Ocena brak

RZYM NAJPOTĘŻNIEJSZYM MOCARSTWEM W BASENIE MORZA ŚRÓDZIEMNEGO (275 r. p.n.e. -146 r. p.n.e.)

Autor /Xena Dodano /28.04.2013

Stosunki polityczne

Zdobywszy sobie mocarstwowe stanowisko w basenie Morza Śródziemnego, musiał Rzym zainteresować się kwestią wschodnią. Nie chciał on dopuścić do wzmocnienia się jakiegokolwiek państwa hellenistycznego i do zachwiania równowagi sił. Groźba ta stanęła przed Rzymem w ostatnich latach wieku III p.n.e., kiedy Filip V Macedoński, stojący już od lat dwudziestu na czele Związku Helleńskiego, zawarł przymierze z Antiochem III Syryjskim, by podzielić się z nim egipskimi posiadłościami państwa Lagidów, podupadającego po śmierci Ptolemeusza IV Filopatora. Wobec .opanowania przez Filipa V miast greckich nad Bosforem, wysp Samos i Chios oraz Karii i Cykladów zjawili się w Rzymie posłowie zagrożonego państwa Pergamon w Małej Azji oraz posłowie wyspy Rodos z prośbą o interwencję. Senat rzymski, mimo że wojna była niepopularna, postanowił ingerować. W ten sposób doszło do drugiej wojny macedońskiej, w której koalicja antymacedońska złożona z Rzymian, Związku Etolskiego, Związku Achajskiego, Pergamonu i Rodos odniosła zwycięstwo. Konsul Tytus Kwinkcjusz Flamininus, pierwszy rzymski filhellen, po zwycięstwie odniesionym nad wojskami Filipa pod Kynoskefalaj w r. 197 p.n.e., proklamował uroczyście na igrzyskach istmijskich wolność miast greckich. Rzymianie nie anektowali żadnych terytoriów. Filipa Macedońskiego zmuszono do zrzeczenia się wszystkich zdobyczy, zmniejszenia armii do pięciu tysięcy ludzi, a floty do sześciu okrętów oraz do spłaty odszkodowań wojennych.

Również i prowadzona niedługo potem wojna z Antiochem III Syryjskim została podjęta nie w celu osiągnięcia zdobyczy terytorialnych: miała jedynie zapobiec utworzeniu się zbyt silnego państwa na wschodzie. Po wyparciu Antiocha z Grecji (dokąd przybył na wezwanie Związku Etolskiego niezadowolonego z Rzymian) doszło na terenie Małej Azji do rozstrzygającej rozprawy pod Magnezją, zakończonej zwycięstwem Rzymian i podpisaniem w r. 188 p.n.e. pokoju w Apamei. Antioch musiał zredukować swą flotę do dziesięciu statków, wydać słonie bojowe i zapłacić odszkodowanie wojenne. Terytoria zdobyte na Syrii przypadły sojusznikom rzymskim, królowi pergameńskiemu Eumenesowi oraz republice rodyjskiej. Tocząc wojny z Filipem i Antiochem, walczyli jednocześnie Rzymianie w pierwszym dziesięcioleciu wieku II (201-191 p.n.e.) z Galiami i Ligu-rami w pomocnej Italii. Podczas tych dziesięcioletnich walk wytępiono w zupełności gallickie plemię Bojów, a cała równina nadpadańska, zwłaszcza zaś jej część południowa uległa szybkiej romanizacji pod wpływem kolonistów osadzonych w dawnej Kremonie i Placencji oraz w nowych koloniach, jak Pisaurum i Parma.

W dwadzieścia sześć lat po drugiej wojnie macedońskiej doszło do trzeciej wojny macedońskiej, wywołanej obawą Rzymian przed potęgą macedońską, która odradzała się pod panowaniem syna Filipa, Perseusza. Rzymianie, popierający na terenie Grecji warstwy arystokratyczne, mimo obłudnie głoszonych haseł filhelleńskich nie mieli sympatii w szerokich masach ludowych. Poczęły one lgnąć do nowego króla macedońskiego, który prowadził świetną propagandę antyrzymską. Wojna, początkowo pomyślna dla Perseusza, skończyła się klęską zadaną mu przez konsula Emiliusza Paulusa w bitwie pod Pydną, w r. 168 p.n.e. Królestwo macedońskie rozpadło się na cztery republiki zobowiązane do płacenia Rzymowi daniny.

W pierwszej połowie wieku II p.n.e.Rzym nie dążył bezpośrednio do zdobyczy terytorialnych na wschodzie, jednak około połowy stulecia polityka senatu uległa zmianie. Kiedy niejaki Andriskos, podający się za Filipa syna Perseusza, wyruszywszy z Traćji, gdzie stale przybywał, wkroczył na teren Macedonii a następnie Tesalii, Rzymianie pobiwszy go przyłączyli Macedonię do Rzymu, tworząc na jej terenie nową prowincję (148 p.n.e.); podobnie w dwa lata później, pobiwszy Związek Achajski i zburzywszy Korym, utworzyli na terenie Grecji prowincję Achaję (146 p.n.e.). W tym samym roku zburzył Kartaginę po tzw. trzeciej wojnie punickiej Publiusz Korneliusz Scypion Emilianus, syn zwycięzcy spod Pydny, Emiliusza Paulusa, adoptowany przez Scypiona, syna zwycięzcy spod Zamy. Trzecia wojna punicka, podobnie jak wojna ze Związkiem Achajskim, miała wyraźnie charakter zaborczy, chociaż bowiem Kartagina zaczęła podnosić się gospodarczo, po drugiej wojnie punickiej nie przedstawiała już żadnego niebezpieczeństwa dla Rzymu, dopełniała także lojalnie wszystkich postanowień traktatowych. Największym przeciwnikiem Kartaginy był w Rzymie Marek Porcjusz Katon, związany z warstwą bogatych kupców, których niepokoił rozkwit gospodarczy państwa kartagińskiego. Po doszczętnym spaleniu miasta i zrównaniu go z ziemią sprzedano mieszkańców w niewolę, a ze znacznej części terytorium kartagińskiego utworzono nową prowincję, Afrykę.

W trzynaście lat później zdobywca Kartaginy zakończył walki z buntującymi się ustawicznie plemionami iberyjskimi w Hiszpanii, zdobywając w r. 133 p.n.e. ośrodek powstania, Numancję. W tym samym roku rozszerzył się też stan posiadania Rzymu na wschodzie, gdzie zorganizowano prowincję „Azję" na obszarze państwa pergameńskiego, które zostało zapisane Rzymianom w testamencie przez Attalosa III, ostatniego króla Pergamonu.

