Ocena brak

Poltergeisty

Autor /Zenon Dodano /31.01.2012

Latające meble, spadające bez widocznej przyczyny naczynia i tajemnicze stukania to typowe sposoby manifestowania swej obecności przez poltergeisty, czyli hałaśliwe duchy. Mimo ii ludzie obawiają się „nawiedzonych" domów już od setek lat, istoty tego zjawiska do dziś nie udało się wyjaśnić.
6 stycznia 1772 roku o 10 rano z kuchennej półki w domu jednej z mieszkanek Londynu ni stąd ni zowąd spadły dwa stosy talerzy. Po chwili spadł także zegar, świecznik oświetlający klatkę schodową i wielki garniec z peklowaną wołowiną. Krzyki pani Golding, właścicielki domu zaalarmowały przechodniów, którzy natychmiast wbiegli do mieszkania. Niektórzy sugerowali, że nadchodzi trzęsienie ziemi, inni, że to dom się osuwa. Pani Golding z 19-letnią służącą schroniły się li sąsiadów, zabierając z sobą część najbardziej wartościowych przedmiotów, jednak i te wymyka­ły się z rąk i spadały na ziemię, zupełnie jakby żyły własnym życiem.
Obie panie nakłoniono do przeczekania tej dziw­nej sytuacji w domu siostrzenicy pani Golding, nie­jakiej pani Pain, jednak niezwykła aktywność mar­twych przedmiotów zdawała się podążać za nimi. Kiedy znalazły się w domu pani Pain, stos cy­nowych misek spadł z półki na podłogę, potoczył się po niej i zastygł dnami do góry. Postawiony z powrotem na półce, natychmiast spadł ponownie. Dwa jajka przeleciały przez kuchnię. Jedno z nich trafiło w kota; świece, naczynia i szklanki podska­kiwały na stołach. Kociołki przesuwały się po pie­cu, szynka zerwała się z haka. „wszystkie niewiel­kie przedmioty, jeden za drugim spadały i pękały, zniszczone zostały też dwie cenne filiżanki z chiń­skiej porcelany, w rezultacie straty wyniosły kilka funtów", co wówczas było sumą dosyć znaczną.
Cała rodzina, przerażona przeniosła się do in­nego domu. tylko po to by przekonać się, że nie­szczęścia podążają za nimi. W tym czasie służąca pani Goling zaczęła zdradzać objawy rozstroju ner­wowego, pani Golding doszła więc do wniosku, że to być może ona jest odpowiedzialna za niezwykłe zjawiska i oddaliła dziewczynę. Wraz z odejściem służącej nadprzyrodzona aktywność zanikła.

Takie wypadki jak sprawa pani Golding zdarzały się już dużo wcześniej. Bardzo długo niewidzial­ne siły przemieszczające przedmioty traktowane były jako przejawy działalności złych duchów albo nawet samego diabła. Nawet dzisiaj, w niektórych przypadkach ofiary poltergeistów wzywają eg­zorcystów, licząc, że za pomocą specjalnych zaklęć i modlitw uda im się odpędzić złe duchy, które nawiedzają ich domostwa. Znakomita większość badaczy tych zjawisk jest jednak przekonana, że „hałaśliwe duchy" to rodzaj nie zbadanego oddzia­ływania psychicznego. Poltergeisty demonstrują swą moc na wiele różnych sposobów: przemiesz­czają sprzęty domowe, ciężkie meble, obsypują ściany domów gradem kamieni albo gliną, tele­portują przedmioty oraz powodują wiele hałasów - pukają, szurają i skrzypią, a czasami nawet naśla­dują ludzką mowę i westchnienia.
Jeden z najstarszych przypadków działalności poltergeista, jaki znamy, wydarzył się w 1135 roku w Le Mans we Francji. Pewnego dnia burmistrza Nicholasa i jego najbliższych sąsiadów zaalarmo­wały „przerażające odgłosy dochodzące z zewnątrz budynku. Wyglądało to tak, jakby jakieś duchy ciskały ogromnymi kamieniami w ściany budyn­ków z taką siłą, że trzęsły się stropy, ściany i dach," Na tym się jednak nie skończyło. Po chwili tale­rze i garnki zaczęły się przemieszczać z miejsca na miejsce, świeczki zapalały się, „chociaż stały daleko od ognia", a czasami, gdy na stole stawiano półmiski z mięsiwem, „niewidzialna ręka" posypy­wała je sadzą, popiołem albo otrębami, tak obficie, że nie nadawało się do jedzenia. Zona Nicholasa, Amica odkryła, że jej porządnie zwiniętą przędzę coś rozwłóczyło i tak poplątało, że nie zrobiłyby tego lepiej rozbrykane kotki.

