Ocena brak

Przeczucia

Autor /Zenon Dodano /31.01.2012

Niektórzy ludzie miewają przeczu­cia dotyczące przyszłych wydarzeń, często zdumiewająco trafne. Pojawiają się one w formie krótkich przebłysków lub snów i zdarza się, że dzięki nim zmie­niają się ścieżki przeznaczenia.
W październikowy poranek 1966 roku wiel­ka hałda z pobliskiej kopalni osunęła się na znajdujący się u jej podnóża budynek szkoły podstawowej w walijskiej wiosce Aberfan. Lawina czarnego błota przygniotła 128 dzieci znaj­dujących się w szkole.
Tydzień później parapsycholog, J. C. Barker, poprosił o kontakt tych wszystkich, którzy instynk­townie przeczuwali w przededniu katastrofy, że stanie się coś złego. W 24 przypadkach osoby te miały świadków, którzy potwierdzali, że przed tra­gedią ludzie ci mówili o czymś niepokojącym. Siedem osób skarżyło się na dziwne uczucie nie­pokoju, któremu towarzyszyło wrażenie duszności i jakby zakrztuszenia na kilka dni - a nawet godzin - przed osunięciem.
Inni, pochodzący z różnych regionów Wielkiej Brytanii, twierdzili, że mieli sny albo wizje na ja­wie, w których widzieli krzyczące dzieci, zapada­jące się góry albo zalewającą wszystko czarną maź. Niektórzy twierdzili wręcz, że w relacjach telewi­zyjnych z tego wydarzenia rozpoznali niektóre szczegóły wcześniej widziane w tych snach.
.
Przeczucia tego rodzaju towarzyszyły ludziom od zarania dziejów. Jednak aż do dziewiętnastego wieku zwykle były uważane za dowód kontaktów z duchami, aniołami lub innymi nadnaturalnymi istotami. Przyznawali się do nich tylko ludzie wy­starczająco odważni, by stawić czoła ostrej kryty­ce, a nawet prześladowaniom.
W miarę rozwoju nauki i upowszechniania jej zdobyczy z przepowiedni zdjęto piętno czarów i zaczęto je traktować jak nierozpoznane zjawisko. Nikomu nie udało się do tej pory wyjaśnić me­chanizmu powstawania przeczuć.
Jednym z najlepiej udokumentowanych przy­padków przeczuć były ostrzeżenia poprzedzające katastrofę Titanica, który zatonął 14 kwietnia 1912 roku. 24 marca tego roku wybierający się do Nowego Jorku J. C. Middleton zarezerwował sobie miejsce na liniowcu. Tydzień później, a więc na dwa tygodnie przed zatonięciem, miał sen, w któ­rym zobaczył statek „przewrócony do góry dnem, a wokół niego pływających pasażerów i członków załogi". Zaniepokojony, z wielką ulgą odebrał tele­gram z Nowego Jorku, z którego wynikało, że może odłożyć wyjazd na później.
Joan Grant w swojej autobiografii Far Memory (Odległe wspomnienia) opisuje zapamiętaną z dzie­ciństwa scenę, kiedy stała z rodzicami na nabrzeżu i przyglądała się wypływającemu w swój dziewiczy rejs Titanicowi. Nagle jej matka zaczęła krzyczeć „Ten statek zatonie, zanim dopłynie do Ameryki (...) nie stójcie tak i nie gapcie się na mnie! Zróbcie coś! Głupcy, widzę setki ludzi tonących w lodo­watej wodzie!"
Ostrzeżenia na piśmie.
Brytyjski dziennikarz W. T. Stead wielokrotnie pisał o zatonięciu wielkiego liniowca, opowiadał też wielu osobom o swoich wizjach, w których tonął w katastrofie morskiej.
21 czerwca 1911 roku słynny chiromant Cheiro napisał do niego list następującej treści:, Jeśli spo­tka pana gwałtowna śmierć, to tylko w wodzie (...)
Wyjątkowo niebezpieczny będzie dla pana kwie­cień 1912 roku, zwłaszcza zaś środek miesiąca. W miarę możliwości niech więc pan unika mor­skich podróży w tym czasie." Niedługo potem inne medium, W. de Kerlor, opowiedziało Steadowi, że niedługo wyruszy w podróż do Ameryki. Stead nie planował wyjazdu, wkrótce jednak przepowiednia się spełniła. De Kerlor ostrzegał go: „Miałem sen, uczestniczyłem w katastrofie na morzu, w wodzie pływały i walczyły o życie tłumy ludzi...".
Stead interesował się zjawiskami paranormal­nymi, zlekceważył jednak ostrzeżenia, wsiadł na Titanica i zginął w katastrofie.
Postacie przeczuć.
W 1956 roku W. G. Cox przeprowadził badania statystyczne w celu sprawdzenia, czy przeczucia, chociaż niepowiązane z dotychczasowymi do­świadczeniami, mogą podświadomie wpływać na decyzje ludzi. Cox zebrał dane dotyczące 22 pocią­gów pasażerskich, które wykoleiły się bądź brały udział w innej katastrofie. Następnie porównał ilość pasażerów jadących tymi pociągami w dniu kata­strofy z przeciętną liczbą pasażerów w inne dni. Okazało się, że w dni katastrof pociągami tymi podróżowało znacznie mniej osób niż zwykle.
Uratowani.
Czasami przeczucia pozwalają ludziom uniknąć tragedii. Zajmująca się parapsychologią Louisa Rhine opisała na przykład historię kobiety, która miała proroczy sen. Śniło jej się, że jest z przyja­ciółmi na biwaku nad rzeką. Chcąc uprać swoje ubrania, wzięła dziecko i poszła na brzegiem zorientowała się, że zapomniała mydła. Zostawiła więc dziecko bawiące się rzuca­niem kamyków do wody, a następnie wróciła do namiotu po mydło. Kiedy wróciła, znalazła dziec­ko utopione, z twarzą w wodzie.
Tego samego lata kobieta ta rzeczywiście wybra­ła się na biwak z przyjaciółmi. Pewnego ranka wzięła dziecko nad rzekę i, tak jak we śnie, zorien­towała się, że nie wzięła mydła. Zostawiła dziec­ko na brzegu i już miała wrócić do namiotu, kiedy przypomniała sobie tamten straszny sen. Nie chcąc kusić losu, wzięła dziecko ze sobą.

