Ocena brak

Poezja Jana Kochanowskiego - Muzy

Autor /Saleta Dodano /21.09.2012

Poetą był Kochanowski z bożej łaski: urodził się nim i ten dar boży poczytywał za szczęście. Dla zysku nie tworzył nigdy, dla cudzego pożytku - tylko wyjątkowo: prawie wszystkie jego poezje wypłynęły z żywiołowego pędu do twórczości, która była mu tym, czym śpiew dla ptaka; o sławę poety chodziło mu bardzo, ale nie o doczesną, tylko o nieśmiertelną. Swoje wyznanie wiary poetyckiej złożył sam w króciutkim poemacie lirycznym Muzy. Oto jego początek i koniec.

Sobie śpiewam a Muzom! Bo kto jest na ziemi, Co by serce ucieszyć chciał pieśniami memi? Któ nie woli tym czasem zysku mieć na pieczy, Łapając grosza zewsząd, a podobno Przeczy, Bo z rymów co za korzyść krom próżnego dźwięku?

Ale kto ma pieniądze, ten ma wszytko w ręku: Jego władza, jego są prawa i urzędy,

On gładki, on wymowny, on ma przodek wszędy. Nie dziw tedy, że ludzie cisną sie za złotem,

A poeta, słuchaczów próżny, gra za płotem, Przeciwiając sie Świerczom, które nad łąkami

Ciepłe lato witają głośnymi pieśniami. Jednak mam tę nadzieję, że przedsię za laty

Nie będą moje czułe nocy bez zapłaty, A co mi za żywota ujmie czas dzisiejszy,

To po śmierci nagrodzi z lichwą czas późniejszy; I opatrzył to dawno syn pięknej Latony,

Że moich kości popiół nie będzie wzgardzony! Przeto, jako was kolwiek prosty gmin szacuje,

Panny, którym lotnego konia zdrój smakuje, Ja jeden niech wam służę, a za cześć poczytam

Sobie, że sie dróg inszych niż pospolstwo chwytam... Za wami idąc, ani o bogate złoto, Ani o perły drogiej ceny dbam, jako to

O rzeczy, które wedle swego zahaczenia

Raz mnie Szczęście, raz temu da, krom zauważenia. Ale to moja praca. Bezecna Zazdrości, Przepadni ziemię, abym i w tej śmiertelności, i potem był u ludzi w powieści uczciwej,

A nie podlegał wszytek śmierci zazdrościwej! Do tego mi pomóżcie, o boginie święte, Szczęściąc przyjaźnią swoją prace me zaczęte!

By mi nie był zostawił ojciec nic po sobie, Albo żebym nie umiał przestać na chudobie,

Jednakby mię Myszkowski Piotr był nie przebaczył, Który swą hojną ręką podeprzeć mię raczył -

Nie przeto, żebym przed nim stał w pacholczym kole Albo i przy nastółce ciągnął sie przez pole,

Ale żebym, wygnawszy niedostatek z domu, Tym głośniej śpiewał, a nie podlegał nikomu.

Tę łaskę jego, proszę, Siostry wiekopomne, Pomnicie opowiadać na czasy potomne...

A ja, o Parmy, niechaj wiecznie wam hołduję I żywot swój na waszych ręku ofiaruję,

Kiedy ziemi zleciwszy śmiertelne zewłoki, Ogniu rówien prędkiemu, przeniknę obłoki!

W nadziejach swoich nie zawiódł się Kochanowski: potomność orzekła, że on jest największym poetą niepodległej Polski, że nie było u nas większego poety przed Mickiewiczem.

Poetą genialnym nie był: wyobraźnię miał żywą, ale niezbyt bujną; uczucie szczere, serdeczne, ale nie płomienne. Lecz talent miał niepospolity (mianowicie liryczny), a nadto posiadał przymiot bardzo jeszcze w owoczesnej Polsce rzadki: zmysł piękna; a stąd jego poezja ma w sobie tyle wdzięku.

