Ocena brak

Rozwój nowoczesnych idei politycznych i socjalnych

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

W starożytnych cywilizacjach instytucje, zwyczaje, idee polityczne wzrastały powoli, w ciągu wieków, nikt nic nie planował i nie przewidywał. Dopiero w tym wielkim stuleciu pierwszej młodości człowieka, w VI w. przed Chr., ludzie zaczęli się zastanawiać nad stosunkiem człowieka do człowieka, nad zmianą i przebudową ustalonych wierzeń, praw i metod rządzenia. Mówiliśmy o świetnych początkach tego wielkiego ruchu umysłowego w Grecji i Aleksandrii, i wdzieliśmy, jak upadek na niewolnictwie opartych cywilizacji, chmury nietolerancji religijnej i rządów absolutystycznych zaćmiły nadzieje tej nowej jutrzni.  Światło odważnej myśli nie rozproszyło mroków, którymi Europa była spowita aż do XV i XVI wieku. Wichry arabskiej myśli badawczej i zdobyczy mongolskich przyczyniły się do stopniowego rozjaśnienia horyzontu umysłowego Europy.

Z początku rozwijała się jedynie wiedza dotycząca materii. Odrodzona ludzkość dążyła do potęgi materialnej. Badania stosunków międzyludzkich, jednostkowa i zbiorowa psychologia, teorie wychowania i ekonomii są nie tylko bardziej subtelne i złożone, ale i łączą się nierozdzielnie ze stroną uczuciową naszej istoty.

Postęp w tych dziedzinach był wolniejszy i spotykał się z większą opozycją. Człowiek może beznamiętnie słuchać rozpraw o gwiazdach i molekułach, lecz idee dotyczące sposobu naszego  życia obchodzą każdego z nas bardzo głęboko. I podobnie jak w Grecji  śmiałe spekulacje Platona wyprzedziły  żmudne Arystotelesowe poszukiwania faktów, tak i w Europie nowożytnej pierwsze rozważania polityczne miały formę „utopii”, naśladowanych wprost z Rzeczypospolitej i Praw Platońskich. Utopia Sir Tomasza More'a jest ciekawym naśladowaniem Platona i wywarła swój wpływ na angielskie prawo o biednych. Neapolitańczyka Campanelli Państwo Słoneczne 44 było bardziej fantastyczne i mniej owocne.

Z końcem XVII w. istnieje już obfita literatura polityczna i socjalna, która dalej wzrasta. Wśród pionierów tych umiejętności spotykamy Johna Locke'a, syna angielskiego republikanina, uczonego oksfordzkiego, który najpierw zajmował się chemią i medycyną. Jego traktaty o rządzie, tolerancji i wychowaniu świadczą o umyśle zdającym sobie jasno sprawę z możliwości społecznej przebudowy. Nieco późniejszym od Locke'a był Francuz Montesquieu (1689—1755), który społeczne, polityczne i religijne urządzenia poddawał badaniom i gruntownej analizie. On to rozwiał czar absolutnej monarchii we Francji. Wraz z Locke'em przyczynił się do sprostowania wielu fałszywych pojęć, które dotychczas stały na przeszkodzie rozważnym i  świadomym wysiłkom odbudowy społeczeństwa ludzkiego.

Pokolenie, które po nim nastąpiło, ludzie z połowy i ostatnich dziesiątków lat XVIII w., szli śmiało jego drogą w głąb moralnych i intelektualnych zagadnień. Grupa  świetnych pisarzy „encyklopedystów”, najbardziej buntowniczych wychowanków znakomitych szkół jezuickich, obrała sobie za cel odnowienie  świata (1766). Równolegle z encyklopedystami pracowali ekonomiści, czyli fizjokraci, którzy odważnie prowadzili swe jeszcze surowe badania nad produkcją i podziałem  żywności i dóbr. Morelly, autor dzieła pt  Code de la Nature,  zwalczał prywatną własność i głosił komunistyczną organizację społeczeństwa. Był on poprzednikiem tej wielkiej i różnorodnej szkoły myślicieli kolektywistycznych z XIX w., których podciągnięto pod wspólne miano socjalistów.

