Ocena brak

Różnorodność sposobów życia i „fakty społeczne"

Autor /John Dodano /29.07.2011

Pojęcie kultury zrodziło się jako efekt dwóch obserwacji chwytających zupełnie fundamentalne właściwości życia społecznego. Pierwsza to ogromne zróżnicowanie sposobów życia ludzi - a więc właśnie, w najogólniejszym sensie, kultur - w różnych epokach, a także współcześnie, na różnych obszarach kuli ziemskiej. Historycy, odchodząc od tradycyjnego kanonu historii politycznej lub „zdarzeniowej" w stronę historii gospodarczej czy społecznej, objęli swoim zainteresowaniem także życie codzienne w dawnych wiekach: zwyczaje i obyczaje, wierzenia i przekonania, budownictwo i technikę, sztukę i edukację, mit, magię i religię.

I wszędzie dostrzegali niebywałą zmienność i niebywałą różnorodność. Z kolei antropologowie społeczni, badając społeczności prymitywne czy słabiej rozwinięte, zachowane do dziś w otoczeniu coraz bardziej dominującej nowoczesności, pokazali, jak bardzo różnie może przebiegać życie społeczne na różnych obszarach, nawet w tym samym czasie. Skupiali oni uwagę na kontrastach szczególnie skrajnych, ale o takiej różnorodności świadczyło również doświadczenie potoczne podróżników, emigrantów, a później turystów odwiedzających obce kraje i notorycznie zaskakiwanych innością świata, który tam napotykali.

Ludzie inaczej wyglądali, inaczej się ubierali, co innego jedli, inaczej pracowali, mieszkali w innych budowlach, czcili innych bogów, używali innych urządzeń, inaczej witali się i żegnali, inaczej traktowali dzieci i rodzinę, czego innego uczyli, inaczej odpoczywali i świętowali itp. Dzisiaj to doświadczenie pluralizmu kulturowego jest coraz bardziej powszechne dzięki środkom masowego przekazu. Co dzień w naszych domach stykamy się „wirtualnie", za pośrednictwem telewizji czy Internetu, z kulturami najbardziej odległymi. Literatura, publicystyka, reportaż dostarczają relacji o egzotycznych sposobach życia, wierzeniach czy zwyczajach. Coraz częściej spotykamy przedstawicieli obcych kultur - biznesmenów, turystów, uchodźców, emigrantów - na naszych ulicach. I coraz częściej sami podróżujemy po świecie, w interesach, w celach zawodowych, dla przyjemności.

Odmienności kulturowe obejmują nie tylko życie codzienne, ale wywierają istotny wpływ na funkcjonowanie grup społecznych, organizacji, instytucji. Okazuje się, że te same formy organizacyjne dominujące dzisiaj w świecie, np. kapitalizm w ekonomii czy demokracja w polityce, działają zupełnie różnie w kontekście różnych kultur. Już Max Weber dostrzegał znaczenie typowego dla kultury „Zachodu" kompleksu wartości, który określał jako „duch kapitalizmu" i który wiązał z dominacją religii protestanckiej. Wielu tłumaczy sukces ekonomiczny krajów Dalekiego Wschodu po II wojnie światowej swoistym syndromem „azjatyckich wartości". Inni szukają źródła katastrofy dzisiejszej Afryki w dysonansie instytucji kapitalistycznych i demokratycznych z tradycyjnymi kulturami plemiennymi.

Jedno z wyjaśnień trudności, jakie napotykają w rozwoju gospodarczym i politycznym kraje postkomunistyczne, odwołuje się do sprzeczności między mocno zakorzenioną kulturą realnego socjalizmu, a wymaganiami nowoczesnej kultury rynkowej i demokratycznej. Ale nawet w mniejszej skali, porównując poszczególne kraje, dostrzeżemy od razu, jak różne są na przykład kapitalizm włoski i szwedzki czy demokracja grecka i angielska. Międzynarodowe korporacje odkryły już dawno, jak ważne jest lokalne „otoczenie biznesu", a politycy, prowadząc międzynarodowe negocjacje, nie mogą abstrahować od lokalnego „klimatu politycznego". Te metaforyczne określenia odnoszą się przede wszystkim do swoistości kulturowych.

