Ocena brak

Rzym występuje na widownię dziejów

Autor /mambo Dodano /11.03.2011

Czytelnik mógł zauważyć ogólne podobieństwo w dziejach tych wszystkich cywilizacji, chociaż rozdzielały je góry na północno-zachodniej granicy Indii i jeszcze większe w Azji  środkowej. Najpierw przez tysiące lat kultura heliolityczna rozszerzała się na wszystkie ciepłe i żyzne doliny wielkich rzek starego świata i stworzyła własny system świątyń i władców-kapłanów, otoczonych tradycją ofiarników. Pierwszymi jej twórcami były wszędzie te ludy ciemnowłose, o których mówiliśmy jako o centralnej rasie ludzkości. Potem przyszli nomadowie z okolic sezonowych pastwisk i sezonowych wędrówek i wnieśli swe własne znamiona do pierwotnej cywilizacji, a nierzadko narzucali jej swój język.

Ujarzmili ją i jednocześnie pobudzali do dalszego rozwoju i sami otrzymywali podnietę do tworzenia nowych rzeczy, wszędzie innych. W Mezopotamii taki ferment wnieśli Elamici, następnie Semici, a w końcu nordyccy Medowie, Persowie, Grecy; na obszarze egejskim Grecy; w Indiach Ariowie; w Egipcie wąski strumyk zdobywców wpadł do silniej nasyconej, teokratycznej cywilizacji; Chiny podbili Hunowie, po czym zostali wchłonięci i z kolei pobici przez nowych Hunów, Chiny uległy mongolizacji, podobnie jak Grecja i północne Indie arianizacji, Mezopotamia zaś semityzacji i arianizacji. Wszędzie nomadowie czynili spustoszenia, lecz jednocześnie wnosili swego ducha wolnej myśli i moralnego odrodzenia. Oni to poddawali w wątpliwość wierzenia z niepamiętnych czasów.

Wnosili  światło dzienne do mrocznych  świątyń. Ustanowili królów, którzy nie byli ani kapłanami, ani bogami, lecz jedynie władcami wśród swych dowódców i towarzyszów broni. W czasach następujących po VI w. przed Chr. spotykamy wszędzie jedno zjawisko: dawne tradycje upadają, a rodzi się nowy duch moralnych i intelektualnych poszukiwań, duch, który już nigdy odtąd nie gaśnie zupełnie w wielkim, postępowym ruchu ludzkości. Rządząca i  żyjąca w dobrobycie mniejszość wszędzie umie czytać i pisać, albowiem sztuki te przestały już być tajemnicą zazdrośnie strzeżoną przez kapłanów. Praca wzmaga się, a jednocześnie komunikacja dzięki koniom i wygodnym drogom staje się  łatwiejsza. Pieniądze metalowe przyczyniają się do ułatwienia handlu. Przenieśmy się teraz od Chin, położonych na najdalszym wschodzie starego  świata, do zachodniej połaci Morza  Śródziemnego. Tu spotkamy się z narodzinami miasta, które miało odegrać w istocie wybitną rolę w dziejach ludzkich, miasta Rzymu.

Dotychczas bardzo niewiele mówiliśmy o Italii w naszej historii. Przed r. 1000 przed Chr. był to kraj górzysty i lesisty, z rzadka tylko zaludniony. Plemiona mówiące po aryjsku wtargnęły na ten półwysep i założyły małe osady i miasta, gdy tymczasem południowe kończyny zajęły kolonie greckie. Szlachetne ruiny Paestum zachowały po dziś dzień coś z godności i wspaniałości wczesnych greckich osiedli.

Niearyjski lud, Etruskowie, prawdopodobnie pokrewny ludom egejskim, osiedlił się w  środkowej części półwyspu. Przełamali oni prawa zwykłego procesu, ujarzmiając rozmaite plemiona aryjskie. Kiedy Rzym występuje na światło dziejów, jest wówczas małym miastem handlowym nad Tybrem, którego ludność mówi po  łacinie, a słucha rozkazów królów etruskich. Stare chronologie podają jako datę założenia Rzymu rok 753 przed Chr., o pół wieku później od założenia wielkiego fenickiego miasta Kartaginy, a w 23 lata po pierwszej olimpiadzie. Wszelako na forum rzymskim  odkryto groby etruskie znacznie wyprzedzające ów rok 753. W tym cudownym VI w. przed Chr. królów etruskich z Rzymu wygnano (510 przed Chr.) i Rzym stał się arystokratyczną rzeczpospolitą z panującą klasą „patrycjuszów” i pospólstwem, zwanym „plebejuszami”.

Ta  łacińska rzeczpospolita podobna była do wielu greckich arystokratycznych republik. Przez kilka wieków wewnętrzne dzieje Rzymu były historią długiej i zaciętej walki plebejuszów o wolność i udział w rządach. Nietrudno znaleźć greckie paralele tego konfliktu, który Grecy nazwaliby walką arystokracji z demokracją. Ostatecznie plebejusze przełamali opór starych rodów i ustanowili powszechną równość. Obalili dawną wyłączność i umożliwili przyjęcie do obywatelstwa rzymskiego coraz większej liczby obcych. Równocześnie bowiem z tą walką wewnętrzną Rzym rozszerzał swą potęgę na zewnątrz.