Prowincje Rzymu

W następstwie wojen o charakterze zdobywczym, które trwały około trzydziestu lat, stał się Rzym jedynym mocarstwem w basenie Morza Śródziemnego. Na nowo zdobytych terenach, traktowanych jako własność ludu rzymskiego (praedia populi Romani), zorganizowano w tym czasie osiem prowincji: Sycylię, Sardynię, Hiszpanię Bliższą i Dalszą, Macedonię, Achaję, Afrykę i Azję. Przy tworzeniu czterech pierwszych prowincji, tj. Sycylii, Sardynii i obu Hiszpanii, stawiano na ich czele nowo kreowanych w tym celu pretorów. Wszyscy oni byli wybierani na rok przez zgromadzenie centurialne. W r. 197 p.n.e. zorganizowano dwie nowe prowincje hiszpańskie i wtedy liczba pretorów wzrosła do sześciu. Dwóch z nich, to znaczy praetor urbanus, sprawujący naczelną władzę sądowniczą, oraz praetor peregrinus, sądzący sprawy sporne między cudzoziemcami a obywatelami rzymskimi, pozostawało w Rzymie. Czterej inni pretorowie stali na czele prowincyj. Kiedy w wieku II p.n.e. zorganizowano cztery nowe prowincje, nie powiększono już liczby pretorów, lecz zarząd nad nimi powierzano byłym konsulom lub byłym pretorom, czasami także specjalnym namiestnikom o władzy konsularnej, z tytułem prokonsulów, lubteżpropretorom owładzypretorskiej. Niekiedy też przedłużano okres urzędowania pretora na prowincji (tzw. prorogalio imperii). Najwyższa władza wojskowa i sądownicza, od której nie było odwołania, spoczywała w rękach namiestnika, który miał do pomocy kwestora, legatów oraz specjalną świtę zwaną cohors praetoria, rekrutującą się przeważnie z jego krewnych lub znajomych. Każdy pretor, obejmując swe stanowisko, ogłaszał edykt dla prowincji (edictum provinciale), w którym ustalał zasady prawne obowiązujące w czasie jego urzędowania. Miasta wchodzące w skład prowincji były pod względem prawnym zróżnicowane. Większość stanowiły tzw. ciińtates stipendiariae, które miały samorząd lokalny i obowiązane były do płacenia podatku bezpośredniego (stipendium tributum) albo w naturze w postaci dziesięciny od urodzajów (decuma), jak to było na Sycylii, albo w pieniądzach, jak np. w Macedonii; ponadto płacono podatki pośrednie. W lepszej sytuacji znajdowały się nieliczne ciiritates liberae et immunes, zwolnione od podatków, jak Panormos na Sycylii czy Utyka w Afryce. Istniały też cmtatesfoederatae, jak np. Messyna na Sycylii, wolne od podatków, a jako sprzymierzone z Rzymem obowiązane do dostarczania kontyngentu piechoty lub floty. Ludność prowincji, traktowana w zasadzie jako poddani (dediticii), narażona była już dość wcześnie na bezwzględny wyzysk ze strony zdobywców. Musiała nie tylko utrzymywać namiestnika i jego świtę oraz wojska stojące w danej prowincji, lecz często była wydana na pełną samowolę pretorów i prokonsulów; zarząd prowincji stanowił dla nich poważne źródło zarobku, ponadto dopuszczali się niesłychanych zdzierstw, dlatego też na mocy lex Calpumia w r. 149 ustanowiono w Rzymie specjalne trybunały senatorskie dla spraw de repelundis (o zdzierstwa). Do sądów tych mogli zwracać się pokrzywdzeni mieszkańcy prowincji ze skargami przeciw byłym namiestnikom.

Jeszcze większą kieską dla prowincji był sposób ściągania podatków, zapożyczony przez Rzymian od państw hellenistycznych. Ponieważ administracja prowincji spoczywała w rękach małej grupy urzędników, nie można było obarczać ich bezpośrednim ściąganiem podatków. Wydzierżawiano je więc w Rzymie osobom prywatnym, które z góry wpłacały do skarbu państwa ustaloną sumę, a później ściągały ją z mieszkańców prowincji, stosując najskrajniejszy wyzysk, a niejednokrotnie i gwałt. Owi osławieni publicani, którzy łączyli się w związki zwane societates, rekrutowali się przeważnie z nowo tworzącej się warstwy arystokracji finansowej, ekwitów.

Ogólny wzrost bogactwa w Rzymie

Następstwem zdobywczych wojen, których celem było opanowanie obcych terytoriów oraz uzyskanie nowych mas niewolniczych, było niebywałe wzbogacenie się zarówno całego państwa rzymskiego, jak i poszczególnych warstw społeczeństwa, w którym coraz bardziej zaczęły uwydatniać się różnice majątkowe. Daniny ściągane z prowincji były tylko jednym z niewielu źródeł dochodu państwa rzymskiego. Zdobywając nowe kraje, konfiskował Rzym nie tylko część terytorium, włączając je do ager publicus, jak to miało miejsce po opanowaniu Koryntu i Kartaginy, ale przejmował również wszystkie domeny poprzednich władców, ich pastwiska, lasy, kopalnie złota i srebra, saliny i kamieniołomy. Olbrzymie kontrybucje nałożone na Kartaginę, Filipa Macedońskiego czy Antiocha III oraz ogromne sumy uzyskiwane ze sprzedaży niewolników i zdobyczy wojennych sprawiły, że w połowie wieku II p.n.e. stał się Rzym również pierwszą potęgą finansową w basenie Morza Śródziemnego. Historycy rzymscy podają, że już inaczej święcono triumf z racji zwycięstwa nad Tarentem w r. 272 p.n.e. niż obchody triumfalne po zwycięstwach nad Samnitami czy Wolskami. Dawniej prowadzono jedynie bydło zdobyczne, ciągniono wozy i niesiono broń, obecnie oprócz tego wszystkiego niesiono obrazy, posągi, złoto. Triumf nad Tarentem był jednak niczym w porównaniu z triumfem Tytusa Flaminina, który zdobył 3713 funtów złota i 43270 funtów srebra, niesionych potem w pochodzie tak barwnie opisanym przez Plutarcha.

Bogactwo Rzymu powiększało się kosztem niszczenia i rabunku całych miast, jak na to wskazuje los Syrakuz w drugiej wojnie puniekiej, Ambrakii oraz Koryntu w r. 146 p.n.e. Niemal planowa była grabież całych krajów, jak to miało miejsce w Małej Azji podczas wypraw przeciw Galatom, kiedy wojsko rzymskie tak było obładowane zdobyczą, że nie mogło odbywać marszów większych niż pięć kilometrów dziennie. Podobny charakter miała ekspedycja przeciw Molossom w Epirze w r. 167 p.n.e., kiedy w ciągu jednego dnia obrabowano i spalono 70 miejscowości, a 150 000 ludzi sprzedano w niewolę. Głównym celem tej wyprawy jak i ekspedycji przeciw Ligurom było zdobycie jak największej ilości niewolników i łupu wojennego.    ,

Nobilitas i ekwici

Na wojnach najbardziej wzbogaciła się rządząca republika nobilitas oraz nowo powstała arystokracja finansowa, eguiles. Podstawą materialną warstwy nobilów była wielka własność ziemska. W ziemi bowiem lokowali oni swe olbrzymie dochody, które czerpali czy to jako namiestnicy prowincji, czy to jako naczelni wodzowie, przywłaszczając sobie część zdobyczy wojennych. Wpłynęła na to uchwalona w r. 218 łex Claudia, zabraniająca senatorom zajmowania się handlem i operacjami finansowymi. Zaczęli więc wykupywać w znacznym stopniu ager publicus, a stosując bardziej postępowe metody eksploatacji, opartej przede wszystkim na pracy niewolniczej, dochodzili do olbrzymich fortun. Organem nobilów był senat, oni też byli istotnymi kierownikami państwa i jego polityki. Już samym swym wyglądem — przysługiwały im tunika z szerokim szlakiem purpurowym, specjalne obuwie oraz pierścień senatorski — odcinali się zarówno od ekwitów, jak i od innych warstw społeczeństwa. Na przybyłym z Grecji zwolenniku arystokracji Polibiuszu wywarł senat rzymski ogromne wrażenie, wydał mu się zebraniem królów; niezwykłe wrażenie wywarł na nim także widok pogrzebu senatorskiego, w którym zwłoki zmarłego poprzedzał pochód klientów przybranych w maski woskowe wyobrażające jego przodków. Każdy stał na rydwanie kurulnym, wielu w czerwonych płaszczach cenzorów, inni w purpurowych przetykanych złotem togach triumfatorów. Niezwykły ten orszak, któremu towarzyszyły niezliczone rzesze klientów, wyzwoleńców i niewolników, zatrzymywał się na Forum przed rostrami, by wysłuchać mowy pogrzebowej (laudatio funebris). Ekskluzywni nobile strzegli dostępu do konsulatu przed ludźmi nowymi (homines novi), rezerwując najwyższe urzędy dla siebie. Wyrazem tego była uchwalona w r. 180 lex Vilia annalis, która ustalała dokładnie tok kariery urzędniczej: najwcześniej można było rozpocząć ją w dwudziestym ósmym roku życia, po ukończeniu dziesięcioletniej służby wojskowej, przez piastowanie kwestury, po kwesturze trzeba było starać się o edylat kurulny, potem o preturę, osiągalną dopiero w czterdziestym roku życia, i wreszcie po ukończeniu czterdziestu trzech lat można było uzyskać konsulat.