Konkluzja tych spostrzeżeń historycznych i współczesnych jest prosta: nie ma jednego społeczeństwa ludzkiego, lecz wielość społeczności ludzkich, z których każda wytwarza sobie swoisty sposób życia, dla niej naturalny i oczywisty. Co więcej, w jednej i tej samej społeczności swoiste sposoby życia dziedziczone są przez pokolenia, a przez to zachowują ciągłość ponadjednostkową, wykraczającą poza okres życia pojedynczych członków. A równocześnie pojawiają się tu innowacje prowadzące do zmian, w naszych czasach wyraźnie przyśpieszonych.

Drugie spostrzeżenie, które prowadziło do sformułowania kategorii kultury, było udziałem zwykłych ludzi żyjących w społeczeństwie. Otóż, w ich codziennym doświadczeniu pojawiali się zawsze jacyś inni ludzie, z którymi nawiązywali kontakty, wchodzili w interakcje, zawiązywali stosunki społeczne. Żyli zawsze w otoczeniu innych ludzi. Ale co więcej, ze strony tych innych doznawali pewnych ograniczeń własnej swobody działania. Nie zawsze mogli postępować tak, jakby chcieli, nie zawsze mogli mówić to, co myśleli, ba, czasem nawet nie ośmielali się pomyśleć o pewnych rzeczach czy w pewien sposób.

A to dlatego, że w ich społeczności tak się nie postępowało, tak się nie mówiło i tak się nie myślało. I społeczność była gotowa bardziej lub mniej bezwzględnie wymagać uznanych sposobów działania, mówienia i myślenia od swoich członków. Z perspektywy jednostki wygląda na to, że istnieje jakaś rzeczywistość wobec niej zewnętrzna, z którą zderza się nieustannie każdy, kto pragnie realizować swoje czysto indywidualne, autonomiczne, egoistyczne dążenia czy zachcianki. Jednostka jest pozbawiona części swojej wolności, poddana presji społecznych oczekiwań. Nie chodzi tu przy tym o oczekiwania formułowane przez jakąś konkretną osobę, o jakieś szczegółowe powinności czy zobowiązania, jakie mamy wobec danego partnera na przykład w ramach kontraktu czy ogólniej - stosunku społecznego. Chodzi natomiast o uogólnione poczucie, że cała moja społeczność - anonimowa, bezosobowa, pluralistyczna - tego akurat wymaga, natomiast czego innego by nie akceptowała.

Klasyk francuskiej socjologii Emile Durkheim uchwycił te potoczne i powszechne odczucia, wprowadzając pojęcie „faktów społecznych", jako szczególnych przejawów rzeczywistości społecznej, generowanych przez zbiorowości, pojawiających się w przestrzeni międzyludzkiej i różnych od przeżyć psychicznych, indywidualnych. Miały one, w ujęciu Durkheima, trzy cechy. Po pierwsze, były wspólne dla całej zbiorowości, podzielane przez jej członków, wytwarzane przez nią, pozostawały jej kolektywną „własnością". Po drugie, dla każdego członka zbiorowości były zewnętrzne, bo nie stworzył ich sam, lecz raczej zastał gotowe, natknął się na nie lub zderzył się z nimi. Po trzecie, wywierały na zachowanie i myślenie członków zbiorowości swoistą uogólnioną presję, zalecając czy nakazując jedno, a zakazując drugiego. Przykładami faktów społecznych była dla Durkheima religia, moralność, obyczaje, prawo itp.

Ludzie żyją bardzo różnie, ale w obrębie każdej zbiorowości istnieje pewien właściwy dla jej członków sposób życia, obowiązujący wzorzec działania i myślenia. Różnorodność, heterogeniczność zewnętrzna, pomiędzy różnymi zbio-rowościami, i jednorodność, homogeniczność wewnętrzna uniformizująca działanie i myślenie w obrębie każdej zbiorowości - to dwie konstatacje, które łączy w sobie pojęcie kultury. Amerykański antropolog społeczny Clyde Kluc-khohn zebrał w osobnym tomie ponad dwieście definicji kultury. Sam definiował kulturę jako historycznie wytworzony system wzorców życia, które skłonni są podzielać wszyscy członkowie jakiejś zbiorowości. Ale dla naszych celów przyjmijmy sformułowanie najprostsze, które proponuje amerykański socjolog Robert Bierstedt: „kultura to wszystko co ludzie czynią, myślą i posiadają jako członkowie społeczności"1.

