Ocena brak

"Przedwiośnie" - streszczenie

Autor /gienek Dodano /08.03.2011

Część I

Szklane domy W momencie wybuchu I wojny światowej Seweryn zostaje powołany do wojska carskiego i wyrusza na front żegnany przez zrozpaczoną małżonkę i po raz pierwszy przeżywającego chwilę rozłąki z ojcem - czternastoletniego Cezarego. Dla pani Jadwigi nadchodzi ciężki czas, gdyż jest ona zmuszona do samodzielności: przewidywania i podejmowania decyzji w sprawach dotyczących prowadzenia domu, do czego, będąc dotychczas "cieniem" swego męża, nie była przyzwyczajona. Jednak największą jej troską staje się ukochany syn, który wyrwawszy się spod dominującego wpływu ojca, zaczyna - rozpierany młodzieńczą energią i żywotnością - rozsmakowywać się w swobodzie i samowoli.

Początkowo stwarza pozory posłuszeństwa wobec matki, szybko jednak je odrzuca i już bez żadnych hamulców oddaje się chuligaństwu, staje się coraz bardziej nieznośny dla swych profesorów domowych i szkolnych, całymi dniami, a często i nocami, ugania się z kolegami po mieście i okolicach. Jedną z ulubionych rozrywek Chłopców jest wybijanie szyb w oknach domów tatarskich i ormiańskich oraz podobne ekscesy mające za cel zatrucie życia mieszkańcom. Pani Barykowa najchętniej zabrałaby syna i wróciła do rodzinnych Siedlec. Nie robi tego przez wzgląd na swego męża, który mógłby podejrzewać ją o chęć spotkania się z Szymonem Gajowcem, człowiekiem, będącym jej jedyną miłością. Pani Jadwiga często powraca myślą do szczęśliwych chwil, kiedy mogła w oczach ukochanego dostrzec wyraźnie uczucie, które ona odwzajemniała.

Jedynie dostrzec, gdyż był on tylko biednym kancelistą nie mogącym się szczycić wysokim urodzeniem, ona zaś była panną, której rodzice należeli do miejscowej "śmietanki towarzyskiej". Wspomina też z bólem moment rozstania z człowiekiem, którego nie miała nigdy zapomnieć. Początkowo listy od Seweryna przychodziły regularnie, znajdował się wtedy w Prusach Wschodnich. Po klęsce w tych rejonach oddziały rosyjskie zostały przerzucone na Węgry, skąd po pewnym czasie zaczęły nadchodzić wieści od pana Baryki. Każdy list zawierał pytanie o zdrowie i zachowanie syna oraz pochwały za jego posłuszeństwo wobec matki i zalety, które pani Jadwiga - obawiając się pisać prawdę - wychwalała w swych pismach do męża.

Matka i syn mieli zabezpieczony byt materialny, gdyż oprócz pensji oficerskiej Seweryna mogli bez ograniczeń korzystać z zasobnego konta w banku, w piwnicy domu zaś zakopana była część majątku w złocie i gotówce pozostawiona tam przez zapobiegliwego i przewidującego pana domu. Cezary miał swobodny dostęp do rzeczonego konta i korzystał z niego z młodzieńczą fantazją, nie omijając żadnej prawie okazji urozmaicenia sobie życia. Przez okres kolejnych trzech lat nieobecności ojca stał się on faktycznym panem domu i gospodarzem, zyskując równocześnie wielki wpływ na matkę. Wiadomości od Seweryna nadchodziły coraz rzadziej, w jednym z ostatnich listów ojciec i mąż donosił o swym pobycie w szpitalu gdzieś "na granicy rdzennej Polski". Następny list był już wysłany jako "nieoficjalny skrypt" z innego miejsca pobytu. W trzecim roku wojny nie nadeszły już żadne wieści, zaś urzędnik wypytywany natarczywie przez zrozpaczoną małżonkę oznajmił w końcu, iż Seweryn "przepadł w otchłaniach wojny" i "wieść o nim zaginęła".

Wybucha rewolucja, która bardzo szybko przeradza się w krwawą rzeź byłych "burżujów" i istne polowanie na wszystkich podejrzanych choćby o sprzyjanie dawnej władzy. Rozpoczyna się też okres głodu i grabieży określanych mianem "konfiskat". Cezary od nadejścia pierwszych wieści o rewolucji podchodzi do niej z entuzjazmem, utożsamia się z nią i pochwala bezprawie. Doprowadza go to do bójki z dyrektorem gimnazjum, do którego uczęszczał, co w rezultacie prowadzi do usunięcia krnąbrnego wychowanka ze szkoły z "wilczym biletem" - urzędową adnotacją zamykającą przed nim bramy wszystkich szkół w państwie. Jedynie narastające rozruchy zapobiegają postawieniu go przed sąd i uwięzieniu. Młodzieniec jednak niczym się nie przejmuje, z zapartym tchem obserwuje krwawe widowiska urządzane przez rozwścieczony tłum i z aprobatą przyjmuje słowa komunistycznych agitatorów.

Pani Jadwiga nie podziela entuzjazmu syna i z niepokojem obserwuje jego zachowanie. Usiłuje mu wytłumaczyć, iż przemiany, które wynoszą jednych z piwnic do salonów, innych zaś wyrzucają z salonów, nie są niczym pozytywnym, podobnie jak siła nienawiści tłumu, która nie jest w stanie nic stworzyć, a jedynie może siać śmierć i zniszczenie. Cezary niecierpliwie, a nawet ze złością, reaguje na te napomnienia i nie zmienia swego sposobu postępowania. Pani Barykowa natomiast podejmuje heroiczny wysiłek, aby jak najbardziej ochronić nierozważnego syna przed skutkami zwiększającego się chaosu. Przenosi ona przede wszystkim większą część ukrytego skarbu do jedynie sobie znanej kryjówki i urządza długie wyprawy na prowincję, gdzie w zamian za złoto i kosztowności udaje się jej zdobyć nieco pożywienia, które z narażeniem zdrowia i życia przemyca do domu.