Jedną z pierwszych relacji spisanych przez, można powiedzieć, obiektywnego świadka znajdujemy w Saducismus Triumphatus (1681) Josepha Glanvilla. Wielebny Joseph Glanvill był nadwor­nym kapelanem króla angielskiego Karola II, a tak­że członkiem Towarzystwa Naukowego. Był więc na tyle wykształcony i obiektywny, że można przy­jąć, iż nie ulegał przesądom. Jednak nawet on musiał przyznać, że zobaczył „wystarczająco dużo, żeby przekonać się, że w tym wszystkim jest coś (...) nadprzyrodzonego "
Wszystko zaczęło się w połowie marca 1661 ro­ku, kiedy John Mompesson, sędzia w małym mia­steczku Tedworth, osadził w więzieniu wałęsają­cego się po okolicy dobosza. Bęben skonfiskowany więźniowi trafił na przechowanie do domu sędziego Mompessona i wkrótce nocami stropy i dach domu rozbrzmiewały dźwiękiem werbla. Po miesiącu bębnienie zaczęło dochodzić z pokoju, w którym spoczywał bęben dobosza. Każdej nocy rodzinę Mompessonów budziło trwające nieprzerwanie przez równe dwie godziny walenie w bęben.
Kiedy żona Mompessona urodziła dziecko, na dwa lub trzy tygodnie zapanował spokój, jednak po tym czasie bębnienie odezwało się znowu, tym razem ze zdwojoną siłą. Dźwięk bębna zdawał się prześladować zwłaszcza najmłodsze dzieci, coś waliło w ich łóżeczka z taką gwałtownością, że wszyscy obecni obawiali się. że delikatna rama za chwilę się rozpadnie. Czasami bębnienie trwało nawet godzinę, a rytm do złudzenia przypominał ten wygrywany przez doboszów. Później bębnienie zamieniło się w dochodzące spod łóżka skrobanie.

Świadkami kolejnych wydarzeń było wielu ludzi. „Wieczorem do domu przybył pastor i kilku sąsia­dów (...) Odmówiono modlitwę, ale mimo to na oczach zgromadzonych krzesła zaczęły chodzić po pokoju, dziecięce buty turlały się, a niewielkie przedmioty zaczęły fruwać po komnacie."
Pan Mompesson wysłał młodsze dzieci do są­siadów a najstarszej, dziesięcioletniej córce kazał się położyć w sypialni rodziców. Kiedy tylko znala­zła się w łóżku, bębnienie rozległo się ponownie.
Sytuacja ta trwała przez półtora roku, a kiedy rodzina Mompessonów zaczęła już przyzwycza­jać się do tych niedogodności, „hałaśliwe bębnie­nie ustało i to coś zaczęło wyprawiać inne, mniej uciążliwe małpie sztuczki." Pewnego dnia matka pana Mompessona wspomniała przy kolacji, że sły­szała kiedyś, że wróżki czasami rozdają pieniądze. „Następnego wieczora w całym domu rozlegało się brzęczenie monet." Sprzęty domowe spadały z półek i stołów, coś ściągało pościel z łóżek w po­koju dziecinnym, a dzieci skarżyły się, że jakaś siła unosi je do góry, kiedy już leżą w łóżkach. Osta­tecznie w kwietniu 1663 roku niesamowite wyda­rzenia ustały.