Co to jest socjalizm? Istnieje  sto definicji socjalizmu i tysiąc sekt socjalistycznych. W istocie socjalizm nie jest niczym więcej ani mniej, jak tylko krytyką własności w  świetle dobra publicznego. Pokrótce przejdziemy historię tej idei. Idea własności i idea międzynarodowości stanowią dwie kardynalne idee, dookoła których obraca się przeważnie nasze życie polityczne. Idea własności wyrasta z wojowniczych instynktów gatunku. Na długo zanim ludzie stali się ludźmi, ich małpi przodkowie byli posiadaczami. Pierwotną własnością jest to, o co zwierzę chce walczyć. Pies i jego kość, tygrysica i jej młode, ryczący jeleń i jego stado, oto gorące objawy poczucia własności. Nie ma w całej socjologii bardziej bezsensownego wyrażenia jak „pierwotny komunizm”. „Stary” plemienia z czasów paleolitycznych uznawał za własność swoje żony i córki, swoje narzędzia i cały swój widzialny wszechświat. Jeśli ktoś inny wkraczał w ten jego widzialny wszechświat, wtedy on występował przeciw niemu, i jeśli mógł — zabijał.

Plemię rozrastało się w ciągu wieków, jak to przekonywająco pokazał Atkinson w swym  Prawie pierwotnym,  dzięki tolerancji względem młodszych mężczyzn i ich własności, kobiet zdobytych poza granicami plemienia, narzędzi i ozdób będących dziełem ich rąk, zwierzyny, którą upolowali. Społeczeństwo ludzkie urastało przez kompromis między własnością „starego”, a reszty plemienia. Był to kompromis instynktowny, który ludziom narzucała konieczność ochrony ich widzialnego wszechświata przed obcymi plemionami. Jeśli wzgórza, lasy i strumienie nie były ani  twoim,  ani moim krajem, to dlatego że miały one być naszym krajem. Każdy z nas wolałby, co prawda, aby to było moim krajem, ale to było” niemożliwe. Wtedy przyszliby obcy i zniszczyliby nas.

Społeczeństwo jest tedy od samego początku złagodzeniem poczucia własności. Poczucie własności u zwierzęcia i u człowieka pierwotnego było znacznie bardziej intensywne niż u dzisiejszego człowieka cywilizowanego. Tkwi ono głębiej korzeniami w naszych instynktach niż w naszym rozumie. Prawo własności u człowieka dzikiego albo pozostawionego bez nadzoru nie zna  żadnych granic. Wszystko, co tylko można sobie wywalczyć, staje się własnością: kobiety, jeńcy, zwierzyna, wyrąb lasu, kamieniołomy — wszystko. W miarę rozrastania się gminy, powstało coś w rodzaju prawa ograniczającego wieczną walkę, szukano prostych i  łatwych sposobów, aby ustalić stan posiadania. Można było mieć na własność wszystko to, co się samemu zrobiło, schwytało lub osiągnęło. Wydawało się rzeczą zupełnie naturalną,  że dłużnik niewypłacalny stawał się własnością wierzyciela.

Równie naturalnym było, że zająwszy kawał ziemi właściciel żądał opłaty od każdego, kto chciał z tej ziemi korzystać. Dopiero później, w miarę jak ludziom zaczęły świtać możliwości zorganizowanego  życia, uznano to nieograniczone prawo własności za rzecz szkodliwą. Ludzie spostrzegli, że żyją na świecie, który jest cały czyjąś własnością, co więcej, oni sami rodzili się już z tym, że są czyjąś własnością. Trudno nam dziś nakreślić bieg walk socjalnych we wczesnych cywilizacjach, ale historia republiki rzymskiej daje przykład społeczeństwa, które przejrzało, że długi mogą się stać powszechnym nieszczęściem i wskutek tego należy je anulować, i że nieograniczone prawo posiadania ziemi jest rzeczą wielce niedogodną.