Wkrótce po ukryciu części skarbu Cezary w odpowiedzi na apel aktualnego rządu, wskazuje "dla idei" miejsce ukrycia kosztowności. Mieszkanie Baryków również zajęto, pozostawiając matce i synowi jedynie małą komórkę. Niewygody, jednostajne pożywienie oraz pozbawienie luksusów, do których był przyzwyczajony, otrzeźwiło nieco młodzieńca i spowodowało zbliżenie do matki. Zaczyna dostrzegać, iż w wielu swych przewidywaniach miała rację i wreszcie dostrzega jej wysiłki mające na celu utrzymanie ich obojga przy życiu. Wstyd skłania go do stopniowej zmiany swego nastawienia do matki i postępowania względem niej. Oboje z nadzieją oczekują na powrót pana Seweryna.

Za każdym razem, gdy do portu przybywa statek z Astrachanu, matka z synem znajdują się na nadbrzeżu wypatrując znajomej sylwetki, która jednak się nie pojawia. Pewnego razu pani Jadwiga zwraca uwagę na grupę pięciu wynędzniałych kobiet pozostających na opustoszałym brzegu i litując się nad ich stanem zaprasza je do siebie. Okazuje się, że jest to księżna Szczerbałow-Mamajew wraz z córkami, którym po długim więzieniu i wielu cierpieniach udało się wyrwać prześladowcom i uciec. W nocy w mieszkaniu Baryków odbywa się rewizja i zostają odnalezione resztki kosztowności, cudem prawie ocalonych przez księżnę, która znalazła tu schronienie. Księżna z córkami wędruje z powrotem do więzienia, pani Jadwiga i Cezary zostają ukarani za przechowywanie złota i drogich kamieni. Tylko dobra opinia, jaką cieszy się młody Baryka u władz bolszewickich, powoduje zmniejszenie kary.

Matka Cezarego jest od tego momentu śledzona i zostaje przyłapana w chwili, gdy próbuje wydobyć nieco złota ze swej skrytki. Ciężko pobita wskazuje schowek. Nie kończy się na konfiskacie - kobieta zostaje skierowana do ciężkich robót w porcie i na skutek wycieńczeniu i złego traktowania - umiera. Cezaremu ledwie udaje się wyżebrać, aby jego matka zostało pochowana w osobnej mogile na katolickim cmentarzu. Kolejnym ciosem jest dla niego spostrzeżenie, że ktoś zdjął zmarłej z palca ślubną obrączkę. Cezary podejmuje jeszcze jedną próbę uzyskania wiadomości o losach zaginionego ojca. Dowiaduje się, że pan Seweryn przystał do legionów polskich ale później - według informacji wywiadu - zaginął i według wszelkiego prawdopodobieństwa, a ku zadowoleniu urzędników radzieckich, nie żyje. Młodzieniec w miarę wzrostu poczucia samotności coraz wyraźniej uświadamia sobie, jaki skarb utracił w chwili śmierci matki.

Często odwiedza jej grób i prowadzi z nią w głębi duszy długie dialogi. Rozumie też, iż dobrobyt okupiony był krwią i łzami setek ludzi. Ciągle utożsamia rewolucję z nieuniknionym i "sprawiedliwym" procesem poprawy doli rzeszy wyzyskiwanych do tej pory nędzarzy. Korzystając z pomocy oddziałów angielskich, w marcu 1918 roku kontrolę nad miastem przejmują Ormianie i prawie natychmiast jako odwet za rzeź z 1905 roku dokonują masowych mordów na ludności tatarskiej. Tatarzy zwracają się z prośbą o pomoc do sułtana tureckiego, aby dopomógł uciśnionym współwyznawcom mahometanizmu. Oddziały tureckie oblegają Baku. Wszyscy miejscowi mężczyźni - od starców do wyrostków zostają zmuszeni do wzięcia udziału w obronie miasta.

Sytuacja jest ciężka, gdyż w mieście brakuje żywności, co powoduje olbrzymią falę grabieży, morderstw i okrucieństwa. Cezary na wpół otępiały w wyniku nędznej egzystencji i zwierzęcej wręcz walki o przetrwanie przygląda się prawie obojętnie owemu okrucieństwu, od czasu do czasu jednak ucieka od rzeczywistości i ludzi na grób matki. Zmęczony życiem zaczyna szukać śmierci narażając się na niebezpieczeństwa. Po pewnym czasie zostaje wcielony do oddziałów broniących miasta i walczy aż do klęski, która następuje we wrześniu 1918 roku. Zdobywcy urządzają z kolei wielką rzeź Ormian i wszystkich podejrzanych o sprzyjanie im. Cezary unika śmierci dzięki legitymacji, którą otrzymał przypadkiem "od konsula jakiegoś Państwa Polskiego", a do którego to dokumentu nie przywiązywał najmniejszej wagi. Zostaje zmuszony do pracy przy grzebaniu zwłok zalegających miasto.

Z powodu głodu młody Baryka jest bardzo osłabiony. Skromne, ale regularnie wydawane posiłki, które są zapłatą za pracę, smakują mu jak najwyszukańsze smakołyki. Przywykł też już do widoku zmasakrowanych ciał, które każdego dnia zbiera po ulicach i zwozi na miejsce, gdzie mają być zakopane. Pewnego dnia jego uwagę przykuwa ciało młodej, pięknej dziewczyny, która jakby wzywa go do pomszczenia jej krzywdy i staje się dla niego symbolem zepsucia i zezwierzęcenia ludzi mu współczesnych. Młodzieniec pracujący już bezpośrednio przy zasypywaniu rowu wypełnionego zwłokami coraz dotkliwiej odczuwa wycieńczenie spowodowane ciężką pracą i zmniejszającymi się racjami żywnościowymi. Pewnego dnia wędrując razem z tłumem żebraków poszukujących pożywienia w "robotniczych koszarach" i obozie zwycięskich oddziałów, chłopak rozpoznaje ojca. W ukryciu dochodzi do radosnego powitania. Seweryn ukrywa swą tożsamość przed ludźmi, gdyż obawia się, że mógłby zostać wydany Turkom lub zamordowany.