Pod koniec epoki oświecenia zjawisko poltergeista, chociaż wciąż jeszcze bardzo tajemnicze, prze­stało być przypisywane demonom albo czarom. W XIX wieku liczba odnotowanych przypadków niezwykłej aktywności poltergeistów systema­tycznie rosła. Niektóre z nich wyróżniały się szcze­gólną złośliwością.
Poltergeist, który nawiedził dom rodziny Bellów, wieśniaków ze stanu Tennessee w roku 1817, początkowo zachowywał się całkowicie typowo: w domu rozlegało się niewyjaśnione puka­nie i skrzypienie. Po pewnym czasie jednak hała­sy stawały się coraz głośniejsze: w słupach pod­trzymujących baldachim łóżka coś chrupało, coś tupało w pustych pokojach na piętrze, słychać było dźwięk przewracanych krzeseł i ciąganych po pod­łodze ciężkich łańcuchów. Pewnej nocy dwoje dzieci Bellów, Richard (6 lat) i Betsy (12 lat) coś mocno szarpało za włosy. Coś uderzyło Betsy w twarz, pozostawiając wyraźny purpurowy siniak.
W drodze do szkoły niewidzialna ręka ciskała w dzieci kamykami i patykami. Sytuacja robiła się coraz groźniejsza. Sąsiedzi opowiadali, że jakaś niewidzialna pięść bije ich po twarzy. Wkrótce Betsy zaczęła coraz częściej omdlewać, za każdym razem w takim przypadku słychać było głosy; początkowo nieśmiały, później coraz wyraźniejszy szept czegoś co samo określało siebie imieniem Wiedźma. Głos powtarzał słowo po słowie nie­dzielne kazania dwóch miejscowych pastorów, naśladując ich intonację. Później wypowiadane tek­sty stawały się coraz bardziej nieprzyzwoite i napa­stliwe. W końcu tajemniczy „głos*' powiedział, że nienawidzi „Starego Johna Bella" i że będzie go prześladował aż do śmierci.
Wiedźmy nie znają litości
Sąsiedzi zaczęli podejrzewać, że to sama Betsy może wydawać te dźwięki, jednak miejscowy le­karz po badaniu stwierdził, że Betsy „z pewnością nie ma nic wspólnego z tymi głosami". John Bell zaczął skarżyć się na bóle w szczękach i opuch­nięty język. Nie mogąc jeść ani mówić, dręczony skurczami, Bell spędził w łóżku kilka miesięcy.
Jesienią 1820 roku John zebrał się w sobie i po­stanowił zobaczyć, co słychać w jego gospodar­stwie. Jednak według Richarda, ledwie wyszedł na drogę, złapał się za głowę i przewrócił na ziemię, a wokół niego rozlegał się „szyderczy śmiech prze­platany obelżywymi wyzwiskami i demonicznymi wrzaskami". Bell wrócił do łóżka i 19 grudnia zapadł w odrętwienie, z którego nie sposób go było wyrwać. Wezwano lekarza, jednak kiedy pojawił się przy łóżku nieszczęśnika, w pokoju rozległ się drwiący śmiech Wiedźmy, która oznajmiła: „Nic nie pomoże staremu Johnowi, tym razem go do­padłam. Już nigdy nie wstanie z tego łoża!" Na­stępnego ranka Bell zmarł. Kiedy spuszczano do grobu jego trumnę, w powietrzu rozległ się głos Wiedźmy śpiewającej rubaszną piosenkę „Nalej mi jeszcze trochę brandy..."
Podobne zdarzenie miało miejsce w Kanadzie w Amherst w Nowej Szkocji w 1878 roku. W tym przypadku obiektem ataków była 19-letnia Esther Cox, która pewnej nocy wyskoczyła z łóżka z okrzykiem, „O Boże, co się ze mną dzieje? Umie­ram! Okazało się, że całe jej ciało jest potwornie opuchnięte. Wtedy rozległy się cztery trzaski, jak uderzenia pioruna i opuchlizna zaczęła schodzić. Od tego jednak czasu w domu Esther zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe, wystąpiły niemal wszyst­kie zjawiska z bogatego arsenału poltergeistów. Lawina osuwających się ziemniaków, gwałtowne grzmoty na strychu, spadające z powały płonące drzazgi, samoistne zapalenie się sukienki i wy dra­pany na ścianie napis: „Esther Cox, nie umkniesz mi. Zginiesz".