Talent zarówno, jak zmysł piękna przyniósł z sobą ha świat; ale i jedno, i drugie rozwinął i uszlachetnił drogą usilnej pracy, mianowicie drogą studiów nad literaturą po części włoską, a przede wszystkim starożytną, w której się rozmiłował i którą poczytywał za największe piękno: prpza Cycerona była mu «anielską», pieśni Horacego - mad złoto droższymi»; o umiłowaniu Homera świadczy najlepiej jego Monomackija Parysowa z Menelausem (to jest przekład trzeciej pieśni Iliady). Z tego uwielbienia poetów starożytnych poszło, że i we własnych poezjach, polskich zarówno, jak łacińskich, często ich naśladował, zapożyczał od nich myśli, posługiwał się mitologią, pomysły swoje przyoblekał w starożytne formy (jako to: elegie, ody i pieśni, epigramaty i fraszki itd.). Główną miarą wartości i głównym zadaniem poety było w jego oczach, jak w oczach wszystkich w ogóle humanistów, nie stwarzanie nowych form i nie oryginalność pomysłów, tylko możliwie wierne i dokładne naśladowanie poetów starożytnych. Z tym wszystkim ślepym ich naśladowcą nie był i być nie mógł, skoro treści i natchnienia do swej poezji szukał nie tylko w literaturze starożytnej, ale także w Piśmie świętym oraz we współczesnym życiu -swoim własnym i swojego narodu; toteż jego najznakomitsze utwory, chociaż mają nieraz pokost starożytności, są pod względem treści i ducha nowoczesne, bo polskie i chrześcijańskie.

Treść poezji Kochanowskiego jest bardzo bogata. Przed nim poezja polska miała cel prawie wyłącznie praktyczny: świecka uczyła czytelników moralności albo wprost (na przykład Wizerunk Reja), albo za pomocą satyry (na przykład Krótka rozprawa), a religijna uczyła ich, jak służyć Bogu. Kochanowski pierwszy rozszerzył ten ciasny zakres; wprawdzie i on uprawiał niekiedy poezję dydaktyczną i satyryczną, pragnąc uczyć swoje społeczeństwo; ale w najznakomitszych swych utworach nie miał na widoku korzyści praktycznej - «sobie śpiewał a Muzom»: jeżeli śpiewał pieśni na cześć Boga, to wcale nie dlatego, by pouczyć czytelników, jak mają służyć Bogu, ale jedynie dlatego, że chciał wypowiedzieć to, co jego własne serce względem Boga czuje; jeżeli w Trenach opłakiwał zgon Orszulki, to tylko dlatego, że własne serce domagało się przelania ciężkiego smutku w poezję. W ogóle najchętniej Kochanowski wypowiada w poezji własne uczucia: miłość Boga, pięknej natury, ojczyzny,umiłowanej kobiety, ukochanego dziecka; mówi o własnych smutkach i radościach, o własnym bólu i weselu, o własnych niepokojach i nadziejach, pragnieniach i rozczarowaniach. Niektóre z tych uczuć, na przykład ból po stracie dziecka, odsłania w całej pełni, na inne, na przykład na smutek płynący z osobistych zawodów, zarzuca lekką zasłonę i wyraża je z przedziwną dyskrecją, nakazaną przez szlachetną dumę.

Oto dlaczego jest poezja Kochanowskiego zwierciadłem jego własnej duszy, i przez to właśnie rozszerzył on niepomiernie zakres poezji polskiej: wprowadził do niej świat duszy ludzkiej, świat niewidzialny, ale równie bogaty jak widzialny. I to pierwsza jego wielka zasługa.

A druga polega na tym, że on dopiero dał poezji ojczystej poetyczny język i w ogóle piękną formę. Rej w Wizerunku> żeby wyrazić wielkość Boga, mówi, że człowiek jest w stosunku do Stwórcy, czym mucha do wielbłąda, a komar do wołu: wyrażenie to obrazowe, ale niepoetyczne, niepiękne; Kochanowski, żeby wyrazić wielkość Boga, mówi: «Tyś pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował - i złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował... Za Twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi, -a zamierzonych granic przeskoczyć się boi.» Tutaj jest już nie tylko obrazowość, ale i piękność, jest piękna przenośnia, która stanowi tak wielką ozdobę stylu poetyckiego. Pełno takich przenośni w poezji Kochanowskiego, na przykład: «Wilna cicha - górę, z wieku sadzoną, potajemnie spycha, - czyniąc sobie gościniec bliski do siestfzyce, - której szumny bieg słyszy przez wąskie granice»; «A wtem dzień zszedł, noc na jego miejsce nastąpiła, - swymi skrzydły wszytkę ziemię i niebo zakryła»; «A niechaj już Unijej w skrzyniach nie chowamy, - ale ją w pewny zamek do serca podamy» (mowa o unii lubelskiej); «Lato Wiosnę goni, - a czujna Jesień przed Zimą sie chroni»; «mokra śmierć zewsząd sie dobywa» (w opisie burzy morskiej); «serce me zbiegło do Hanny»; «w cnotę własną sie ogarnę»; «złota strzała» (miłości). Nowych wyrazów tworzył Kochanowski mało (nierównie mniej niż Rej, którego słownik jest w ogóle znacznie bogatszy): w przytoczonych przenośniach są nowe piękności, ale wydobyte z umiejętnego łączenia wyrazów starych. Na nieliczne neologizmy składają się głównie epitety złożone, na przykład: «wiatronogi» albo «żartkonogi» (koń), «władogromy» (Bóg), «nocoświetny» (księżyc), «wszystkokrotny» (wiek). Wszystkie te i inne epitety tworzył Kochanowski za przykładem poetów starożytnych (zwłaszcza greckich); za ich także przykładem posługiwał się niekiedy przekładnią, czyli inwersją, na przykład: «A ty więc drogimi-rzuć się ojcu do szyje ręczynkami swymi» (zamiast: a ty więc rzuć się ojcu do szyje drogimi ręczynkami swymi), albo: «Czasie, pożądnej ojcze niepamięci, - w co ani rozum, ani trafią święci, - zgój smutne serce» (zamiast: Czasie, ojcze pożądnej niepamięci, zgój smutne serce, w co ani rozum, ani święci nie trafią). W ogóle zdając sobie sprawę z tego (czego ani rymopisowie średniowieczni, ani Biernat z Lublina, ani Rej jeszcze nie rozumieli), że poezja od prozy różni się nie tylko wierszem, ale i stylem, wziął Kochanowski gorąco do serca radę Horacego, żeby nie szczędzić pracy nad formą utworu poetyckiego: on pierwszy z poetów piszących po polsku rozumiał, że sam jeden talent czy natchnienie nie stworzy prawdziwie pięknego utworu, że nie ma wielkiej poezji bez świadomej próby artystycznej, że nawet prostota poezji nieraz bywa owocem mozolnej pracy. Otóż jedna z największych piękności poezji Kochanowskiego polega na tym, że się w niej (podobnie jak w poezji Mickiewicza) ozdobność stylu łączy, jeżeli nie zawsze (dzięki mitologii i przekładniom), to najczęściej - z prostotą.