Ojciec proponuje wspólną ucieczkę, na którą uradowany syn chętnie przystaje. Po odejściu Turków obaj Barykowie próbują zarobić pieniądze potrzebne na odbycie wymarzonej i zaplanowanej podróży. Jednym z utrudnień jest ciężki stan ojca, poranionego i wycieńczonego długą i pełną przeciwieństw drogą do rodziny, którą musiał przebyć w przebraniu, częściowo pieszo i w której sił dodawała mu jedynie myśl o ukochanej żonie i synu. Pierwszym celem podróży ma być odzyskanie wysłużonej walizki Seweryna, która przebyła z nim wojnę, a w której znajdowały się takie skarby jak bielizna, lekarstwa i trochę innych drobiazgów przypominających lepsze czasy. Skarb ten jest przechowywany przez polskiego emisariusza politycznego przebywającego w Moskwie - Bogusława Jastruna. Wyruszają w swą podróż w zimie, przebrani za radzieckich robotników powracających do rodziny, początkowo statkiem do Carycyna a następnie pociągiem (ogrzewanym wagonem towarowym) do Moskwy.

W czasie jazdy koleją, a właściwie długich odcinków drogi i dłuższych nieraz jeszcze postojów, spędzają wiele czasu na rozmowach. Cezary dowiaduje się, iż po zdobyciu walizki podążą dalej - do Polski. Podczas jednej z rozmów Seweryn opisuje synowi wprost bajeczny, oglądany rzekomo przez pana Barykę na własne oczy, świat domów chłopskich i robotniczych, budowanych ze szkła, czystych, zdrowych i tanich, których konstruktorem jest genialny wynalazca, noszący również nazwisko Baryka. Terenem działania wielkiego filantropa jest odradzająca się właśnie Polska. Ten wspaniały świat opiera się na dwóch czynnikach: szkle i elektryczności, jedynym zaś a zarazem największym kapitałem jest w nim zdrowie. Dzięki postawie wynalazcy który, wraz ze swymi współpracownikami - tworzy swe cudowne budowle wyłącznie dla klas najniższych, w świecie tym nie ma miejsca dla wyzyskiwaczy i "burżujów".

Wszystko to jest częścią powstającej wspaniałej cywilizacji opartej na równości i braterstwie wszystkich, którzy żyją z pracy własnych rąk, a w której nie ma niesprawiedliwości i przemocy. Na podstawie tej wizji wywiązuje się między ojcem i synem żywa dyskusja, w której Cezary nie bardzo wierząc słowom ojca stoi na stanowisku obrony interesów dokonującej się w Rosji rewolucji, która ma doprowadzić do zbudowania równie pięknego świata. Seweryn jednak stwierdza, podobnie jak niegdyś jego zmarła małżonka, iż przemiany, które dokonują się kosztem setek i tysięcy istnień ludzkich nigdy nie doprowadzą do powstania "lepszego" świata. Wykazuje też, że wbrew deklaracjom przywódców rewolucji w życiu najniższych, ale zarazem najliczniejszych warstw społeczeństwa rosyjskiego nie zachodzą żadne przemiany na lepsze, gdyż miejsce dawnych tyranów zajmują nowi, którzy mieszkają już nawet w tych samych pałacach, z których wyrzucono poprzednich mieszkańców.

W Moskwie Barykowie zmieniają przebranie: stają się teraz polskimi inteligentami powracającymi do ojczyzny. W "przemianie" dopomaga im walizka ojca. Tak szybko, jak tylko się dało, otrzymują przydział do pociągu wiozącego powracających do Polski emigrantów. Pociąg zdąża do Charkowa często w drodze przystając, a w czasie postojów, trwających nieraz i kilkanaście godzin, podróżni dowiadują się, iż maszynista musi przeprowadzić "remontik" i zmuszeni są przeprowadzać składki dla nieuczciwego maszynisty (zbierane są pieniądze, złoto, biżuteria, "rzetelny" kolejarz nie gardzi nawet częściami garderoby), aby owe postoje trwały jak najkrócej. Wreszcie pociąg zatrzymuje się definitywnie "dziesięć wiorst przed Charkowem", pasażerowie zaś są zmuszeni pozostały odcinek drogi przebyć pieszo. W mieście Seweryn i Cezary oddają walizkę do przechowalni, sami zaś udają się do urzędu, aby dowiedzieć się, kiedy przybędzie pociąg jadący do granic Polski.

Okazuje się jednak, iż wypadnie długo czekać i nie ma na dodatek gwarancji, że będzie można znaleźć w nim miejsce. Wracają więc do przechowalni, gdzie czeka ich przykra niespodzianka: walizka zniknęła bez śladu. Ojciec z synem próbują przetrwać jakoś okres oczekiwania i chwytają się najróżniejszych zajęć, dających możliwość przeżycia. Jednak stan Seweryna pogarsza się i troska o los obydwóch mężczyzn spada na barki Cezarego. W czasie oczekiwania na pociąg Cezary wiele czasu spędza na wiecach wysłuchując wypowiedzi rozmaitych mówców rewolucyjnych. Słowa tam padające porywają go, ale równocześnie wprowadzają zamęt w duszy, gdyż zachwyt dokonującymi się "nowymi porządkami" konkuruje z miłością do ojca, którego chętnie wyekspediowałby do tej wymarzonej Polski, aby samemu przyłączyć się do rewolucjonistów. Wewnętrzne rozdarcie pogłębia też fakt, że ojciec sam opowiada się za "nowym porządkiem" i doskonale zna rewolucyjną Rosję, a jednak nie jest zwolennikiem używanych tu metod "ulepszania Świata".

Poza tym jest chory i wymaga opieki, ale przejawia wciąż niezłomną wolę dotarcia do celu, co ma niebagatelny wpływ na Cezarego i choć ten wiedziony młodzieńczym pragnieniem wolności i swobody walczy z uczuciami do ojca, jednak w głębi serca czuje, iż jest z góry skazany na przegraną. Po kilku tygodniach oczekiwania Cezary dowiaduje się o mającym nadejść pociągu. Dzięki pomocy życzliwych ludzi udaje mu się z ojcem trafić na stację w odpowiednim Czasie. Jednak przewodnik grupy reemigrantów, a równocześnie człowiek sprawujący główny nadzór nad transportem - skądinąd stary znajomy Seweryna, inżynier Białynia - odmawia przyjęcia dwóch pasażerów tłumacząc się odgórnym nakazem, którego przekroczenie może go kosztować życie. Nie pomagają żadne argumenty, prośby i błagania.

