Ocena brak

Ruth Benedict - Relatywizm kulturowy

Autor /Fred Dodano /04.08.2011

Można wykazać,  że na całym  świecie, od początku jego dziejów, istniały ludy, które były w stanie przyjąć kulturę ludów innej krwi. Biologiczna struktura człowieka nie utrudnia tego w najmniejszym stopniu. Budowa nie zobowiązuje go ściśle do ja-kiejś szczególnej odmiany zachowania. Wielka różnorodność rozwiązań społecznych, które człowiek wypracował w różnych kulturach w odniesieniu na przykład do mał-żeństwa czy handlu, jest równie możliwa w oparciu o jego wrodzone zdolności. Kul-tura nie jest kompleksem zjawisk przekazywanym biologicznie. To, co zostaje utracone z dawanej przez naturę gwarancji bezpieczeństwa, wyna-gradzają korzyści płynące z większej plastyczności. Istota ludzka nie porasta, jak niedź-wiedź, futrem polarnym, by po wielu pokoleniach przystosować się do warunków ark-tycznych. Natomiast uczy się szyć sobie odzienie i budować domki ze śniegu.

Opierając się na tym wszystkim, co wiemy  o dziejach inteligencji w społeczeństwach ludzkich i w tych, które istniały, zanim pojawił się człowiek, można powiedzieć, że ta plastyczność była glebą, z której wyrósł postęp człowieka i dzięki której się utrzy-mywał. W epoce mamutów pojawiały się kolejno gatunki pozbawione tej plastyczno-ści, dochodziły do kresu możliwości rozwojowych i wymierały, zniszczone przez roz-wój tych samych cech, biologicznie wytworzonych po to, by dać sobie radę w swym środowisku. Drapieżne zwierzęta i wreszcie małpy wyższego rzędu zaczęły powoli opierać się na innych niż biologiczne sposobach adaptacji i tak, stopniowo, w oparciu o wynikłą stąd wzmożoną plastyczność, nawiązały się podstawy dla rozwoju inteligen-cji. Być może, jak to się często przypuszcza, właśnie ten rozwój inteligencji doprowa-dzi do tego, że człowiek zniszczy sam siebie. Ale nikt jeszcze nie wymyślił sposobu na cofnięcie nas do mechanizmów biologicznych właściwych  żyjącym społecznie owadom i nie dysponujemy inną możliwością.

Dziedzictwo kulturowe człowieka — niezależnie od tego, czy uznamy to za dobre, czy złe — nie jest przekazywane biologicznie. Oczywistym wnioskiem, jaki stąd wyciąga socjologia współczesna, jest to, że nie ma podstaw twierdzenie, iż możemy wiązać nadzieje na osiągnięcia duchowe i kulturowe z jakąś dziedzicznie wyselekcjonowaną plazmą zarodkową. W cywilizacji zachodniej przewodnictwo przechodziło kolejno w różnych okresach od ludów nale-żących do semickiej grupy językowej do ludów chamickich, następnie do grupy śród-ziemnomorskiej rasy białej i w końcu do nordyków. Kulturalna ciągłość cywilizacji nie ulega wątpliwości, bez względu na to, kto był jej nosicielem w danym momencie. Musimy przyjąć wszystkie następstwa naszego ludzkiego dziedzictwa, z których naj-ważniejszy jest wąski zakres zachowań przekazywanych biologicznie i ogromna rola kulturowego procesu przekazywania tradycji. [...]

Tym, co rzeczywiście wiąże ludzi ze sobą, jest typ ich kultury — wspólne idee i sposób życia. Gdyby naród, zamiast wybierać taki symbol, jak wspólne dziedzictwo krwi i robić sobie z niego slogan, skierował raczej swą uwagę na kulturę, która jed-noczy jego członków, podkreślając jej podstawowe zasługi i uznając zarazem od-mienne wartości, które mogą rozwijać się w innej kulturze, zastąpiłby wówczas reali-stycznym myśleniem ów rodzaj symboliki, która jest niebezpieczna, ponieważ jest błędna. Znajomość różnorodnych form kulturowych jest nieodzowna w myśleniu społecz-nym, a niniejsza praca temu właśnie jest poświęcona. Jak stwierdziliśmy już, budowa fizyczna człowieka czy rasa nie są nieodłącznie związane z kulturą i jeśli chodzi o nasze cele, można ich nie brać pod uwagę, z wyjątkiem momentów, w których z określonej przyczyny nabierają znaczenia. Główny postulat wobec dyskusji o kulturze, to oparcie jej na możliwie szerokim przeglądzie form kulturowych.

Bowiem tylko wtedy jesteśmy w stanie rozróżnić te sposoby przystosowania właściwe człowiekowi, które są uwarunkowane kulturowo i wspólne i nieodzowne — o ile mo-żemy to stwierdzić — dla całej ludzkości. Nie potrafimy odkryć ani drogą introspekcji, ani obserwacji któregokolwiek społeczeństwa, jakie zachowanie ma charakter „instynk-towny”, to jest określony organicznie. Aby uznać jakieś zachowanie za instynktowne, trzeba czegoś więcej niż dowodu,  że jest ono automatyczne. Odruch warunkowy jest również automatyczny jak odruch zdeterminowany organicznie, a odruchy uwarunko-wane kulturowo stanowią większą część naszego sposobu automatycznych sposobów zachowania. Dlatego najbardziej konkretny materiał do dyskusji o formach i procesach kultury stanowią dane odnoszące się do społeczeństw posiadających możliwie najmniej historycznych związków z naszym społeczeństwem oraz związków wzajemnych.

