Ocena brak

Poezja polska XV wieku

Autor /Saleta Dodano /19.09.2012

Poezja polska XV wieku jest o wiele oryginalniejsza od prozy: kiedy na prozę składają się dosłowne przekłady z łaciny, utwory poetyckie bywają często mniej lub więcej wolną przeróbką tekstów łacińskich. Najbogatszy dział poezji religijnej stanowią pieśni. Układano je dla tych nade wszystko, co po łacinie nie umieli, a więc dla kobiet i prostaczków; nie silono się na sztukę: w sposób najprostszy, często bardzo naiwny, ale szczery i serdeczny wypowiadano swoje uczucia religijne, zwłaszcza głęboką cześć ku Najświętszej Pannie - pieśni o Matce Boskiej, czyli pieśni maryjne, są najliczniejsze. Ich «składacze» (to jest autorowie) są po większej części nieznani; dochowały się na przykład tak zwane Pieśni łysogórskie, których jednym ze składaczów był podobno jakiś Słopuchowski, ale życia jego zupełnie nie znamy.

Wśród tych Pieśni łysogórskich jedna chwyta za serce prostotą i rzewnością; jej treścią jest wręcz wspaniała w swojej rytmiczności Skarga Matki Boskiej pod krzyżem.


Zamęt ciężki dostał sie mnie, ubogiej żenie, Widząc rozkrwawione me miłe narodzenie. Ciężka moja chwila, krwawa godzina, Widząc niewiernego Źydowina, Iż on bije, męczy mego miłego Syna. Synku miły i wybrany, J

Rozdziel z Matką swoje rany! 

Awszakom Cię, Synku miły, w swym sercu nosiła, A takież Tobie wiernie służyła. Przemów k Matce, bych sie ucieszyła, Bo już idziesz ode mnie, moja nadzieja miła! Synku! Bych Cię nisko miała, Niecoć bych Cię wspomagała: Twoja główka krzywo wisa - toć bych ją podparła, Krew po Tobie płynie - toć bych ją utarła; Picia wołasz - piciać bych Ci dała, Ale nielza dosiąc Twego świętego ciała! O angiele Gabryjele, Gdzie jest ono Twe wiesiele, Cóżeś mi go obiecował tako barzo wiele? A rzekący: Panno, pełna jeś miłości! A ja pełna smutku i żałości! Spróchniało we mnie ciało i moje wszytki kości!...


Wyrazem uwielbienia względem Marii jest Pieśń o Zwiastowaniu, napisana przez jakiegoś Macieja z Raciąża. We wstępie autor napomina słuchaczów, by uważnie posłuchali pieśni:

Mocne boskie tajemności

O Maryjej wielebności, Krześcijaństwo, wierze wierne,

 nabożne, a i śmierne, Racz tego posłuchaci!

Następuje krótkie opowiadanie o tym, że Pan Bóg przeznaczył Marię na Matkę Zbawiciela, i o św. Annie. Najświętsza Panna

Z skarbu boskiej głębokości Wyszła krasą wszej cudności,

Miedzy kapłanmi w świętości, Miedzy pannami we cności Rosła ku obrzędu.

Panna, będąc wielmi młoda, Już prosiła wiernie Boga, By tej panny sługą była, Co by Krysta porodziła I panną została.

Kiedy przyszedł Archanioł, zwiastując Jej, że będzie Matką Zbawiciela, «Maryja, dzieweczka śmierna, stała jak róża czyrwona». Po opisaniu Zwiastowania autor wypowiada swój zachwyt względem Marii:

Ani lilija białością, Czyrwona róża krasnością, Ani nardus swą wonnością, Zamorski kwiat swą drogością Maryjej sie równa.

Maryja miedzy kwiaty kwiat: Służbę Jej dawa wszytek świat; Z Jej sławetnej nabożności Szukajmy u Niej miłości, Wszelki wierny sługa Jej!

O wiele mniej niż pieśni maryjnych dochowało się kolęd z XV wieku; najstarsza, która przechowała się w rękopisie z roku 1424, brzmi tak:

Zdrów bądź, królu angielski, K nam na świat w ciele przyszły! Tyś zaiste Bóg skryty, W święte, czyste ciało wlity.