Do rozmowy miesza się jakiś nieznajomy, pasażer tego pociągu, który oznajmia, że weźmie tych dwóch mężczyzn na własną odpowiedzialność i ukrywa ich w ostatnim z wagonów. Tajemniczy nieznajomy nie zapomina o "gościach" i co jakiś czas przynosi im coś do jedzenia, ostrzegając ich również w odpowiednim czasie o mających nastąpić rewizjach. Stan Seweryna coraz bardziej się pogarsza. Pewnego razu nieznajomy przyprowadza ze sobą drugiego mężczyznę, który jak się okazuje jest lekarzem. Dla starszego Baryki nie ma jednak już żadnej nadziei.

Tuż przed śmiercią, na pół majacząc, nakazuje Cezaremu, aby nie pozostawał w Rosji, tylko jechał dalej, do Polski i tam odszukał w Warszawie starego znajomego rodziców - Szymona Gajowca. Po śmierci Seweryna młodzieńcem pogrążonym w rozpaczy i zobojętniałym z bólu na wszystko, troskliwie opiekuje się tajemniczy samarytanin. Na jednym z postojów dwóch ludzi zabiera ciało Baryki. Cezary stwierdza też wówczas z rozczarowaniem i odrazą, iż człowiek, który tak bardzo im dopomógł jest kapłanem.

Chłopiec nie wie, co ze sobą począć, jednak pod wpływem swego dobroczyńcy wyrusza w dalszą drogę. W końcu pociąg dociera do granicy. Jeszcze przed ostatecznym pożegnaniem z krajem swej tułaczki uchodźcy przechodzą po raz kolejny chwile udręki, kiedy to żołdacy i urzędnicy trzymają ich w zamkniętych wagonach, w niepewności, nie pozwalając jeszcze odejść. Cezary wreszcie widzi i czuje tyranię i okrucieństwo żołdactwa i urzędników pastwiących się do ostatniej chwili nad bezbronnymi, powracającymi do ojczyzny wygnańcami. Pierwsze chwile pobytu na polskiej ziemi rozczarowują go: nie ma tu nigdzie szklanych domów, o których wspominał i marzył jego zmarły ojciec, siedziby zwykłych, szarych ludzi są tu tak samo obskurne jak wszędzie tam, gdzie do tej pory chłopiec przebywał.

Część II

Nawłoć Cezary dociera do Warszawy, gdzie odnajduje Gajowca, wysokiego urzędnika Ministerstwa Skarbu. Szymon przez wzgląd na pamięć zmarłej pani Jadwigi przyjmuje młodzieńca życzliwie i chętnie udziela mu wszelkiej możliwej pomocy. Nawiązuje się między nimi głęboka przyjaźń. Młody Baryka podejmuje studia medyczne, które jednak przerywa wybuch wojny polsko-radzieckiej.

Przez jakiś czas waha się, czy pójść za przykładem swych kolegów z uczelni i innych młodych ludzi z zapałem podążających na front, gdyż wojna ta jest dla niego walką przeciwko zdobyczom ruchu robotniczo-chłopskiego, ale widząc entuzjazm Polaków szykujących się do obrony stolicy oraz nie chcąc pozostać jedynie biernym obserwatorem wydarzeń, daje się porwać powszechnie głoszonym hasłom. Jego opiekun, pan Gajowiec, nie sprzeciwia się tej decyzji, choć wyjazd młodego przyjaciela, z którym spędził wiele godzin snując wspomnienia o ukochanej "pannie Jadwidze" jest dla niego prawie klęską. Wraz ze swym oddziałem, prowadzonym przez dwudziestokilkuletniego dowódcę, Cezary odbywa pierwszy etap wojennej wędrówki, obejmujący drogę z Warszawy do Radzymina. Oddział polski mija podążającą w kierunku przeciwnym kolumnę wygłodzonych i obdartych jeńców radzieckich.

Baryka wyróżnia się często wśród kolegów swą sprawnością i odwagą. Przechodząc przez zniszczone wojną pola i osady nie widzi "szklanych domów" i powoli o nich zapomina, ale zapomina też o ideologii głoszonej przez najeźdźców. Wciąga go i pochłania bez reszty sama wojaczka. Pewnego razu ratuje od śmierci Hipolita Wielosławskiego, również studenta Uniwersytetu Warszawskiego, o którym mówią, iż pochodzi z jakiejś zamożnej rodziny i że w jego żyłach płynie "błękitna krew". Obu młodzieńców łączy od tej pory coś więcej niż zwykłe braterstwo broni. Na jesieni, kiedy działania wojenne mają się już ku końcowi, obaj opuszczają szeregi armii. Hipolit proponuje przyjacielowi odpoczynek w swojej rodzinnej Nawłoci, leżącej w okolicach Częstochowy. Cezary przyjmuje zaproszenie i obaj młodzieńcy jadą do nawłockiego dworku, gdzie Hipolit jest gorąco witany przez wszystkich domowników (wśród których znajduje się matka Hipolita, jego brat przyrodni - ksiądz Anastazy, siostra cioteczna - panna Karolina Szarłatowiczówna oraz jego wuj - pan Skalnicki). Z powrotu młodego dziedzica cieszy się też niezmiernie cała służba. Równie serdeczne przyjęcie spotyka jego gościa. Radości, opowieściom i zabawom tego wieczoru nie ma końca.

Gościnność gospodarzy wywołuje u młodego Baryki wrażenie, jakby znał tych ludzi od bardzo dawna. Rozradowane i rozkrzyczane towarzystwo udaje się tej nocy na spoczynek o dość późnej porze. Następnego ranka Cezary budzi się wcześniej niż gospodarze i pozostali goście. Spaceruje po ogrodzie i delektuje się jego urokami. Spokój poranka mąci mu zabawna scena, której jest świadkiem: jakaś młoda miejska panna, będąca również gościem w tym domu, wychodzi na poranny spacer po ogrodzie i zostaje tu zaatakowana przez perliczkę. Ptak przeraża dziewczynę tak bardzo, iż ta z krzykiem ucieka do domu. Cezary udaje się do pokoju stołowego, gdzie obserwuje igrające w kominku płomienie. Po chwili do pokoju wpada w nocnym stroju siostra cioteczna Hipolita i myśląc, że jej nikt nie widzi, przybiera różne pozy.