Państwo babilońskie w swym późnym okresie gwałtownie ograniczyło prawa własności w stosunku do niewolników. Nauka zaś tego wielkiego rewolucjonisty, Jezusa z Nazaretu, zawiera tak ostre ataki przeciw prawu własności, jakich do tej pory nigdy nie słyszano. Mówił, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do królestwa niebieskiego. W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu czy trzydziestu stuleci coraz silniej podnoszono głos przeciw wybujałemu prawu własności.

I oto widzimy, że w dziewiętnaście wieków po Jezusie z Nazaretu cały świat wychowany w nauce chrześcijańskiej jest przekonany, iż żadna istota ludzka nie może być własnością drugiej istoty ludzkiej. Jednocześnie zaś przekonanie, że „człowiek może robić ze swą własnością wszystko, co mu się podoba”, jest mocno zachwiane w stosunku do innych rodzajów własności. Pod koniec w. XVIII istniały w tej mierze jedynie wątpliwości i znaki zapytania. Wiek XVIII nie miał ani dość jasnych pojęć, ani dość stałych stosunków, aby coś przedsięwziąć. Jedną z jego pierwszych trosk była ochrona własności prywatnej przeciw  łupieżczej chciwości królów i wyzyskowi szlacheckich awanturników. Francuska rewolucja zaczęła się właściwie pod znakiem ochrony prywatnej własności od ciężarów podatkowych.

Dopiero pod wpływem jej zasad równościowych zrodziła się krytyka samego prawa własności, dla którego obrony podjęto rewolucję. Jakże ludzie mogą być wolni i równi, skoro dla wielu z nich nie ma miejsca na świecie albo zgoła co jeść, a ci, co posiadają, nie chcą ich ani  żywić, ani przygarnąć, jak tylko za cenę pracy? Nadmiernej — skarżyli się ci upośledzeni. Jedna z potężnych grup politycznych starała się rozwiązać ten problem, głosząc „podział dóbr”. Dążeniem jej było wzmożenie i upowszechnienie własności. Inną drogą szli do rozwiązania tego samego problemu pierwotni socjaliści —  ściśle mówiąc: komuniści — którzy pragnęli „znieść” własność prywatną zupełnie. Państwo (rozumie się: państwo demokratyczne) miało objąć w posiadanie wszystko, co dotychczas stanowiło własność prywatną. Wygląda to paradoksalnie,  że ludzie, dążący do tych samych celów — wolności i szczęścia, proponowali jedni możliwie najpowszechniejszą własność prywatną, a drudzy całkowite jej unicestwienie.

Tak jednak było. Powodem zaś tego paradoksu jest fakt, że własność nie jest jakąś jedną rzeczą, ale mnóstwem rozmaitych rzeczy. Dopiero w ciągu XIX w. zauważono,  że własność jest wielkim kompleksem własności prywatnych rozmaitej wartości i o bardzo różnym zasięgu,  że wiele rzeczy (jak np. ciało, narzędzia artysty, ubranie, szczoteczki do zębów) są głęboko i nieodwołalnie własnością osobistą i  że jednocześnie jest długi szereg rzeczy (koleje  żelazne, maszyny wszelkiego rodzaju, domy, uprawne ogrody, jachty), nad którymi trzeba się poważnie zastanowić, czy i jak dalece mogą one być własnością prywatną lub też w jakim stopniu są dobrem publicznym i — mają podlegać administracji państwowej w interesie wszystkich. Praktyczna strona tych kwestii wchodzi w zakres polityki i wiąże się z problemem stworzenia i utrzymania sprawnej administracji państwowej. Krytyka własności prywatnej jest zawsze jeszcze raczej przedmiotem burzliwych i namiętnych dyskusji niż badań naukowych.

Po jednej stronie stoją indywidualiści, którzy starają się obronić i rozszerzyć swobodne rozporządzanie się tym, co każdy z nas posiada, po drugiej zaś socjaliści, którzy chcieliby w wielu wypadkach nas wydziedziczyć i ograniczyć nasz stan posiadania. W praktyce widzimy całą skalę odcieni między skrajnym indywidualistą, nie uznającym nawet podatków potrzebnych na utrzymanie rządu, a komunistą, nie uznającym w ogóle  żadnej własności. Zwyczajny dzisiejszy socjalista jest tzw. kolekty wista; dopuszcza on w znacznej mierze własność prywatną, lecz takie sprawy jak wychowanie, komunikacja, kopalnie, ziemie, większość masowej produkcji artykułów pierwszej potrzeby itp. oddaje w ręce wysoko zorganizowanego państwa.