Pierwszy ważny element tej definicji to zastrzeżenie „jako członkowie społeczności". Mogę przecież także coś robić, myśleć czy coś posiadać, co jest tylko moje, prywatne, własne i niepowtarzalne. Mogę mieć jakiś dziwny nawyk czy upodobanie, na przykład stawać na głowie po wstaniu rano z łóżka albo pić kawę z cytryną. Mogę myśleć o kimś bliskim per Prosiaczek". I mogę nosić w kieszeni pluszową małpkę jako maskotkę na szczęście. Nie są to elementy kultury, ani bowiem stawanie na głowie, ani picie kawy z cytryną, ani mówienie „ty prosiaczku", ani noszenie przy sobie małpki - nie są powszechnie przyjętymi w społeczności zwyczajami. Nie zapożyczyłem tego od zbiorowości, nie czynię tego pod presją, lecz raczej wymyśliłem sam i stosuję spontanicznie. Ale zobaczmy inne przykłady: wkładam rano krawat i marynarkę, jem śniadanie widelcem i nożem, rozmawiam z żoną po polsku, jadę do pracy samochodem. Tutaj naśladuję, stosuję przyjęte sposoby ubierania się, jedzenia, mówienia, używam typowych urządzeń, których sam nie wymyśliłem ani nie skonstruowałem, lecz które znajduję, zastaję w mojej społeczności. To wszystko są już elementy kultury.

Społeczność, o którą chodzi, może mieć bardzo różny rozmiar i kształt. Mówiliśmy wcześniej, że pojęcie społeczeństwa, choć potocznie kojarzy się z państwem czy narodem (społeczeństwo polskie, społeczeństwo francuskie), to w socjologii używane jest bardziej abstrakcyjnie, dla oznaczenia zbiorowości wszelkiej skali, od grupy przyjaciół do wszystkich mieszkańców planety Ziemia. Podobnie pojęcie kultury, choć potocznie kojarzy się z kulturą narodową (kultura polska, kultura francuska), to odnosi się do swoistych sposobów życia społeczności wszelkiej skali, od rodziny do ludzkości. Wszelkie grupy społeczne wytwarzają, mniej lub bardziej złożoną, własną kulturę grupową. Każda rodzina ma jakieś swoiste zwyczaje, sposoby zwracania się do siebie, przezwiska, symbole, pamiątki.

Pewne swoiste obyczaje wytwarza wspólnota lokalna. Inne - Kościół. Jeszcze inne - firma, w której pracujemy. Spotkamy je w klubie sportowym i partii politycznej, do których należymy. Bardzo wyraźne, odrębne rysy kulturowe mają niektóre środowiska zawodowe: zawodowi wojskowi, lekarze, adwokaci, naukowcy, kolejarze, górnicy, rolnicy itp. Niewątpliwie jednak największe bogactwo treści kulturowych wiąże się ze zbioro-wościami terytorialnymi, plemionami, grupami etnicznymi, narodami. Dla tych zbiorowości zewnętrzna odrębność kulturowa i wewnętrzna wspólnota kulturowa są elementami definicji; nie sposób je wyróżnić, określić ich cechy istotne, nie uwzględniając aspektu kulturowego - wspólnego języka, wspólnych obyczajów, wspólnych wartości, wspólnych stereotypów i przesądów itp. Są także kultury ponadnarodowe, np. kultura europejska, „zachodnia", azjatycka, Ameryki Łacińskiej czy kultura islamu. Niewątpliwie istnieją również pewne rysy kulturowe wspólne całej ludzkości, na przykład to, że wszyscy żyjemy w jakichś rodzinach i wszyscy wierzymy w jakichś bogów.

Z tej wielości kultur, od najmniejszych do największych, które towarzyszą wszystkim przejawom życia społecznego, wynika tak niewielki zakres ludzkiej niepowtarzalności i całkowitej oryginalności. Nawet we wskazanych przykładach działań nawykowych czy wyjątkowych granica z działaniami czerpanymi z kultury i regulowanymi przez kulturę jakiejś zbiorowości jest bardzo płynna. Wystarczy, iż fakt, że staję rano na głowie, wynika z mojej przynależności do klubu jogi, a to, że mówię do żony per „Prosiaczku" - z przyjętego w mojej rodzinie zwyczaju określania się nazwami zwierząt, żeby moje działania nie były już całkiem prywatne, lecz wyrażały pewne przyjęte w grupach, do których należę, wzorce kulturowe.