To, że nobile, mimo iż stosunkowo nieliczni, mogli zachować przez całe stulecia kierownictwo państwem, wynikało nie tylko z ich pozycji finansowej, ale także z ich stosunków z arystokracją municypiów italskich; przede wszystkim jednak zawdzięczali to wielkim rzeszom uzależnionych od siebie klientów. Klienci, stanowiąc orszak wielkiego pana, ułatwiali mu agitację wyborczą. Poszczególne rody i rodziny, prowadząc własną politykę, zwalczały się nawzajem i tworzyły koalicje wyborcze, gdyż niezależnie od różnic w poglądach politycznych chodziło im przede wszystkim o osiągnięcie dostojeństw.

W okresie podbojów rzymskich wytworzyła się druga obok nobilów uprzywilejowana warstwa ludności, która dorobiła się olbrzymich fortun na dzierżawie podatków państwowych, robotach publicznych, operacjach lichwiarskich i dostawach wojskowych. Znaczenie tej warstwy wzrosło zwłaszcza od chwili uchwalenia wspomnianego już prawa Klaudiusza, które zabraniało senatorom zajmowania się handlem oraz dokonywania operacji finansowych. W ten sposób obok arystokracji urzędniczej powstała arystokracja finansowa. Ponieważ rekrutowała się ona z obywateli należących do centurii jazdy, wkrótce eąuss, czyli jeździec — który coraz rzadziej dosiadał konia, wyręczała go w tym obowiązku o wiele liczniejsza jazda sprzymierzeńców  — stał się synonimem człowieka wielkich interesów, kupca i lichwiarza.

Uprzywilejowane stanowisko socjalne ekwitów wyobrażała tunika z wąskim szlakiem purpurowym, w dni świąteczne — purpurowa trabea. Przysługiwało im także prawo zajmowania miejsca w teatrze zaraz za rzędem senatorów. Ekwici stali się prawdziwą plagą wyzyskiwanych prowincji. Z dnia na dzień wzrastał ich kapitał lichwiarski; za pomocą pożyczek uzależniali od siebie niejednokrotnie zarówno „miasta sprzymierzone", jak i pomniejszych władców na Wschodzie. Hasło cms Romanus sum (jestem obywatelem rzymskim') otwierało im szerokie możliwości zarobkowe na całym podbitym przez Rzym obszarze. Chociaż zdarzali się w drugiej połowie wieku II tacy ludzie, jak poeta Lu-cyliusz, który z dumą wyrzekł: „nie chcę być dzierżawcą pastwisk w prowincji Azji, wolę być Lucyliuszem", to jednakże ustawicznie wzrastało znaczenie nie tylko gospodarcze, ale i polityczne nowej arystokracji. Około połowy wieku II idzie ona jeszcze ręka w rękę z warstwą nobilów, wobec czego rekrutujący się z nobilitas namiestnicy prowincji przymykają oczy na nadużycia ekwitów. W drugiej połowie tego wieku pojawiają się jednak u ekwitów ambicje polityczne, wyrażające się w chęci opanowania sądownictwa i w koalicjach zawieranych z trybunami ludowymi przeciw senatowi.

Ustalenie się w Rzymie produkcji opartej na niewolnictwie

Po podboju przez Rzymian basenu Morza Śródziemnego ustalił się ostatecznie w gospodarce rzymskiej system produkcji oparty na niewolnictwie. Nastąpił wtedy rozwój latyfiindiów opartych na pracy niewolniczej — i co za tym idzie — ruina drobnych gospodarstw rolnych, które nie mogły konkurować z tańszą produkcją wielkiej własności. W przeciwieństwie do okresu poprzedniego, kiedy niewolnictwo miało jeszcze po części charakter patriarchalny, a produkcja niewolnicza przeznaczona była do zaspokojenia potrzeb „familii", około połowy wieku II system oparty na niewolnictwie osiąga swe formy klasyczne. Nie znamy wprawdzie dokładnej liczby niewolników zatrudnionych podówczas w Italii, niewątpliwie jednak liczyć ich trzeba na setki tysięcy. Na olbrzymim targowisku na wyspie Delos, która stała się wówczas największym ośrodkiem tego handlu, sprzedawano podobno nieraz dziesięć tysięcy niewolników dziennie. Dostarczali ich zarówno grasujący na morzach korsarze, jak i kwestorowie rzymscy, którzy po zwycięskiej i łupieskiej wyprawie wystawiali na licytację dziesiątki tysięcy jeńców. Przy wielkiej ilości „towaru" — w pojęciu prawa rzymskiego niewolnik nie był niczym więcej niż res, czyli rzeczą i narzędziem różniącym się od zwierzęcia tylko mową {instrumentom vocale) — jest rzeczą jasną, że ceny na niewolników nie były wygórowane. Osiem tysięcy niewolników zdobytych podczas wyprawy sardyńskiej Semproniusza miało tak niską cenę, że utarło się nawet przysłowie w ówczesnym Rzymie: „tani jak Sardyńczyk". Nie można dziwić się, że tak znaczna ilość niewolników napływała do Italii, tutaj bowiem była największa koncentracja kapitału i największe zapotrzebowanie rąk do pracy. Magnaci skupywali wielkie domeny państwowe i rozszerzali je stale kosztem drobnych gospodarstw rolnych, których właściciele, nie wytrzymując konkurencji taniego zboża sycylijskiego, sardyńskiego i afrykańskiego, częściowo sprzedawali swe grunty i napływali do Rzymu, częściowo zaś opuszczali w ogóle Italię udając się za morze, szczególnie do Hiszpanii, która wskutek tego szybko się romanizowała.

Niezwykle ciężkie było położenie niewolników wiejskich, używanych do pracy na roli i pastwiskach. Katon w dziele o rolnictwie wyraźnie stwierdza, że chorego albo starego niewolnika należy sprzedać jak sprzęt niepotrzebny w gospodarce. Rekrutujący się spośród niewolników zarządca willi — wyraz villa jest po prostu określeniem średniego gospodarstwa — winien, według Katona, ustawicznie zatrudniać niewolników, „gdyż niewolnik zmęczony mniej będzie miał ochoty do włóczęgi, będzie zdrowszy i chętniej po robocie będzie szedł na spoczynek". W innym miejscu pisze Katon: „praca powstrzyma niewolnika od złodziejstwa", toteż niewolnik powinien pracować także w święto, powinien naprawiać drogi, porządkować budynki, zajmować się pracą w ogrodzie; w razie niepogody powinien wywozić nawóz, myć i smołować beczki, skręcać powrozy. System zalecany przez Katona, dążący do maksymalnej eksploatacji siły niewolniczej przy jak najmniejszym wkładzie kapitału, widoczny jest w charakterystycznym obrazku inspekcji willi dokonanej przez właściciela majątku. Oto gdy villicus donosi panu, że niewolnicy z powodu choroby nie wykonali jakiejś przydzielonej im pracy, otrzymuje odpowiedź, że należało im dawać mniej jedzenia. Istotnie, zgodnie z tą receptą niewolnicy u Katona nie otrzymywali prawe ciepłej strawy, a wino dostawali najgorszego gatunku. Jest rzeczą zrozumiałą, że pozbawiony wolności i źle traktowany niewolnik rolny odnosił się z nienawiścią do swej pracy i do swego pana. Powstała wtedy sentencja, że „im więcej niewolników, tym więcej wrogów". Ten wrogi stosunek niewolnika do wyzyskującego go właściciela odbijał się również na wydajności pracy, która była bardzo niska. W tych warunkach oczywiście nie opłacało się właścicielowi wprowadzać nowszych i lepszych narzędzi, tak więc mimo intensywnej produkcji w rolnictwie pozostają wciąż w użyciu prymitywne i nieskomplikowane narzędzia, jako trudniej ulegające zniszczeniu.