Zdrów bądź, Stworzycielu Wszelikiego stworzenia! Narodził się w ucirpienie Prze swego luda zaszczycenie.

Zdrów bądź, Panie, od Panny *

Jenż się narodził za ny, Od ojców z dawna pożądany!

Zdrów bądź, Jezu Kryste miły! Potwierdź we mnie wszytki siły, Jakobych Tobie mógł służyć, Z Tobą na potem królować. Amen.

Najwięcej zasług około pisania i rozpowszechniania pieśni polskich położyli bernardyni, wśród których wyróżnił się błogosławiony Władysław z Gielniowa, znakomity kaznodzieja, a jednocześnie poeta - pierwszy poeta polski, którego znamy już nie tylko z imienia, ale i z czynów: z kazań i pobożności. Ułożył on pomiędzy innymi obszerną Pieśń o Męce Pańskiej, przez długi czas bardzo popularną; jest to właściwie poemacik epicki, pisany wierszem trzynastozgłoskowym, a składający się z dwudziestu siedmiu zwrotek czterowierszowych. Oto kilka zwrotek:

Jezusa Judasz przedał za pieniądze nędzne: Bóg Ociec Syna wydał na zbawienie duszne; Jezus, kiedy wieczerzał, swe Ciało rozdawał, Apostoły swe smętne swoją Krwią napawał. Jezus w ogrodziec wstąpił z swymi zwolenniki, Trzykroć sie Ojcu modlił za wszytki grzeszniki; Krwawy pot przezeń płynął dla boja wielkiego. Duszo miła, oglądaj miłośnika swego!... Jezus z miasta wywiedzion, krzyżem uciążony, Tu łotrom jest przyłączon, jak robak wzgardzony. Matka Mu zabieżała, chciała Ji oględać, A kiedy Go ujrzała, jęła rzewno płakać. Jezus z kryżem podniesion - patrzcie, krześcijani! Miedzy łotry postawion, drogą Krwią oblany, Od Żydów jest naśmiewan, gdy na kryżu wisiał. Jezus, miłosierny Pan, wszytko skromnie cirpiał...

Jezusa umarłego stworzenie płakało, Pana swego miłego barzo żałowało; Słońce sie jest zaćmiło, ziemia barzo drżała, Opoki sie padały, groby otwarzały... O Jezu Nazareński, o królu żydowski, Obroń lud krześcijański od mocy pogańskiej, Dla Twej miłej Matuchny odpuść nasze złości, Daj po naszym skonaniu niebieskie radości!

Oprócz pieśni religijnych dochowały się z XV wieku legendy wierszowane, z których najlepiej opracowaną jest Legenda o św. Aleksym (nieznanego autora). Zaczyna się od tak zwanej inwokacji (to jest wezwania): autor prosi Boga o pomoc do napisania wiersza.

Ach, Królu wieliki nasz, Coż Ci dzieją Mesyjasz! Przydaj rozumu k mej rzeczy, Me serce bóstwem obleczy, Raczy mię grzechów pozbawić, Bych mógł o Twych świętych prawić! Żywot jednego świętego, Coż miłował Boga swego, Cztę w jednych księgach o niem: Kto chce słuchać, ja powiem.

W Rzymie jedno panię było, Coż Bogu rado służyło. Miało barzo wieliki dwór: Prócz panosz4 trzysta rycerzów... Chował siroty i wdowy, Dał im osobne trzy stoły; Za czwartym pielgrzymi jedli: Ci do Boga ji przywiedli. Eufamijan jemu dziano, Wielikiemu temu panu, A żenie jego Aglijas; Ta była ubóstwu w czas.

Byli wysokiego rodu; Nie mieli po sobie płodu: Więc ci jęli Boga prosić,

Aby im jedno plemię dał. Bóg tych prośby jest wysłuchał. A gdy sie im syn narodził. Ten sie w lepsze przygodził; Więc ci mu zdziano Aleksy, Ten był oćca barzo lepszy.

