Ocena brak

Przejawy wizualne

Autor /cezary Dodano /13.04.2011

Badacze kultury wizualnej na ogół ograniczają się do konstatacji na temat nasyce­nia otoczenia społecznego obrazami (przedstawieniami wizualnymi, ikonografią), w tym obrazami fotograficznymi, i takie obrazy poddają następnie analizie i inter­pretacji. Ale w uniwersum wizualnym (ikonosferze) współczesnego świata miesz­czą się nie tylko gotowe, celowo stworzone obrazy, ale wszystko to, co może pod­legać percepcji wzrokowej, co dopiero może zostać zobrazowane, uchwycone w chwilowym obrazie wzrokowym albo przetworzone w obraz trwały, na przy­kład za pomocą aparatu fotograficznego. Socjologię wizualną interesować będą wszelkie wizualne przejawy życia społecznego, wszystko to, co można naocznie dostrzec na temat społeczeństwa. A skoro można dostrzec, to można też sfotogra­fować, zastosować to przedłużenie oka, tę swoistą protezę, jaką jest obiektyw.

Przyjmujemy w tej książce szerszą definicję wizualności, obejmującą zarówno przedstawienia wizualne, jak i przejawy wizualne, podobnie jak m.in. australijscy teoretycy kultury: „Badanie wizualne nie jest tylko analizą obrazów, ale raczej ana­lizą tego, co widoczne i obserwowalne. (...) Dane wizualne obejmują potencjalnie wszelkie przedmioty, osoby, miejsca, zjawiska, zdarzenia, które są obserwowalne dla oka ludzkiego" (Emmison, Smith 2000 : ix, 4) . W odniesieniu do takich przejawów wizualnych (a nie tylko przedstawień wizualnych) można także sformułować tezę historyczną o ich rosnącym bogactwie w miarę rozwoju społeczeństwa nowoczesnego i późnonowoczesnego. „Budowa­nie dwudziestowiecznego świata Zachodu, co stanowi właściwy przedmiot socjo­logii i zarazem zrodziło socjologię, miało wyraźny aspekt wizualny" (Chaplin 1994 : 198) . Dzisiaj, jak twierdzą Emmison i Smith (2000 : viii), „żyjemy w społe­czeństwie zmasowanej obrazowości".

Źródłem rosnącego wizualnego zróżnicowania, nasycenia, wzbogacenia „pej­zażu kulturowego", ikonosfery, są pewne procesy typowe dla społeczeństwa nowo­czesnego. Pierwszym jest przyspieszony i intensywniejszy niż dawniej rozwój cywili­zacyjny i techniczny, czyli rozrost świata przedmiotów, obiektów, urządzeń wytwo­rzonych przez człowieka. Inaczej - tej sfery rzeczywistości, która stanowi produkt ludzki, której by nie było, gdyby nie aktywność gatunku homo sapiens. Takie przed­mioty, obiekty, urządzenia mają swój kształt, formę, barwę - coraz bardziej zróżni­cowaną i bogatą. Drugi proces to urbanizacja. Powstanie miast, a obecnie wyraźna dominacja miejskiego sposobu życia w wielu rozwiniętych społeczeństwach oznacza nieporównanie bogatsze i zróżnicowane wizualnie środowisko życia dla wielkich segmentów populacji ludzkiej.

„Barokowa emfaza, eklektyczny zawrót głowy i po­trzeba imitacji" jeszcze wyraźniej występują w „cywilizacji posturbanistycznej", którą Umberto Eco (1998: 36-37 ) ilustruje przykładem Los Angeles, „metropolii składającej się z sześćdziesięciu sześciu różnych miast, gdzie uliczki są autostradami pięciopasmowymi, człowiek zaś traktuje (...) oczy jako coś, co służy do skadrowania - przy stałej szybkości jazdy - wizualno-mechanicznych cudów, neonów, konstruk­cji, które umysł zapamiętać musi w kilka sekund". Ostatecznym i nieprześcignionym ideałem tej ekspansji wizualności jest jednak dla autora Imienia róży dopiero Las Ve­gas, „zupełnie nowe zjawisko urbanistyczne, miasto »przekaz«, składające się wy­łącznie ze znaków. W odróżnieniu od miast, które komunikują, aby móc funkcjono­wać, Las Vegas funkcjonuje po to, aby komunikować" (ibid. 1998 : 53) .