Kiedy Cezary odzywa się żartując, peszy się i ucieka. Po śniadaniu Baryka przyjmuje zaproszenie Hipolita i obaj wyprawiają się na przejażdżkę. W drodze spotykają panią Laurę Kościeniecką, która również odbywa spacer w towarzystwie swego narzeczonego, Władysława Barwickiego. Dwaj przyjaciele zostają zaproszeni przez młodą damę na śniadanie i podążają za nią do Leńca. Panna Wanda, bohaterka przygody z perliczką, dzięki staraniom Karoliny uzyskała dostęp do fortepianu stojącego bezużytecznie w dworku. Jak co dzień, tak dziś wygrywa piękne melodie. Hipolit z Cezarym po powrocie z przejażdżki zamierzają przywitać się z pianistką, która onieśmielona ich przybyciem nie potrafi powrócić do przerwanego zajęcia. Pomaga jej w tym Baryka, który z dawnych czasów pamiętający jeszcze grę na fortepianie - zasiada razem z nią do instrumentu. Wspaniały koncert przerywa zaproszenie do stołu. Po obiedzie ksiądz Anastazy, Cezary, Hipolit i panna Karolina udają się na kolejną przejażdżkę.

Tym razem Hipolit jedzie konno, reszta towarzystwa zaś bryczką. Karolina, pamiętając jeszcze o swej żenującej przygodzie, traktuje Barykę nieco "z góry". Gwałtowny skok pary koni sprowadza na nią drugie tego dnia "nieprzyzwoicie śmieszne nieszczęście", gdy razem z Anastazym traci równowagę i pada na tył bryczki, ukazując widzom swe pończochy. W czasie jazdy Cezary rozmyśla o mijanych chłopach. Powóz zatrzymuje się przy dworku sąsiadującego z Nawłocią gospodarstwa Chłodek. Cezary z Karoliną udają się nad pobliski staw, gdzie wzajemnie opowiadają sobie swe dzieje. Karolina wylewa swoje żale, a nawet swą nienawiść do bolszewików, którzy zabrali jej wszystko, co posiadała: rodziców, spokój, szczęście, majątek, Baryka zaś dzieli się swym pragnieniem poznawania życia polskich chłopów i robotników, ich problemów i trosk. Od zamiaru objęcia posady pisarczyka, czy też podjęcia pracy o podobnym charakterze, które to zajęcia miałyby go zbliżyć do ludu, odwodzi Cezarego młody Wielosławski. Czas upływa domownikom i gościom na zabawach, dyskusjach, spacerach i przejażdżkach.

Spotkania przeciągają się do późnej nocy, co Hipolit, Cezary i Anastazy "odbijają" sobie w łóżkach rankiem i wczesnym przedpołudniem. Często Karolina zmuszona jest kamieniami dobijać się do drzwi aby przywołać ich na śniadanie. Pani Kościeniecka organizuje w salonach pałacu w Odolanach, należącego do sparaliżowanego pana Storzana, piknik, z którego dochód ma być przeznaczony na fundusz pomocy żołnierzom okaleczonym w czasie wojny. Pomagają jej w tym Hipolit ze swym przyjacielem. W między czasie rozwija się romans Baryki z Karoliną. Pewnego razu Cezary zaprasza dziewczynę do swego pokoju i tu "za karę", iż "wtrącała się ona do jego strojów" dbając o czystość i elegancję kołnierzyków, mankietów i innych części jego garderoby, obdarza ją kilkoma długimi pocałunkami, przed którymi dziewczyna broni się tylko "pro forma". Scenę tę obserwuje przypadkiem panna Wanda, której młodzieńcze uczucie do Baryki jest już w pełnym romantycznym rozkwicie.

Wydarzenie to jest dla niej wielkim wstrząsem. Przywiózłszy do odolańskiego dworu jakiś sprawunek, którego zakup zleciła mu Laura w związku z urządzanym piknikiem - Cezary zostaje uwięziony tu przez ulewę. Po długim samotnym oczekiwaniu zostaje znaleziony przez Kościeniecką, która proponuje, iż odwiezie go do domu. W powozie ogarnia młodzieńca miłosny szał sprowokowany przez młodą wdowę, a podsycany jeszcze jej uległością. Kilka dni przed terminem urządzanej zabawy pani Laura przybywa do Nawłoci celem załatwienia jakiejś pilnej sprawy. Tego wieczoru Cezary wcześniej opuszcza towarzystwo wymawiając się migreną i - nie zauważony przez nikogo - wyprawia się pieszo do dworku w Leńcu. Tutaj zostaje potajemnie przyjęty przez Kościeniecką, która zaprasza go do swej sypialni, gdzie wspólnie spędzają noc.

Na bal przybywa cała okoliczna śmietanka towarzyska. Nie kończące się tańce, towarzyskie rozmowy i żartobliwe spory wiedzione przez dystyngowane towarzystwo i rozbawioną młodzież tworzą wspaniałą atmosferę. Jednak nie wszyscy są w stanie dobrze się bawić. Panna Wanda obserwuje z wciąż narastającą zazdrością i bólem taniec Cezarego z uszczęśliwioną Karoliną, przytuloną do władającego całkowicie jej sercem mężczyzny. Baryka jednak nie zwraca na dziewczęta uwagi, śledząc tylko każdy ruch Kościenieckiej i obserwując z nienawiścią umizgi Barwickiego. Cezary tańczy jeszcze z wieloma innymi damami i pannami, ale jedynie młoda wdowa zaprząta jego uwagę. W jednym z tańców rozmawia z wybranką swego serca, która w odpowiedzi na zarzuty związane z osobą pana Władysława wyjawia, iż wychodzi za niego dla pieniędzy dających jej upragnioną niezależność.

