ale zarazem przed sobą ucieka. Według Kierkegaarda człowiek może stworzyć swą egzystencję estetyczną, etyczną bądź religijną. Człowiekiem estetycznym jest ten, kto ukazuje swe  życie w pragnieniu, np. muzyka Mozarta, we wspomnieniach o doskonałości  życia; poszukuje zadowolenia tu i teraz, takim działaniem podkreśla własną skończoność.   

Człowiek etyczny brzydzi się życiem poetycznego indywiduum konstruowanym na „lotnych piaskach namiętności”. Prowadzi  życie uporządkowane, według jakiejś idei przewodniej. Ale to uporządkowanie etyczne  życia nie jest czymś autentycznym, jest raczej zasłonięciem, ucieczką przed tajemnicą. Jest tak, bo  życie według określonych ideałów nie jest autentycze, nie jest konkretne, nie wyraża rzeczywistej osobowości; bo w realnym, konkretnym  życiu nie można osiągnąć zgodności tego, co zewnętrzne, z tym, co wewnętrzne.     

Człowiek religijny usiłuje zrealizować zbawienny wpływ wiary. Nie jest ona bowiem stanem, nie można jej opisać, wiarę trzeba przeżyć i to czyni człowiek religijny. Wiara jest ponadto wtargnięciem nieskończoności w czas, w jego spełnianie się. I to powoduje, że człowiek religijny nie może spełnić siebie. Jest on zrozpaczony, że nie jest  świadomy swojej osobowości;  że nie chce być sobą. Człowiek przeżywa rozpacz wtedy, kiedy wie, że powinien być sobą w obliczu wieczności, lecz we własnej słabości nie ma nadziei,  że zrealizuje swoją osobowość. Człowiek religijny jest kimś zbuntowanym, jest tym, który stwarza z siebie wolną powszechność. Jest to wieczny „stoicyzm” w dwóch formach:  

1) aktywnej, czyli człowieka działającego, człowieka etycznego, który afirmuje wieczne własne ja;    

2) biernej,  czyli  człowieka, który wypełnia siebie nędzą ludzkiej doli, perwersyjnym szaleństwem.   

Człowiek taki nie tylko pielęgnuje w sobie pierwiastek demoniczny, ale ma nadzieję, że demona tego rzuci Bogu w twarz, ukazując mu swój bunt wobec jego nieskończoności. Stoi on zatem ciągle przed egzystencjalnym wyborem: albo poddać się transcendencji, albo rozproszyć się w nicości.    

Podobne prace

Do góry