Ta wielość skal społeczności, które są nosicielami rozmaitych kultur, sprawia, że kultury nakładają się na siebie, przenikają w różny sposób. Kultury narodowe wielu krajów Europy poza swoistymi treściami zawierają również podobne elementy kultury europejskiej czy chrześcijańskiej. Kultury regionalne, np. góralska czy kaszubska w Polsce, pozostają oczywiście pod wpływem kultury narodowej. Podobnie kultury zawodowe poza charakterystycznymi dla pewnych środowisk wzorami życia zawierają też swoiste rysy czerpane z kultur narodowych. Na przykład środowisko naukowe czy środowisko biznesu ma podobne zwyczaje, podobny styl życia, podobne formy pracy i kontaktów, podobny etos w skali światowej, ale równocześnie nieco inaczej funkcjonuje w Anglii, inaczej w Niemczech, inaczej w Nigerii, a jeszcze inaczej w Polsce. Jeśli na to nakładanie się kultur spojrzymy z perspektywy jednostki, oznaczać to będzie równoczesną podległość różnym kulturom.

W innym języku fenomen ten opisywaliśmy już wcześniej, kiedy podkreślaliśmy wielość pozycji społecznych (statusów) zajmowanych równocześnie przez tę samą osobę, a później gdy wskazywaliśmy na równoczesne członkostwo każdej jednostki w wielu grupach społecznych. Teraz, z perspektywy „kulturowej", oznacza to, że sposób życia każdej jednostki znajduje się pod presją wielu kultur równocześnie. Niekiedy używa się tu pojęcia „presji krzyżujących się". Warto powtórzyć raz jeszcze: mówimy przecież ciągle o tym samym, bo życie społeczne jest jedno. Ale mówimy różnym językiem: raz „działaniowym", kiedy indziej „grupowym", a teraz „kulturowym", bo tylko z tych różnych perspektyw objawia nam się pełna złożoność i wieloaspektowość rzeczywistości społecznej.

Zobaczmy przykład tej równoczesnej podległości jednostki wielu kulturom różnej skali. Pewne własne obyczaje, symbole i tradycje ma moja rodzina. Swoiste sposoby zachowania, ubierania się, mówienia ma środowisko narciarskie, w którym spędzam wczasy. Jako mieszkaniec Krakowa, podlegam wpływom bogatej, historycznie wytworzonej kultury miasta. Jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, obracam się w kręgu ponad sześćsetletniej kultury uniwersyteckiej. Jako naukowiec, uczestniczę w ponadnarodowej, kosmopolitycznej kulturze środowiska naukowego. Ale jako Polak, dziedziczę bogactwo kultury narodowej, w tym także charakterystyczne dla niej stereotypy czy przesądy. Jako katolik, pozostaję pod naciskiem kultury katolickiej. Jako Europejczyk, wyraźnie odczuwam swoistość tej kultury w porównaniu z amerykańską czy azjatycką. Uczestniczę także w pewnym zakresie w kosmopolitycznej kulturze ogólnoludzkiej, akceptując na przykład ideę uniwersalnych praw człowieka i wspierając ruch ekologiczny.

Tak jak status społeczny jednostki powstaje gdzieś na przecięciu różnych pozycji, jakie równocześnie zajmuje, tak jak jej identyfikacja grupowa jest efektem równoczesnej przynależności do wielu grup, tak tożsamość kulturowa tworzy się przez nakładanie tych wielorakich i różnych wpływów kulturowych, którym jednostka podlega. Jest oczywiście możliwe, że wpływy te są zbieżne i wzmacniają się wzajemnie. Wówczas tożsamość jednostki ma cechy monolityczne, jej identyfikacja z kulturą jest kompletna i bezwarunkowa. Ale jest też możliwe, że rozmaite wpływy kulturowe są wzajemnie treściowo niezgodne. Wtedy tworzą swoisty dysonans kulturowy i w efekcie niespójną, „pękniętą" tożsamość.

Bardzo silny efekt tego rodzaju występuje w przypadku emigrantów: jeszcze znajdują się pod wpływem kultury ojczystej, która ich ukształtowała i z którą nadal pozostają w kontakcie, a już ulegają silnej presji odmiennej kultury kraju osiedlenia. Odwrotna możliwość to sytuacja ludności lokalnej w krajach kolonialnych, gdzie narzucona z zewnątrz obca kultura zasadniczo nie zgadza się z rodzimymi obyczajami, wierzeniami czy sposobami myślenia. Dysonans kulturowy występuje także w przypadku szybkiego awansu społecznego, gdy na przykład silnie zakorzeniony w tradycyjnej kulturze chłopskiej młody człowiek zatrudniony zostaje w nowoczesnej korporacji finansowej. Kontrast sposobów i stylów życia, przekonań, wartości dyktowanych przez te dwie kultury może być bardzo wyraźny.

