Ocena brak

Rozwój łacińskiego chrześcijaństwa

Autor /vvv Dodano /14.03.2011

Jest rzeczą godną uwagi, jak bardzo niewielki obszar pozostawał pod władzą Ariów w VII i VIII wieku. Tysiąc lat przedtem rasa aryjska panowała nad całym  światem cywilizowanym na zachód od Chin. Teraz zaś Mongołowie posunęli się aż do Węgier, w Azji nie zostało nic w rękach aryjskich z wyjątkiem bizantyńskich posiadłości w Azji Mniejszej; również stracona była cała Afryka i prawie cała Hiszpania.

Wielki świat helleński skurczył się do kilku posiadłości wokół Konstantynopola, a wspomnienie potęgi rzymskiej żyło chyba tylko w łacinie księży zachodniego Kościoła. W jaskrawym przeciwieństwie do tego upadku  świat semicki po tysiącu lat niewoli i ciemnoty podniósł się do nowego życia. Lecz  żywotność ludów nordyckich nie była wyczerpana. Pozostała im co prawda tylko środkowa i północno-zachodnia Europa, a w świecie ich politycznych i społecznych idei szerzył się okropny zamęt, lecz mimo to budowały one stopniowo i wytrwale nowy porządek społeczny i nieświadomie przygotowywały odrodzenie potęgi jeszcze większej niż ta, którą dopiero co utraciły. Mówiliśmy już,  że w początkach VI w. nie było w zachodniej Europie jakiegoś centralnego rządu. Ta połać ziemi była podzielona między wielu lokalnych władców, którzy utrzymywali się jak mogli. Taki stan rzeczy był nazbyt niepewny, aby mógł trwać; wśród tego bezładu powstał system współdziałania i zrzeszania, system feudalny, którego  ślady do dziś przetrwały w  życiu europejskim. Ten system feudalny był pewnego rodzaju krystalizacją społeczeństwa dookoła siły.

Nigdzie poszczególny człowiek nie czuł się bezpiecznym i stąd gotów był zrzec się części wolności za cenę pomocy i opieki. Szukał silniejszego, który by był jego panem i obrońcą; oddawał mu  świadczenia wojenne i płacił daninę, w zamian za co miał zapewnione używanie swej własności. Jego pan również szukał bezpieczeństwa w wasalstwie u innego, jeszcze większego pana. Nawet miasta uważały za rzecz dogodną mieć feudalnych protektorów, a klasztory i majątki kościelne nakładały sobie podobne więzy. Niewątpliwie w wielu wypadkach opiekunowie sami ubiegali się o roztoczenie nad kimś opieki; system feudalny rósł równomiernie z dołu do góry i z góry ku dołowi. Powstał więc pewnego rodzaju system piramidalny, odmienny w różnych okolicach, otwierający z początku szerokie pole do gwałtów i zamieszek, lecz będący jednocześnie zawiązkiem  ładu i praworządności. Piramidy te wzrosły szybko, a niektóre z nich zarysowały się jako królestwo.

Już z początkiem VI wieku w dzisiejszej Francji i Holandii istniało frankońskie królestwo pod berłem jego założyciela, Klodwiga, a wkrótce powstały królestwa wizygockie, lombardzkie i gockie. Kiedy muzułmanie przeszli Pireneje w roku 720, królestwem frankońskim rządził właściwie Karol Młot, majordomus  zdegenerowanego potomka Klodwiga; on to właśnie zadał im ostatnią klęskę pod Poitiers (732). Karol Młot był istotnym panem całej Europy na północ od Alp, od Pirenejów aż po Węgry. Panował nad wielu książętami, mówiącymi mieszaniną francusko-łacińską, oraz górno-i dolnoniemieckim językiem. Syn jego Pepin usunął ostatnich potomków Klodwiga i sam obwołał się królem. Wnuk jego, Karol Wielki, który wstąpił na tron w r. 768, stał się władcą tak rozległego państwa,  że mógł myśleć o wskrzeszeniu tytułu  łacińskiego cesarza. Podbił północne Włochy i zawładnął Rzymem.

