Ocena brak

PUNKT WIDZENIA HISTORYKÓW NOWOŻYTNYCH

Autor /Atomek Dodano /03.05.2013

Z kolei nowożytni historycy również zastanawiali się, jakie były przyczyny upadku i ostatecznej klęski Rzymu, jego władzy i kultury. Szukali ich wszędzie, raz na zewnątrz i w najazdach barbarzyńskich, to znowu wewnątrz cesarstwa, i wtedy znajdowali je w zepsuciu obyczajów, wzrastającej a nieprawej władzy armii, w zaniku prawdziwej klasy rządzącej, w nadmiernej koncentracji własności i innych jeszcze czynnikach. Już u Monteskiusza pojawia się raczej zasugerowana niż jasno rozwinięta myśl, że i chrześcijaństwo mogło odegrać swoją rolę w procesie, który doprowadził cesarstwo rzymskie do ruiny. Myśl tę podejmie Wolter oraz - w sposób znacznie bardziej uzasadniony i systematyczny - Gibbon, który w swoim Decline and Fali ofthe Roman Empire (Zmierzch cesarstwa rzymskiego) nadał jej klasyczne sformułowanie.

Jeżeli przyjmiemy, jako hipotezę roboczą, że chrześcijaństwo istotnie jest, przynajmniej częściowo, odpowiedzialne za klęskę Rzymu, od razu trzeba się zastanowić, w jaki sposób i jakimi drogami ta zgubna działalność mogła się realizować. Samo przez się zrozumiałe jest, że ani Gibbon, ani żaden inny historyk nowożytny nie mógł zapatrywać się na rzeczy tak, jak pogańscy Rzymianie: żaden z nich nie sądzi, aby sprawy państwa dlatego źle się układały, że zagniewani bogowie, obrażeni, iż ich zaniedbano, nie chcieli już spieszyć z pomocą państwu, które się ich wyrzekło.

Zresztą nawet nie wszyscy poganie wyznawali tak naiwne poglądy. Wielu z nich miało chrześcijaństwu za złe przede wszystkim to, że zerwało z przeszłością. Wierzyli może bardziej w siłę i wartość tradycji niż we władzę bogów. Tradycja dała Rzymowi wielkość. Odwracać się od niej i zwalczać ją znaczyło to podkopywać fundamenty państwa. Chrześcijaństwo, odtrącając bogów, na pewno popełniało świętokradztwo. Ale było również ruchem rewolucyjnym. Było obcym ciałem niemożliwym do przyswojenia,, którego sama obecność utrudniała i paraliżowała normalne działanie rzymskich instytucji, było elementem wywrotowym, który osłabiał spójność i odrębność państwa.

Oskarżenia te, wielokrotnie ponawiane przez polemistów antychrześcijań-skich, mogłyby się wydawać w pewnej mierze uzasadnione. Istotnie, Kościół w wielu zasadniczych sprawach miał zupełnie inne zdanie niż pogańska opinia publiczna. Nigdy jednak nie doprowadziło go to do otwartego wystąpienia przeciwko ustrojowi i społeczeństwu. Kościół nie przejawiał żadnych buntowniczych tendencji, nie wichrzył — przeciwnie, głosił swoją lojalność, która przetrwała nawet prześladowania. Tertulian między innymi przypomina poganom, że chrześcijanie stale modlą się do Boga „za wszystkich cesarzy, aby mieli szczęśliwe i długie życie, spokojne panowanie, pomyślność w domu, dzielne wojsko, wierny senat, uczciwy lud, pokój na ziemi".Przypomina też, że Pismo nakazuje Kościołowi modlić się za władców, a nawet za nieprzyjaciół, co nieraz wychodzi na jedno, „bo czyż nie są zaprawdę największymi nieprzyjaciółmi i najokrutniejszymi prześladowcami chrześcijan ci, wobec których oskarża się chrześcijan o zbrodnię obrazy majestatu?,".

Tertulian, który żył w atmosferze eschatologii, nie tylko nie dopuszcza myśli, że chrześcijaństwo mogłoby w jakikolwiek sposób działać na szkodę ustalonego porządku, ale twierdzi, że jedynie obecność i wstawiennictwo chrześcijan opóźnia klęskę: „Wiemy bowiem dobrze, że ów ogromny cios, grożący całemu światu, i ten koniec czasów, grożący strasznymi wypadkami, opóźnić się może tylko przez zwłokę udzieloną państwu rzymskiemu. Dlatego nie chcemy tego doświadczyć i kiedy modlimy się o odroczenie tych rzeczy, jesteśmy za Rzymem długotrwałym."

Na pewno chrześcijańska skala wartości różni się od ogólnie przyjętej i chrześcijański ideał słusznie mógł się wydawać poganom niemożliwy do pogodzenia z ideałem, jaki głosili oni sami. Trzeba jednakże odróżnić teorię od jej stosowania w praktyce. Należy również pamiętać o tym, że początkowa niezgodność straciła z czasem na ostrości. Chrześcijanie w znacznej większości powoli wycofywali się ze swego nieprzejednanego stanowiska i zaczęli paktować ze światem. Jednocześnie państwo, począwszy od rządów Konstantyna, dąży do oparcia władzy na chrześcijaństwie. Polityczna ciągłość polityki poprzednich władców zostaje utrzymana, ale tradycja rzymska, nie wyzbywając sit; dawnych elementów, przybiera nowy kierunek. Twierdzenie, że chrześcijaństwo jest odpowiedzialne za stopniowy upadek i ostateczną klęskę Rzymu, równałoby się zrzuceniu tej odpowiedzialności na Konstantyna i jego następców, którzy opierając się na Kościele wprowadzali niejako do swojej twierdzy konia trojańskiego.

Jest to pogląd trudny do utrzymania, gdyż panowanie Konstantyna, jak przed nim rządy Dioklecjana i tetrarchów, a po nim rządy Teodozjusza, są okresem opóźniającym proces, który doprowadził Rzym do klęski, a którego pierwsze objawy dostrzec można w okresie rozkwitu pokoju rzymskiego za Antoninów, a nawet jeszcze wcześniej. Kryzys cesarstwa zarysowuje się już wtedy, gdy chrześcijaństwo dopiero zaczyna budzić niepokój władzy państwowej. Katastrofy zagrażające światu rzymskiemu są równoczesne jego postępom i narastają w miarę, jak szerzy on swe podboje. Nie mamy jednak podstaw, aby doszukiwać się tutaj związku przyczyny i skutku.

Podobne prace

Do góry