W dwudziestym czwartym roku życia Aleksy z rozkazu ojca ożenił się; lecz tuż po ślubie, za zgodą żony, opuścił ją i poszedł w świat:

Nabrał srebra, złota dosyć, Co go mógł piechotą nosić; Więc sie na morze wezbrał, A ociec w żałości ostał... Więc to święte plemię Przyszło w jednę ziemię. Rozdał swe rucho żebrakom, Srebro, złoto popom, żakom. Więc sam pod kościołem siedział, A o księstwie nikt nie wiedział... Ano z wirzchu szła przygoda: Niegdy mróz, niegdy woda. Eż sie stało w jeden czas: Wstał z ołtarza Mariej obraz, Szedł do tego człowieka, Jenże sie kluczem opieka, I rzekł jest tako do niego: «Wstani, puści człeka tego, Odemkni mu kościół boży, Ać na tym mrozie nie leży.» Żak sie tego barzo lęknął. Wstawszy, kościół mu odemknął. To sie nie jedną dziejało, Ale sie często dziejało. Więc żak powiedał każdemu -I staremu, i młodemu. A gdyż to po nim uznali, Wieliką mu fałę dali: Za świętego ji trzymano, Wiele mu prze Bóg dawano. Steskszy sobie8 ociec jego, Prze swego syna jednego Rozesłał po wszym ziemiam lud I zadał im wieliki trud; Strawili wieliki pieniądz, Swego księdza szukając.

Znaleźli go wreszcie w «Jelidoczni» (w Laodycei w Azji Mniejszej), lecz Aleksy nie chciał jeszcze wracać i nadal tułał się po świecie; wreszcie powrócił do Rzymu:

Śrzatł przed grodem oćca swego, Jął prosić: «W imię Bożego Syna i dla Aleksego Raczy mi swą jałmużnę dać, Bych mógł ty odrobiny jadać, Co będą ci z stoła padać.» Gdy jego ociec usłyszał, Iż jemu syna wspomionął, Gdy usłyszał taką mowę, Zawił sobie płaszczem głowę; Tu sie był weń zamęt wkradł, Mało eże z mostu nie spadł. Tu silno rzewno zapłakał, Więc ji Boga dla chował. Podał mu szafarza swego, Ten mu czynił wiele złego. Tu pode wschodem leżał, Każdy nań pomyje lał.

Nie poznany przez nikogo, szesnaście lat mieszkał Aleksy w domu ojcowskim; czując, że śmierć się zbliża, spisał swe życie na kartce i zacisnąwszy ją mocno w dłoni, umarł.

Tu sie wielki dziw stał: Samy zwony zwoniły Wszytki, co są w Rzymie były. Więc sie po nim pytano, Po wszytkich domach szukano. Nie mogli go nigdziej najć, Zwony wżdy nie chcieli przestać. Jedno młode dziecię było, To im więc wzjawiło: A rzkąc: «Aza wiecie o tem, Kto to umarł? Jać wam powiem: U Eufamijanać leży, O jimże ta fała bieży: Pode wschodem ji najdziecie, Ać go jedno szukać chcecie!» Więc tu papież z kardynały, Cesarz z swoimi kapłany Szli są k niemu z chorągwiami. Zwony wżdy zwonili sami... Chcieli mu list z ręki wziąć,

Nie mogli go mu wziąć:

Ani cesarz, ani papież,

Ani wsze kapłaństwo takież...

Jedno przyszła żona jego,

A ściągała rękę do niego,

Eż jej w rękę wpadł list...

A gdy ten list oglądano,

Natemieście uznano,

Iż był syn Eufamijanów.

Ze wszystkich utworów naszej poezji średniowiecznej ta legenda jest najlepszym wyrazem ideału średniowiecznego, którym było życie nie rodzinne, tylko samotne, ascetyczne, pełne dobrowolnych upokorzeń i utrapień.

 Osobny dział poezji religijnej XV wieku stanowią wiersze religijno-dydak-tyczne, mające na celu zachęcić człowieka do pobożności, zohydzić mu grzech, wpoić w jego serce bojaźń przed śmiercią bez pokuty. Tu należy na przykład Skarga umierającego. Na łożu śmierci leży człowiek i jęczy:

Ach, mój smętku, ma żałości! Nie mogę sie dowiedzieci, Gdzie mam pirwy nocleg mięci, Gdy dusza z ciała wyleci;

żal mu się rozstawać z majątkiem i dziećmi, ale nade wszystko trapi go niepokój o zbawienie duszy, na które nie pracował, bo zbyt lubił uciechy światowe i pieniądze, których marność teraz dopiero poznaje:

Gdzie ma siła, ma robota? Głupiem robił po ty lata: Ośm miar płótna, siedm stóp w grobie -Tom tyło wyrobił sobie.