W porównaniu z sytuacją wielkiej rzeszy niewolników zajętych pracą, która nie wymagała specjalnych kwalifikacji, i dlatego masowo zatrudnionych w wielkich latyfundiach magnatów rzymskich, o wiele lepsze było położenie niewolników miejskich {familia urbana), zajętych częściowo jako służba domowa, częściowo w rzemiośle, tj. w warsztatach rzemieślniczych, lub w drobnym handlu. W mieście niejednokrotnie korzystne okazywało się dla właściciela zezwolenie zaradniejszemu niewolnikowi na samodzielną pracę, z tym zastrzeżeniem, że część zarobku musiał oddawać panu. Niewątpliwie lepiej wiodło się niewolnikom pochodzenia greckiego, zwłaszcza wykwalifikowanym, którzy mogli nauczać synów nobilów. Tak było z pierwszym poetą rzymskim, Grekiem Andronikiem, który pojmany w Tarencie został potem wyzwolony przez swego pana, Liwiusza Salinatora. Pewną swobodę musieli mieć także muzykanci greccy, jak np. Marcipor, niewolnik Oppiusa, który układał muzykę do Plautyńskiej komedii Stichus. Również lepiej musiało powodzić się niewolnikom zatrudnionym w służbie państwowej jako pisarze, kasjerzy, woźni oraz niewolnikom zajętym w przedsiębiorstwach publikanów. Jako tańsza siła robocza, stanowili oni konkurencję dla wolnej biedoty miejskiej, podobnie jak niewolnicy wiejscy stanowili ją dla wolnych robotników rolnych.

Dalszy zanik drobnej własności i tworzenie się proletariatu

Jednocześnie z powstawaniem wielkich latyfimdiów magnackich, opartych na masowym zatrudnieniu niewolników, postępuje wspomniany już zanik drobnej własności chłopskiej, spowodowany nierentownością drobnych gospodarstw, konkurencją taniego zamorskiego zboża oraz faktem, że właściciele drobnych gospodarstw, którzy stanowili trzon legionów rzymskich, wielką część czasu spędzali jako żołnierze na wojnie. W związku z tym pozostaje przejście na gospodarkę hodowlaną. Według Katona najlepiej opłaca się uprawa winnej latorośli, następnie dobrze nawodniony ogród, potem plantacje wikliny, wreszcie gaje oliwne; w dalszej kolejności wymienia pola, uprawne, lasy, krzewy i pastwiska leśne. Istotnie, najlepiej opłacała się wówczas w Italii kultura wina, obliczona nie tylko na zaspokojenie własnych potrzeb, lecz również na eksport do Grecji, gdzie wino italskie zaczęło wypierać wina miejscowe. Jednakże na racjonalną gospodarkę hodowlaną, nie rentującą się od razu, mogli sobie pozwolić tylko właściciele wielkich obszarów. Drobny rolnik wyprzedawał swój grunt i albo powiększał rzesze wędrownych" robotników wynajmowanych sezonowo w okresie zbiorów albo wydzierżawiał kawałek gruntu u możnowładcy, albo też brał od niego w uprawę pewną część ziemi i jako tzw. politor ('oczyszczający' pole ze zboża) otrzymywał przy żniwach z każdych siedmiu czy ośmiu snopów — jeden. Większość jednak drobnych rolników wędrowała do krajów zamorskich lub do Rzymu, powiększając rzesze biedoty zwanej proletariatem, która żyła z jałmużny wielkich panów. Różnicę między owym proletariatem rzymskim a proletariatem nowożytnym określił Marks słowami Sismondiego: „proletariat rzymski żył kosztem społeczeństwa, podczas gdy w czasach nowożytnych społeczeństwa żyją kosztem proletariatu".

Istotnie, proletariat rzymski, który raczej odpowiada temu, co dzisiaj nazywamy lumpenproletariatem, żył na koszt innych warstw społeczeństwa. Warstwa nobilów bynajmniej nie miała ochoty na zmianę tego stanu rzeczy i stale opierała się pomysłom reformy dążącej do usunięcia proletariatu z Rzymu i osadzenia go na wsi. Z członków rozpróżniaczonej warstwy, skorumpowanej tanim albo darmowym rozdziałem zboża i wystawnymi bezpłatnymi widowiskami, rekrutowały się przecież niezliczone rzesze klientów, podpora możnych rodów Korneliuszów, Emiliuszów czy Fabiuszów, których polityka nadawała ton życiu politycznemu Rzymu w drugim stuleciu. Klienci składali rano wizytę (salutatio) w domu magnata i stanowili jego stały orszak w drodze na Forum, na rozprawę sądową oraz w okresie ubiegania się o dostojeństwa. Edylowie, którzy chcieli zostać pretorami i konsulami, współzawodniczyli ze sobą w urządzaniu wystawnych igrzysk i darmo rozdawali zboże. „Nic dziwnego — stwierdza Katon — że lud nie słucha dobrych rad, bo brzuch nie ma uszu". Proletariat przyzwyczajony do próżniaczego trybu życia cieszył się z coraz bardziej wzrastającej liczby dni świątecznych i darmowych" widowisk urządzanych z przepychem. W najdawniejszych czasach urządzano tylko jedno poważne święto o charakterze religijnym (ludi Romani), kiedy to we wrześniu w Circus Maximus, zbudowanym podobno jeszcze za czasów królewskich, odbywały się wyścigi konne i popisy jazdy (ludus Troiae); w r. 220 p.n.e.lud i plebe i trwają j u ż czternaście dni. W r. 212 p.n.e. mwprowadzono igrzyska ku czci Apollina (ludi Apollinares), w r. 194 p.n.e. ku czci Kybeli (ludi Megalenses), w r. 173 p.n.e. ku czci Flory (ludi Florales). Łącznie około sto dni w roku zajmowały „święta". Do tych oficjalnych igrzysk urządzanych przez urzędników dołączały się różne nadzwyczajne widowiska, jak triumfy lub uroczystości pogrzebowe uświetniane walkami gladiatorów. Zwyczaj walk gladiatorów, noszący początkowo charakter religijny (pierwotnie gladiatorzy to jeńcy wojenni, którzy walczyli ze sobą na grobie zwycięskiego wodza), pochodził z Italii. Był rozpowszechniony w Kampanii i Etrurii, skąd zapożyczyli go Rzymianie. Wkrótce stał się ogromnie popularny. Widowisko to pojawia się także w upadającym świecie hellenistycznym, np. król syryjski Antioch wprowadza je na swój dwór. W r. 186 obok italskich zapaśników pojawiają się po raz pierwszy atleci greccy. Nieco później zaczęto sprowadzać z Afryki lwy i pantery, aby uświetnić widowiska. Walki zwierząt i walki niewolników z bykami — prototyp hiszpańskich walk toreadorów — stały się od tego czasu jedną z najprzyjemniejszych rozrywek rozpróżniaczonego proletariatu rzymskiego.

Miasto Rzym

Mimo wielkiej potęgi Rzymu, który podbił świat śródziemnomorski, samo miasto Rzym nie mogło jeszcze współzawodniczyć z prawidłowo rozplanowanymi miastami hellenistycznego Wschodu. Jest rzeczą dość ciekawą, że z inicjatywy Katona, największego wroga kultury helleńskiej i wszelkich nowinek, postawiono w r. 184 p.n.e. pierwszą bazylikę, tj. halę przeznaczoną na zebrania kupców, posiedzenia sądowe i zgromadzenia polityczne, tak zwaną Basilica Porcia. W sześć lat później cenzorowie M. Emiliusz Lepidus i Marek Fulwiusz Nobilior zbudowali Basilica Aemilia, a w r. 170 p.n.e. Tyberiusz Semproniusz Grakchus postawił bazylikę (Basilica Sempronia) na południowej stronie Forum. Dawne tabemy kupców ustępowały miejsca wspaniałym kolumnadom i krużgankom tzw. lichwiarzy (argentarii), a Forum Romanum z kwadratowym placem zwanym comitium oraz kurią (curio) wznoszącą się na północnym jego krańcu stało się centrum życia politycznego i towarzyskiego stolicy. Już w czasach wojny z Pyr-rusem znikać zaczęły domy kryte słomą lub gontami. Miasto po raz pierwszy otrzymuje bruk. De budowy gmachów publicznych zamiast zielonkawego tufu zaczęto używać trwalszego żółtawego wapienia z pobliskiego Tibur, tzw. trawertynu. Tu i ówdzie pojawia się marmur.