Trzeci pro­ces to komercjalizacja, kiedy to wejście ogromnej liczby przedmiotów do obiegu rynkowego w postaci towarów wymaga ciągłej dbałości o ich konkurencyjność. Wy­raża się to także w dążeniu do atrakcyjności wizualnej, poprzez opakowanie, design, akcent na styl, modę itp. Wreszcie czwarty proces to wyłonienie się społeczeństwa konsumpcyjnego podporządkowanego imperatywowi nieustannego oferowania no­wości i oryginalności. Niebywale tempo zmian w charakterze towarów, ich niespo­tykana wcześniej różnorodność oznacza pojawienie się w codziennym otoczeniu co­raz to nowych wrażeń wzrokowych. Równocześnie w społeczeństwie konsumpcyj­nym rozwijają się na ogromną skalę dwa zjawiska, które niosą dalsze wzbogacenie wizualności i widowiskowości. Jedno to reklama we wszystkich swoich postaciach, domena celowej „produkcji pragnień" (zob. Sturken, Cartwright 2001 : 189) .

A dru­gie to rozpowszechnienie wyrafinowanych przybytków handlu, które aby przy­ciągnąć klientów, narzucają się swoim wyglądem zewnętrznym - od wystroju wnę­trza i wystaw sklepowych, aż po agresywną wizualnie architekturę supermarketów. Te ostatnie - krainy marzeń i sztucznie wyzwalanych potrzeb - stanowią dla Baud-rillarda (zob. 1994) szczególnie charakterystyczne centra pozoru, blichtru i czysto zewnętrznych, pozbawionych realnych odniesień simulakrów. Tak czy inaczej „ob­razy stanowią centralny aspekt kultury towarowej i społeczeństw konsumpcyjnych" (Sturken, Cartwright 2001 : 189) . Niezależnie od ogólnej tendencj i historycznej, wskazującej na rosnące zna­czenie wizualnej strony życia społecznego, można zaobserwować bardziej konkretne modyfikacje lub odstępstwa od tej reguły. Także i w dawnych czasach bywały epoki „kolorowe" , przesycone wizualnością (np. renesans, epoka wikto­riańska). Oglądamy filmy kostiumowe i podziwiamy tę różnorodność i bogactwo stroju, wnętrz, salonów, pałaców.

I bywały epoki „szare" (np. średniowiecze). W naszych czasach ciekawy jest oczywisty kontrast towarzyszący przełomowi an­tykomunistycznemu roku 1989 , pomiędzy szarością i przaśnością świata życia codziennego w realnym socjalizmie a błyszczącą barwnością nowej cywilizacji rynkowej, konsumpcyjnej, kapitalistycznej. Mam żywo w pamięci różnicę koloru świata, gdy przekraczałem w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych gra­nicę czesko-austriacką czy polsko-niemiecką. To rzucało się w oczy bardziej niż zasieki z drutów kolczastych czy graniczne szlabany. Dzisiaj nasz świat, przy­najmniej w wielkich miastach, stał się tak samo kolorowy jak świat Zachodu. Abstrahując od historii i badając społeczeństwa nowoczesne czy późnonowo-czesne, zauważymy również istotne różnice między zbiorowościami pod wzglę­dem nasycenia aspektami wizualnymi. Stąd też rola percepcji i wyobraźni wizual­nej jest zróżnicowana w różnych zbiorowościach.