Czasami przeczucia są zdumiewająco precyzyjne, często jednak brakuje w nich jednego istotnego szczegółu. Na przykład w 1946 roku marszałek lotnictwa, Victor Goddard, bawił na przyjęciu w Szanghaju, kiedy usłyszał, jak ktoś zdziwił się na jego widok, ponieważ sądził, że Goddard zginął. Marszałek stanął twarzą w twarz z oficerem mary­narki, który z zażenowaniem przeprosił za swoje zachowanie i wyjaśnił, że miał bardzo wyraźny sen, w którym samolot transportowy RAF-u został zaskoczony przez burzę śnieżną i rozbił się na ska­listym wybrzeżu. Na pokładzie oprócz załogi znaj­dowali się oficerowie lotnictwa oraz jedna kobie­ta i dwóch cywilów. We śnie cywilom udało się uratować, ale Goddard zginął.
Goddard, który właśnie miał lecieć do Tokio, początkowo nie obawiał się spełnienia przepo­wiedni, ponieważ na pokładzie nie miało być żad­nych cywilów. Przed samym startem dosiedli się jednak pewien dziennikarz, konsul generalny i jego sekretarka. Kiedy samolot wystartował, Goddard był przekonany, że za chwilę zginie. Na domiar złego, samolot wpadł w burzę śnieżną i pilot musiał lądować awaryjnie na skalistej japońskiej wysep­ce. Samolot rozbił się, jednak mimo złych prze­czuć komandora, nikomu nic się nie stało.

Do góry