Ocena brak

Pokolenie

Autor /abbyLEE Dodano /11.03.2011

Wiatr drzewa spienia. Ziemia dojrzała.

Kłosy brzuch ciężki w górę unoszą

i tylko chmury – palcom czy włosom

podobne – silną drapieżnie w mrok.

 

Ziemia owoców pełna po brzegi

kipi sytością jak wielka misa.

Tylko ze świerków na polu zwisa

głowa obcięta strasząc jak krzyk.

 

Kwiaty to krople miodu – tryskają

ściśnięte ziemią, co tak nabrzmiała,

pod tym jak korzeń skręcone ciała,

żywcem wtłoczone pod ciemny strop.

 

Ogromne nieba suną z warkotem.

Ludzie w snach ciężkich jak w klatkach krzyczą.

Usta ściśnięte mamy, twarz wilczą,

czuwając w dzień, słuchając w noc.

 

Pod ziemią drążą strumyki – słychać –

krew tak nabiera w żyłach milczenia,

ciągną korzenie krew, z liści pada

rosa czerwona. I przestrzeń wzdycha.

 

Nas nauczono. Nie ma litości.

Po nocach śni się brat, który zginął,

któremu oczy żywcem wykłuto,

któremu kości kijem złamano;

i drąży ciężko bolesne dłuto,

nadyma oczy jak bąble – krew

 

Nas nauczono. Nie ma sumienia.

W jamach żyjemy strachem zaryci,

w grozie drążymy mroczne miłości,

własne posągi – źli troglodyci.

 

Nas nauczono. Nie ma sumienia.

W jamach żyjemy strachem zaryci,

w grozie drążymy mroczne miłości,

własne posągi – źli troglodyci.

 

Nas nauczono. Nie ma miłości.

Jakże nam jeszcze uciekać w mrok

przed żaglem nozdrzy węszących nas,

przed siecią wzdętą kijów i rąk,

kiedy nie wrócą matki ni dzieci

w pustego serca rozpruty strąk.

 

Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,

żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.

Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.

Szukamy serca – bierzemy w rękę,

nasłuchujemy: wygaśnie męka,

ale zostanie kamień – tak – głaz.

 

I tak staniemy na wozach, czołgach,

na samolotach, na rumowisku,

gdzie po nas wąż się ciszy przeczołga,

gdzie zimny potop omyje nas,

nie wiedząc: stoi czy płynie czas.

Jak obce miasta z głębin kopane,

popielające ludzkie pokłady

na wznak leżące, stojące wzwyż,

nie wiedząc, czy my karty Iliady

rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie,

czy nam postawią, z litości chociaż,

nad grobem krzyż.

Pierwsza część wiersza, złożona z pięciu czterowersowych strof, przynosi ciąg skomplikowanych, metaforycznych obrazów. Uroda dojrzałego lata (kłosy, owoce, kwiaty, chmury, strumienie) w każdej ze strof zostaje „zdemaskowana” przy pomocy kontrastowej puenty – chmury grożą bombami, z drzew zwisają obcięte głowy, spomiędzy korzeni kwitnących roślin wystają ciała umarłych, itd. Przenikliwe spojrzenie poety dostrzega i obnaża prawdziwą zawartość pejzażu, przemieniając barokową „martwą naturę” w potworną wizję, bliską malarstwu Boscha, a może ekspresjonistom lub surrealistom. Druga część tekstu, w której podmiot liryczny wygłasza monolog w imieniu swojego pokolenia, składa się z pięciu strof o nierównej długości (kolejno 6, 4, 6, 6 i 12 wersów). Chwytem organizującym kompozycyjnie tę część wiersza jest powtórzenie (anafora) – każda cząstka (z wyjątkiem ostatniej) zaczyna się od słów „nas nauczno”. Liczne aluzje literackie (Iliada, Wesele, Apokalipsa, Stepy akermańskie) odwołują się do najbardziej podniosłych, a zarazem tragicznych momentów w dziejach ludzkości, narodu lub jednostki. Historiozoficzna koncepcja dziejów świata jest tu podobna do prezentowanej we wcześniej omawianym wierszu pt. Historia. Wspaniałe w swej sugestywności, dynamiczne obrazy wypełniającej się na oczach patrzącego apokalipsy, w połączeniu z odwołaniami do etosu rycerskiego i tradycji romantycznej stanowią próby przejścia od jed­nostkowego doświadczenia do refleksji natury ogólnej. Podmiot wier­sza, przemawiając w imieniu pokolenia skazanego na życie w poczu­ciu klęski i hańby i śmierć odartą z godności, pragnie przynajmniej w ten sposób ocalić przekonanie o wyższym sensie swojej ofiary.

Podmiot mówiący próbuje spojrzeć na los własny i swojej generacji z dystansu, odrzucając wszelką słabość i niemęski egocentryzm. Nie domaga się poklasku, uznania, podziwu ani nawet pamięci. Dojrzałość jego postawy, tragiczno-heroiczna, wręcz conradowska, polega na tym, że w ogóle nie zastanawia się nad oceną swoich działań – nie ma to dla niego żadnego znaczenia. Heroizm czy śmieszność, zapomnienie czy wieczna pamięć, szacunek czy litość ­to zmartwienie tych, co przyjdą.

Przeniesienie problemu wyboru z poziomu osobistego doświad­czenia na płaszczyznę uniwersalną oraz próba odpowiedzi na pytanie o miejsce całej generacji w dziejach narodu i ludzkości pozwala Ba­czyńskiemu uniknąć pułapki sentymentalizmu i przydaje tragicznej powagi jego poetyckiej wizji. Pesymistyczne postrzeganie własnej przyszłości znajduje bowiem potwierdzenie w katastroficznej kon­cepcji historii.

Warto jeszcze zauważyć, że płynność, przenikanie się następu­jących po sobie, dynamicznych obrazów oraz paralelna budowa po­szczególnych strof stanowią odpowiednik formalny przekonania poe­ty o cykliczności dziejów świata.

 

 

 

 

Podobne prace

Do góry