Halerzem łakomo zbierał. Swój żywot rozpustnie chował: Prze ty dwa bogi przeklęta Nie czciłem żadnego święta.

Jałmużnym nędznym nie dawał, Ofierym Bogu nie czynił, Ni z pirwiny, ni z nowiny Bogum nie dał z siebie winy.

Kaki to mój rozum głupi  Sobiem był szczodr, Bogu skąpy: Com kiedy Bogu poślubił, Tegom nigdy nie uczynił.

Leży ciało, barzo stęka, Duszyca się barzo lęka, Bóg się z liczby upomina, Diabeł na grzechy wspomina.

Młotem moje pirsi biją, Dusza nie śmie wynić szyją: Widzi niebo zatworzone, Widzi piekło otworzone.

Lecz jest niezawodny środek dla uspokojenia tych wyrzutów sumienia i zażegnania tego niepokoju: skrucha, spowiedź i święte sakramenty - oto sens moralny tego wiersza:

Kwap się rychło do spowiedzi, Kapłana w swój dom powiedzi, Płacz za grzechy, przymi świętość: Boże Ciało, święty olej!...

Najdłuższym, najciekawszym i najudatniejszym wierszem poezji religijno-dy-daktycznej i w ogóle całej polskiej poezji średniowiecznej jest Rozmowa Mistrza ze Śmiercią. Jest to przeróbka prozy łacińskiej, ale bardzo swobodna. Bezimienny autor miał niewątpliwy talent do szczegółowej, realistycznej charakterystyki osób oraz zacięcie satyryczne. Po inwokacji do Boga i po przestrodze ludziom, że każdy prędzej czy później umrzeć musi, zaczyna się opowiadanie tej treści. Pewien mądry mistrz, Polikarp, prosił Boga, by mu pozwolił ujrzeć Śmierć we własnej osobie; czekał niedługo: kiedy raz po nabożeństwie ludzie już wyszli z kościoła, a on sam pozostał, nagle

Uźrzał człowieka nagiego Przyrodzenia niewieściego, Obraza wielm skaradego, Łoktuszą przepasanego. Chuda, blada, żółte lica, Leści sie3 jako miednica; Upadł ci jej koniec nosa,

Z oczu płynie krwawa rosa.

Przewiązała głowę chusta,

Jak samojedź krzywousta.

Nie było warg u jej gęby,

Poziewając skrżyta zęby.

Miece oczy, zawracając,

Groźną kosę w ręku mając.

Mistrz zemdlał ze strachu, «padł na ziemię, eże stęknął», a kiedy odzyskał przytomność, zaczyna się rozmowa. Śmierć chełpi się swoją potęgą: ona ścina wszystkim głowy, bogatym i biednym, starym i młodym, mędrcom i głupcom, świeckim i duchownym. Na uwagę Mistrza, że są przecie lekarze na to, aby przedłużali życie, Śmierć odpowiada: «Otoć każdy lekarz faści6, nie pomogą jego maści»; na zapytanie, czy się można przed nią ukryć, brzmi odpowiedź:

Nikt sie przede mną nie skryje, Wszytkim żywym utnę szyje. Sama w lisie jamy łażę, Wszytki liszki w zdrowiu każę, Za kunami łażę w dzienie, Łupieże dam na odzienie. Ja dawię i gronostaje, I wiewiórkam sie dostaje, Jać też kosą siekę wilki, Sarny łapam drugiej filkiI przez płoty gonię chłopie Żurawie, takież i dropie.

Szczególniej jednak uwzięła się Śmierć na stronniczych sędziów i rozpustnych zakonników:

Morzę sędzię i podsędki, Zadam im wielikie smętki;

Gdy swoję rodzinę sądzą, Często na skazaniu błądzą: Ale gdy przydzie sąd boży, Sędzia w miech piszczeli włoży...

