Ocena brak

Poezja neoklasyczna (jeszcze o skamandrytach) - Cena szczęścia

Autor /Bronislaw444 Dodano /29.04.2011

W wielowiekowych dziejach klasycyzmu (od starożytności aż po Oświecenie) spotykamynie tylko wizje szczęścia – wiarygodne lub iluzoryczne, powoływane z naiwną wiarą lub zironicznym dystansem. Klasycyzm zna przecież także krwawą epopeję, tragedię i tragizm,elegijny smutek (Goethe). Kwestią fundamentalną pozostaje tu jedna pewność, iż świat jestuporządkowany, a zatem ból, cierpienie, rozpacz – mają sens.

Świat bywa okrutny, lecz niewolno, powiada klasycyzm, poddawać się myśli, iż jest absurdalny.Tę – dojrzałą, trudną – ideę odnajdujemy u poetów Dwudziestolecia. Utwory Staffa, Iw-aszkiewicza, Tuwima mówiły nie tylko o szczęściu, ale i o cenie szczęścia (spokoju, harmo-nii). Autorzy nie ukrywali swych zwątpień i wahań. Iwaszkiewicz w wierszu XXXVII (Lato1932) pisał wprost:

Ja tylko tak udaję,

Że się nocy nie boję,

Kiedy w moim pokoju

Przed czarnym oknem stoję.

W lirykach Staffa obok afirmacji życia znajdziemy niemało wypowiedzi na temat marno-ści człowieczego bytowania; umiarkowany optymizm krzyżuje się tu z pesymizmem różnychodcieni i barw (aż do najczarniejszego), zawołania radosne sąsiadują ze zwierzeniami pełny-mi goryczy, a wiara w sens i lad bywa podważana. Klasycyzm musi się bronić – przed wła-snym zwątpieniem.

Jednym z najczęstszych wariantów obrony była  l i r y k a  z w ą t p i e n i a  p o k o n y wa n e g o. W wierszu pojawiały się zarówno zdania zaprzeczające fundamentalnym warto-ściom klasycyzmu, jak i sądy przywracające im trwałość. Utwór stawał się  z b i o r e m  a n ty t e z. Podmiot zapewniał czytelnika na przemian, że wiara w ład świata wyczerpała się cał-kowicie, a jednocześnie, że jest niewyczerpalna; że życie w harmonii z naturą jest możliwe iże nie jest możliwe; że nie ma żadnej nadziei na radość i że nadzieja na radość istnieje.

Aprzecież nie były to sądy względem siebie równoważne. I c h  c i ę ż a r  z a l e ż a ł  o d  t e go, w  k t ó r e j  c z ę ś c i  t e k s t u  s i ę  p o j a w i ł y. Jeżeli w początkowej partii wiersza,to znaczyło, że ich pozycja jest słaba, gdyż w dalszym toku mogą ulec zakwestionowaniu, anawet całkowitemu odwróceniu. Mogło się bowiem okazać, iż towarzyszący tym zdaniomnastrój był dziełem chwili, pomyłką w rachunku wartości, nieostateczną, krótkotrwałą uległo-ścią wobec naporu cudzych, bałamutnych przeświadczeń. Z kolei sądy, które pojawiały się nakońcu tekstu, zdobywały pozycję mocną.

Rację miał głos ostatni (por. w tym rozdziale uwagio roli pointy, s. 79).Oto Bunt jesienny Staffa. Cały jest katalogiem neoklasycznych wartości, które zrazu wy-dają się zagrożone. Autor zwierza się z klęski. Opuścił go spokój, ta „wywalczona z mozołempogoda”. Poeta jest „jak samotna, przydrożna gospoda, / Do której się o zmierzchu wdarłyrzezimieszki”. Znikąd gwarancji sensu i porządku. „I tylko jedno pewne, że nic nie wiado-mo”. A jednak – czytamy w strofach końcowych – nie wolno się poddawać zgorzknieniu,trzeba spróbować jeszcze raz, „Na nowo zacząć żmudną pracę Penelopy, / Choćby ją znówpruć przyszło od samego wątku”. Bo zwątpienie dyktują uczucia.  A uczuciom nie należyufać. Dla klasyka ostateczną instancją pozostaje – od wieków – rozum.

Przemierz raz jeszcze wszystkie szczyty i otchłanie,

Niech wiara twa zapory obala i kruszy,

Aż runiesz i z wszystkiego rozum ci zostanie,

Ta ostatnia kolumna na ruinach duszy.

Buntem jesiennym kończy się tom Barwa miodu. Wiersz jest pointą tomu. Zawarta w tymwierszu konkluzja staje się zwieńczeniem walk wewnętrznych, którym została poświęconaksiążka Staffa.

Podobne prace

Do góry