Spoglądając na dzieje Europy z szerszego horyzontu historii świata, widzimy dokładniej, niż to się udaje nacjonalistycznym historykom, jak krępująca i zgubna była tradycja łacińsko-rzymskiego cesarstwa. Ciasna a zacięta walka o to widmo pierwszeństwa miała pochłaniać energię Europy przez więcej niż tysiąc lat. Można z  łatwością wykreślić bieg nie do pogodzenia antagonizmów trwających przez cały ten okres; czynią one wrażenie uporczywego szaleństwa. Jedynym motorem działania była wspólna ambicja wszystkich wybitnych władców, z których każdy, jak Karol Wielki, chciał być Cezarem. Państwo Karola Wielkiego składało się z szeregu feudalnych germańskich państewek, stojących na różnych szczeblach barbarzyństwa. Na zachód od Renu, przeważna część tych ludów germańskich nauczyła się mówić rozmaitymi zlatynizowanymi narzeczami, które w końcu zmieszały się i utworzyły język francuski.

Na wschód od Renu ludy tej samej rasy germańskiej nie zatraciły swej germańskiej mowy. Z tego powodu porozumienie między tymi dwiema grupami barbarzyńskich zdobywców było dość trudne i  łatwo dokonał się rozłam. Tym  łatwiej,  że zwyczaj frankoński wymagał podziału królestwa Karola Wielkiego między jego synów. Od czasu Karola Wielkiego dzieje Europy układają się mniej więcej w ten sposób najpierw idzie historia monarchy i jego rodu, dalej perypetie walki o niepewne zwierzchnictwo nad królami, książętami, biskupami i miastami Europy, a jednocześnie w tym zamęcie pogłębia się coraz bardziej antagonizm między  żywiołem francuskim i niemieckim. Każdy cesarz poddawał się formalnościom wyboru; szczytem zaś jego ambicji było zawładnąć Rzymem, tą staroświecką, odsuniętą od życia stolicą, i tam odbyć koronację.

Drugim czynnikiem politycznego bezładu w Europie było silne postanowienie Kościoła rzymskiego, aby nie któregoś z  świeckich książąt, lecz samego papieża uważać za istotnego cesarza. Był on już  pontifex maximus;  w rzeczywistości on rządził upadającą stolicą; nie miał wprawdzie wojska, lecz posiadał rozległą organizację propagandową w szeregach swych księży, rozproszonych po całym  świecie  łacińskim; jeżeli mu brakło władzy nad ciałem ludzkim, w zamian za to w ich wyobraźni dzierżył klucze od nieba i piekła i mógł wywierać wielki wpływ na dusze. Przez całe więc średniowiecze, w chwili gdy jeden książę starał się podejść drugiego, aby się zrównać z nim lub go przewyższyć, albo wreszcie osiągnąć najwyższą godność, papież rzymski, czasem odważnie, kiedy indziej podstępnie, to znów zasłaniając się swą niemocą — albowiem stolica apostolska była dziedzictwem ludzi starych i przeciętnie papieże panowali nie dłużej jak dwa lata — usiłował zhołdować sobie wszystkich książąt i stać się bezspornym panem chrześcijaństwa.

Te antagonizmy między książętami i między papieżem a cesarzem nie wyczerpują wszystkich czynników europejskiego chaosu. Oto w Konstantynopolu siedział cesarz mówiący po grecku i dążący do zhołdowania całej Europy. Kiedy Karol Wielki starał się odbudować cesarstwo, udało mu się wskrzesić jedynie  łacińską połać. Było do przewidzenia,  że wrychle wytworzy się współzawodnictwo między cesarstwem greckim a  łacińskim. A jeszcze prędzej rozwinęło się współzawodnictwo chrześcijaństwa mówiącego po grecku z nowszym odłamem, posługującym się  łaciną. Papież rzymski uważał siebie za następcę  św. Piotra, zwierzchnika Chrystusowych apostołów — i za głowę całego chrześcijaństwa. Ani cesarz, ani patriarcha konstantynopolitański nie był skłonny do uznania tych pretensji. Spór o jeden z bardzo subtelnych punktów doktryny o Trójcy  Świętej zakończył się po długich waśniach ostatecznym rozłamem w r. 1054. Kościół łaciński i kościół grecki stały się odtąd odrębne i zdecydowanie wrogie.