Po pierwsze więc występują róż­nice kulturowe między społeczeństwami. Jak zauważa Edward Hall (1986 : xvii): „Każda kultura tworzy swój własny świat percepcyjny". A w innym miejscu rozwi­ja tę myśl: „Różny nacisk, kładziony w stworzonych przez ludzi kulturach na wzrok, słuch i węch, doprowadził do zupełnie różnego percypowania przestrzeni i zupełnie różnych relacji między jednostkami" (ibid. 2003 : 57) . Znamy społeczeń­stwa ekspresji wizualnej, kultury obrazu, w których taniec, mimika, ruch ciała, ubiór i ornamentacja odgrywają wielką rolę (np. społeczeństwa afrykańskie). Moż­na metaforycznie powiedzieć, że są to społeczeństwa „gorące". I znamy również społeczeństwa ekspresji werbalnej, kultury słowa. Można metaforycznie powie­dzieć, że są to społeczeństwa „zimne". Mam przed oczyma wspaniały album doku­mentujący pielgrzymki Jana Pawia II, wykonany przez włoskiego fotografika (zob. Giansanti 1996) .

Jak inaczej wygląda audytorium papieskiej mszy w Afryce, a jak inaczej w Skandynawii! Jak inaczej wyglądają wierni w Korei czy Meksyku, a jak inaczej w Austrii! Kolor, ornamentacja ciała, ubiór, gest, mimika - wszystko to jest radykalnie odmienne. Po drugie, odmienny stopień nasycenia wizualnością prezentują różne kon­teksty życia społecznego. Pojęcia tego używam dla opisania różnorodnych typo­wych dziedzin czy sytuacji, w których toczy się życie społeczne i pomiędzy którymi w toku swojego życia codziennego przemieszczają się działający ludzie, wchodząc do nich lub wychodząc, stając się na jakiś czas coraz to kimś innym - synem, uczniem, zawodnikiem, wiernym, widzem, konsumentem itp. Każdy kontekst cha­rakteryzuje się swoistymi formami czy stylami działań, odmiennymi wartościami i normami kulturowymi, typowymi rolami, właściwym mu językiem i formami dyskursu. Mają też różne funkcje dla społeczeństwa jako całości. Przykłady to kon­tekst rodzinny (domowy), edukacyjny (szkolny), religijny (kościelny), polityczny, zawodowy, rozrywkowy, zdrowotny (szpitalny) itp. (zob. Sztompka 2002) .

Otóż istnieją takie konteksty, które są mocno nasycone zewnętrzną, wizualną symbo­liką. Dotyczy to w szczególności tej sfery, którą Emile Durkheim określał ogólnie ]ako sacrum, a więc dziedziny przepojone niezwykłością, odświętnością, solenno-ścią, np. domeny religii (nabożeństwa i procesje), ceremoni i rodzinnych (ślub, chrzciny, pogrzeby), rytuału politycznego (pochody, składanie wieńców, manife­stacje patriotyczne z towarzyszącymi im flagami, transparentami), działanie wy­miaru sprawiedliwości (peruki, togi i łańcuchy sędziów), a także niektóre formy spędzania wolnego czasu (karnawały z ich kostiumami i maskami, spontaniczne przejawy zabawy ulicznej, Sylwester, Walentynki) itp. Daleko mniej widowiskowe są natomiast dziedziny, które Durkheim zaliczyłby do profanum, np. praca czy edukacja (choć wyjątkiem może tu być tradycyjny rytuał akademicki z togami, bi­retami, berłami i gronostajami). Wreszcie, po trzecie, występują istotne różnice klasowe czy środowiskowe.

Na ogół bardziej nasycone wizualnością jest życie codzienne klas wyższych. Thor-stein Veblen (zob. 1998 [1899] ) pisał o „konsumpcji pokazowej", w której właśnie efekt zewnętrzny, postrzegalny dla innych, jest często główną motywacją posiada­nia, a wspaniałych ilustracji literackich dostarczał Scot t Fitzgerald, opisując syn­drom „Wielkiego Gatsby'ego". Demonstracja własnego sukcesu materialnego była zawsze typowa dla grup szybko awansujących. Dziś rośnie w naszym społeczeń­stwie ta widowiskowa grupa nouveau riches z ich rezydencjami, mercedesami, ro-lexami na rękach, garniturami od Armaniego, kreacjami dam. Ciekawe są też róż­nice ustrojowe między różnymi społeczeństwami. Zewnętrzne insygnia wyższości i władzy odgrywają wielką rolę w społeczeństwach autokratycznych. Mamy w oczach postaci różnych „cesarzy" afrykańskich, prezydentów środkowoamery­kańskich czy generalissimusów radzieckich w jaskrawych mundurach obwieszo­nych niezliczonymi orderami.

