Ocena brak

Postępowanie i wyrok w procesie legisakcyjnym

Autor /Napoleon Dodano /17.11.2011

    Proces legisakcyjny rozpoczynał się od wezwania pozwanego przez powoda do stawienia się przed urzędnikiem (pretorem lub namiestnikiem). Dawało to początek stadium in iure. Przed pretorem powód wygłaszał formuły procesowe i wykonywał określone gesty. W legis actio sacramento (dzielącej się na in rem i in personam) obie strony zgłaszały swoje prawo do rzeczy, a następnie wzywały się wzajemnie do złożenia sacramentum - zakładu, który podlegał utracie w razie przegrania sporu. W innych sprawach (np. o podział współwłasności) nie składało się sacramentum. Stadium in iure kończyło litis contestatio, streszczenie procesu świadkom (testes) przy pomocy formuł.

    Powodowało ono powstanie zawisłości sporu, co uniemożliwiało możliwość ponownego wszczęcia danego procesu w myśl zasady bis de eadem re ne sit actio ("niechaj po raz drugi w tej samej sprawie nie będzie postępowania"). Następnie dawano stronom 30 dni na ugodę, jeśli do niej nie doszło przed urzędnikiem wybierano sędziego. Następowało stadium apud iudicem w którym sędzia przeprowadzał postępowanie dowodowe i wydawał wyrok, od którego nie było odwołania. W legis actio sacramento zakład "niesłuszny" ulegał przepadkowi na rzecz skarbu państwa. Postępowanie egzekucyjne (legis actio per manus iniectionem) służyło do przymusowego wykonania wyroku na osobie dłużnika.

    Miał on 30 dni na wykonanie wyroku, jeśli tego nie zrobił, zwycięski powód mógł doprowadzić go siłą przed pretora. Tam kładł na nim rękę, wypowiadał formułę i uzyskiwał w ten sposób władzę nad nim. Mógł go więzić przez 60 dni, a pod koniec tego terminu wyprowadzał go w dni targowe na rynek. Jeśli tam ktoś go nie wykupił, mógł go zatrzymać u siebie celem odpracowania długu, sprzedać w niewolę lub po prostu zabić. Jeśli wierzycieli było więcej, mogli się podzielić jego ciałem :). Sprzedaży i zabijania zakazano dopiero w 326 roku p.n.e.

Podobne prace

Do góry