Hałaśliwe duchy pojawiają się i dziś. W XX wieku zjawisko to zaczęto badać za pomocą wszelkich dostępnych środków. Na przykład w 1958 roku w Seaford w US A niewidzialna siła odkręciła na­krętki w stojących na półce butelkach i wylała ich zawartość na podłogę. Ani wezwana policja, ani dwaj badacze z Duke Parapsychology Laboratory nie potrafili wyjaśnić, jak to się mogło stać.
W 1960 roku w Szkocji naukowiec z uniwersy­tetu Cambridge był świadkiem samoistnego prze­suwania się ciężkich mebli. W Londynie w domu pewnej rodziny przez cztery kolejne lata (1958-62) w wielkanocne weekendy pojawiały się tajemni­cze ognie. W 1967 roku w kancelarii prawniczej w Bawarii z niewyjaśnionych powodów obrazy spadały ze ścian, przesuwały się ciężkie meble, w tym szafa pancerna, a także ktoś ponad sto razy w ciągu 15 minut połączył się z zegarynką, mimo że obecni w pokoju pracownicy nie dotykali tele­fonu. Przypadek z Bawarii badał profesor Hans Bender z Uniwersytetu we Freiburgu.
Wielu badaczy zwróciło uwagę na jeden charak­terystyczny element obecny w większości przypad­ków aktywności poltergeista. Mianowicie zwykle w „nawiedzonym" domu była młoda osoba, naj­częściej dziewczyna, pod wpływem silnego stre­su. Tam gdzie nie było żadnej nastolatki, niezwykła aktywność koncentrowała się wokół innej osoby. Badacze zwrócili uwagę, że osoby, które zdawały się być centrum wydarzeń, zdradzały objawy ogromnego napięcia, czasami graniczącego z histe­rią. Nie łatwo było jednak wyodrębnić ze wszyst­kich uczestników tę konkretną postać. Spośród 27 spraw zbadanych przez Owena w 17 przypadkach centralną osobą wydarzeń była kobieta, najczęściej w wieku od 10 do 20 lat. Według A. Gaulda i D. Cornell'ego,.autorów dzieła Poltergeist, aż w 75% przypadków obiektem zainteresowania poltergeistów były osoby poniżej 20. roku życia.
Nandor Fodor, psycholog, po dokładnym prze­studiowaniu przypadku Bellów, doszedł do wnio­sku, że źródłem niezwykłych zjawisk była Betsy. Prawdopodobnie molestowana seksualnie przez swojego ojca dziewczyna cierpiała na rozdwoje­nie jaźni i w jakiś niewyjaśniony sposób, zapewne dzięki wrodzonym zdolnościom parapsychicznym zemściła się na ojcu.
W 1979 r. amerykański parapsycholog D. Scott Rogo wydał książkę zjawisko poltergeista". Napisał w niej, że w większości przypadków które zbadał jedna z osób znajdowała się w stanie silnie tłumionego gniewu. Według Rogo, jest niemal pewne, że istnieje zależność między tłumioną agre­sją i zaburzeniami osobowości, a działalnością poltergeistów. Czym jednak naprawdę są polter-geisty i skąd się bierze energia konieczna przecież do przesuwania przedmiotów, nikomu jeszcze nie udało się wyjaśnić. Wielu badaczy wspomina tu o zjawisku telekinezy, czyli umiejętności oddziały­wania na przedmioty jedynie za pomocą sił psy­chicznych, jednak zjawisko to, choć opisane, rów­nież nie zostało wyjaśnione w sposób naukowy.
Spotkać się można z opinią, że te historie o hała­sujących duchach to albo wytwór wyobraźni, albo zwykłe oszustwa, jednak fakt, iż wśród naocznych świadków byli też ludzie, których trudno podej­rzewać o naiwność, świadczy o tym, że za feno­menem poltergeistów rzeczywiście mogą kryć się jakieś niezbadane dotychczas siły.

Michael Goss, brytyjski bibliotekarz spo­rządził 350-stronicowe dzieło, w którym spisał wszystkie, a było ich ponad tysiąc, znane przypadki aktywności poltergeistów na świecie od roku 1885 do dziś.
■ W Birmingham w Anglii policja przez całe miesiące bezskutecznie poszukiwała dowcipnisia, który jak sądzono wybijał kamieniami szyby w oknach wszystkich domów stojących przy jednej ulicy. Mieszkańcy ulicy do dziś są przekonani, że to sprawka poltergeista.
■ Pewien sędzia z Windsor w Nowej Szkocji (Kanada) byt przekonany, że jego dom nawiedza zły duch, który przesuwa meble, wydaje dźwięki i demoluje mu dom. Jak się okazało, był to starannie zaaran­żowany dowcip sąsiadów, którzy w ten sposób chcieli go ośmieszyć w oczach społeczności.
Eleonora Zogun, Rumunka z pochodze­nia twierdziła, że siniaki i zadrapania na jej ciele są efektem działania poltergeista. Po dokładnych oględzinach okazało się jed­nak, że sama się okaleczała.
■ Pewna rodzina z Sheffield w Wielkiej Brytanii dzięki poltergeistowi uniknęła śmierci. W nocy obudziły ich hałasy, a po chwili w domu wybuchł pożar.
■ W niektórych przypadkach za niezwykłe zachowania się przedmiotów martwych odpowiedzialne są zjawiska meteorolo­giczne i geologiczne. W jednym z nich nie­samowite dźwięki pochodziły ze starego kanału ściekowego, do którego wdzierały się wody przypływu.

Do góry