Ocena brak

POLACY NA RYNKU UNII EUROPEJSKIEJ

Autor /Abakuk Dodano /16.11.2011

Niektóre oczekiwania wobec Polski komunikowane przez urzędników Unii Europejskiej są zbieżne z długofalowymi interesami Polski tzn. całością organizmu gospodarczego, inne są zbieżne z oczekiwaniami partykularnych grup interesów. Są też takie, które nie leżą w interesie całości Unii, niezależnie od tego czy nowi członkowie zostaną przyjęci, i utrzymują się w wyniku racji politycznych. Z kolei polscy negocjatorzy również będą czasami występować w interesie długofalowym Polski, a czasami w interesie partykularnych grup.

Zarówno w Polsce jak i Unii Europejskiej interesy partykularne pokazywane są jako ogólne lub maskuje się ich wycinkowy charakter. Nasi negocjatorzy nie mogą żądać za wiele w rozmowach z Unią, uginając się pod brzemieniem oczekiwań rodzimego górnictwa, hutnictwa czy telekomunikacji, które oczekują, że nie będą zmuszane do zbyt szybkiej restrukturyzacji lub demonopolizacji. Tymczasem restrukturyzacja tych gałęzi jest potrzebna Polsce niezależnie od tego, czy staniemy się członkami Unii. W interesie rozwoju Polski jest, żeby restrukturyzacja ta była w miarę szybka i odwrotnie, interes specjalny polega na jej spowolnieniu. Rząd, chcąc zapobiec problemom społecznym, będzie dążył do rozłożenia w czasie procesów restrukturyzacyjnych, ale też trzeba pamiętać, że niektóre z przemysłów ciężkich już miały swoją szansę i wcale jej nie wykorzystywały.

Dlatego zakreślenie terminów podczas negocjacji z Unią jest kolejną szansą, której już nie będzie można odsuwać. Niewątpliwie zbieżne z długofalowym interesem Polski w Unii są wszystkie tendencje deregulacyjne. Niestety trzeba się również liczyć z umocnieniem lub podtrzymaniem niektórych ograniczeń rynku. Dobrym przykładem jest koncesjonowanie usług turystycznych. W Polsce takie ograniczenie wprowadzono w ubiegłej kadencji parlamentu i nawet gdyby teraz deputowani zadecydowali o jego zniesieniu, stoimy wobec dyrektywy Unii, która faktycznie wprowadza współodpowiedzialność państwa za uczciwość biur podróży.

Dyrektywa ta jest bardzo mocna: obliguje władze kraju członkowskiego do wprowadzenia zasady, że biuro świadczące usługi turystyczne musi mieć majątek i kaucję zabezpieczające zobowiązania w wypadku bankructwa, w przeciwnym wypadku państwo odpowiada za szkody. Są już znane przypadki, że obywatel wygrał z rządem kraju Unii proces o to, że biuro podróży go oszukało. Przykład z koncesjonowaniem turystyki jest wyrazem szerszej tendencji "niańczenia obywatela", pilnowania przez państwo, żeby nic złego nie stało się z konsumentem. Jej ograniczanie jest dlatego trudne, ponieważ przez lata europejską opinię publiczną kształcono w duchu administracyjnej troski. Tak więc w Polsce istnieje ryzyko, że przy okazji negocjacji zostaną wprowadzone rozmaite przepisy, które nie dość, że są czynnikami antyrozwojowymi, to jeszcze w istocie podobają się różnym grupom interesów w Polsce.

Na ile zatem w negocjacjach powinniśmy dbać o interes długofalowy i jak ustosunkowywać się do tych partykularnych regulacji? Przypatrzmy się następnemu przykładowi: szereg regulacji na rynku pracy Unii Europejskiej dotyczących np. czasu pracy czy zobowiązań pracodawcy podwyższają koszty pracy w stosunku do polskiego rynku pracy. Wspominałem już w poprzednim numerze Kapitalisty Powszechnego o pojawieniu się nonsensownego określenia dumping socjalny, którego sens streszcza się właśnie w obserwacji, że w Polsce płace są niższe niż w Unii, a więc nasi pracownicy są tani. Z tego też powodu niektórzy pragną ograniczyć dostęp polskich pracowników do całości rynku Unii. Posługiwanie się tym określeniem łamie, wydaje się drogą Unii Europejskiej, zasadę solidarności. Wprawdzie nasz pracownik jest tańszy, ale też mniej produktywny od unijnego. Jego płace mogą rosnąć w miarę wzrostu produktywności, a to nastąpi przez włączenie naszego kraju w wymianę międzynarodową.

Próba gwałtownego podwyższenia płac bez czekania na wzrost produktywności nie jest możliwa, ponieważ polskie firmy nie mają z czego płacić. Gdyby, przyjmując teoretycznie, udało się wyrównać w Polsce płace, przykład wysokiego bezrobocia w byłej NRD jest odstraszający. Jestem całkowicie przekonany, że w Unii Europejskiej musi nastąpić wzmocnienie konkurencji wewnętrznej, ponieważ musi ona sprostać globalnej konkurencji, rywalizować z Dalekim Wschodem i Stanami Zjednoczonymi. Tymczasem w Unii panuje nastrój sytego człowieka, który doszedł do pewnego poziomu zamożności i nie czuje się ani zagrożony, ani zobligowany do uczestnictwa w wyścigu. Ograniczenie dostępu do rynku nowych pracowników, szczególnie młodych, których więcej pojawi się w ciągu kilku najbliższych lat w Polsce odsłania słaby punkt Unii i odwrotnie, otwarcie tego rynku jest sygnałem, że Unia jest gotowana sprostać gospodarczej rywalizacji.

Jeżeli Unia nie pozbędzie się rozleniwiającego uczucia, przestanie liczyć się w wyścigu o światowe przywództwo, a w każdym razie może stanie się słabszym partnerem tak jak to się już stało w informatyce czy telekomunikacji. Kraje europejskie w proporcji do poziomu PKB per capita inwestują w te obszary mniej niż Stany Zjednoczone i są już opóźnione w rozwoju infrastruktury teleinformatycznej, który jest teraz ważniejszym warunkiem wzrostu gospodarczego i postępu cywilizacyjnego.

Podobne prace

Do góry