Gdy całe towarzystwo słucha przepysznego koncertu, który daje na fortepianie zachęcona przez panią Wielosławską Wanda, wyrażająca w ten sposób swą zranioną miłość oraz nienawiść do rywalki, Karoliny, Baryka wymyka się niepostrzeżenie podążając w ślad za Laurą. Obserwuje go jednak Karolina, przeżywająca bolesny wstrząs. W jakiś czas później Szarłatowiczówna, proszona przez towarzystwo, przelewa swój żal w pełen ekspresji taniec kozacki. Jako partnera dobiera sobie właśnie Cezarego, który świetnie się ze swego zadania wywiązuje. Potem Cezary wraz z Hipolitem i Anastazym spędzają czas przy kieliszku aż do kompletnego zamroczenia. Następnego ranka budzi się stwierdzając ze zdziwieniem, iż znajduje się w odolańskim dworku, ale szybko dochodzi do siebie i wraz księdzem Anastazym powraca do Nawłoci.

Po barwnych przeżyciach balu nastają dla Cezarego szare dni wypełnione tylko jedną tęsknotą i celem, którym są spotkania z Laurą. Odwraca się od wszystkich, polując na okazję zobaczenia ukochanej lub wymykając się do niej nocami. W Nawłoci nikt nie dostrzega jego kombinacji i nocnych wycieczek prócz Karoliny, która coraz boleśniej przeżywa jego oziębłość i pilnuje wręcz każdego jego kroku. Pewnego popołudnia Baryka, jak to już nieraz miało miejsce, gra w salonie nawłockiego dworku na fortepianie wspólnie z panną Wandą. W chwili przerwy egzaltowana panna kładzie swą dłoń na ręce Cezarego. Ów - wciąż rozmyślając o Laurze - oznajmia Okszyńskiej z okrutnym uśmiechem, iż był swego czasu świadkiem jej żenującej przygody z perliczką. Oświadczenie to wywołuje u dziewczęcia gwałtowny i niepohamowany wybuch histerii. Pewnego razu, po powrocie z całodziennej wyprawy z Hipolitem, Cezary zostaje nagle wezwany przez księdza Anastazego do pokoju Karoliny.

Okazuje się, iż biedna dziewczyna umiera - jak twierdzi lekarz - na wskutek zatrucia i chciałaby jeszcze raz zobaczyć swego ukochanego. Anastazy łączy ich ręce stułą i udziela pospiesznie ślubu. W chwilę potem Karolina umiera. Kapłan, który wysłuchał jej ostatniej spowiedzi oświadcza zebranym, że nie popełniła ona samobójstwa. Zostaje wszczęte śledztwo, prowadzone przez pana Skalnickiego. Ślad wiedzie do domu zarządcy i do osoby panny Wandy, która jako ostatnia częstowała zmarłą wodą z sokiem. Tutaj jednak ślad się urywa, gdyż sok okazuje się być pierwszorzędnej jakości, a szklanka została już dawno umyta. O incydencie, który miał miejsce w salonie, wie zaś tylko Cezary. Panna Wanda zostaje zaaresztowana, gdyż sekcja zwłok wykazała w ciele zmarłej obecność strychniny, której cały słój znajdował się w szafie rządcy Turzyckiego, ale z braku innych dowodów oraz motywu, podejrzana zostaje szybko uwolniona.

Cezary ani słowem nie wspomina nikomu o swym romansie z Karoliną oraz o wydarzeniu w salonie. W ogóle zachowuje się tak, jakby cała ta sprawa wcale go nie dotyczyła: odwiedza wciąż Laurę w dzień jawnie, a nocami po kryjomu - i donosi jej tylko o kolejnych wydarzeniach związanych z toczącym się śledztwem. Pewnej grudniowej nocy cała ta idylla urywa się. Okazuje się bowiem, iż w bibliotece dworku pani Kościenieckiej zaczaił się na niego Barwicki. Bolesne uderzenia szpicrutą wywołują u Cezarego wybuch wściekłości i ta sama szpicruta w chwilę później spada raz po raz na głowę pana Władysława. Na leżącego już na ziemi narzeczonego Laury również sypie się grad ciosów. W tym momencie wkracza dama, która jest powodem bójki. Zasłania Barwickiego i - przede wszystkim dla zachowania pozorów - nakazuje Baryce opuścić jej dom. Po burzliwej wymianie zdań Cezary uderza na pożegnanie Laurę i odchodzi. Już po chwili opadają go wyrzuty sumienia, żal i wstyd wywołany zachowaniem niegodnym mężczyzny.

Po odjeździe Barwickiego z Leńca Cezary usiłuje dostać się do Laury, jednak drzwi, którymi tak często do niej wchodził, są zamknięte, na jego wołanie nikt nie odpowiada. Błąka się więc półprzytomny, osamotniony po polach i lasach, pragnąc jak najszybciej uciec z tej miejscowości, aż wreszcie rankiem dociera na nawłocki cmentarz. Przypomina sobie, iż tutaj spoczywa Karolina. Na jej grobie spotyka księdza Anastazego, który zarzuca mu lekkomyślność w postępowaniu. Doprowadziła ona do śmierci biednej i pozbawionej własnego domu dziewczyny - ksiądz usiłuje nakłonić go do spowiedzi. Cezary jednak - choć może bardziej z przekory i uporu - deklaruje wobec kapłana swą niezależność od jakichkolwiek praw moralnych. Baryka powraca do dworu w Nawłoci, zamyka się w pokoju, śpi przez cały dzień i dużą część nocy, kiedy to budzi go zaniepokojony o przyjaciela Hipolit. Cezary prosi o pozwolenie na samotny kilkudniowy pobyt w Chłodku. Chce wyleczyć rany na twarzy i przemyśleć wszystko.

Przyjaciel zgadza się, a przy okazji wyjaśnia, że planował wraz z rodziną małżeństwo Karoliny z Baryką, ale jego fatalne postępowanie, o którym krążą już po okolicy liczne plotki, udaremniło te zamiary. W chłodkowskim folwarku, który stanowi część majątku Wielosławskich, Cezary jest podejmowany przez tutejszego ekonoma Gruboszewskiego i jego małżonkę. Zarządca, który już ponad 35 lat zajmuje się tym gospodarstwem, podejrzewa, iż młodzieniec został przysłany przez właściciela celem wykrycia nadużyć, a może nawet aby zająć posadę ekonoma. To podejrzenie podsyca fakt, iż gość - faktycznie pragnący oderwać się od wspomnień - energicznie zagląda w każdy kąt i interesuje się wszystkim, co dotyczy gospodarstwa. Pierwszy dzień spędza we młynie na rozmowie z chłopami i zwiedzaniu obejścia.