Inako morzę złe mnichy, Którzy mają zakon lichy, Co z klasztora uciekają, A swej wolej pożywają. Gdy mnich pocznie dziwy stroić, Nikt go nie może ukoić; Kto chce czynić co na świecie, Zły mnich we wszytko sie miece. Jestli wsiędzie na szkapicę, Wetknie za nadra kapicę; Zawodem na koniu wraca, Często kozielce przewraca. Kiedy mnich na koniu skacze, Nie weźrzałby na kołacze. Umaże się jako wiła6, Wżdy mu ta rzecz barzo miła. Gdy piechotą imie biegać, Muszę mu naprzód zabiegać. Azaż ci ji czarci niosą, Jedwo6 ji pogonię z kosą... A wżdy za nim biegać muszę, Aż z niego wypędzę duszę. Mówię to przez kłamu, wierę7, Dam go czartu na ofierę.

Tylko dobremu człowiekowi Śmierć nic złego uczynić nie może: «Acz umrze, nic nie straci: pozbędzie świeckiej żałości; pójdzie w niebieskie radości»; zły natomiast pójdzie do piekła: to sens moralny całego wiersza, który i z tego jeszcze względu jest ciekawy, że zawiera w sobie satyrę na lekarzy, sędziów i zakonników.

 O istnieniu poezji świeckiej w wiekach średnich posiadamy wprawdzie dużo świadectw, ale mało jej zabytków. Wiemy na przykład, że lud polski śpiewał pieśni obrzędowe, ale ich nie znamy; kiedy Kazimierz Odnowiciel wjeżdżał do Krakowa, witano go pieśnią: «A witajże nam, witaj, miły gospodynie8», ale i tej pieśni nie znamy. Dopiero z wieku XV dochowało się kilka zabytków poezji świeckiej.

Najstarszym jest Wiersz jakiegoś Słoty (z początku XV wieku). Jest to wiersz dydaktyczny, uczący, jak się należy zachować przy stole, a zarazem pierwszy w literaturze nie tylko polskiej, ale wszystkich narodów słowiańskich wiersz dworski, zawierający w sobie pochwałę kobiety.

Gospodnie! Daj mi to wiedzieć, Bych mógł o tym czso powiedzieć,

0 chlebowym stole!

Zgarnie na się wszytko pole: Czso w stodole i w tobole, Czsole sie na niwie zwiąże, To wszytko na stole lęże.

Przetoć stół wieliki świeboda:

Stanie na nim piwo i woda,

I k temu mięso i chleb, I wiele inych potrzeb, Podług dostatka tego, Ktole może dostać czego.

Zjutra wiesiół nikt nie będzie, Aliż gdy za stołem siędzie, Toż wszego myślenia zbędzie. A ma z pokojem sieść, A przy tym sie ma najeść.

A mnogi idzie za stół, Siędzie za nim jako wół, Jakoby w ziemię wetknął kół! Nie ma talerza karmieniu swemu, Eżby ji ukroił drugiemu, A grabi sie w misę przód, Iż mu miedźwno6 jako miód. Bogdaj mu zaległ usta wrzód!...

A je z mnogą twarzą cudną, A będzie mieć rękę brudną! Ana też ma k niemu rzecz obłudną. A pełną misę nadrobi Jako on, co motyką robi; Sięga w misę prze drugiego, Szukaję kęsa lubego: Niedostojen nic dobrego!

Panny! Na to sie trzymajcie: Małe kęsy przed się krajcie! Ukrawaj często, a mało, A jedz, byleć się jedno chciało! Tako pannń, jako pani Ma to wiedzieć, czso się gani.

Lecz rycerz albo panosza Czci żeńską twarz: toć przysłusza! Czso masz na stole lepszego przed sobą, Czci ją, iżby żyła z tobą... Boć jest korona czsna pani: Przepaść by mu, kto ją gani! Od Matki Boże tę moc mają, Iż przeciw jim książęta wstają I wielką jim chwałę dają. Ja was chwalę, panny, panie, Iż przed wami nic lepszego nie!...

Ktokoli czci żeńską twarz, Matko Boża, ji tym odarz: Przyjmi ji za sługę swego, Schowaj grzecha śmiertnego I też skończenia nagłego! Boć paniami stoi wiesiele, Jego jest na świecie wiele; I od nich wszytkę dobroć mamy, Jedno na to sami dbajmy. I toć są źli, co jim szkodzą, Bo nas ku wszej czci przywodzą.