Nie dosyć na tym. Styl poezji Kochanowskiego jest zawsze właściwy, to jest odpowiadający treści: inaczej mówi poeta o Bogu, inaczej o ojczyźnie, inaczej o sobie; a poprzednicy jego na polu poezji polskiej nie potrafili tej sztuki: Rej na przykład w Wizerunku mówi o przedmiotach poważnych często w sposób zbyt pospolity, niekiedy rubaszny. A jak styl, tak i wiersz Kochanowskiego jest zawsze właściwy: raz krótszy, drugi raz dłuższy, o rytmie to żywym, to powolnym - zawsze doskonale dobrany do opiewanego przedmiotu i do uczucia poety; różnorodność wiersza i strofy jest ogromna. Słowem, pomiędzy treścią a formą poezji Kochanowskiego panuje doskonała harmonia.

Oto jego główne zasługi: rozszerzenie treści poezji polskiej i stworzenie pięknej formy. A ponieważ bez pięknej formy nie ma prawdziwej poezji (mogą być tylko wiersze), więc on to jest twórcą poezji polskiej i słusznie powiada sam o sobie: «...żem sie rymy swymi - ważył zetrzeć z poety co znakomitszymi; - i wdarłem sie na skałę pięknej Kalijopy, - gdzie dotychmiast nie było śladu polskiej stopy !> Ślicznie powiedział Mickiewicz, że jak Stefan Batory chciał uczynić Polskę państwem europejskim, tak Kochanowski pragnął sztukę polską uczynić europejską; tylko że Batory zbyt krótko żył na to, aby cel swój urzeczywistnić, a Kochanowski wykończył swoje dzieło: podniósł poezję polską do godności europejskiej i jak o Kazimierzu Wielkim powiedziano, że zastał Polskę drewnianą, a pozostawił po sobie murowaną, tak i o Kochanowskim powiedzieć można, że zastał w Polsce tylko wiersze, a pozostawił po sobie poezję. Jego utwory wytknęły poezji polskiej nowe drogi, po których kroczyła przez dwa wieki: Satyr, Fraszki i Pieśnią Psałterz i Treny wywołały cały szereg naśladowań. Ale mistrzowi nie dorównał ani jeden z jego uczniów. W wieku XIX poezja nasza zajaśniała nowym blaskiem, ukazali się poeci genialni, a jednak pieśń Kochanowskiego nie straciła swego uroku ani prawdy. Do dziś dnia hymn o dobrodziejstwach bożych żywo przemawia do tych, co odczuwają wielkość i piękność stworzenia; dusza zbolała śmiercią ukochanej istoty i dziś, jak przed wiekami, pozna w Trenach swój własny ból; a niejedna matka Polka i dziś jeszcze w chwilach niepokoju modli się słowami psalmu «Kto się w opiekę poda Panu swemu».

 

temat/Gdanski">ref="/temat/Ostrze">

Do góry