Obok ogromnej sieci kontaktów historycznych, która pozwoliła wielkim cywilizacjom ogarnąć tak ogromne tereny, kultury pierwotne są obecnie jedynym źródłem, do którego możemy się zwrócić. Stanowią one laboratorium, w którym możemy badać różnorod-ność instytucji ludzkich. Przy względnej izolacji liczne prymitywne rejony przez całe stulecia opracowywały pewne tematy kulturowe, które sobie przyswoiły. Dostarczają nam one gotowych, koniecznych informacji dotyczących możliwych odmian ludzkiego przystosowania, a krytyczne ich zbadanie jest istotne dla zrozumienia procesów kulturo-wych. Jest to jedyne laboratorium form społecznych, jakie mamy i jakie mieć będzie-my. [...] Żadna z przyczyn, dla których kładziemy nacisk na owe fakty związane z kul-turą pierwotną, nie ma nic wspólnego z klasyczną metodą posługiwania się tym materiałem.

Natomiast ów  sposób, w jaki się nim posłużono, ma dużo wspólnego z rekonstrukcją jego początków. Dawni antropologowie usiłowali uporządkować wszystkie cechy różnych kultur w schemat ewolucyjny — od form najwcześniejszych po ostateczną fazę w ramach cywilizacji zachodniej. Ale nie ma powodu, by przy-puszczać, że raczej dzięki analizie religii Australijczyków niż naszej odsłaniamy reli-gię pierwotną, czy też że dzięki analizie społecznej organizacji Irokezów cofniemy się do zwyczajów małżeńskich najdawniejszych przodków człowieka. Skoro jesteśmy zmuszeni wierzyć, że rodzaj ludzki stanowi jeden gatunek, wynika stąd, że człowiek ma za sobą wszędzie równie długą historię. Pewne plemiona pier-wotne mogą być bliższe formom najbardziej pierwotnym niż człowiek cywilizowany, ale może to mieć charakter tylko względny i nasze przypuszczenia mogą być równie słuszne, jak fałszywe. [...]

Przyczyna tego, że dla celów analizy form społecznych sięgamy do społeczeństw pierwotnych, nie wiąże się bynajmniej z romantycznym powrotem do pierwotności. Nie jest jej założeniem poetyczne przedstawienie społeczeństw prostszych, których kul-tura przemawia do nas tak silnie i różnorodnie w naszej erze heterogenicznych stan-dardów i bezładnego, mechanicznego chaosu. Ale schorzeń naszego społeczeństwa nie uleczy powrót do ideałów przechowanych dla nas przez ludy pierwotne. Roman-tyczna utopia, która każe sięgać po wzory prostsze i prymitywne — chociaż niekiedy bardzo pociągające — w badaniach etnologicznych bywa równie często przeszkodą, jak pomocą. Staranne badania społeczeństw pierwotnych mają dziś duże znaczenie, ponieważ, jak powiedzieliśmy, dostarczają faktograficznego materiału do badań nad formami i procesami kulturowymi.

Pomagają wprowadzić rozróżnienie między reakcjami spe-cyficznymi dla lokalnych typów kulturowych, a wspólnymi dla całej ludności. Poza tym pomagają ocenić ogromnie ważną rolę zachowania uwarunkowanego kulturowo. Kultu-ra, jej procesy i funkcje jest przedmiotem, który musimy wyjaśnić, na ile tylko zdoła-my, a znikąd nie możemy spodziewać się większej korzyści, jak z badania faktów z życia społeczeństw przedpiśmiennych. [...] Myśl społeczna w chwili obecnej nie ma przed sobą ważniejszego zadania niż ade-kwatne rozpatrzenie zjawiska relatywizmu kulturowego. Zarówno w dziedzinie socjolo-gii, jak i psychologii implikacje tego zjawiska mają fundamentalne  znaczenie; a myśl nowoczesna badając kontakty między ludźmi i nasze zmienne wzory ogromnie potrze-buje zdrowego i naukowego kierunku.

Wyrafinowane nastawienie nowoczesne uczyniło ze zjawiska relatywizmu społecznego — nawet na tym niewielkim, uznanym przez nie polu — doktrynę rozpaczy. Wykazało jego niezgodność z tradycyjnymi marzeniami o wiecznej trwałości i zdolności tworzenia ideałów oraz z iluzjami jednostki na temat jej niezależności. Udowodniło, że jeśli człowiek musi porzucić te złudzenia, to skoru-pa egzystencji staje się pusta. Ale taka interpretacja naszego dylematu to anachro-nizm. Tylko nieuchronne opóźnienie kulturowe każe nam upierać się, że to, co sta-re, trzeba ponownie odkryć w tym, co nowe,  że nie ma innego wyjścia, jak tylko odnaleźć dawną pewność i stałość w nowej plastyczności. W uznaniu relatywizmu kulturowego mieszczą się pewne wartości, które nie muszą być wartościami filozofii absolutystycznych.

Rzuca on wyzwanie tradycyjnym opiniom i wprowadza tych, któ-rzy byli nimi karmieni, w stan ostrego niepokoju. Wzbudza pesymizm dlatego, że po-woduje zamieszanie w starych zasadach, a nie dlatego, że tkwi w nim coś istotnie trud-nego. Kiedy tylko nowy pogląd zostanie zaakceptowany jako tradycyjne przekonanie, będzie jeszcze jednym bastionem wzorowego  życia. Zdobędziemy wówczas bardziej realistyczną wiarę społeczną, uznając za podstawę nadziei i tolerancji współistniejące i równie ważne wzory życia, które ludzkość stworzyła sobie z surowca bytu.

Podobne prace

Do góry