Kto nie wie, przecz by to było, Ja mu powiem, ać mu miło6: Ktokoli czsną matkę ma, S niej wszytkę cześć otrzyma; Prze nię nikt mu nie gani: Tęć ma moc każda czsna pani. Przetoż je nam chwalić słusza, W kim jeść7 koli dobra dusza. Przymicie to powiedanie, Prze waszę cześć, panny, panie!

Też, miły Gospodnie mój, Słota, grzeszny sługa Twój, Prosi za to Twej miłości, Udziel nam wszem swej radości. Amen.

Wiersz ten prócz tego, że jest najstarszym wierszem polskim treści świeckiej (chociaż jak cała literatura średniowieczna przesiąknięty duchem religijnym), przez to jeszcze zasługuje na uwagę, że zawiera w sobie niektóre rysy obyczajowe wzięte wprost z życia: przecie autor nieraz widział na własne oczy, jak się Polacy przy stole zachowują.

Charakter obyczajowy posiada i Satyra na chłopów (z drugiej 'połowy XV wieku), w której nieznany autor, szlachcic, wyrzuca im lenistwo i brak życzliwości względem panów:

Chytrze bydlą z pany kmiecie,

Wiele sie w ich siercu plecie.

Gdy dzień panu robić mają,

Częstokroć odpoczywają,

A robią silno obłudnie.

Ledwo wyńdą pod południe,

A na drodze postawają,

Rzkomo pługi oprawiają:

Żelazną wić doma złoży,

A drzewianą na pług włoży.

Wprzągają chory dobytek,

Chcąc zlechmanić ten dzień wszytek:

Bo umyślnie na to godzi,

Iż sie panu źle urodzi.

Gdy pan przydzie, dobrze orze;

Gdy odydzie, jako górze

Stoi na roli, w lemiesz klekce:

Rzekomo-ć mu orać nie chce.

Namysłem potraci kliny,

Bieży do chrusta po iny.

Szedw6 do chrusta, za krzem leży,

Nierychło zasię wybieży.

Mniema-ć każdy człowiek prawie,

By był prostak na postawie,

Boć sie zda jak prawy wołek,

Aleć jest chytry pachołek.

Układano także już w wiekach średnich pieśni historyczne o ważnych zdarzeniach; odgrywały one wówczas podobną rolę, jaką dziś grają gazety: obiegały cały kraj i roznosiły wiadomość o doniosłych wypadkach. Były na przykład pieśni polskie o bitwie pod Grunwaldem, ale się niestety-poza drobnym szczątkiem-nie przechowały do naszych czasów. Jedyną znaną nam dzisiaj pieśnią historyczną z XV wieku jest Pieśń o zamordowaniu Jędrzeja Tęczyńskiego przez mieszczan krakowskich. W roku 1461, podczas wojny z Krzyżakami, Jędrzej Tęczyński, znamienity rycerz, wybierając się na wojnę oddał zbroję do naprawy płatnerzowi krakowskiemu Klemensowi; kiedy ten nie naprawił jej na czas, Tęczyński wyciął mu policzek; wszczęła się bójka pomiędzy szlachtą a mieszczanami, która skończyła się smutno: Tęczyński schronił się do kościoła franciszkanów i tutaj zamordowali go mieszczanie, za co ich później surowo ukarano. O tym to wypadku opowiada nieznany autor pieśni, szlachcic, nie kryjąc się ze swym oburzeniem przeciwko zuchwałym mieszczanom, że się na szlachcica targnąć ośmielili.

A jacy to źli ludzie mieszczanie krakowianie, Żeby pana swego, wielkiego chorągiewnego, Zabiliście, chłopi, Andrzeja Tęczyńskiego! Boże, sie go pożałuj, człowieka dobrego, łże tako marnie szczedł1 od nierównia swojego!

Chciał ci królowi służyci, swą chorągiew mięci, A chłopi pogańbieli dali ji zabici -W kościele ci zabili: na tym Boga nie znali, Świętości nizacz nie mieli, kapłany poranili.

Zabiwszy, rynną ji wlekli, na wschód nogi włożyli, Z tego mu gańbę czynili.

