Ocena brak

Poezja kabaretowa - Przeciw kabaretowi

Autor /Waldek9999 Dodano /28.04.2011

Nie każdy program artystyczny tolerował związki z tą firmą. Jeżeli dla kogoś poezja byładziedziną skupionej powagi, która powinna uświęcać ludzkie myśli i czyny, ten określeniem„kabaretowy” posługiwał się jak przyganą lub obelgą (w takiej właśnie pamfletowej intencjipisano na obczyźnie w latach drugiej wojny światowej o „kabaretowości” Kwiatów polskichJuliana Tuwima).

Kabaretowością sztuki poetyckiej nie byli zachwyceni spadkobiercy ro-mantyzmu, wyznawcy estetyki wzniosłości, stróże wielkich mitów narodowych. Inspiracjamikabaretowymi pogardzali także poeci głoszący program sztuki trudnej, wymagającej od czy-telnika skupienia i wysiłku; dla tych autorów nurt kabaretowy był kultem łatwizny i lenistwa.„Najmłodsza poezja nasza (...) wzięła na się z impetem przedwiekową rolę zabawiaczkitłumów. I, uderzywszy w bębny uliczne, postanowiła przez kabarety i kawiarnie narzucić in-dolencji polskiej swoje wartości” – z ubolewaniem w artykule wstępnym pisali założyciele„Nowego Przeglądu Literatury i Sztuki” (1920); pismo to wyrażało niepokoje starszych gene-racji (Wacław Berent, Leopold Staff, Stefan Żeromski).

Najpoważniejszy zarzut wobec poezji kabaretu i kawiarni dotyczył przywilejów... złej po-ezji! Nie da się ukryć: w przedstawieniach kabaretowych dopuszczano raz po raz do głosuwierszyki słabiuteńkie. Pikadorczycy wspominają, iż wielokrotnie godzili się na występykażdego, kto – spośród publiczności – zapragnął nagle odczytać głośno swe utwory. Nieraz nascenę wdzierał się autor wierszydeł niezdarnych, miernota lub zgoła nieuleczalny grafoman.Taki był między poetami a widzami niepisany „pakt kabaretowy”, zgoda na wspólną zabawę.Ratunkiem przed „gościnnymi występami” grafomanów pozostawała kpina, parodiowaniezłych wierszy.

G r a f o m a n  s t a ł  s i ę  j e d n y m  z  b o h a t e r ó w  k a b a r e t o w e j  p o e z j i.Niedoścignionym prześmiewcą „radosnej twórczości” okazał się Gałczyński. Oto fragment kapitalnych Piosenek naczelnika wydziału grobownictwa z 1936 roku, parodiujących kiepskąpoezję, a – przy okazji – gwarę wileńską:

Ty mnie nie kochasz.Ja to wiem.I stąd mój smutek wynika.Podobno już innego masz,jakoby pułkownika.On u „Jabłkowskich” kupuje ci,w ramionach ciebie kaczajak do kotka mówi ci – ci,jakoby u niego dacza.Przy daczy jest zagłuchły sad,maliny i tulipany i też jakoby jego brat pułkownik dyplomowany.Znaczy we dwóch będą cię brać,rozjeżdżać co niedzielę,a ja w agreście będę stać i w końcu się zastrzelę.

Nie wszyscy gotowi byli tolerować taką zabawę w poezji – kosztem jej zadań poważnych.Uważali, że jest to śmietnik sztuki. „A właśnie w kabarecie wśród figlów pośpiechu / Muchązdobna łysina trzęsie się ze śmiechu” – pisał Bolesław Leśmian w Pejzażu współczesnym; dlaniego kabaret był jedną z oznak upadku kultury.

Podobne prace

Do góry