Zdaje się,  że dzisiaj ludzie rozumni coraz bardziej przechylają się ku umiarkowanemu socjalizmowi, działającemu według planu naukowo opracowanego. Staje się rzeczą coraz bardziej widoczną,  że człowiek nieoświecony nie może  łatwo i owocnie współpracować w szerszych przedsięwzięciach i że każdy krok w kierunku bardziej skomplikowanego państwa i każda funkcja, którą państwo odbiera prywatnej inicjatywie, wymaga równoległego postępu w dziedzinie wychowania oraz odpowiedniej krytyki i kontroli. Zarówno jednak prasa, jak i metody polityczne współczesnego państwa są jeszcze zbyt surowe, aby zachęcały do rozszerzenia kolektywnej działalności.

Zatargi między robotnikami a pracodawcami, zwłaszcza między egoistycznymi pracodawcami a opornymi robotnikami, doprowadziły do rozpowszechnienia nader ostrej i elementarnej formy komunizmu, którą  łączy się z imieniem Marksa.

Marks oparł swe teorie na przekonaniu,  że umysły ludzkie są wyłącznie zajęte potrzebami ekonomicznymi i  że z konieczności istnieje w obecnym stanie naszej cywilizacji konflikt między interesami klas posiadających a interesami mas ludowych. Z postępem oświaty, spowodowanym przez rewolucję mechaniczną, ta ogromna większość pracujących nabierze coraz większej świadomości klasowej i stanie solidarnie do walki przeciw (klasowo uświadomionej) rządzącej mniejszości. Marks przepowiadał,  że uświadomieni robotnicy chwycą władzę w swe ręce i stworzą nowe państwo socjalne. Antagonizm, powstanie, możliwość rewolucji, to są rzeczy zupełnie zrozumiałe, lecz z tego nie wynika,  że muszą one zrodzić nowe państwo socjalne albo stać się czymś innym niż rujnującym procesem. Wystawiony na próbę w Rosji marksizm, jak to zobaczymy, okazał się szczególnie nietwórczy.

Marks usiłował zastąpić antagonizm narodowy, przez antagonizmy klasowe; marksizm stworzył kolejno pierwszą, drugą i trzecią międzynarodówkę robotniczą. Lecz i nowoczesna myśl indywidualistyczna może doprowadzić do idei międzynarodowych. Od czasu wielkiego angielskiego ekonomisty Adama Smitha coraz bardziej utrwalało się przekonanie,  że dobrobyt świata zależy od wolnego handlu. Indywidualista, wróg państwowości, jest również wrogiem opłat i granic oraz wszelkich przeszkód, jakie granice narodowe stawiają swobodnym ruchom jednostki. Ciekawe, jak te dwa kierunki, tak różne co do istoty: socjalizm marksowski, oparty na walce klasowej, oraz indywidualistyczna filozofia wolnego handlu, wyznawana przez angielskich businessmenów z czasów królowej Wiktorii — zgadzają się w jednym: że sprawy ludzkie muszą być traktowane w nowy sposób, w skali  światowej, z pominięciem granic i zaścianków istniejących państw.

Logika rzeczywistości triumfuje nad logiką teorii. Zaczynamy rozumieć,  że tak teoria indywidualistyczna, jak i socjalistyczna jest częścią powszechnego dążenia ku szerszym socjalnym i politycznym ideom, które by mogły zaprząc wszystkich  łudzi do wspólnej pracy; to dążenie zaczęło się i wzmogło w Europie z chwilą, gdy ludzie stracili wiarę w ideę  świętego cesarstwa rzymskiego i zjednoczonego chrześcijaństwa, a jeszcze bardziej wówczas, gdy nowe odkrycia rozszerzyły horyzont poza Morze Śródziemne na cały wielki świat. Gdybyśmy, opisując rozwój idei socjalnych, ekonomicznych i politycznych, weszli w głąb dzisiejszych dyskusji, zabrnęlibyśmy w sprawy nazbyt sporne, niż na to pozwalają rozmiary i cele tej książki.