Ekspansja rzymska datuje się od V w. przed Chr. Do tego czasu prowadzili Rzymianie wojny z Etruskami, i to bez powodzenia. W niewielkiej odległości od Rzymu znajdowała się etruska twierdza Weje, której Rzymianie nie mogli zdobyć. Atoli w r. 474 przed Chr. spotkała Etrusków wielka klęska. Flota ich została zniszczona przez Greków z Syrakuz na Sycylii. W tym samym czasie zalała ich fala najeźdźców z północy, nordyckich Gallów. Naciskani z dwóch stron, przez Gallów i Rzymian, Etruskowie upadli i znikli z historii. Weje zajęli Rzymianie. Gallowie przedarli się do Rzymu i zburzyli miasto (390 przed Chr.), lecz nie mogli zdobyć Kapitelu. Napad nocny zdradziło gęganie gęsi i w końcu najeźdźcy, przyjąwszy okup, wrócili do północnej Italii. Najazd Gallów wzmocnił raczej, niż osłabił Rzym. Rzymianie zwyciężyli i zasymilowali Etrusków, władzę swą rozszerzyli na całą  środkową Italię od Arno do Neapolu.

Podbój Italii przez Rzymian odbywał się współcześnie ze wzrostem potęgi Filipa w Macedonii i w Grecji i z druzgocącym najazdem Aleksandra na Egipt i Indie. Z rozkładem imperium Aleksandra Rzymianie nabrali znaczenia dla cywilizowanego Wschodu. Na północnych rubieżach państwa rzymskiego czuwali Gallowie; na południu rozciągały się kolonie greckie, tak zwana Wielka Grecja, a więc Sycylia i cała stopa italskiego buta. Gallowie byli narodem zuchwałym i wojowniczym. Rzymianie zabezpieczali się od nich linią fortów i miejsc obronnych. Greckie miasta na południu z Tarentem i Syrakuzami na czele nie były dla Rzymian straszne, owszem, one same obawiały się rosnącej potęgi Rzymian i oglądały się za jakimś sojusznikiem i obrońcą. Mówiliśmy już o tym, jak państwo Aleksandra rozpadło się i zostało podzielone między jego generałów i towarzyszy.

Wśród tych awanturników znajdował się krewniak Aleksandra, nazwiskiem Pyrrus, który osiadł w Epirze; Epir, oddzielony Adriatykiem, leży na wprost pięty Italii. Ambicją jego było odegrać w Wielkiej Grecji rolę Filipa Macedońskiego i stać się protektorem Tarentu, Syrakuz i reszty tej części  świata. Posiadał on, jak na ówczesne stosunki, prawdziwie „nowoczesną” armię; miał piechotę sformowaną w falangi, konnicę z Tesalii — która była równie dobra, jak macedońska kawaleria — i dwadzieścia słoni wojennych. Pyrrus wtargnął do Italii i stoczył z Rzymianami dwie zwycięskie bitwy, pod Herakleją (280 przed Chr.) i Auskulum (279 przed Chr.), a wyparłszy ich na północ, całą swą uwagę skierował na podbój Sycylii.

To jednak uzbroiło przeciw niemu wroga groźniejszego od ówczesnych Rzymian, mianowicie fenickie handlowe miasto Kartaginę, która była wtedy, jak się zdaje, największym miastem na świecie. Sycylia leżała zbyt blisko Kartaginy, aby Fenicjanie mogli spokojnie patrzeć na nowego Aleksandra, tym bardziej,  że Kartagina pamiętała, jaki los spotkał sto lat temu Tyr, jej miasto macierzyste.

Kartagina wysłała flotę celem ośmielenia lub zmuszenia Rzymu do podjęcia dalszej walki, a sama ze swej strony odcięła Pyrrusowi wszelką komunikację morską. Pyrrus, ponownie zaatakowany przez Rzymian, poniósł dotkliwą klęskę pod Benewentem, między Neapolem a Rzymem. Niespodzianie nadeszły z Epiru wieści, które zmusiły go do powrotu. Gallowie posuwali się ku południowi. Tym razem ominęli Italię; granica rzymska, strzeżona pilnie i obwarowana, wydawała się im zbyt groźną. Ruszyli tedy przez Ilirię (dzisiejsza Serbia i Albania) i wtargnęli do Macedonii i Epiru. Odparty przez Rzymian, zagrożony na morzu ze strony Kartagińczyków, mając jeszcze Gallów w własnym kraju, Pyrrus porzucił marzenia o podbojach i wrócił do domu (275 przed Chr.); potęga rzymska sięgnęła aż do Cieśniny Messyńskiej.

Po sycylijskiej stronie cieśniny leżało greckie miasto Messyna, które teraz wpadło w ręce bandy piratów. Kartagińczycy, którzy byli właściwymi panami na Sycylii i sojusznikami Syrakuz, wyparli piratów (270 przed Chr.) i zostawili w mieście własną załogę. Piraci wezwali pomocy Rzymu, który przychylił się do ich prośby. I oto poprzez Cieśninę Messyńską patrzyli na siebie dwaj nieprzyjaciele: wielka potęga morska, Kartagina, i ten nowy lud zdobywczy, Rzymianie.

Podobne prace

Do góry