Majątkowe zróżnicowanie społeczeństwa widać w budownictwie mieszkaniowym. Na ciasnych uliczkach w śródmieściu spotkać można czteropiętrowe, tandetnie budowane domy czynszowe, tzw. insulae. Bogacze budują sobie domy na wzór greckich. Dla wspaniałych skarbów sztuki rabowanych w miastach hellenistycznych nie może już wystarczyć prymitywny dom rzymski, złożony z atrium i sypialni (tablinum). Poza tablinum powstaje w zamożnych domach na wzór grecki druga część domu, której punktem centralnym jest otoczony kolumnadą perystyl (peristilium). Dookoła niego grupuje się szereg apartamentów. Tutaj, w perystylu, wśród klombów kwiatów i wodotrysków koncentruje się właściwe życie rodziny, podczas gdy atrium, które miało również basen z orzeźwiającą wodą a często i kolumnadę, służyło do oficjalnych przyjęć. Nie tylko perystyl, ale i biblioteka (bibliotheca), i wielka sala (oikos) przeznaczona do przyjęć świadczą swymi nazwami o greckim pochodzeniu. W takim domu można było już umieścić dzieła sztuki zrabowane w zdobytych miastach. A przybywało ich coraz więcej; działał „dobry" przykład dany przez Marcellusa po zdobyciu Syrakuz. Marek Fulwiusz Nobilior przywiózł z wyprawy etolskiej w r. 187 nie mniej niż 280 figur z brązu z 230 posągów marmurowych, Emiliusz Paulus po zwycięstwie nad Macedonią — 250 wozów pełnych posągów i obrazów. O Mummiuszu zdobywcy Koryntu mówiono, że cały Rzym zapełnił zdobytymi w Grecji rzeźbami.

Zwiększającym się estetycznym wymaganiom mieszkańców takich zamożnych domów nie odpowiadała już podłoga pokrywana zaprawą z wapna i skorup glinianych; zamiast niej pojawia się kostka porfirowa lub z marmuru, a niekiedy i mozaika. Ściany pokrywa się freskami, i to nie tylko w Rzymie, ale i na prowincji, w Pompei; zdobi sieje marmurem i artystyczną sztukaterią; kasetony u sufitów lśnią złotem i kością słoniową. Jeśli na ścianie nie ma fresków, pojawiają się dywany attalijskie z ciężkiego, złotego brokatu. Do tych zmian dostosowuje się i urządzenie wnętrz. Dawne dębowe meble ustępują miejsca meblom z wyszukanych gatunków drzewa importowanego ze Wschodu. Na pięknych sofach ozdobionych okuciami z brązu ucztują bogacze rzymscy. Luksus ten przenosi się również na wille podmiejskie. Już Katon w dziele o rolnictwie podkreśla, że podczas gdy dawniej starano się przede wszystkim o zabudowania gospodarskie, nie zwracając uwagi na dom mieszkamy, obecnie „wille" stają się jedynie miejscem wypoczynkowym o starannie utrzymanych ogrodach i placach sportowych.

Temu luksusowi zewnętrznemu musiał odpowiadać styl życia zamożnych warstw społeczeństwa. Pozostawał on również pod wpływem świata helleńskiego, jak świadczy o tym tryb życia Scypiona Starszego, pogromcy Hannibala, który w palestrze syrakuskiej występował w stroju i obuwiu greckim; jego żona na sposób wschodni ukazywała się w orszaku służebnic, chlubiąc się modnym wówczas pojazdem zaprzężonym w muły. Ustawa z czasów wojny hannibalskiej (215 p.n.e.), która zabraniała używania złotych ozdób i kosztownych różnobarwnych szat, została już w r. 195 p.n.e. zniesiona; nie pomogły też wysokie cła nałożone przez Katona w czasie jego cenzury w r. 184 p.n.e. na import wyrobów luksusowych. Bogaczom nie wystarczała już dawna kuchnia prowadzona przez panią domu i nie wystarczały dwa dania w czasie głównego posiłku (cena), który przypadał pod wieczór. Zjawiają się tak często w plautyńskich komediach występujący greccy kucharze; to, że koszt kucharza był większy niż konia „w dawnych dobrych czasach", uważał Katon za szczyt demoralizacji, jak i to, że tona zagranicznych ryb była droższa od kawałka gruntu. Zetknięcie się surowych dotąd i prymitywnych Rzymian z dekadencką już kulturą hellenistyczną działało oszałamiająco na zdobywców świata. Twórca narodowej epopei rzymskiej „ojciec" Eniusz, nie wahał się przerabiać na łacinę gastronomicznego poematu dekadenta greckiego Archestratosa z Geli, gdyż takiego rodzaju poemat, zawierający katalogi ryb pontyjskich, odpowiadał gustom Fulwiuszów Nobiliorów i Emiliuszów Paulusów. Wraz z rybami zamorskimi wtargnął do Rzymu również i grecki zwyczaj symposionów; zaczęto, jak się to wówczas mówiło „pić na grecki sposób" albo „grecyzować" (pergraecari) w towarzystwie fletnistek, wyznaczając symposiarchę, który określał „miarę picia". Na trzech sofach otaczających w tric-linium stół leżało zwyczajem greckim po trzech biesiadników; twarze ich, gładko wygolone według mody greckiej, niewiele przypominały dawnych brodatych Cyncynatów czy Kamillusów. W życie rodzinne warstw wyższych zaczęło się wdzierać pewne rozluźnienie obyczajów. Stanowisko kobiety, swobodniejszej w Rzymie niż w Grecji, wzmacnia się coraz bardziej. Coraz częściej pojawia się typ małżeństwa, w którym żona nie przechodzi pod władzę męża (matrimonium sine manu mariti). Owa postępowa emancipatio ma też swoje strony ujemne: zaczynają pojawiać się rozwody. W r. 180 dochodzi do zbrodni, która w dawnych czasach była nie do pomyślenia w rodzinie rzymskiej i która najlepiej charakteryzuje zwyrodnienie warstw nobilów rzymskich: żona konsula Gajusa Kalpurniusa do spółki ze swym synem, a jego pasierbem, truje męża, aby synowi utorować drogę do konsulatu.

Wpływy greckie i orientalne oraz reakcja rzymska

W okresie wojen z Hannibalem tylko dwóch rzymskich senatorów, Fabiusz Pictor i L. Cincjusz Alimentus, pisało po grecku swe dzieła historyczne. Obecnie znacznie więcej osób opanowało język grecki w słowie i piśmie. Scypion Starszy bez trudu napisał do króla macedońskiego Filipa po grecku memoriał, w którym przedstawił swą wyprawę hiszpańską i afrykańską; zięć jego, Scypion Nazyka, opisał po grecku swą wojnę z Perseuszem; jego syn w tym samym języku napisał jakieś dzieło historyczne. Gajus Sulpicjusz Gallus, konsul z r. 166 p.n.e., tak dobrze opanował język grecki, że wgłębiał się w dzieła astronomów greckich i przerabiał je na łacinę, a Tyberiusz Grakchus, ojciec słynnych Grakchów, wygłosił po grecku mowę na Rodos. Hellenizm, niosąc wyższą kulturę, musiał trafiać do młodego pokolenia Rzymian, których horyzonty myślowe w okresie wojen wschodnich gwałtownie się rozszerzyły. Dawny obywatel małego nadtybrzańskiego miasteczka, surowego w swych obyczajach, stawał się nagle panem świata hellenistycznego bogatego zarówno pod względem duchowym, jak i materialnym. Kult indywidualności ludzkiej nieznany był staremu Rzymowi Cyn-cynatów, w którym ludzie szli od pługa do konsulatu i dla których rzeczpospolita była w ścisłym tego słowa znaczeniu res publica, niewiele pozostawiającą miejsca na życie indywidualne. Obecnie, pod wpływem świata hellenistycznego, kult jednostki wzrasta i obejmuje tak wybitne postacie, jak dwaj Scypionowie, Emiliusz Paulus czy Tytus Flamininus, na którego cześć układano peany, i wreszcie Marek Fulwiusz Nobilior, który na wzór władców hellenistycznych wziął ze sobą na wyprawę etolską poetę Eniusza, by opisywał jego sławne czyny. Obok jednostek, którym hellenizm nie przeszkadzał pozostawać w pełni Rzymianami, trafiali się ludzie, którzy brali z hellenizmu wszystko, co najgorsze. Przykładem takiego hellenizującego snoba jest Postumius Albinus, konsul z r. 151 p.n.e., który, według Polibiusza, uganiał się za rozrywkami, prowadząc życie próżniacze. Przedmową do swego greckiego dzieła, w której prosił o wyrozumiałość dla swej greczyzny, naraził się podobno na sarkastyczną uwagę starego Katona: „A któż mu kazał pisać po grecku?"

