Ocena brak

Poezja kabaretowa (skamandryci i inni) - Jak pozyskać publiczność?

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

Jest ich pięciu. Spotykają się w Warszawie. Dwaj tutaj się urodzili. To Leszek Serafino-wicz (pseudonim literacki Jan Lechoń 1899 – 1956), słynący do niedawna w kręgach gimna-zjalnych jako niestrudzony wierszopis i autor oracji okolicznościowych, obecnie student po-lonistyki, i Antoni Słonimski (1895 – 1976), który chce zostać malarzem, studiuje w SzkoleSztuk Pięknych. Trzeci przybył z Kijowa. Nazywa się Jarosław Iwaszkiewicz (1894 – 1980).Kiedyś marzył o karierze kompozytora, potem zajął się literaturą, tymczasem zarabia na życiejako prywatny nauczyciel w domu pewnego arystokraty. Czwarty, Kazimierz Wierzyński(1894 – 1969), urodzony w Drohobyczu, ma zapisany w swoim życiorysie patriotyczny epi-zod wojenny i niewolę w Rosji. Wreszcie piąty (jak wkrótce się  okaże – najwybitniejszy znich): Julian Tuwim (1894 – 1953), łodzianin; w stolicy rozpoczął studia prawnicze i filozo-ficzne.

Piszą wiersze. Reprezentują pokolenie wkraczające do literatury u progu Drugiej Niepod-ległości. Są utalentowani i wiedzą o tym. Są młodzi i żyją w kraju, w którym młodość poetyjest atutem, ale i zobowiązaniem. Przełom romantyczny utrwalił przeświadczenie w świado-mości ogółu, iż to młodość rewolucjonizuje kulturę, „nowości potrząsa kwiatem” (AdamMickiewicz w Odzie do młodości). Od debiutantów oczekuje się śmiałych reform, lecz młodepokolenie powojenne znajduje się w sytuacji trudniejszej niż – przed niespełna stu laty – po-kolenie romantyków, gdyż nie występuje pod jednym sztandarem.

Cała kultura jest podzielo-na na zwalczające się wzajem orientacje – młodość także.Nasza piątka nie lubi walki, nie chce ogłaszać programu artystycznego. Zostanie za to nie-bawem zbesztana przez najwyższy wówczas autorytet krytyki literackiej – Karola Irzykow-skiego, który niechęć do ogłaszania programów potraktuje jak niebezpieczną chorobę. Nazwie ją „programofobią”. Napiętnowani poeci nie zmienią jednak  postawy. Nie dowierzająprawodawcom nowych „izmów”. Widzą, jak w powodzi programów, deklaracji, obietnic (po-dobnie jak w agitacji przedwyborczej partii politycznych) narastający zamęt skutecznie od-strasza od poezji rzesze odbiorców nie wtajemniczonych.

A młodym poetom warszawskimzależy przede wszystkim na przymierzu z publicznością! Ich zdaniem nie obietnice, lecz kon-kretne utwory i nie mędrcy od teorii sztuki poetyckiej, lecz masy czytelnicze decydują o tym,czy warto pisać.Jak pozyskać publiczność? Jak wtajemniczyć odbiorcę w nowe kanony piękna, gdy są kło-poty z wydaniem książki, a nawet z zamieszczeniem wiersza w gazecie? To pytanie zadawalisobie młodzi twórcy nie raz. Niektórzy dostrzegali szansę – w kabarecie.

Podobne prace

Do góry