W naszej ocenie konfliktów, które wycieńczały  łacińskie chrześcijaństwo w wiekach  średnich, i ten antagonizm musimy wziąć pod rozwagę. Na ten zwaśniony  świat chrześcijański sypały się ciosy trzech grup antagonistów. Nad Bałtykiem i Morzem Północnym  żyły plemiona nordyckie, które bardzo powoli i niechętnie przyjmowały chrystianizm; byli to Normanowie. Zajmowali się  żeglugą i rozbójnictwem morskim, i najeżdżali wszystkie wybrzeża chrześcijańskie aż do Hiszpanii. Posunęli się przez rzeki rosyjskie w głąb tych zaniedbanych krajów, przenieśli swe statki na rzeki płynące ku południowi, i pojawili się jako piraci na Morzu  Czarnym i Kaspijskim. Zakładali księstwa w Rosji i byli pierwszym ludem zasługującym na miano Rosjan. Ci normańscy Rosjanie omal nie zdobyli Konstantynopola. Anglia w początkach IX w. była chrześcijańskim krajem dolnoniemieckim, rządzonym przez króla Egberta, protegowanego i pupila Karola Wielkiego. Normanowie wydarli połowę królestwa następcy jego, Alfredowi Wielkiemu (886) i w końcu za Knuta (1016) stali się panami całego kraju.

Inny oddział Normanów, pod wodzą Rollona, zdobył północną Francję, która stalą się Normandią (912). Knut panował nie tylko nad Anglią, lecz i nad Norwegią i Danią, wszelako to krótkotrwałe mocarstwo rozpadło się po jego  śmierci, przez zwykły błąd ludów barbarzyńskich: podział krajów między synów zmarłego władcy. Można snuć interesujące rozważania na lemat: co by się stało, gdyby się utrzymała ta chwilowa jedność Normanów. Byli oni rasą o zdumiewającej odwadze i energii. Na swych statkach zapuszczali się aż do Islandii i Grenlandii. Byli to pierwsi Europejczycy, którzy wylądowali na ziemi amerykańskiej. Później awanturnicy normańscy odbili Saracenom Sycylię i zburzyli Rzym. Można sobie stworzyć fascynujący obraz wielkiej północnej potęgi morskiej, która by wyrosła z państwa Knuta, sięgając od Ameryki do Rosji.

Na wschód od świata germańskiego i zlatynizowanej części Europy żyła mieszanina szczepów słowiańskich i ludów tureckich. Najwybitniejszymi z tych ostatnich byli Madziarowie, czyli Węgrzy, którzy przedarli się ku zachodowi w ciągu VIII i IX w. Karol Wielki powstrzymał ich na czas jakiś, lecz po jego  śmierci usadowili się oni tam, gdzie dzisiejsze Węgry: sposobem swych poprzedników, pokrewnych sobie Hunów, napadali z każdą wiosną na osiadłe części Europy.

W 938 przez Niemcy wtargnęli do Francji, przez Alpy przeszli do północnych Włoch i znów wrócili do domu, paląc, niszcząc, rabując po drodze. Wreszcie z południa napierali na resztki imperium rzymskiego — Saraceni. Stali się prawdziwymi panami morza; jedynie groźnymi dla nich przeciwnikami na wodzie byli Normanowie, rosyjscy Normanowie od strony Morza Czarnego i Normanowie zachodni. Otoczony przez owe silne i zaczepne ludy, wśród potęg, których nie rozumiał, i niebezpieczeństw, których nie potrafił ocenić, Karol Wielki, a po nim cały szereg ambitnych duchów podjął błahy zamiar odbudowania zachodniego cesarstwa pod nazwą  Świętego Rzymskiego Cesarstwa.