Jasną jest rzeczą, że filhellenowie starają się zapoznać synów swoich od dziecka z kulturą umiłowanego przez nich kraju. Lucjusz Emiliusz Paulus po bitwie pod Pydną (168 p.n.e.) prosił Ateńczyków, by dali mu filozofa, który by kształcił jego synów, Scypiona młodszego, późniejszego pogromcę Kartaginy, i Fabiusza Maksymusa. Synom swoim ofiarował wielką bibliotekę' zdobytą na Per-seuszu. Na to, aby się spotkać z Grekami, nie trzeba było wyjeżdżać za morze, gdyż po zwycięstwie pod Pydną napłynęła do Rzymu fala Greków, a między nimi sto tysięcy zakładników achajskich; wśród nich znajdował się najwybitniejszy później historyk epoki hellenistycznej, Polibiusz. Związki przyjaźni, które łączyły go ze Scypionem Młodszym, pozostawiły trwały siad nie tylko w filhellenizmie wodza rzymskiego, ale także w filorzymskim stanowisku Greka, wielbiciela Rzymu i jego „najdoskonalszego" ustroju. Do przyjaźni tej miał się z biegiem czasu dołączyć Panajtios. wielki stoicki filozof z Rodos, a jego nauka o obowiązkach i filantropii, czyli humanitas miała przyjąć się w umysłowości rzymskiej, nadając swoiste piętno poglądom średniej Stoi,, oraz wywrzeć wpływ na kształtowanie się prawa rzymskiego. W roku bitwy pod Pydną bawił w Rzymie Krates, znakomity gramatyk hellenistyczny, jako członek delegacji wysłanej przez króla pergameńskiego Eumenesa. Dłuższy jego pobyt w Rzymie spowodowany nieszczęśliwym wypadkiem wywołał, według Swetoniusza, zainteresowanie się Rzymian filologią. Niezwykłe znaczenie miała też dla Rzymian wizyta trzech ateńskich filozofów: akademika Karneadesa, perypatetyka Kritolaosa i stoika Diogenesa, którzy w r. 155 p.n.e. przybyli do Rzymu w charakterze posłów starających się o uchylenie kary pieniężnej nałożonej na Ateny. Dyskusjom filozoficznym, które wówczas toczyli między sobą publicznie, przysłuchiwało się według Geliusza, wielu ludzi (magnus corwentus hominum).

Oczywiście, „stary Rzym" nie poddał się od razu. Echem tej walki ze światem hellenistycznym była uchwała senatu z r. 161 p.n.e., która uprawniała pretora Pomponiusza do „usunięcia, jeśli mu się to wyda zgodne z interesem rzeczy-pospolitej", greckich filozofów i retorów. Zdaje się, że w r. 154 p.n.e.  usunięto dwóch filozofów epikurejskich, Alkajosa i Filiskosa, z powodu — jak powiada Plutarch — „rozkoszy, które wprowadzali". Ale nie tylko przed grecką filozofią i retoryką musiał bronić się „stary Rzym". Niemniej energicznie i z większym powodzeniem bronił się też przed wpływami orientalnymi. W południowoitalskiej miejscowości Tirioli (starożytny ager Teuranus) znaleziono wyryte na kamieniu pismo konsulów Marcjusza i Postumiusa, które przekazywało państwom sprzymierzonym (omtates foederatae) do wykonania uchwałę senatu z r. 186 p.n.e., zwróconą przeciw szerzącemu się kultowi Bakchusa. Analogiczne zarządzenie Ptolemeusza wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z orientalną, ekstatyczną odmianą kultu dionizyjskiego. Znajdował on w Rzymie coraz więcej zwolenników, którzy łączyli się w bractwa i odbywali tajne zgromadzenia nocne. Choć nie wiadomo dokładnie, w jakim stopniu bractwa te miały charakter polityczny, który im przypisywał konsul Postumius w mowie umieszczonej w dziele Liwiusza, nie ulega jednak wątpliwości, że bóstwa rzymskie, które znalazły w osobie konsula tak gorliwego obrońcę, poczuły się zagrożone. Bakchanalie określono jako spray-siężenie przeciw państwu i w samym Rzymie aresztowano ponad trzy tysiące osób.

Nienawiść do wszelkich nowinek importowanych ze Wschodu cechuje przede wszystkim starego Katona. Wymieniając w dziele o rolnictwie obowiązki zarządcy, zabrania mu Katon stanowczo rozmów z wszelkiego rodzaju wróżbitami i astrologami chaldejskimi. W dziesięć lat po śmierci Katona praetor peregrinus Gn. Korneliusz Hispalus wydaje rozkaz wydalenia z Rzymu i Italii chaldejskich astrologów oraz zwolenników sekty żydowskiej, która uprawiała kult fry-gijsko-trackiego boga Sabaziosa i usiłowała „skazić obyczaje ludu rzymskiego".

Marek Porcjusz Katon

Największą nienawiścią do wszystkiego, co obce, pałał pochodzący z sabiń-skiego Tusculum Marek Porcjusz Katon (234-149 p.n.e.), który jednak na starość uległ wpływom znienawidzonych przez siebie Greków. Kiedy podczas wojny z Antiochem przemawiał po łacinie w Atenach, a tłumacz grecki użył na przekład jego krótkiego przemówienia wielu słów greckich, musiał Katon nabrać lekceważenia dla retoryki greckiej i jej rozlewności. Nic dziwnego, że we Wskazówkach dla syna (por. niżej) napisał później sławne zdanie: rem tene, verba sequentur („trzymaj się rzeczy, a słowa przyjdą same"). Retorykę grecką zastępowała mu lapidarność wysłowienia, którą dziś jeszcze można podziwiać w zachowanych fragmentach jego mów. Atakując zdzierców prowincyj wypowiedział zdanie: „Złodzieje dobra prywatnego żyją w kajdanach, złodzieje dobra publicznego — w złocie i purpurze". Antiocha charakteryzował tak oto: „Antioch listami wojnę prowadzi, piórem i atramentem wojuje". Do retoryki greckiej odnosił się z lekceważeniem, nauki greckiej, zwłaszcza zaś medycyny nienawidził. We Wskazówkach dla syna pisał: „Grecy doprowadzą nas do ruiny, jeśli nam dadzą swoich lekarzy. Sprzysięgli się, żeby wszystkich barbarzyńców zabić swoimi lekarstwami, ale czynią to za pieniądze, aby tym łatwiej wzbudzić nasze zaufanie i łatwiej ludzi uśmiercać". „Z lekarzami nie powinieneś mieć nic do czynienia". Nienawiść do Greków łączyła się u Katona z nienawiścią do wszystkich filhellenów rzymskich, a zwłaszcza do Scypionów i Fulwiuszów. Kult indywidualizmu, który panował w tych kołach, był w jego oczach zaprzeczeniem starodawnego rzymskiego stylu życia. Toteż pisząc dzieło z zakresu historii Origines (Początki), które obejmuje również współczesne mu lata, nie wymienił po nazwisku ani jednego wodza. W dziele Katona — jak w starych rocznikach — odnosili zwycięstwo jedynie bezimienni konsulowie i pretorowie, nie zaś Scypio-nowie i Fulwiuszowie. Nie jest też pozbawiony wymowy fakt, że w całym dziele wymienił Katon z imienia jedynie słonia bojowego Surusa, który odznaczył się w szeregach punickich. Potępiając współczesnych chwali przodków, oni bowiem za konie płacili więcej niż za kucharzy. Za dawnych czasów nie zachwycano się poezją, a jeśli ktoś zajmował się nią albo brał udział w symposionach, otrzymywał miano próżniaka. Oszczędność przeradzająca się w skąpstwo znamionuje jego dzieło De agricultura (O rolnictwie). Przebija się ona w powiedzeniu: „co nie jest konieczne, jest za drogie o jednego asa". Z tym skąpstwem łączy się chęć maksymalnego wyzyskania siły roboczej i bezlitosny stosunek do niewolników.