Przez dwa tygodnie Cezary gości u państwa Gruboszewskich wstając o świcie, a kładąc się o zmierzchu i wciąż oddając się jakiemuś zajęciu. Między innymi bacznie obserwuje nędzę bezrolnych chłopów oraz ubóstwo tych, którzy mają kawałek własnej ziemi. Wigilię również spędza u swych mimowolnych gospodarzy, w otoczeniu ich rodziny. Niedługo później dowiaduje się od Hipolita, że Laura poślubiła w Krakowie Barwickiego. Jest to dla Baryki, który mimo wszystko żywił jeszcze jakąś nadzieję, duży cios. Wreszcie - nie mogąc dłużej wytrzymać - prosi Hipolita o odwiezienie na stację i, żegnany przez Gruboszewskich, z ulgą, a nawet z radością, wyjeżdża. Próbuje nad sobą panować, jednak w chwili, gdy mijają dworek w Leńcu, nie potrafi powstrzymać cisnących się do oczu łez.

Część III

Wiatr od Wschodu Po powrocie do Warszawy Cezary kontynuuje studia medyczne. Ze względu na skromne fundusze mieszka razem z kolegą ze studiów, niejakim Buławnikiem, który nie jest zbyt miłym współlokatorem. Ich pokój lub raczej wstrętna i śmierdząca dziura, nie bardzo zasługująca na to miano, mieści się na ostatnim piętrze kamienicy przy ulicy Miłej. Po pewnym czasie Cezary spienięża prezent otrzymany niegdyś od Hipolita - elegancki frak szyty na miarę, który rozsiewa jeszcze nikły zapach perfum używanych przez Laurę. Jednak uzyskana kwota wyczerpuje się i młodzieniec zmuszony jest udać się do starego znajomego, pana Gajowca, aby poprosić o jakieś zajęcie. Pan Szymon przyjmuje go z otwartymi ramionami.

W czasie wizyty u niego Baryka, zaciekawiony portretami wiszącymi na ścianie, prowokuje dyskusję o Polsce i panujących w niej stosunkach. Urzędnik ministerialny wyjaśnia, iż trzej sportretowani mężczyźni, których nazwiska nie są Cezaremu znane, to trzej nauczyciele Gajowca, którzy dali mu przykład, jak ma dowodzić swej "polskości" i patriotyzmu w codziennym życiu. Marian Bohusz, Stanisław Krzemiński i Edward Abramowski byli to wybitni ludzie obdarzeni błyskotliwymi umysłami, którzy "rozmienili się na drobne" utożsamiając się z "szarym tłumem" w czasie rosyjskiego zaboru i poświęcili swe zdolności i siły inteligentnej walce z wynarodowieniem jako publicyści, felietoniści, tłumacze wielkich osiągnięć filozoficznej myśli Zachodu oraz socjologowie wcielający w życie swe teorie, mające uchronić Polaków przed utratą tożsamości. Na zarzut młodzieńca, iż ta "nowa" Polska nie jest wcale tak doskonała, jak być powinna, gdyż ciągle najbiedniejsi chłopi i robotnicy żyją w nędzy i ich stan w niczym nie ulega poprawie, Gajowiec odpowiada, iż jest to dopiero początek drogi i czas, w którym do polskich spraw wtrącają się niepotrzebnie rozmaici obcy "dobrodzieje" przeszkadzając w zajęciu się sprawą poprawy losów ludzi żyjących z własnej, ciężkiej pracy.

Okres ten, to dopiero "przedwiośnie", podczas którego Polacy uczą się na nowo, jak mają sami dbać o swoje interesy. Jako że Baryka mieszka w dzielnicy żydowskiej, często w drodze z wykładów obserwuje toczące się tu w niezwykle nędznych warunkach życie. Widoki często były odrażające, ale po pewnym czasie stały się dla niego na tyle interesujące, że spędzał wiele czasu włócząc się wśród tego obdartego tłumu i przyglądając się, jak niektórzy handlują miernej jakości towarem w ubogich sklepikach i na straganach, inni zaś snują się całymi dniami oddając się bezczynności lub zajmując się zbieraniem i gromadzeniem różnego rodzaju staroci i złomu, kłócąc się i wyrywając sobie wzajemnie z rąk rozmaite odpadki. Pan Szymon poza swą pracą w ministerstwie podejmuje się jeszcze jednego dzieła: pragnie napisać książkę o Polsce takiej, jaka ona jest w rzeczywistości, przedstawiając wszystkie wady i usterki polityczne, społeczne i gospodarcze, będące pozostałością rządów zaborczych. Ponieważ praca ta wymaga przetworzenia wielkiej liczby materiałów i danych zgromadzonych i wciąż na bieżąco zbieranych, zatrudnia u siebie, płacąc z własnej pensji, swego młodego przyjaciela. Cezaremu zajęcie to, jakkolwiek pochłaniające wiele czasu, daje na dłuższy okres stały zarobek. Dlatego też chętnie przesiaduje wieczorami przy owej pracy w mieszkaniu pana Szymona. Podczas tych wieczornych spotkań starszy pan często oddaje się wspomnieniom o minionych czasach i żyjących jeszcze lub dawno zmarłych osobistościach. Rozwodzi się też nad dwoma "cudami" zaistniałymi w niedalekiej przeszłości: wskrzeszeniem Polski oraz zwycięstwem nad bolszewikami.

