Ocena brak

Poezja wobec katastrofy - Wizyjność

Autor /Wincent Dodano /29.04.2011

Katastroficzny obraz świata w poezji był zbiorem  z n a k ó w  w r ó ż ą c y c h  z a g ł a dę. W jakimkolwiek otoczeniu znajdował się podmiot lub bohater wiersza katastroficznego,jego uwaga koncentrowała się na ukrytych lub jawnych sygnałach wielkiego niebezpieczeń-stwa. W poezji Miłosza znaki złowróżbne są czytelne, gdy pojawia się blask, to jest to blaskśmierci: „blask tnie.

Od światła wszystko co żywe umiera” (Bramy arsenału). Gdy pojawia sięobraz drzew połamanych przez wichurę, domyślamy się w tym czegoś więcej niż masakry wświecie roślin: tutaj „drzewo każde, przełamane, krwawi” (Ptaki) – jak zraniony człowiek.Nie obecność sygnałów zagłady dziwi w poezji Miłosza, lecz to, że trzeba je zgadywać, wy-patrywać, choć powinny być tak wszechobecne, jak wszechogarniająca będzie katastrofa:

patrzyliśmy przez okna, czy na noce sine

nie przepływają znowu stada zeppelinów,

czy nie wybucha sygnał nowy kontynentom

i sprawdzaliśmy w lustrze, czy na czole piętno

nie wyrosło, na znak, żeśmy już skazani.

(O książce)

Inaczej Czechowicz. W jego wizjach natura wydaje się niekiedy bardziej przenikliwa i za-sobna w wiedzę o przyszłości świata niż człowiek. Otoczenie „wie”, że świat się kończy, in-formuje o tym człowieka, ale człowiek nie potrafi poprawnie odczytać złych wieści, bagateli-zuje ostrzeżenia natury, nadaje im fałszywe sensy. Powtarza się taki oto schemat wydarzeń:– świat olśniewa nas cudownym pięknem, wydaje się dziełem harmonii i spokoju;– człowiek ulega urokowi piękna,– piękno to okazuje się pięknem fałszywym, gdyż ukrywa się w nim ostrzeżenie przed nie-szczęściem;– gdy ukryta treść złowróżbna znaków świata zostaje w końcu przez człowieka rozszyfro-wana, jest już za późno. Dzieje się tak w widzeniu* z tomu nic więcej:

wiatr wieści niósł a magiczna szła noc

między grube kominy elektrowni

ile słońc ile słońc

niepodobnych

To są złe wieści. Złe słońca. Wystarczyłoby podumać chwilę nad  słowem „niepodobne”.Jeżeli słońce nie jest podobne do siebie, to czy jest słońcem? Może jest ogniem zniszczenia?

Ale bohaterowie wiersza nie zadają sobie trudu analizy znaków. Urzeka ich piękno blasku,podoba się im „miasto ze złota”, jarzące się jezdnie; zniewalają – widziane jakby oczami po-ety z kręgu awangardy krakowskiej – wspaniałości pracy maszyn („siły mądre musują w żół-tym metalu”). Zamiast paniki – ekstaza zachwytu, zamiast bólu – pochwała życia: „chwilochwalebna żywa / i ani smugi żalu”... Katastrofa – dosłownie – spada jak grom z jasnego nieba:

światło pęka olśniewa

myśli astralne lądy

pojęcia kształty widma świątyń

kaukazami się walą

Podobne prace

Do góry