Poza tym gromił Katon powszechne rozluźnienie obyczajów i brak dyscypliny w wojsku, czemu dał wyraz w dziele o sztuce wojennej, De re militari, które czytał jeszcze cesarz Hadrian.

Było niewątpliwie ironią losu, że ten staromodny pogromca greczyzny pod koniec życia nauczył się sam po grecku. Katon zdawał sobie sprawę z tego, że nowoczesnemu Rzymianinowi nie wystarcza jedynie umiejętność czytania, pisania i liczenia jak w dawnych czasach. Nie chcąc syna swego powierzyć nauczycielowi greckiemu, postanowił sam zastąpić mu Greków. Napisał więc własnoręcznie dla syna nie tylko podręcznik historii, i to w dodatku dużymi literami — jak podają starożytni — lecz nadto ułożył rodzaj encyklopedii, wspomniane wyżej Wskazówki dla syna (Praecepta adfilium), w których omawiał medycynę, retorykę i rolnictwo. Wszedłszy raz na drogę literacką nie zrezygnował z niej i — jak już wspomniano — obdarzył literaturę rzymską dziełami O rolnictwie, O obyczajach (Carmen de moribus), O sztuce wojennej oraz pierwszą historią Rzymu i Italii w języku łacińskim. Chociaż Nepos zarzucał Początkom brak uczoności (nulla doctrina), to jednak właśnie w tym dziele najlepiej można śledzić, jak dalece Katon na starość uległ zwalczanym dawniej przezeń. Grekom. Nie tylko bowiem sam tytuł Początki jest naśladownictwem tytułów greckich dzieł historycznych; Katon, szukając początków plemion italskich, uległ zupełnie greckim opracowaniom i uwierzył, że język łaciński jest dialektem greckiego, a Sabinowie pochodzą ze Sparty i tym tłumaczy się surowość ich obyczajów. Podobnie w dziele O rolnictwie korzystał obficie z źródeł hellenistycznych i punickich. W ten sposób, wedle słów Horacego, „podbita Grecja opanowała dzikiego zwycięzcę".

Według Katona Orestes i Ifigenia wylądowali w Bruttium, a Arkadyjczyk Katilus był założycielem Tiburu. Wpływ grecki uwidocznił się również w fakcie, że Katon postanowił wydać swe mowy polityczne i sądowe mając jedynie Appiusza Klaudiusza za poprzednika na tym polu. W sto lat później Cyceron odszukał sto pięćdziesiąt tych mów i zachwycał się nimi. Nie ma w nich tej nieporadności stylistycznej, która cechuje dzieło De agricultura, natomiast zaznacza się śmiałe nowatorstwo językowe, które polega na wprowadzeniu wielu neologizmów. Nie dziwi nas tak wielka liczba przemówień, jeśli uświadomimy sobie, że pogromca „nowego świata" Scypionów i Fulwiuszów naraził się przez swe ataki na czterdzieści cztery procesy, w których musiał bronić się.

Postać Katona, któremu nienawiść do Greków nie przeszkodziła korzystać z ich dzieł, a wychwalanie rolnictwa oraz pozorna niechęć do handlu nie stanęły na przeszkodzie w dokonywaniu zyskownych transakcji handlowych i zakładaniu towarzystw transportowych, najlepiej może ilustruje przemiany, które dokonywały się w gospodarce rzymskiej posługującej się w coraz większej mierze pracą niewolniczą i — przemiany ideologiczne zachodzące w społeczeństwie rzymskim.

Eniusz

Katon, przebywając w r. 204 p.n.e. w charakterze kwestora w Sardynii, przywiózł stamtąd do Rzymu Kwintusa Eniusza, który zdaje się odbywał w Sardynii służbę wojskową. Ów Messapijczyk, urodzony w r. 239 p.n.e. w małej miejscowości italskiej Rudiae, miał stać się dzięki swym Rocznikom (Annales) twórcą historycznej epoki rzymskiej i usunąć w cień poprzednika na tym polu, Newiusza. Epos Newiusza ograniczał się do przedstawienia pierwszej wojny punickiej, Eniusz zaś postanowił dać obraz powstania i rozwoju państwa rzymskiego ab urbe condita ('od założenia, miasta') do współczesnych sobie dni. Śmiała koncepcja, dla której nie było jeszcze wzorów w literaturze greckiej, realizowała się etapami, przez ustawiczne dorzucanie nowych ksiąg, których w końcu było osiemnaście. Im bardziej autor zbliżał się do lat sobie współczesnych, tym wyraźniej wypadki opisywane przez niego zaczynały grupować się koło centralnych wówczas postaci: Fabiusza, Scypiona, Flaminina, Pyrrusa, Hannibala, Filipa Macedońskiego, Antiocha. Każda triada ksiąg to dalszy etap rozwoju państwa rzymskiego: pierwsza to czasy królewskie, druga — podbój Italii, trzecia — wojny punickie, czwarta — wojny macedońskie. W ten sposób Messapijczyk, „mając trzy serca: greckie, oskijskie i rzymskie", stał się piewcą wzrostu i potęgi swej przybranej ojczyzny.

Fragmenty jego Annales usprawiedliwiają w pełni wielkie mniemanie, jakie miał o sobie twierdząc we wstępie do epopei, że wcieliła się w niego dusza Homera. Ówczesny świat hellenistyczny nie miał równego mu poety. Twórca narodowej epopei rzymskiej, w której użył po raz pierwszy stworzonego przez siebie na wzór grecki heksametru, był w przeciwieństwie do Katona człowiekiem nowych czasów. Łączyła go gorąca przyjaźń nie z Katonem, który go sprowadził do Rzymu, lecz ze Scypionem i Fulwiuszem Nobiliorem. Był bardem ich sławy — na wzór hellenistycznych poetów — zarówno w utworze Scipio, który zaginął, jak w również zaginionej pretekście Ambracia, której tematem było zdobycie miasta Am braki i przez Marka Fulwiusza Nobiliora. Syn Ful-wiusza Nobiliora wyjednał poecie obywatelstwo rzymskie; zwłoki Eniusza spo-częty w grobowcu Scypionów przy Via Appia. Jego Annales w przeciwieństwie do dzieła Katona były pochwałą wielkich czynów jednostek, a nie bezimiennych konsulów i pretorów.