Cezary często pozornie tylko słucha wspomnień i refleksji swego pracodawcy, rozmyślając nad własnym życiem. Wspomina przede wszystkim utraconą na zawsze Laurę, myśli te zaś wzbudzają w nim na przemian to wielki gniew, to znów nieprzepartą tęsknotę i żal. Buławnika i Barykę odwiedza od czasu do czasu ich starszy kolega z wydziału prawniczego, Antoni Lulek. Do pierwszego z nich zwraca się często z prośbą o pożyczkę, z drugim zaś lubi dyskutować. Cezary opowiada mu zwykle o swoich przeżyciach z czasów pobytu w Baku. Zwierza się też ze swych nawłockich przygód. Antoni wykorzystuje uzyskane informacje do manipulacji stanami psychicznymi i przekonaniami Baryki, jednak pomimo coraz większego wpływu - nie jest w stanie zarazić go całkowicie swoimi antyburżuazyjnymi ideami. Cezary zdobył w czasie wojny z bolszewikami wiele doświadczeń pogłębiających jego patriotyzm, a jego przeżycia nie pozwalają mu patrzeć na komunistów jak w czasach bakijskich. Lulek dodatkowo nie darzy sympatią młodego państwa polskiego (jak zresztą nie darzy sympatią państwa w ogóle jako narzędzia służącego umacnianiu władzy warstwy posiadaczy nad proletariatem) i każda klęska polityczna czy gospodarcza owego państwa jest przez niego witana z zadowoleniem. Pewnego ranka do Cezarego przybiega Antoni i oznajmia mu w tajemnicy, iż następnego dnia zabierze go ze sobą na partyjną "konferencję organizacyjno-informacyjną". Zgodnie z obietnicą Lulek zabiera młodszego kolegę ze sobą. Na zebraniu Cezary wysłuchuje mów agitacyjnych, które są przepełnione akcentami antypolskimi.

Mówcy twierdzą między innymi, iż w Polsce panuje ucisk mniejszości narodowych, policja zaś stosuje względem działaczy robotniczych okrutne tortury. Barykę - początkowo dość rozbawionego widokiem całego tego "towarzystwa" wysłuchującego przemów z namaszczeniem i bardzo przejętego - ogarnia duch przekory i w pewnym momencie prosi o głos. Wyraża swe wątpliwości i celnie zbija niektóre z głoszonych tez. Jednak zebrani traktują go od razu jak świętokradcę, który ośmielił się podać w wątpliwość i znieważyć nie twierdzenia, ale dogmaty ich wiary. Wszyscy - łącznie z Antonim - odnoszą się do niego z nienawiści,. Wzburzony ich atakami Cezary opuszcza zebranie. Przygnębiony młodzieniec wędruje samotnie po ulicy, wreszcie wstępuje do jakiej kawiarni, gdzie zajmuje miejsce przy oknie i spogląda na spacerującego w chłodzie i śniegu policjanta oraz podążających w różnych kierunkach, biednych i bogatych ludzi. Męczy go wspomnienie oskarżeń, które grono komunistów cisnęło mu w twarz, jakby to on za wszystko był odpowiedzialny. Znów toczy się w nim wewnętrzna walka pomiędzy wiernością pamięci rodziców, w imię której przewędrował taki kawał świata w poszukiwaniu szklanych domów oraz w imię której walczył o wolność Polski, a wiernością - bliżej już w tej chwili nieokreślonej - rewolucyjnej walce o polepszenie bytu najuboższych.

Przez chwilę Cezary ma chęć wrócić na zebranie i odwołać swe zarzuty jednak czuje, iż walka proponowana przez tych ludzi prowadzi donikąd. Baryka idzie do domu Gajowca z nadzieją, iż nie zastanie gospodarza. Jednak jest inaczej. Od progu już zaczyna gwałtownie atakować gospodarza, zarzucając jemy i wszystkim, którzy mają jakikolwiek bezpośredni wpływ na losy Polski, iż nie podejmują żadnych konkretnych działań zmierzających do poprawy losu prostego ludu, zniesienia ucisku mniejszości narodowych, wreszcie uzdrowienia całego społeczeństwa. Ciska mu też w oczy zarzuty usłyszane na spotkaniu komunistów, wcale się zresztą nie kryją iż bezpośrednio od nich one pochodzą. Starszy pan broni się, wysuwając liczne argumenty przeciwko posądzeniom o tchórzostwo przed jakimś radykalnym procesem przemian, opieszałość i brak skuteczności w działaniu.

Stwierdza, iż przemiany na lepsze zachodzą rzeczywiście powoli, ale systematycznie, że niektóre brutalne metody są stosowane jak nieodzowny środek zwalczenia prób zniszczenia od wewnątrz odradzającego się państw. próby te są podsycane przez zewnętrznych wrogów Polski. W przyszłości będzie panować wolność, równość i dobrobyt wszystkich polskich obywateli, ale należy zacząć od rozsądnego zbudowania solidnych podstaw jedności narodowej i ustabilizowania gospodarki. Pewnego marcowego dnia Cezary otrzymuje list z prośbą o spotkanie, które ma się odbyć w Ogrodzie Saskim. List jest podpisany imieniem Laury. Początkowo Baryka podejrzewa, iż to Barwicki zastawia na niego pułapkę, lecz szybko odrzuca to podejrzenie i udaje się na miejsce spotkania. Laura przybywa punktualnie, a młodzieniec jest zachwycony jej widokiem. Wyznaje jej swoją miłość i żal z powodu pamiętnego policzka, który jej wymierzył. Zarzuca jej też, że wyszła za człowieka niekochanego, raniąc mu tym sery a i pozbawiając go możliwości połączenia się z nią na zawsze.

Ona odpowiada zarzutem iż jest to jego wina, gdyż po owej nocy musiała niezwłocznie wyjść za mąż dla ratowani. swej reputacji i w ten sposób również nigdy już nic będzie mogła się cieszyć obecnością Baryki, którego kocha całym sercem i ponad wszystko. Zazdrość ponownie wzięli w sercu młodzieńca górę nad miłością i odszedł bez słowa, nie zważając na wołania zrozpaczonej i cierpiącej kobiety. Pierwszego dnia przedwiośnia na ulice Warszawy wychodzi tłum bezrobotnych i robotników - którzy są niezadowoleni ze swych głodowych pensji - wspieranych przez "awangardę Sowietów" - komunistów. Powodem demonstracji były wydarzenia w jednej z fabryk. Robotnicy zażądali tam pięćdziesięcioprocentowej podwyżki płac. Odmowa dyrekcji spowodowała wyrzucenie za bramę dyrektora i ogłoszenie przejęcia fabryki na własność przez radę robotniczą. Właściciel ogłosił zwolnienie wszystkich robotników policja zaś otoczyła zakład grożąc użyciem siły. Demonstracja ma za cel poparcie żądań robotników owej fabryki. Cezary przyłącza się do manifestacji stając "na czele zbiedzonego tłumu".

Podobne prace

Do góry