Ocena brak

Rozwój dziecka w rodzinie adopcyjnej - Dylematy rodziców adopcyjnych

Autor /Emilian Dodano /31.08.2011

Trudnością niemałą dla rodziców adopcyjnych jest fakt iż muszą radzić sobie z poczuciem mniejszej wartości, np. w związku z bezpłodnością, z powstawaniem mechanizmów obronnych związanych z odrębnością rodzicielstwa społecznego i biologicznego.

Natura wyznaczyła istotom żyjącym na Ziemi dwa cele – przeżyć oraz przekazać geny potomstwu. To jedna dostępna nam, przemijającym, nieśmiertelność. Moje geny nie są potrzebne, ja wypadam z tej gry. Zaczęło się moje umieranie. Muszę to przyjąć, choć wcale nie chcę.

Muszę głęboko spojrzeć w oczy mojej prawdzie. Tak – jestem kobietą gorszego gatunku. Nie zostałam, jak inne, dopuszczona do udziału w tajemnicy stworzenia. Nie dostąpiłam tego szczególnego wyróżnienia, kiedy spośród wszystkich kobiet świata tylko ja mogę być matką mojego dziecka. Ale o wiele bardziej boli, że nie dane mi jest przeżywanie miłości rodzicielskiej. Że nie mam o kogo umierać ze strachu, albo być dumną jak paw. Że nie uczestniczę w odkrywania świata na nowo z tą szczególną radością i zadziwieniem, które są dostępne tylko dzieciom. Że nie mam szansy dorosnąć do dojrzałej odpowiedzialności za innego człowieka. Nie mogę w pełni kontrolować swojego ciała. Nie mogę zmusić dwóch małych komórek, żeby się spotkały i dały początek życiu. Ale wciąż wierzę, że to jednak duch zwycięża materię. Możemy adoptować dziecko”.

W dzisiejszych czasach zachowanie faktu adopcji jest niezwykle ciężkie, dlatego rodzice adopcyjni muszą uwzględnić konieczność poinformowania dziecka o jego pochodzeniu. Wielu rodzicom adopcyjnym towarzyszy dylemat, czy ujawnić przed dzieckiem fakt, że jest ono adoptowane, czy tez go zataić. Rodzice adopcyjni często obawiają się powiedzenia dziecku prawdy na temat jego pochodzenia. Niejednokrotnie uważają, że dziecku, które i tak ma za sobą wiele przykrych doświadczeń, powiedzenie, że nie jest ich biologicznym potomkiem, a naturalni rodzice nie mogli lub, co gorsze, nie chcieli go wychowywać, może być przeżyciem dramatycznym i trudnym do zrozumienia.

Wszystko to przemyślałam, ale Piotrek i tak mnie zaskoczył (wtedy jeszcze nie miał trzech lat i wydawał się o wiele za mały), kiedy wpadł do łazienki i zapytał:

  • A u kogo ja byłem w brzuchu?

Z moim synem nie istnieje POWOLI.

Udało mi się dość spokojnie odpowiedzieć:

Nie u mnie, u innej mamy.

To mu się nie spodobało.

Nie, byłem u taty!

U taty nie, bo panowie nie mogą mieć dzieci w brzuchu, tylko panie mogą. Byłeś u innej mamy.

Jaka ona była?

Nie wiem. Nie znam jej.

Czy ona umarła?

Nie. Ale teraz na szczęście jesteś z nami. Bardzo cię kochamy i cieszymy się, że jesteś naszym synkiem.

Co jakiś czas Piotrek wraca do takich pytań. Po pierwszej, najtrudniejszej rozmowie, spokojnie omawiamy te kwestie.

Napisałam dla niego bajkę o nas. Próbuję mu opowiedzieć, co się nam przydarzyło i dlaczego, bez szukania winnych. Podobno ta bajka jest za trudna dla dzieci. Ale to wcale nie jest bajka, tylko prawda. Niektórzy dorośli myślą, że to ona jest za trudna dla dzieci. My jakoś musimy sobie z nią radzić.

A dzieciakom z sąsiedztwa, które dopytywały się, skąd wzięłam Piotrusia, powiedziałam (w przebłysku geniuszu), że go dostałam w prezencie. Popatrzyły na niego z szacunkiem. Każdy przecież wie, że prezent to coś fajnego i każdy lubi dostawać prezenty!”.

...proszę, nie pytajcie, czy można kochać adoptowane dziecko jak swoje własne. Nie wiem, jak się kocha urodzone przez siebie dziecko. Nie dowiem się. Zapewne każdego człowieka kocha się nieco inaczej. Wiem jak kocham Piotrka . Wyżebrałam go, wymodliłam, wycierpiałam. W bólu rodzi się dziecko. Moje też. Moje własne”.

Podobne prace

Do góry