Annales miały przemawiać do całego ludu rzymskiego i głosić jego chwałę wiele zaś innych dzieł Eniusz przeznaczał niewątpliwie tylko dla elity, nobilów. Poezja bowiem Eniusza poczęta była nie tylko z ducha Homera, lecz również z ducha poetów hellenistycznych. Już we wstępie do Annales, opisującym sen poety na Helikonie, obok wpływów Homera i Hezjoda widać wyraźne nawiązanie do twórczości hellenistycznego poety Kallimacha i jego Aitiów. Wyraźną przeróbką hellenistycznego utworu jest zarówno zbiór Sola, naśladownictwo wierszy poety hellenistycznego Sotadesa, jak i poemat gastronomiczny Hedyphagetica wzorowany na Archestratosie z Geli. Dla sceptycznie wobec religii nastrojonych nobilów rzymskich przeznaczona była prozaiczna przeróbka dzieła Euhemerosa, które zostało napisane około r. 280 p.n.e. Święte opowiadanie. Jest to opowieść o znalezionym w świątyni Zeusa napisie, według którego bogowie nigdy nie istnieli, lecz — czczeni dziś przez ludzi — sami byli kiedyś ludźmi, którym ze względu na ich niezwykłą mądrość zaczęto oddawać cześć boską. Utwór ten spopularyzował Eniusz w przeróbce łacińskiej pt. Euhemerus. Popularyzował również wśród elity rzymskiej mistykę pitago-rejską oraz filozofię grecką w zaginionym Protrepticus. Jeśli dodać do tego, że pisał jeszcze wiele innych utworów poetyckich, które w czterech księgach zebrał w zbiorze pt. Saturae, oraz że był autorem licznych tragedii przerabianych przeważnie z Eurypidesa, trzeba przyznać, że działalność jego była niezwykle wielostronna i nowatorska. Nie tylko bowiem stworzył narodową epopeję rzymską, ale pierwszy wprowadził do Rzymu literaturę hellenistyczną.

Teatr rzymski

Eniusz mieszkał z niewolnikiem z Mediolanu, insubryjskiego pochodzenia, który po wyzwoleniu otrzymał nazwisko Cecyliusz Stacjusz Mniej więcej około r. 190 p.n.e., kiedy na scenie rzymskiej niepodzielnie panował Plautus, zaczął również Cecyliusz wystawiać swe komedie. Sztuki jego zakupywał ambitny kierownik trupy teatralnej Lucjusz Ambiwiusz Turpio, starając się rozpowszechniać je wśród publiczności. Nie szło to łatwo, mimo że sztuki były doskonale skomponowane. W przeciwieństwie do Plauta Cecyliusz zarzucił metodę kontaminacji i zbliżył się bardziej do oryginałów greckich, wśród których pierwsze miejsce zajął Menander. Komedie lepiej skomponowane niż plautyńskie, ale za to bardziej greckie niż rzymskie, bardziej wzruszające niż wesołe, niezbyt podobały się publiczności. Podobne trudności jak ze sztukami Cecyliusza miał Ambiwiusz Turpio z twórczością drugiego wyzwoleńca, Publiusza Terencjusza Afra. Był on pochodzenia libijskiego. Sztukę jego Hecyra (Świekra), przerobioną z greckiego oryginału Apollodora z Karystu, wznawiał Turpio trzy razy, aż wreszcie po przeróbkach doczekała się powodzenia. Podczas pierwszego przedstawienia w r. 166 p.n.e. publiczność masowo opuściła widowisko, by udać się na odbywające się równocześnie popisy linoskoczków oraz zawody pięściarskie. Nie udało się również wystawienie tej sztuki w r. 160 p.n.e. na ludi funebres ku czci zmarłego Emi-liusza Paulusa. Niezmordowany Ambiwiusz Turpio wystawił ją wreszcie po raz trzeci, również w r. 160 p.n.e., podczas ludi Romani. Niepowodzenia Cecyliusza i Terencjusza tłumaczy to, że nie umieli tak jak Plaut zainteresować rzymskiego widza. Terencjusz usuwał wprawdzie w swych przeróbkach rysy typowo attyckie, jednakże zamiast nich nie dawał rysów rzymskich. Język jego był wprawdzie „czysty' i dlatego zjednał sobie pochwałę starożytnych, ale pozbawiony był bogactwa i jędrności plautyńskiej; kompozycja była wprawdzie mistrzowska, ale nie mogła zastąpić przyrodzonej vis comica tryskającej z komedii Plauta. W przeciwieństwie do Plauta, który chce podobać się masom, Terencjusz, ten „połowiczny Menander", jak go później określił Cezar, chce podobać się wytwornym znawcom greczyzny, protektorom swoim Scypionowi i Leliuszowi, z którymi łączyła go zażyła przyjaźń. Istotnie też, w tych kołach znalazł uznanie zarówno wytwomyjęzyk, jak i grecki wdzięk, którym tchną jego komedie. Sztuki jego nie tylko wystawiano, ale i czytano. Jedyny sukces, który odniósł również wśród szerokich mas przez wystawienie Eunucha, zawdzięczał temu, że ustępując przed gustem publiczności ożywił oryginał Menandra dwiema naprawdę komicznymi figurami: żołnierza samochwała i pasożyta.

Terencjusz był ostatnim utalentowanym komediopisarzem, który pisał komedie palliaty. Wprawdzie podobały się one znawcom greczyzny, ale nie przypadały do gustu masom. Około połowy wieku II p.n.e. widać wyraźną reakcję Rzymian przeciw przeróbkom z greckiego. Miejsce palliaty zajmuje wyłącznie niemal uprawiana togata, która przedstawiała życie rzymskich rzemieślników, wałkarzy i tkaczy oraz stosunki w miasteczkach prowincjonalnych. Język Titiniusa, jednego z jej przedstawicieli, jest świeży i jędrny i podobnie jak język Plauta nie unika wyrażeń ludowych. Zamiast ubogich w miary wierszowe utworów Terencjusza na scenie rzymskiej znów rozbrzmiewa bogata w swych formach piosenka. Miejsce Terencjuszowej Dziewczyny z Andros (Andria) zajmuje Afraniusza Dziewczę, z Yelitrae (Velitema). Zamiast przebiegłych Pseudolusów czy Stichusów, kierujących akcją niewolników greckiej palliaty, pojawiają się posłuszni niewolnicy rzymscy, Marciporowie i Oliporowie, gdyż, jak powiada Donatus, „wolno komediopisarzom w palliacie przedstawić niewolników jako mądrzejszych od panów, w togacie zaś tego nie wolno". Tak więc togata, której najwybitniejszymi przedstawicielami są wspomniani już Titinius i Afraniusz oraz żyjący jeszcze w wieku I Atta, jest niewątpliwie objawem reakcji rzymskiej przeciw palliacie. Mimo swego rodzinnego charakteru czerpie ona jednak także z dorobku greckiej komedii, przyswojonej przez Plauta i Terencjusza. Łacińskie nązwiska występujących tam osób, jak Tyberiusz, Paula czy Postuma, nie przeszkadzają we wprowadzeniu starej pijanej służącej czy hetery greckiej z Neapolu, której imię Tais jest tytułem jednej z komedii Titiniusa. Niewątpliwą jest rzeczą, że Afraniusz, opisując życie prowincji italskiej, korzystał w swych komediach w pełni zarówno z techniki Menandra, jak i z techniki uwielbianego Terencjusza.

W komedii Rzymianie dopiero około połowy wieku II p.n.e.ośmielili się szerzej niż poprzednio przedstawić życie italskie, w tragedii zaś tematyka rodzima znacznie wcześniej doszła do głosu. Pretekstę, stworzoną przez Newiusza, uprawiała nadal wielka trójca tragików rzymskich wieku II p.n.e.: znakomity twórca Annales Eniusz, siostrzeniec jego Pakuwiusz i największy tragik rzymski, Akcjusz, który panował niepodzielnie na scenie rzymskiej od r. 140 p.n.e. i przeszedł w następne stulecia. Eniusz obok wspomnianej już tragedii Ambracia napisał też tragedię o porwaniu Sabinek. Pakuwiusz (około r. 220-130 p.n.e.) wystawił na ludi triumphales w r. 168 p.n.e. tragedię Paulus ku uświetnieniu zwycięstwa Emiliusza Paulusa pod Pydną, a Akcjusz tragedię o Brutusie, założycielu republiki, by uczcić w ten sposób swego opiekuna, Decimusa Brutusa, konsula z r. 138 p.n.e., pogromcę Galleków. Ponadto wystawił tragedię Aeneadae, której tematem była bohaterska śmierć Publiusza Decjusza Musa w bitwie pod Sentinum (295 p.n.e.). Oczywiście, technika tych wszystkich tragedii była grecka. W Brutusie podobnie jak w tragediach greckich była mowa o złowróżbnym śnie Tarkwiniusza, a w Eneadach śmierć bohatera zwiastował goniec przybyły z po

Do góry