Od czasów Karola Wielkiego idea ta opętała życic polityczne zachodniej Europy, gdy tymczasem na wschodzie grecka połać rzymskiego mocarstwa upadała i kurczyła się, aż w końcu nie zostało z niej nic, prócz zepsutego miasta handlarzy, jakim był Konstantynopol, i kilku mil terytorium wokół stolicy. W dziedzinie polityki kontynent europejski był zacofany i nietwórczy przez jakie tysiąc lat, licząc od czasów Karola Wielkiego. Imię Karola Wielkiego zajmuje wiele miejsca w historii Europy, lecz sama jego postać jest dość niewyraźna. Nie umiał on ani czytać, ani pisać, atoli żywił głęboki szacunek dla nauki; lubił, gdy mu czytano głośno przy stole, i miał słabość do dyskusji teologicznych. Na leżach zimowych w Akwizgranie lub Moguncji zbierał dookoła siebie uczonych i wiele korzystał z ich rozmów. Latem prowadził wojny — przeciw hiszpańskim Saracenom, albo przeciw Słowianom i Madziarom, albo przeciw Sasom i innym plemionom niemieckim, które jeszcze były pogańskie.

Jest rzeczą wątpliwą, czy idea pozostania Cezarem, następcą Romulusa Augustulusa, zrodziła się w jego głowie przed zajęciem Włoch północnych, czy też poddał mu ją dopiero papież Leon III, który starał się Kościół łaciński uniezależnić od Konstantynopola. W Rzymie odbywały się bardzo osobliwe zabiegi między papieżem a przyszłym cesarzem, których sens polegał na tym, czy ma się, czy nie ma się wydawać, że cesarz przyjmuje koronę z rąk papieża. W końcu udało się papieżowi ukoronować swego gościa i zdobywcę, niespodziewanie, w dzień Bożego Narodzenia r. 800 w kościele Św. Piotra. Wziął koronę, włożył ją na głowę Karola Wielkiego i obwołał go Cezarem i Augustem. Bardzo się to podobało ludowi. Karol Wielki nie był zadowolony z takiego obrotu rzeczy, zagnieździła się w nim myśl, że doznał porażki; pozostawił tedy swemu synowi dokładne instrukcje zapobiegające ukoronowaniu go przez papieża; miał on wziąć koronę w swoje ręce i sam włożyć sobie na głowę.

Tak więc od pierwszych dni odrodzonego imperium zaczyna się wiekowa walka między cesarzem a papieżem o pierwszeństwo. Ale Ludwik Pobożny, syn Karola, nie zważał na przestrogi ojca i był zupełnie uległy papieżowi. Państwo Karola Wielkiego rozpadło się po  śmieci Ludwika Pobożnego, a jednocześnie wytwarzała się coraz większa przepaść między Frankami mówiącymi po francusku a Frankami mówiącymi po niemiecku. Pierwszym, który się znów upomniał o koronę cesarską, był Otton, syn niejakiego Henryka Ptasznika, Sasa, którego królem wybrało w 919 r. zgromadzenie książąt i prałatów niemieckich. Otton nastąpił na Rzym i koronował się tam na cesarza w 962.

Ta linia saksońska skończyła się w XI w., ustępując miejsca innym władcom niemieckim. Feudalni książęta i panowie z Zachodu, ci wszyscy, którzy mówili rozmaitymi narzeczami francuskimi, nie dostali się pod panowanie cesarzy niemieckich po wymarciu linii Karolingów, wywodzących się od Karola Wielkiego, a podobnie  żadna część Brytanii nie wchodziła nigdy w skład  Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Książę Normandii, król Fian-cji i cały szereg pomniejszych władców feudalnych pozostawali poza jego granicami. W 987 królestwo francuskie przeszło od Karolingów w ręce Hugona Kapela, którego następcy panowali jeszcze w XVIII w. W czasach Hugona Kapeta król Francji miał władzę jedynie nad niewielkim terytorium wokół Paryża.

W 1066 Anglia doznała prawie jednoczesnego najazdu norweskich Normanów pod wodzą króla Harolda Hardrady i zlatynizowanych Normanów, którymi dowodził książę Normandii. Pierwszych pokonał król Anglii, Harold, w bitwie pod Stamford Bridge, a z kolei sam doznał porażki pod Hastings od najeźdźców z Normandii. Normanowie, podbiwszy Anglię, odcięli ją od spraw skandynawskich, teulońskich i rosyjskich, a jednocześnie wprowadzili w krąg bliskich stosunków i konfliktów z Francją. Przez jakie cztery stulecia Anglicy waśnią się z francuskimi feudalnymi książętami i grasują po ziemi francuskiej.

Podobne prace

Do góry