Lecz rozpatrując te rzeczy, tak jak tutaj, z szerokiej perspektywy historii  świata, musimy uznać,  że przebudowa owych idei przewodnich nie dokonała się jeszcze w umyśle ludzkim — niepodobna nawet ocenić, jak daleko jej jeszcze do końca. Kształtują się już pewne wspólne przekonania, a ich wpływ da się zauważyć we współczesnym życiu politycznym, lecz nie są one na razie dość jasne i dość silne, aby zmusić ludzi do definitywnego i systematycznego ich realizowania. Czyny ludzkie wahają się między tradycją a nowymi poglądami, i na ogół ciążą raczej ku tradycji. Wszelako jeśli się porówna zmiany zaszłe w ciągu niespełna dwóch pokoleń, zauważyć można lekki zarys nowego porządku rzeczy. Jest to zarys bardzo jeszcze niepewny, mętny w wielu szczegółach, niedokładny, a przecież staje się on coraz bardziej jasny, i zasadnicze jego linie ulegają zmianie.

Z każdym rokiem staje się rzeczą bardziej oczywistą,  że ludzkość przetwarza się pod wielu względami i w rosnącym szeregu spraw w jedną społeczność, i że jest coraz bardziej niezbędne, aby takie sprawy poddano jakiejś wspólnej władzy obejmującej cały świat. Tak np. coraz bardziej uświadamiamy sobie,  że cała ziemia jest jedną ekonomiczną społecznością,  że należyta eksploatacja jej skarbów naturalnych wymaga jednolitego kierownictwa i  że, odkąd wynalazki zwiększyły siłę i wydajność ludzkiej pracy, nie może być w tej dziedzinie takiego chaosu administracyjnego, który grozi marnotrawstwem i niebezpieczeństwem.

Sprawy finansowe i monetarne stają się również częścią wspólnych interesów całego  świata i mogą być z powodzeniem załatwiane tylko według jakiejś wspólnej linii wytycznej. Choroby zakaźne, wzrost i wędrówki ludności są dziś przedmiotem troski całego  świata, Wzmożenie się siły i zakresu ludzkiej działalności doprowadziło do szczytu niszczycielską potęgę wojny, a nawet sprawiło, że ten nieokrzesany sposób załatwiania porachunków między rządami lub narodami przestał być skuteczny. Wszystkie te sprawy wołają o jakiś nadzór i autorytet wyższy i szerszy niż którykolwiek z dotychczasowych rządów.

Z tego jednak nie wynika, że ma rozwiązać te problemy jakiś nad-rząd całego świata, który by powstał drogą zdobyczy lub zlania się istniejących rządów. Zgodnie z istniejącymi instytucjami myślano o Parlamencie Ludzkości, o Wszechświatowym Kongresie, o Prezydencie lub Cesarzu Ziemi. Takie załatwienie sprawy posiada wielki urok, lecz dyskusje i doświadczenia, podejmowane w ciągu pół wieku, wśród rozmaitych pomysłów i prób, osłabiły wiarę w tę ideę na pozór tak prostą. Zjednoczenie świata napotyka na tej drodze zbyt wiele przeszkód. Teraz myśli się raczej o stworzeniu specjalnych komitetów lub organizacji o jak najszerszej władzy, złożonych z przedstawicieli poszczególnych rządów, a które zajęłyby się takimi sprawami, jak marnowanie i pomnażanie bogactw naturalnych, normowanie warunków pracy, pokój, system monetarny, przyrost ludności, zdrowie publiczne itd.