Do wrocławianów posłali - do takich, jako i sami -A skarżąc na ziemiany, by im gwałty działali. Wrocławianie im odpowiedzieli, żeście to źle udziałali, Żeście się ukwapili, człowieka zabili.

Kłamacie, chłopi, jako psy, byście tacy byli: Nie stoicie wszytcy za jeden palec jego! Mnimaliście, chłopię by tego nie pomszczono? Jużci ich sześć sieczono; jeszcze na tym mało!

A ten Walko radźca, ten niewierny zdradźca, Z Greglarem sie radzili, jakoby ji zabić mieli.

Pan krakowski, jego miłość, z swoimi przyjacioły -Boże, je racz uzdrowić, że tego pomścili!

Jaki to syn szlachetny Andrzeja Tyczyńskiego, Żeć on mści gorąco oćca swego. Boże, ji racz pozdrowić ode wszego złego! Amen.

Obydwa te wiersze-o leniwych chłopach i o Tęczyńskim- są bardzo znamienne jako wyraz wzrastającej w szlachcie XV wieku niechęci, a nawet pogardy ku chłopom i mieszczanom; szlachta już w wieku XV staje się warstwą panującą i myśli o pognębieniu chłopów i mieszczan; w wieku XVI zamiary swoje urzeczywistniła.

Z utworów liryki świeckiej XV wieku przechowało się kilka drobnych wierszyków miłosnych, z których jeden na przykład brzmi tak: «Ach, miły Boże! Toć boli, kiedy chłop kijem głowę goli, ale barziej boli, kiedy miła inszego woli.» Najciekawszym jest List miłosny jakiegoś zakochanego żaka uniwersytetu krakowskiego do ukochanej, ujmujący naiwnością uczucia zarówno, jak wyrazu. Pochodzi z końca XV wieku.

W jedności, stałości serca mego Żadnemu nie objawiam tego, Jedno tobie, namilejsza! Moje pocieszenie, A przy tym pozdrowienie

I pokłonienie na obiedwie kolanie aż do samej ziemie -Bo tego jest w obyczajach wiele; I po wtóry kroć pozdrowienie I pokłonienie Na obiedwie kolanie Aż do samej ziemie.

Przy tym, namilsza, nawiedzam zdrowie twoje, A tobie też opowiedam swoje. Toć na mię wie Pan Bóg z wysokości, Iż ja ciebie miłuję z serdecznej miłości, Tak iż też o tobie nie mogę przestać myślić we dnie i w nocy, Dobrze ze mnie zdrowie nie wyleci, Toćbych ja siebie nic nie żałował, Bych sie jedno z tobą, moja namilsza, nagadał I do wolej namiełował...

O Boże wszechmogący, który panujesz stworzeniu swemu, Oddal dziś smutek, który panuje sercu memu, Boć muszę na każdą godzinę wzdychać, A ciebie, miłą, zawsze wspominać.

By sie wszyscy doktorowie argowali, Jeszcze by mojego smutku nie wypisali, Bo tak me serce jest wielmi zranione. By były wszyćki maści zebrane, Apteki przyrównane, Nie mogłyby mieć pomocy Kromia bożej mocy. Jedno ty, mój przyjacielu namilszy, Ty jeś też ze wszech nawdzięczniejszy, Ty pocieszycielu, ty ochłodzisz, Ty uzdrowić raczysz!

A by sie też wszyćcy ptacy zlecieli, Tedyby sie takowej miłości dziwowali.

A jeszcze, moja namilejsza, Przez ten list niniejszy pytam: Powiedz mi co wesołego Dla pocieszenia serca mego...

A zatem cię poruczę Onemu, Co służy wszytek świat Jemu, I po wtóry kroć poruczam cię Panu Bogu, Który wstał trzeciego dnia z grobu.

Imienia, miła, swego Nie wypisuję dla podeźrzenia ludzkiego, Bo dziś, co młodzi ludzie baczą, Na to i wrony kraczą...

A jeślim ja tobie mił, Chcę, aby ten list na cię zawżdy patrzył, A póki sie nie zedrą słowa listu tego, Póty ty, ma namilsza, nie wynidziesz z serca mego. Amen.

Podobne prace

Do góry