Zewnętrzną oznaką władzy jest też przepych pała­ców czy rezydencji władców. Sale tronowe czy biura pierwszych sekretarzy w cza­sach komunistycznych uderzały swoją rozległością i dystansem, jaki narzucały każ­demu, kto ośmielił się wejść. Pamiętam zdjęcie gabinetu Stalina z biurkiem wielko­ści niemal kortu tenisowego. Każdy, kto siadał przed takim biurkiem, miał pewno natychmiast poczucie własnej nicości. Polecam też uwadze zdjęcia z niedawnej ce­remonii zaprzysiężenia na drugą kadencję prezydenta Putina! Zupełnie inaczej, znacznie skromniej, oszczędniej wygląda ów obyczaj wizualnej prezentacji w spo­łeczeństwach autentycznie demokratycznych czy nawet w monarchiach konstytu­cyjnych (królowa holenderska Beatrix urzęduje codziennie w zwyczajnym biurze w Hadze, a jej matka królowa Juliana jeździła do kościoła rowerem).

Jeszcze w inny sposób bogactwo stroju, tańca, ornamentacji pojawia się w wielu kulturach ludowych. Pięknych przykładów dostarczają u nas górale. Do ubioru, wyglądu ze­wnętrznego, oryginalności - nawet szokującej - wielką wagę przywiązują pewne środowiska, np. filmowe, teatralne, bohema artystyczna, subkultury młodzieżowe, gangi motocyklowe. Podobne akcenty spotkamy wśród kontrkulturowych ruchów społecznych (np. hippisi, punki, hiphopowcy). Tutaj niezwykłość stroju, uczesania, ornamentacj i ciała jest zamierzoną demonstracją nonkonformizmu, kontesta­cji, niezgody na reguły obyczajowe czy kulturowe tzw. głównego nurtu.

Zwróćmy uwagę, że nonkonformizm ma sens tylko wtedy, gdy jest widoczny dla innych, gdy niesie pewne wyraźne i wizualnie narzucające się przesłanie. Tym różni się od po­spolitej dewiacji, np. przestępczości, dla której istotna jest właśnie niewidoczność, skrzętne ukrycie swoich czynów przed innymi. Zarówno wizualne przedstawienia, jak i wizualne przejawy życia społecznego mogą być przedmiotem rejestracji fotograficznej. I jedne, i drugie zyskują walor da­nych wizualnych uchwyconych fotograficznie. W pierwszym przypadku, gdy na na­szym zdjęciu utrwalimy istniejące już obrazy (np. reklamy, plakaty w otoczeniu miej­skiej ulicy, transparenty na tle zbiorowej manifestacji itp.), tworzymy obrazy obra­zów.

Podwójna warstwa znaczeniowa zdjęć tego rodzaju otwiera możliwość po­dwójnej interpretacji: interpretacji sfotografowanego obrazu (np. co przedstawia re­klama, plakat czy transparent) i interpretacji fotografii właściwej (jak reklama wkomponowuje się w kontekst ulicy czy jaką funkcję pełni w toku manifestacji). Jak piszą Michael Ball i Gregory Smith (1992: 15) : „obrazy stanowią część społeczeń­stwa, które przedstawiają". Natomiast w drugim przypadku, gdy tworzymy obraz fotograficzny różnych przejawów wizualnych życia społecznego (np. tłumu zebra­nego na placu, kupujących w supermarkecie), możliwa interpretacja będzie miała charakter jednopoziomowy i będzie dotyczyła wprost obserwowanych zjawisk.

Podobne prace

Do góry