Może któregoś dnia  świat uprzytomni sobie,  że wszystkie jego wspólne interesy są prowadzone jak jedno przedsiębiorstwo, a on dotąd nie wiedział o istnieniu jakiegoś jednego wszechświatowego rządu. Zanim atoli dojdzie do takiej jedności, zanim taki ustrój międzynarodowy zdoła pokonać patriotyczne nieufności i zawiści, musi sama idea jedności rodzaju ludzkiego objąć wszystkie umysły, i po jecie ludzkości jako jednej rodziny musi być przedmiotem powszechnego nauczania. Od dwudziestu stuleci wielkie religie powszechne starały się utrwalić i rozwinąć tę ideę powszechnego braterstwa, ale aż do naszych dni gniew, złość, nieufność, które płodzą plemienne, narodowe i rasowe tarcia, stały na przeszkodzie tym szerokim poglądom i tłumiły szlachetne impulsy, zdolne każdego człowieka uczynić sługą całej ludzkości.

Idea braterstwa usiłuje teraz zdobyć duszę ludzką, podobnie jak idea chrześcijańska walczyła o posiadanie duszy europejskiej w czasie zamętu VI i VII wieku naszej ery. Rozpowszechnienie i triumf takiej idei musi być dziełem wielkiej rzeszy oddanych i prostych misjonarzy, a  żaden pisarz współczesny nie może odgadnąć, ani jak dalece dzieło to postąpiło naprzód, ani jaki plon ono przyniesie. Kwestie socjalne i ekonomiczne zdają się być nierozłącznie związane z zagadnieniami międzynarodowymi. Rozwiązanie w każdym wypadku zależy od tego, aby serce ludzkie natchnąć poczuciem obowiązku i służby dla wspólnego dobra. Nieufność, nieprzystępność i egoizm, narodów jest odzwierciedleniem takich samych wad każdego właściciela i każdego robotnika wobec wspólnego dobra.

Nadmierna chęć posiadania u jednostek płynie z tego samego źródła, co drapieżna chciwość narodów i władców. Są one wytworem tych samych instynktów i tych samych ciemnych tradycji. Internacjonalizm jest socjalizmem narodów. Ktokolwiek zajmował się tymi problemami, wie dobrze, iż w dzisiejszym stanie nauk psychologicznych, metod wychowawczych i organizacyjnych nie ma mowy o realnym i ostatecznym rozwiązaniu kwestii ludzkiego współżycia i ludzkiej współpracy. Nie jesteśmy dziś zdolni stworzyć naprawdę skutecznej wszechświatowej organizacji pokojowej, podobnie jak ludzie z r. 1820 nie mogli stworzyć systemu kolei elektrycznej, ale wiemy, że jest to równie możliwe i może tak samo bliskie.

Nikt nie zdoła wyjść poza swoją wiedzę, żadna myśl nie może sięgnąć poza myśl współczesną i niepodobna ani odgadnąć, ani przepowiedzieć, ile jeszcze pokoleń ludzkich będzie musiało znosić wojnę, zniszczenie, niepewność i nędzę, zanim świt wielkiego pokoju, do którego, jak się zdaje, zmierza cała historia, pokoju w sercu i pokoju na  świecie, zakończy noc naszego bezcelowego i marnotrawnego bytu. Wszystkie nasze plany dzisiejsze są mgliste i surowe.

Nie odstępuje ich namiętność i nieufność. Wielka praca przebudowy intelektualnej — ledwo zaczęta — nie może być jeszcze zupełna, a nasze pojęcia stają się jaśniejsze i dokładniejsze, nie wiadomo, czy w szybkim, czy w powolnym tempie. W miarę jednak jak będą się stawały jaśniejsze, będą coraz bardziej brały w posiadanie umysły i wyobraźnię ludzi. Ich dotychczasową niemoc powoduje brak pewności i  ścisłości. Nie rozumie się ich, albowiem są zbyt różnorodne i chaotyczne. Precyzja i pewność obdarzy nową wizję świata zniewalającą siłą. Może się to już stać bardzo szybko. Skoro zaś idee będą jasne i zrozumiałe, pójdzie za nimi — co jest logiczne i konieczne — wielkie dzieło wychowawczej przebudowy.

Podobne prace

Do góry