Ocena brak

Rodion i Sohia – wątek miłosny

Autor /natasha Dodano /12.03.2011

Obok postaci Raskolnikowa na plan pierwszy wysuwa się Sonia, córka Marmieładowa, osoba o niezwykłej formacji duchowej, pełna po­kory i zdolna do największego poświęcenia na rzecz bliźniego. Rodion poznaje jej sytuację i postawę z relacji pijanego Marmieładowa. Dowia­duje się o wielkiej nędzy w domu, z powodu której Sonia zdecydowała się sprzedawać swoje ciało. Nie chodzi jej o ulżenie własnej doli, ale o pomoc rodzinie ojca – schorowanej żonie Katarzynie oraz przyrod­niemu rodzeństwu. Hańbiący zawód jeszcze bardziej utwierdza dziew­czynę w pokorze, poczuciu własnej niskiej wartości oraz w wierze w bo­skie miłosierdzie i łaskawość dla tak wielkich grzeszników jak ona sama. Chrześcijańska postawa Soni zaskakuje Rodiona, gdy poznaje ją bliżej (okoliczności śmierci i pogrzebu Marmieładowa), dostrzega wielką wyrozumiałość dla innych ludzi, ufność i życzliwość. Nie krytykuje ona ojca-pijaka, stara się usprawiedliwić i zrozumieć jego słabość, wybacza gwałtowność macosze, martwi się losem ciągle głodnych dzieci. W jej sposobie pojmowania świata i Boga każdy ma szansę uzyskać przeba­czenie, jeśli tylko uzna swą winę i podejmie pokutę – cierpienie. Wielkość duchowa Soni zupełnie rozmija się z jej skromną postacią. Wygląda jak chuda i blada dziewczynka o jasnym spojrzeniu błękitnych oczu.

Sonia szybko staje się dla Rodiona kimś bliskim i fascynującym. Porywa go jej moralne piękno, szlachetność postawy mimo tak ha­niebnego sposobu zarabiania. Z jej powodu Rodion dąży do zerwa­nia zaręczyn Duni z Łużynem – nie chce przyjąć takiej ofiary, jaką podjęła Sonia na rzecz rodziny ojca. U jej stóp składa pokłon całemu cierpieniu ludzkiemu (295) i właśnie jej pierwszej wyznaje swoją winę. Dzięki sugestii tej pokrzywdzonej przez los niewinnej dziewczyny zbrodniarz dojrzewa do przyznania się i podjęcia kary.

Zofia Siemionowna jawi mu się jako anioł zbrukany przez wa­runki życia. Jest potwierdzeniem krzywdy społecznej osaczającej ubo­gich i popychającej do czynów niegodnych człowieka. Właśnie ona czyta mu fragment Ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza, budzi w nim poczucie, że on także może liczyć na odrodzenie, ofiarowuje mu krzyżyk – znak ofiary Chrystusa poniesionej dla ocalenia grzeszni­ków, wreszcie podejmuje trud towarzyszenia mu na wygnaniu zno­sząc szorstkie traktowanie i cierpiąc z powodu jego pychy a potem radując się z nawrócenia i czekając z nim na koniec kary.

Nie od razu ów związek dwóch serc czytelnik odbiera jako mi­łość. Na początku daje się zauważyć współczucie Rodiona dla Soni, dostrzeganie w jej losie konsekwencji moralnego i materialnego upadku społeczeństwa, chęć pomocy (pieniądze pozostawione dla rodziny Marmieładowa). Jej pokora wywołuje w nim nowy bunt, bluźniercze wątpliwości dotyczące istnienia Boga, a równocześnie Rodion uzna­je w niej partnerkę do rozmów o sensie życia i o Bogu.

Sonia docenia jego ofiarność, chęć pomocy rodzinie zmarłego ojca, życzliwość dla poniżonego przez nałóg alkoholika. Widzi w nim szla­chetnego młodego człowieka, zdolnego do wielkich, moralnie pięknych czynów. Nie podejrzewa, że jest to zabójca. Na wyznanie zbrodni reaguje troską o Rodiona: – Cóżeś, cóżeś sobie wyrządził! – rzekli mu z rozpa­czą, porwała się z klęczek, rzuciła mu się na szyję, objęła i mocno, mocno ścisnęła ramionami. [...] – Nie, na całym świecie nie ma dziś nikogo nieszczęśliwszego niż ty! – krzyknęła zapamiętale, nie słysząc jego słów, i nagle załkała spazmatycznie (377). Wtedy obiecała mu wierność i towa­rzyszenie w katordze. Nie odepchnęła go, a przecież jedną z ofiar zbrod­ni była bliska jej sercu Lizawieta – uosobienie dobroci i pokory.

Miłość Soni staje się źródłem ocalenia duchowego Rodiona. Ona wskazuje mu drogę pokuty i cierpienia, pomaga pokonać pychę i na nowo przywraca wiarę. Jej nauczanie wspomagane przykładem wła­snego życia pozwala mu w końcu znaleźć odpowiedzi na owe „prze­klęte pytania”, stale dręczące i trudne. Wątek miłosny przebiega tu jakby nietypowo. To, co charakterystyczne dla dwojga zakochanych – wyznania miłości i wspólne plany – pojawia się dopiero w Epilo­gu. Czytelnik jednak nie ma wątpliwości, że Sonia z miłości do tego nieszczęśliwego człowieka wyrusza za nim na Syberię, że z jego powodu przyjmuje pieniądze od Swidrygajłowa. Naturalną koleją rzeczy jest więc ostateczne zdjęcie zasłony z oczu Rodiona, obawa o zdrowie Soni, tęsknota za nią, marzenie o skończeniu kary, by za­cząć nowe życie, jak mawiał autor „życie żywe”, odległe od rozumo­wych spekulacji, oparte na wierze w Boga i poszanowaniu prawa natu­ralnego. Okazuje się, że Raskolnikow nie jest człowiekiem złym – starał się pomagać potrzebującym, choć sam był biedny, ocalił dzieci wyno­sząc je z płonącego domu. Sonia wierzy w jego dobroć siłą rodzącego się uczucia i dzięki temu pomaga mu wydobyć się z dna niewiary.

 

 

Do góry