Stopień samoświadomości kulturowej, to znaczy wyraźnego postrzegania reguł, idei czy symboli bywa nierówny. Ludzie często są zanurzeni w kulturze, niczym w przejrzystym powietrzu, stosując się do jej nakazów bezrefleksyjnie, automatycznie. Stanowi dla nich dziedzinę niekwestionowanej oczywistości. Kiedy indziej jednak wyraźnie odczuwają presję kulturową, czują się przez kulturę skrępowani, ograniczeni, buntują się przeciwko jej dyktatowi.

Od czego zależy tak różna percepcja kultury? Niektóre czynniki mają charakter społeczny, inne indywidualny. Kultura uzyskuje w świadomości zbiorowej wyższy poziom widoczności i świadomej artykulacji, gdy nie ma monopolu, gdy w kręgu percepcji społecznej pojawiają się jakieś alternatywne sposoby życia. Tak dzieje się w przypadku kontaktu kulturowego, ale jeszcze wyraźniej w razie konfliktu kultur. Pojawia się tu efekt obronny, gdy zagrożona czy zaatakowana kultura mocniej określa swoją specyfikę.

W naszych czasach obserwujemy na przykład wyraźnie nasiloną artykulację kultur lokalnych - etnicznych, regionalnych, narodowych - co wiązać można z ofensywą kultury amerykańskiej poprzez proces globalizacji. Inna sytuacja to szybka i radykalna zmiana kulturowa. Gdy następuje przełom w świecie wartości, norm, symboli, objawiają się nam one z większą ostrością, lepiej zdajemy sobie sprawę z ich wagi. Takie głębokie zmiany kulturowe towarzyszą rewolucjom, radykalnym reformom ekonomicznym, zmianom ustrojowym. Ale dokonują się także mniej spektakularnie, towarzysząc stale toczącym się zmianom warunków życia społecznego, na przykład w toku industrializacji, urbanizacji czy ogólniej - modernizacji. Tutaj obserwujemy bardzo istotną i powszechną formę zderzenia kultur jaką jest konflikt pokoleń.

Otóż, każde pokolenie jest nosicielem takiej kultury, która została mu wpojona w dzieciństwie i młodości w procesach socjalizacji czy edukacji. Wiele kierunków psychologii, z psychoanalizą na czele, zauważa, że wczesne doświadczenia życiowe są najsilniejsze i najtrwalsze. Raz zinternalizowanych treści kulturowych trudno się oduczyć, cechują się one znacznym stopniem inercji. W społeczeństwie dzisiejszym, w którym zmiany warunków życia społecznego dokonują się w rytmie ogromnie przyśpieszonym, pokolenie dzieci rodzi się już w kręgu zupełnie innej kultury niż ta, którą nosi jeszcze w sobie pokolenie rodziców. Rodzice nie rozumieją muzyki rockowej, dzieci - walca wiedeńskiego, rodzice potępiają swobodę seksualną, dzieci buntują się przeciw rygorom obyczajowym, rodzice czytają Sienkiewicza, a dzieci Olgę Tokarczuk. Inne czynniki mają charakter indywidualny. W świadomości jednostki wyostrzeniu widzenia kultury sprzyja opisywany wyżej dysonans kulturowy, jakiego jednostka doznaje pod wpływem niespójnych oczekiwań kulturowych.

Zasadnicze znaczenie ma tu jednak stopień internalizacji kultury, w rezultacie procesów socjalizacyjnych, które będą przedmiotem naszej analizy już wkrótce. W pełni udana socjalizacja oznacza uczynienie z kultury własnej „drugiej natury", to znaczy całkowitą automatyzację konformizmu. W tym przypadku nie przychodzi nam po prostu do głowy, aby można było postąpić inaczej, niż nakazuje kultura. Natomiast gdy socjalizacja jest niepełna lub nieudana, pojawia się wobec kultury opór, kontestacja, nonkonformizm, i jednostka szuka alternatyw. Znajduje je w kontrkulturach przestępczych, kontr-kulturowych ruchach społecznych, sektach religijnych, utopijnych społecznościach alternatywnych itp.

Podobne prace

Do góry